W sądzie liczą się dowody

Autor: Sabina Augustynowicz • • 24 czerwca 2010 10:31

W praktyce nikt nie sprawdza na bieżąco prawidłowości serwisowania aparatury medycznej

W Polsce brakuje dokładnych statystyk dotyczących procesów sądowych przeciwko placówkom medycznym, w których pacjenci podczas badań czy zabiegów, wykonanych niesprawnym sprzętem, ponieśli uszczerbek na zdrowiu lub doznali trwałego kalectwa (Stowarzyszenie Primum non Nocere mówi o kilkudziesięciu pacjentach rocznie). Ryzyko takich procesów jest jednak realne, czego dowodzą głośne, dzięki mediom, przypadki.

Wystarczy przypomnieć sprawę kilku pacjentek poparzonych w trakcie radioterapii w szpitalu w Białymstoku.

Sprawa zakończyła się wyrokiem - pacjentki otrzymały po kilkadziesiąt tysięcy złotych odszkodowania i renty.

Znamienny był też wyrok Sądu Najwyższego w sprawie chłopca, który uległ wypadkowi i do dziś nie widzi. Chłopiec trafił wówczas do szpitala w Gdańsku, gdzie zrobiono mu rentgen oczodołu.

Zdjęcie nie wykazało obecności ciała obcego. Po pewnym czasie chłopiec przeszedł operację usunięcia zaćmy i wszczepienia sztucznej soczewki.

Przeprowadzono wtedy badanie USG, które także nie wykazało obecności ciała obcego w oku. Znaleziono je dopiero w niemieckiej klinice.

Trudno wprawdzie jednoznacznie stwierdzić, jakie były konkretne przyczyny tej diagnostycznej pomyłki, ale skoro wykluczono błąd człowieka, to prawdopodobnie zawinił sprzęt.

Trochę wyobraźni...

- Są takie firmy, które robią wszystko.

Biorą np. części ze starego uszkodzonego sprzętu. Jeśli nie mogą dopasować, uszczelniają taśmą. Niestety, szybciej nastąpi wówczas kolejna awaria, a jej zakres z pewnością będzie większy - mówi Stefan Kozubowski, kierownik zespołu umów serwisowych w firmie Olympus.

- Mamy przykłady wykonywania napraw przez nieautoryzowane serwisy, kiedy uszkodzenie kanału czy pancerza endoskopu jest zaklejone, ale badania pod mikroskopem pokazują, że tam pozostaje wiele szczelin, w których gnieżdżą się bakterie - mówi Roman Wydra, dyrektor działu medycznego Olympusa.

I dodaje: - Wyobraźmy sobie naprawę urządzeń inwazyjnych, wprowadzanych do wnętrza ciała. Jeśli sprzęt nie działa prawidłowo, to lekarz wykonujący badanie może pominąć ważną zmianę w przewodzie pokarmowym pacjenta. Ponadto endoskop, jako sprzęt wprowadzany do wnętrza organizmu, może nieść ze sobą ryzyko wprowadzenia różnego rodzaju zakażeń.

Zdaniem dyrektora Wydry, koszt serwisu nie powinien być jedynym kryterium, ważna jest bowiem efektywność i bezpieczeństwo pracy: - Polscy lekarze przeprowadzili badania, z których wynika, że liczba nowotworów, wykrytych między jednym badaniem jelita grubego a drugim, jest odwrotnie proporcjonalna do liczby wykrywanych w czasie pierwszego badania polipów. Liczba wykrywanych polipów zależy przede wszystkim od umiejętności lekarza, ale jakość sprzętu, którym ten ostatni pracuje, nie jest z pewnością bez znaczenia.

Metody cięcia kosztów

Na rynku działają setki firm zajmujących się naprawą i serwisowaniem sprzętu medycznego. Ceny są jednak zbliżone i opierają się na systemie punktacji - każde urządzenie medyczne ma przypisaną liczbę punktów, jeżeli chodzi o serwisowanie i naprawę.

Dariusz Hankiewicz, dyrektor SPZOZ-u w Radzyniu Podlaskim, twierdzi, że są firmy, które stosują tańsze zamienniki części, co jest do przyjęcia w starym sprzęcie.

Dyrektor Wydra przekonuje, że w takich urządzeniach nie można naprawiać tylko fragmentu, a należy wymienić całą część, by zagwarantować absolutne bezpieczeństwo.

W jego opinii, nie ma też zamienników części wielu urządzeń. A to dlatego, że każda firma oferuje sprzęt o trochę innej konstrukcji, budowie, wymiarach i choć te różnice są czasami minimalne, to jednak są. A specjalistyczny sprzęt to suma części idealnie dobranych, nawet bez szczelin widocznych dopiero pod mikroskopem.

- Jest sposób na tańsze i zapewniające bezpieczeństwo serwisowanie sprzętu - twierdzi Zbigniew Marcinkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie. - Dawni pracownicy firm, dostarczających i serwisujących sprzęt, mają certyfikaty, które zdobyli, kiedy pracowali jeszcze w sieci producenta. Usamodzielnili się i świadczą usługi serwisowe po cenach konkurencyjnych w stosunku do firm, w których zostali wyszkoleni.

Na żadne kompromisy w tej materii nie idzie jednak Zbigniew Pawłowicz, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy, który jest przeciwnikiem nieautoryzowanego usuwania awarii: - To jak brać ze szrotów części do nowego samochodu. Życzę powodzenia tym, którzy taki serwis preferują - mówi dyrektor Pawłowicz.

Unikać ostrych stanów

W przypadku aparatu rentgenowskiego zgodność z wymaganymi kryteriami sprawdza sanepid. Jakość innego sprzętu potwierdzają certyfikaty. NFZ, podpisując umowę z palcówką medyczną, określa kryteria sprzętowe, jakie musi ona spełniać, by świadczyć dane usługi. Jeśli odpowiednich certyfikatów nie posiada, nie zostaje zawarta umowa z płatnikiem.

W praktyce jednak nikt nie sprawdza na bieżąco prawidłowości serwisowania sprzętu medycznego. Mogą to robić samorządy będące organami założycielskimi większości szpitali w Polsce. Te jednak do kontroli się nie kwapią.

- Prowadząc nadzór nad działalnością ZOZ-ów, możemy prosić o informację również na temat serwisowania - mówi Marek Wójcik, ekspert ds. zdrowia w Związku Powiatów Polskich. - Ale dyrektor może odmówić, bo nie ma prawa nakazującego składanie mu takich wyjaśnień. Oczywiście, jeśli odmówi, możemy go odwołać...

- Generalnie jednak instrumenty mamy, ale używamy ich, gdy stan już jest ostry i pojawia się przypadek negatywny. Należy jednak zauważyć, że inwestujemy teraz jako samorządy w nowy sprzęt medyczny naprawdę wysokiej klasy, więc przypadków awarii, których konsekwencją byłoby narażenie zdrowia czy życia pacjentów, jest niewiele.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum