Wraca pytanie o koronera

Autor: RR • • 05 sierpnia 2015 10:26

W Mielcu lekarz rodzinny odmówił wyjazdu w celu wypisania karty zgonu. Uznał, że zmarły to nie jego pacjent, bo nie był na wizycie od trzech miesięcy. TVN24 nazywała zdarzenie "potężnym skandalem lekarskim w Mielcu!". Niesłusznie. Takich przypadków jest w Polsce znacznie więcej. Przestały być niewyobrażalnymi skandalami.

Dopełnienie wymaganych formalności związanych ze zgonem nierzadko stwarza ogromne komplikacje dla rodzin, które bez tego dokumentu nie mogą rozpocząć formalności umożliwiających pochówek. Teoretycznie sprawę powinna załatwić jedna wizyta lekarza rodzinnego. Tymczasem z różnych stron Polski napływają sygnały o kłopotach rodzin zmarłych z doproszeniem się wizyty lekarza.

Dlaczego odmawiają?

Odmawiają, bo np. nie pracują w weekendy, a w dni powszednie tylko o określonych godzinach. Ale prawdziwy horror zaczyna się wtedy, kiedy zmarły nie miał lekarza rodzinnego lub pochodził z innego miasta.

Co myślał lekarz z Mielca, który odmówił wystawienia karty zgonu? Tego nie wiemy. W każdym razie raczej nie chodziło o problem z dotarciem na miejsce. Przychodnia POZ, w której przyjmuje chorych, mieści się zaledwie kilkaset metrów od domu, gdzie znajdowały się zwłoki.

Pewne światło na motywy rzuca stanowisko Porozumienia Zielonogórskiego nt. nowych wzorów karty zgonu (obowiązują od 1 marca). Tomasz Zieliński, ekspert z Porozumienia Zielonogórskiego, zwraca uwagę, że wiele danych, które trzeba ustalić, jest zbędnych, a czasem nawet są one niedostępne dla lekarza stwierdzającego zgon. - Mam wrażenie, że jest to kolejny przykład przerzucania na lekarzy obowiązków urzędników, w tym wypadku urzędów statystycznych - komentuje Zieliński.

Według nowych ministerialnych wzorów, w karcie należy wpisać - jeśli są znane - w przypadku dziecka do roku życia m.in.: godzinę urodzenia, informacje o stanie jego zdrowia w chwili urodzenia (długość, ciężar ciała, punkty w skali Apgar), informacje o przebiegu ciąży i porodzie (okres trwania ciąży, wielorakość porodu oraz liczbę dzieci urodzonych przez matkę).

Ponadto należy podać wykształcenie zmarłego, miejsce zamieszkania zmarłego, w tym okres przebywania na obszarze danej gminy.

Może to zniechęciło lekarza do wizyty w domu zmarłego? Jeden z internautów tak skomentował w portalu rynekzdrowia.pl skutki biurokratycznej mitręgi: "Wobec tego jedynym rozwiązaniem jest określenie przyczyny zgonu jako "nieznana" i skierowanie zwłok na sekcję patomorfologiczną lub sądowo-lekarską. Jeszcze weselej będzie dla kart zgonu dla NN, no bo komu ją wystawić?"

Nie uzdrowi, ale niech pomoże

Z tych właśnie powodów Porozumienie Zielonogórskie postuluje wprowadzenie instytucji koronera - osoby zawodowo zajmującej się stwierdzaniem zgonu i wystawianiem kart zgonu. Miałby on możliwość analizowania każdego przypadku. Obecnie jednak najczęściej zgon stwierdza lekarz rodzinny, dla którego, jak przypomina PZ, nie jest to podstawowy obowiązek.

Tym tropem poszedł prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski zaniepokojony rozpaczliwymi sygnałami mieszkańców. W kwietniu wysłał pismo do Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ z pytaniem o możliwość zapisania w umowach z przychodniami POZ obowiązku stwierdzania zgonu przez pracujących w nich lekarzy.

Nie poprzestał jednak na tym. Podjął rozmowy z władzami powiatu bydgoskiego i Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Bydgoszczy w sprawie powołania koronerów (jego urzędnicy wyliczyli, że rocznie utrzymanie biura koronera kosztowałoby około pół miliona złotych).

Powoływanie koronerów umożliwia art. 11 ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych. Ustawa wskazuje na starostów jako tych, którzy mają powoływać osoby upoważnione do stwierdzania zgonów.

Zdaniem ekspertów

każdy powiat musiałby zatrudnić co najmniej trzech koronerów, a więc w całym kraju potrzeba ich 1,1 tys. I minimum 150 mln zł na sfinansowanie ich etatów. Bez tych pieniędzy starostowie koronerów nie zatrudnią.

Ponadto ustawa wskazuje, że minister w drodze rozporządzenia określi m.in. sposób dokonywania oględzin oraz kwalifikacje, jakie powinna posiadać osoba wyznaczona przez starostę, a także zasady pokrywania wydatków związanych z wykonywaniem oględzin. Do dziś takie rozporządzenie nie zostało wydane.

W Mielcu akurat mają koronerów, nadzoruje ich starosta mielecki Zbigniew Tymuła. Wzywani są do każdego przypadku zgonu, jeżeli nie nastąpił on w placówce medycznej. Starosta podjął interwencję w opisywanej sprawie. Nie udało mu się jednak znaleźć lekarzy odpowiedzialnych za to zadanie, mieli wyłączone telefony. Sytuacja była patowa.

Jak relacjonuje TVN24, horror rodziny zakończył się około 18.00 (po 10 godzinach od zgłoszenia zgonu), gdy na miejsce dotarł ambulans pogotowia ratunkowego rozpoczynający dyżur w ramach tzw. nocnej i świątecznej opieki medycznej.

Sprawą zainteresowana została już Prokuratura Rejonowa w Mielcu. Zmarłego można pochować.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum