Wiedza obala mity

Autor: Wojciech Kuta • • 23 kwietnia 2013 11:39

Czy warto wyodrębniać i analizować w systemie ochrony zdrowia miejsce podmiotów publicznych i prywatnych? A może kwestie formy prawnej i rodzaju własności placówek są wtórne wobec konieczności konstytucyjnego zagwarantowania przez państwo dostępu obywateli do możliwie najskuteczniejszego leczenia?

Wiedza obala mity
Takie pytania brzmią nieco prowokująco. Wydają się jednak o tyle zasadne, że - jak przekonaliśmy się w trakcie gromadzenia materiałów do raportu o sektorze prywatnym w polskiej medycynie - sami uczestnicy tego rynku mają spory problem zarówno z precyzyjnym określeniem jego wartości, jak i zdefiniowaniem, czym właściwie jest prywatny podmiot leczniczy w polskich warunkach (zob. str. 12-14).

 

Brakuje rzetelnych informacji

Trudności te wynikają w znacznej mierze z braku rzetelnych, statystycznych informacji. Tomasz Jędorowicz, ekspert rynku medycznego, nie ma wątpliwości, że właściwe gromadzenie oraz analizowanie tego rodzaju danych ma istotne znaczenie: - Jednym z problemów naszej ochrony zdrowia jest właśnie fakt, że nie znamy wielu, często bardzo podstawowych danych.

Wskaźniki dotyczące m.in. udziału sektora prywatnego w rynku świadczeń medycznych są potrzebne Ministerstwu Zdrowia, osobom kształtującym politykę zdrowotną, jak również płatnikowi, świadczeniodawcom, wreszcie pacjentom - wylicza.

Dodaje, iż ministerstwo i NFZ powinny dokładnie znać tendencje występujące w organizacji i zmianach własnościowych na rynku usług zdrowotnych, aby korygować czy też wdrażać rozwiązania zgodne z koncepcją prowadzonej polityki zdrowotnej państwa. Z kolei podmiotom leczniczym dane o trendach rynkowych z oczywistych względów są niezbędne, aby być konkurencyjnym w swoim sektorze.

Wreszcie pacjenci mają prawo i powinni wiedzieć, w jaki sposób są wydawane ich pieniądze odprowadzane do Funduszu w ramach zdrowotnej składki i przeznaczane m.in. na kontrakty z publicznymi i prywatnymi lecznicami. Ponadto rzetelna wiedza o prywatnych wydatkach w opiece zdrowotnej może być bardzo przydatna dla przeciętnego Kowalskiego, planującego budżet domowy.

Zdaniem Tomasza Jędorowicza, to, że brakuje tego typu twardych, zobiektywizowanych danych, wynika być może z faktu, iż decydenci tak naprawdę nigdy nie wyznaczyli głównego kierunku, w jakim zamierzają rozwijać system, tzn. czy ma być on oparty przede wszystkim na publicznej składce, czy też dopuszczamy - a jeśli tak, to w jakim zakresie i na jakich zasadach - finansowanie ze źródeł prywatnych.

Narzędzia czekają

- Taka wiedza o obecnym stanie systemu pozwoliłaby na obalenie wielu populistycznych mitów wykorzystywanych przez polityków popierających "darmową" koncepcję ochrony zdrowia w ramach kolejnych kampanii wyborczych - podkreśla ekspert.

- Mimo że w ramach systemu publicznego zbierane są ogromne ilości informacji, brakuje ich przetworzenia i udostępnienia użytkownikom systemu - np. pacjentom, podmiotom leczniczym.

W przypadku wydatków prywatnych, wiedza ta jest jeszcze mniejsza, bo dane nie są zbierane.

Można zatem powiedzieć, że nasze informacje dotyczące całego obszaru świadczeń zdrowotnych są bardzo niekompletne. - A przecież dokładna wiedza o rynku - rozumianym przede wszystkim jako suma środków będących w krwiobiegu gospodarki w danej dziedzinie - jest dla każdego zarządzającego niezbędna - stwierdza Tomasz Jędorowicz.

Przyznaje jednocześnie, iż część prywatna wydatków na leczenie (ponoszonych m.in. w formie abonamentów, opłat w gabinetach oraz różnego typu produktów ubezpieczeniowych, dopłat do leków itd.) jest, z różnych względów, znacznie trudniejsza do oszacowania. Co nie znaczy, że nie jest to możliwe.

- Wystarczy przywołać możliwość sięgnięcia po narzędzia, którymi dysponuje resort finansów i służby statystyczne, gromadzące wiele danych o każdym przedsiębiorcy z tego sektora gospodarki, począwszy od małego gabinetu lekarskiego do spółki giełdowej kierującej szpitalem - zauważa nasz rozmówca.

Dodaje: - Każdy z tych podmiotów składa deklaracje podatkowe, wypełnia dokumenty statystyczne itp. Warto sięgnąć do tej skarbnicy wiedzy i zobaczyć, jak wygląda nasz rynek opieki zdrowotnej. Bez takiej wiedzy nie można zrozumieć zjawisk zachodzących w systemie i odpowiednio na nie reagować.

Inwestorzy reagują

Bez wątpienia na zjawiska zachodzące w systemie potrafią reagować inwestorzy.

Podczas ubiegłorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego uczestnicy jednej sesji poświęconej ochronie zdrowia przyznawali, że rozwój prywatnego sektora medycznego w Polsce jest nieuchronny, paradoksalnie m.in. dlatego, że tak bardzo brakuje w nim kapitału. Należy go więc pozyskiwać.

Potrzebę zaspokajania apetytu na kapitał potwierdzają dwie, bodaj najgłośniejsze w ostatnim czasie transakcje kapitałowe w naszej ochronie zdrowia. W październiku 2011 r. Advent International, międzynarodowy fundusz private equity, podpisał umowę inwestycyjną z Polsko-Amerykańskimi Klinikami Serca. Natomiast w grudniu 2012 r. ogłoszono zamiar przejęcia Grupy Lux Med i wejście na rynek polski grupy Bupa, obsługującej 10,8 mln klientów na całym świecie. Wartość tej transakcji to 1 mld 625 mln zł. Uczestnicy wspomnianego panelu byli zgodni co do tego, iż potencjał rynku prywatnych usług medycznych w Polsce jest pokaźny, ale jego wykorzystanie zależy m.in. od regulacji systemowych. Izabella Żyglicka z kancelarii prawnej Adwokaci i Radcowie Prawni Izabella Żyglicka i Wspólnicy podkreślała, iż obecna perspektywa kontraktowania świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia jest dla wielu inwestorów zbyt krótka: - Potrzebna jest przewidywalna polityka kontraktowania. Nie jest to więc kwestia wyłącznie pieniędzy, ale przyjęcia określonej strategii dla płatnika.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum