Warto ryzykować

Autor: Luiza Jakubiak • • 20 czerwca 2011 15:27

Biotechnologia to nie tylko nauka o wytwarzaniu produktów za pomocą czynników biologicznych, ale w nowoczesnym świecie jest synonimem postępu, innowacji i rozwoju. Historia jej powstania sięga drugiej połowy XX wieku.

Warto ryzykować
Pionier na rynku wytwórców leków biotechnologicznych, firma Genentech powstała w 1976 roku. Od tego momentu rozpoczął się imponujący rozwój tego sektora. W 2009 roku takich firm było już 1669 w USA i 1790 w Europie.

W użyciu znajduje się ponad 250 produktów biotechnologicznych i szczepionek, oferowanych pacjentom w schorzeniach uznawanych za nieuleczalne.

- Dwa lata temu firma Genentech została kupiona przez koncern Roche.

Połączenie dwóch gigantów w swoich dziedzinach doprowadziło do powstania podmiotu skutecznie wprowadzającego na rynek kolejne innowacje. O jakiej skali przedsięwzięcia mówimy, pokazują dane: ponad 100 projektów w rozwoju klinicznym i ponad 320 tys. pacjentów znajdujących się obecnie w trakcie badań klinicznych - opowiadał Thomas Zioncheck, dyrektor ds. rozwoju biznesowego firmy Genentech, w czasie Międzynarodowego Forum Biotechnologii i Biobiznesu w Łodzi (11-12 maja).

Jaki to jest biznes

Patrząc na mapę świata obrazującą rozwój biotechnologii, zauważamy od razu, że są pewne obszary, gdzie rozwój ten jest dynamiczny, są też obszary "pustynne". Nie do prześcignięcia wydają się być państwa wysoko uprzemysłowione: USA, państwa Europy Zachodniej, Japonia. Ale wśród regionów nadrabiających opóźnienia technologiczne są państwa BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA), Europy Środkowo-Wschodniej (EEC) czy ekspansywne gospodarki państw azjatyckich.

To, co łączy wszystkie te regiony, to fakt, że sektor biotechnologii nie jest łatwy do prowadzenia ani w USA, ani w regionie EEC. Zioncheck zwraca uwagę, z jakimi problemami stykają się dojrzałe biotechnologicznie gospodarki: - Zwrot z produktów biotechnologicznych, które okażą się sukcesem terapeutycznym i rynkowym, jest ogromny, ale droga do wynalezienia i wprowadzenia na rynek takiego leku jest bardzo trudna i kosztowna. Wydatki na cały proces R&D są coraz wyższe.

Jednocześnie zauważalna jest presja decydentów na obniżanie cen leków oraz duża ostrożność w podejmowaniu decyzji o refundowaniu niezwykle drogich leków. Stawiane są także wyższe wymagania rejestracyjne.

Thomas Zioncheck postrzega biotechnologię jako sektor wysokiego ryzyka.

Jednym z przejawów tego ryzyka są niepowodzenia opracowanych molekuł na etapie badań klinicznych. - Mniej niż jedna na dziewięć molekuł, które wchodzą do badań klinicznych, odnosi sukces - informuje dyrektor ds. rozwoju biznesowego firmy Genentech.

Powrót emigracji naukowej

Mimo tych barier, Erno Duda z węgierskiej firmy Solvo Biotechnology przekonuje, że w biotechnologię warto inwestować. Jego zdaniem, region Europy Środkowo- Wschodniej ma ogromny potencjał i może dogonić resztę świata.

- Zauważmy, że kraje Europy Centralnej nie dysponują tak dużym kapitałem, aby rozpocząć badania w pewnych zakresach. To z pewnością jest wadą.

Przeszkodą jest także biurokracja, brak podstawowych zachęt i różne regulacje oraz bariery administracyjne. Ale pewne zadania administracyjne czy logistyczne są dużo tańsze w tej części świata - stwierdza Erno Duda.

Inne atuty regionu to dobrze wykwalifikowana kadra naukowców, silne tradycje w przemyśle farmaceutycznym oraz dobra baza, jeśli chodzi o badania i edukację.

- Musimy się skupić na tym, aby wyłonić zdolne osoby i zachęcić je do wykazania się swoimi talentami.

Z drugiej strony warto zachęcić do powrotu specjalistów wykształconych na Zachodzie - uważa przedstawiciel Solvo Biotechnology. Zauważa, że w Korei, Chinach czy Indiach firmy biotechnologiczne są zarządzane przez osoby, które zostały wyszkolone w Stanach Zjednoczonych.

Wyedukowane w USA i posiadające doświadczenie wracają do swoich państw.

Jak duża jest skala emigracji naukowej za ocean świadczą podane przez niego dane: w USA w branży biotechnologicznej pracuje ok. 600 naukowców, którzy noszą węgiersko brzmiące nazwiska lub są pochodzenia węgierskiego.

Powrót części z nich pomógłby procesowi rozwoju biotechnologii w nowych państwach członkowskich UE, bo jak podkreśla Duda, to, czego brakuje gospodarkom goniącym państwa uprzemysłowione, to menedżerowie mający doświadczenie w prowadzeniu firm biotechnologicznych. - Nasi krajowi naukowcy nie mają poczucia i przyzwyczajenia do pracy w projektach nastawionych na zysk. Muszą się też nauczyć zaufania do współpracy z innymi partnerami. Poprawy wymaga również ochrona prawna projektów - zaznacza Erno Duda.

Wparcie państwa po węgiersku

W projektach biotechnologicznych istotne jest wsparcie państwa i stworzenie sprzyjających warunków do powstawania spółek typu start-up. - Każda firma biotechnologiczna potrzebuje wsparcia i kapitału. Nie ma możliwości, by otworzyć taką firmę bez finansowej pomocy ze strony rządu. Bardzo dobrym przykładem jest Singapur, gdzie rząd miał plan i zrealizował go konsekwentnie, tworząc sektor biotechnologiczny od zera w kilka lat - mówi Duda.

Jednak od razu dodaje, że nie każde państwo stać na wyłożenie porównywalnej kwoty pieniędzy. Główną funkcją rządu ma być nie tyle finansowanie projektów, ile tworzenie odpowiedniego środowiska dla rozwoju firm biotechnologicznych, by mogły swobodnie się rozwijać i konkurować ze sobą.

Erno Duda, który jest założycielem i przewodniczącym Hungarian Biotechnology Association (powstało w 2003 roku jako pierwsze biotechnologiczne stowarzyszenie wśród nowych państw członkowskich UE), podaje przykład Węgier.

Firmy otrzymały wsparcie w postaci lepszej edukacji i infrastruktury, ale także ułatwienia prawne. Powstał Innovation Act (2004),wzorowany na amerykańskiej ustawie Bayh-Dole, która stała się katalizatorem dynamicznego rozwoju innowacyjności amerykańskich uczonych i studentów w latach 80. ubiegłego wieku.

Rząd nad Dunajem wspierał tworzenie regionalnych centrów wiedzy (knowledge centers), pomagał w wykorzystaniu środków programu JEREMIE (inicjatywa Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Inwestycyjnego jako wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw europejskich w podnoszeniu konkurencyjności na świecie), tworzył rządowe projekty finansowania projektów, w tym działania Hungarian Investment and Trade Development Agency (HITD).

Efekty: o ile w pierwszych latach funkcjonowania stowarzyszenie miało problemy ze znalezieniem członków, bowiem na rynku nie było firm z tego sektora, obecnie do organizacji należy ponad 100 podmiotów.

Pierwsze firmy to były zespoły 3-4 osobowe, tak jak firma Dudy, która dzisiaj zatrudnia ponad 100 osób, a jednym z jej klientów jest Genentech.

Współpraca Europa-Azja

Erno Duda zwraca ponadto uwagę na konieczność współpracy firm sektora biotechnologicznego z Europy Środkowo- Wschodniej. Pożądliwie spogląda również na firmy z państw azjatyckich...

Także Siew Hwa Ong z Singapuru zachęca do kooperacji: - Chciałbym, by powstało pewnego rodzaju stowarzyszenie pomiędzy Europą Środkową a krajami azjatyckimi, by wymieniać się praktykami.

Założycielka firmy biotechnologicznej Acumen przekonywała: - Jest wiele obszarów do uzupełniania się. Przyszłość leży w spółkach jointventure.

Rynek azjatycki rozwija się bardzo dynamicznie, dostrzegamy nowe potrzeby, jeśli chodzi o produkty biotechnologiczne. Populacja azjatycka starzeje się, a jednocześnie społeczeństwa są w stanie zapłacić coraz więcej za usługi medyczne.

Jej zdaniem, czasem wystarczy zmiana sposobu myślenia i położenie nacisku na przedsiębiorczość regionu. - Jeśli tylko znajdą się dodatkowe fundusze i zainteresowanie prywatnych inwestorów, wtedy można dokonać wiele, zarówno jeśli chodzi o produkty, jak i usługi w obszarze biotechnologicznym - podkreśla Siew Hwa Ong.

Polski potencjał a rzeczywistość

Ze zgłoszonymi tezami zgadza się Maciej Wieczorek, prezes jednej z polskich spółek biotechnologicznych, Mabion.

- Prowadzenie firmy biotechnologicznej jest trudne. Jest to ryzykowny biznes, który wymaga sporego kapitału, a zwrot poniesionych kosztów następuje w dość długim czasie. Trudno jest zdobyć fundusze. Ale w ostatnich latach widać większe zainteresowanie inwestorów. Do dyspozycji są także środki unijne.

Ważna w procesie rozwoju firmy jest infrastruktura. - Wiemy, że nasze wynalazki nie rodzą się z dnia na dzień. Musimy też dysponować odpowiednią kadrą, aby tego dokonać. Istotnym problemem jest przekonanie młodych naukowców o tym, by zostawili swoje stanowisko na uczelni, odważyli się opuścić mury akademii i zaryzykowali w biznesie. Trzeba znaleźć pomysł, by ich do tego przekonać - mówi szef Mabionu.

Podkreśla, że potencjał Polski jest duży, ale tego potencjału nie odzwierciedla aktualny stan rozwoju sektora biotechnologicznego. - Mamy wielu młodych, dobrze wykształconych ludzi, którzy szukają możliwości znalezienia swojego miejsca w biotechnologii, ale w kraju go nie znajdują. Liczba firm biotechnologicznych i ich możliwości zatrudnienia specjalistów jest niewystarczająca.

Musimy tworzyć nowe firmy i projekty. Uwagę zwraca również zróżnicowanie regionalne w rozwoju biotechnologii. Na mapie kraju są miejsca, w których rozwijają się ośrodki należące do środkowoeuropejskiej czołówki zaawansowania pod względem innowacji.

Ale są też miejsca, gdzie pod tym względem nie dzieje się nic. Najbardziej liczące się ośrodki w Polsce znajdują się we Wrocławiu, Krakowie i Łodzi. Tuż za nimi plasują się Poznań i Gdańsk.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum