Wokół zielonej karty

Autor: Marzena Sygut • • 09 kwietnia 2015 10:21

Zdaniem lekarzy rodzinnych, już po pierwszym miesiącu od wprowadzenia tzw. zielonej karty wiadomo, że sposób jej wydawania oraz wypełnienia trzeba będzie poprawić.

Wokół zielonej karty

W wielu przypadkach karta DILO (Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego) zamiast przyspieszać proces diagnostyczny, opóźnia go. Wszystko dlatego, że zgodnie z obecnymi przepisami na etapie podejrzenia nowotworu mogą ją wystawiać tylko lekarze POZ. Powoduje to odsyłanie pacjentów przez specjalistów do przychodni lekarzy rodzinnych tylko po "zieloną kartę" - wyjaśnia dr Marek Twardowski, prezes Lubuskiego Oddziału Federacji Porozumienie Zielonogórskie, były wiceminister zdrowia.

Lekarz POZ to nie biurokrata

Przypisanie prawa do wystawiania zielonej karty w momencie podejrzenia nowotworu wyłącznie lekarzowi POZ, to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak wskazywał prof. Tadeusz Pieńkowski podczas niedawnej debaty zorganizowanej przez Fundację im. Lesława Pagi (o debacie więcej na str. 54-55), pakiet onkologiczny zachwiał koncepcją medycyny rodzinnej, która powinna koncentrować się na profilaktyce pierwotnej.

Prof. Pieńkowski wyjaśniał, że właśnie w przypadku lekarza rodzinnego, który zna pacjenta i może wpływać na jego prozdrowotne zachowania, największą wartością wydaje się zakres profilaktyki pierwotnej. Tymczasem w ramach pakietu onkologicznego wyznaczono lekarzom POZ inne zadania, co powoduje, że tracą oni czas przeznaczony na opiekę nad pacjentem.

Na problem ten wskazuje także dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, który w rozmowie z Rynkiem Zdrowia wyjaśnia, że już dziś widać dużą obawę lekarzy rodzinnych przed wystawianiem zielonej karty onkologicznej. Poza tym wypełnienie tej karty, nawet przy pewnym doświadczeniu, zabiera pół godziny, co sprawia, że zabiera się pacjentom lekarzy.

Wszystko za sprawą tego, że kartę wypełnia się ręcznie. Wprawdzie jej wzór jest dostępny na stronie NFZ, ale wymaga on ręcznego wprowadzania danych na komputerze.

Normalnie, jak tłumaczą lekarze, przy wypełnianiu dokumentacji korzystają z bazy danych; np. po wpisaniu PESEL pacjenta, automatycznie wypełniają się rubryki z imieniem, nazwiskiem, adresem itd. Przy zielonej karcie takiej opcji nie ma. Dodatkowo w wypełnieniu karty nie może lekarza wyręczyć sekretarka czy pielęgniarka, bowiem tylko lekarze mogą się logować do systemu.

System pomija specjalistę

Z kolei dr Twardowski zwraca uwagę na błędy związane z ograniczeniem wydawania kart DILO na etapie podejrzenia nowotworu wyłącznie do lekarzy POZ. - Ministerstwo Zdrowia zapisało w ustawie, że uprawnieni do wydawania zielonej karty przy podejrzeniu choroby nowotworowej są wyłącznie lekarze POZ. Jest to absurdalne, ponieważ zielonej karty na etapie podejrzenia raka nie mogą wydawać lekarze specjaliści, np. onkolodzy, ginekolodzy, chirurdzy, gastrolodzy - tłumaczy dr Twardowski.

Dodaje: - W związku z tym, jeżeli do specjalisty trafi pacjent, z pominięciem lekarza rodzinnego, wówczas specjalista przy podejrzeniu choroby nowotworowej, nie będzie mógł dopuścić chorego do tzw. szybkiej ścieżki diagnostycznej, gdyż nie jest uprawniony do wydania mu karty DILO przy podejrzeniu raka. Dlatego lekarze specjaliści muszą wysłać pacjenta do lekarza rodzinnego, który to na ich prośbę zobowiązany jest wystawić kartę DILO.

Taka sytuacja, w ocenie dr. Twardowskiego, budzi obawy lekarzy rodzinnych, którzy nie są pewni na jakiej podstawie kartę mają wystawić. - Lekarze nie mają pewności, czy sama ustna informacja od pacjenta wystarczy, czy konieczne są jakieś dodatkowe badania od specjalisty. Lekarz rodzinny nie zawsze może bowiem zweryfikować diagnozę specjalisty, np. w przypadku pacjenta ginekologicznego, nie bada go w ten sposób. Tymczasem jeżeli będzie wydawać karty DILO lekką ręką na życzenie specjalistów, to może się okazać, że szybko wyda 30 kart i wejdzie w proces weryfikacji. Jeśli wówczas się okaże, że nie będzie miał wyniku 1 do 15, to on sam poniesie karę w postaci karnego szkolenia, a nie lekarz specjalista, który go prosił o wydanie takiej karty - wyjaśnia dr Twardowski.

Z tych też powodów lekarze rodzinni są przekonani, że nie powinni wystawiać kart DILO wyłącznie na podstawie informacji przekazanych od chorego, co oznacza, że NFZ powinien opracować nowy druk pt. "Informacja dla lekarza POZ".

Problemów jest więcej

Z kolei prezes Hamankiewicz zwraca uwagę na bardzo niebezpieczną sytuację, która pojawia się w szpitalach - głównie powiatowych, ponieważ i tam zdarzają się przypadki schorzeń onkologicznych - kiedy pacjenci z problemami onkologicznymi trafiają do szpitala, ale bez zielonej karty. Dzieje się tak wówczas, gdy np. pacjent przychodzi do szpitala z niedrożnością przewodu pokarmowego i dopiero w trakcie operacji stwierdzany jest nowotwór.

- Według NFZ taki pacjent nie jest pacjentem z pakietu onkologicznego i szpital nie zostanie rozliczony według tych nowych zasad. Przy podpisywaniu umów na leczenie szpitalne na 2015 r., podzielono kontrakt na część onkologiczną i nieonkologiczną. Ta wydzielona część kontraktu onkologicznego zarezerwowana jest tylko dla tych, którzy posiadają zieloną kartę - wyjaśnia.

Natomiast pacjenci bez karty, ale mimo wszystko onkologiczni, muszą być leczeni w pakiecie nieonkologicznym. - Tym samym taki pacjent "zmniejsza" limit pacjentów realnie nieonkologicznych, których szpital może przyjąć - stwierdza dr Hamankiewicz.

Eksperci podkreślają, że niuansów w karcie onkologicznej, które wymagają dopracowania, jest więcej. Jak choćby ten, że konstrukcja karty nie przewiduje co zrobić, jeżeli pacjent ma rozpoznane dwa nowotwory.

Ministerstwo odpowiada

Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, wyjaśnia, że resort jest przekonany, że karta DILO spełnia swoje zadanie, a jej konstrukcja jest dostosowana do potrzeb poszczególnych etapów w ramach szybkiej terapii onkologicznej. W przypadku chociażby pacjenta z rozpoznanymi dwoma nowotworami istnieje możliwość wystawienia dwóch kart (ze względu na dwa umiejscowienia nowotworu złośliwego).

Karta nie ma też ograniczenia wyłącznie do lekarza POZ, jako osoby ją wystawiającej.

- Lekarz POZ może wydawać zieloną kartę pacjentowi, u którego podejrzewa chorobę nowotworową. Lekarz specjalista może ją wydać natomiast wówczas, jeżeli zdiagnozuje u niego chorobę nowotworową. Wymagane rozpoznanie nowotworu złośliwego przez lekarza specjalistę wynika z jego większych, niż w przypadku lekarza POZ, możliwości diagnostycznych oraz wysokospecjalistycznej wiedzy w zakresie umiejscowienia danego nowotworu. Z tego też powodu Ministerstwo Zdrowia nie planuje dodatkowego wynagrodzenia dla lekarzy specjalistów za wystawienie karty DILO - zaznacza Krzysztof Bąk.

Jego zdaniem nie jest też konieczne wydanie nowego druku pt. "Informacja dla lekarza POZ", ponieważ lekarz ten wydaje kartę w przypadku podejrzenia nowotworu złośliwego na podstawie wywiadu przeprowadzonego z pacjentem, oceny stanu zdrowia, wyników zleconych badań lub wyników badań, które dostarczy mu pacjent.

- Nie ma także podstaw do opracowania wskazań, w jakich nowotworach konieczne jest wykonanie na wstępnym etapie badania histopatologicznego. U wielu pacjentów podejrzenie nowotworu może zostać wykluczone już na etapie tomografii i RTG, w związku z tym histopatologia nie jest konieczna w tych przypadkach. O tym, kiedy i jakie badania należy wykonać, mówią standardy diagnostyczne wynikające z wytycznych odpowiednich towarzystw medycznych - podsumowuje rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum