W Gdańsku - podczas drugiej z cyklu regionalnych konferencji Rynku Zdrowia, wicemarszałek województwa pomorskiego Leszek Czarnobaj zapowiedział: Szpitale nie będą zamykane

Autor: Piotr Wróbel, Wojciech Kuta • • 15 maja 2008 10:45

Województwo pomorskie jest regionem, w którym zadłużenie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej należy do najwyższych w kraju. W pierwszym kwartale minionego roku wynosiło ono 932 mln zł, podczas gdy w sąsiednim woj. kujawsko-pomorskim - 504,9 mln zł, a w woj. wielkopolskim - 351 mln zł.

W ocenie wicemarszałka województwa pomorskiego Leszka Czarnobaja, aby uporać się z problemem zadłużenia jednostek ochrony zdrowia w regionie, nie ma potrzeby likwidowania szpitali. - Mamy za dużo o około 1000 łóżek ostrych, a za mało długoterminowych. Dzisiaj powinno ich być o 1500 więcej. Stąd trudnością, przed jaką staniemy podczas przekształceń, będzie wytłumaczenie lokalnym społecznościom, że niektóre szpitale będą musiały częściowo zmienić funkcję i liczbę oddziałów - mówił wicemarszałek podczas drugiej konferencji Rynku Zdrowia z cyklu: "System opieki zdrowotnej. Ogólnopolskie problemy - regionalna perspektywa" (Gdańsk, 12 grudnia 2007 r.).

Gorący styczeń

Jak uważa Leszek Czarnobaj, ustawa o sieci szpitali była krytykowana, bo została odebrana jako administracyjne narzędzie tworzenia rynku usług medycznych. Jego zdaniem, ta ustawa, po odpowiednich zmianach, powinna precyzować jasne kryteria i normy uzasadniające istnienie lub tworzenie oddziałów szpitalnych. Według informacji podanych przez wicemarszałka, w województwie są oddziały operacyjne, które wykonują statystycznie 1,5 zabiegu dziennie. - Nie ma uzasadnienia ekonomicznego dla istnienia takich oddziałów - przekonywał wicemarszałek.
W trakcie konferencji dyskutowane były także bardziej gorące tematy, np. podwyżki płac lekarzy po 1 stycznia 2008 roku. Jak przypomniał Janusz Boniecki, zarządzający ZOZ-em w Tczewie, dyrektorzy szpitali postawieni przed koniecznością negocjacji podwyżek z lekarzami mają do wyboru trzy rozwiązania: proponowanie podpisania klauzuli opt-out pracującym na etatach, wprowadzenie zmianowości lub kontraktów. - W zarządzanym przeze mnie szpitalu sytuacja jest o tyle dobra, że znakomita większość lekarzy już pracuje na kontraktach. To samo dotyczy pielęgniarek. Żadna nie chce wrócić na etat, a kolejne deklarują chęć rozmowy na temat tej formy zatrudnienia - mówił Boniecki.
- Ustawę podwyżkową przygotowano centralnie, a konsekwencje poniosą dyrektorzy szpitali. Zobowiązano nas do podniesienia wynagrodzeń, ale nie opracowano żadnych wskazówek, które sugerowałyby dyrektorom szpitali, jakie rozwiązania przyjąć - niepokoił się Michał Mędraś, dyrektor Szpitala Klinicznego, Akademickiego Centrum Klinicznego Akademii Medycznej w Gdańsku.
- Zbliżamy się do modelu, w którym wynagrodzenia lekarzy będą określane indywidualnie w zależności od poziomu wiedzy, jakości i ilości pracy. Tu nie trzeba nam centralnych instrukcji - polemizował ze stanowiskiem przedmówcy Mirosław Domosławski, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku.

Plan do zmian

Zdaniem Marka Balickiego, byłego ministra zdrowia, a obecnie posła, kluczem do rozwiązania napięć, do jakich dochodzi w ochronie zdrowia jest zwiększenie finansowania i zmiana zasad przekazywania środków. W tym roku trzeba się liczyć aż z trzykrotną zmianą planu finansowego Funduszu.
- Nie można czekać miesiącami, żeby w trakcie roku zmieniać plan finansowy NFZ. Skoro mamy wzrost gospodarczy i pewność, że pieniądze będą, NFZ może zaciągnąć kredyt czy pożyczkę, a potem odzyskać te pieniądze po przekazaniu nadwyżek. Ustawowo istnieją takie możliwości - stwierdził były minister. I on prezentował pogląd, że Ministerstwo Zdrowia powinno wskazać pewne modele rozwiązań dotyczące finansowania lekarskich podwyżek i zmian w organizacji pracy, tak aby nie spowodowały one pogorszenia jakości opieki i roszczeń pacjentów.
Mówiąc o kontraktowaniu usług na 2008 rok, Mirosław Górski, dyrektor Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, zapewniał, że Fundusz dostrzega różnice w poziomie dostępności świadczeń medycznych w różnych częściach województwa i zamierza je niwelować.
- Nie będziemy zachowywać się jak Janosik i zabierać bogatym po to, żeby dać biednym - uspokajał. Zapowiedział, że wzrost kontraktów będzie postępował wraz z napływaniem z centrali NFZ większych środków.

Więcej i solidarnie

Obecny na konferencji Rynku Zdrowia dr Tomasz Zdrojewski, doradca Prezydenta RP ds. zdrowia, zaprezentował pogląd, że zasadnicza poprawa finansowania lecznictwa byłaby możliwa tylko w razie zwiększenia kwoty składki odprowadzanej przez pracujących na ubezpieczenie zdrowotne. Według Zdrojewskiego, podstawą takiego systemu nadal powinien być solidaryzm społeczny.
- W 1999 roku, na starcie reform, wszystkie analizy wskazywały, że składka powinna wynosić 11%. Minister finansów obciął tę kwotę do 7%, co do dzisiaj ma ogromne konsekwencje - mówił Tomasz Zdrojewski. Bronił też sposobu myślenia, który legł u podstaw stworzenia ustawy o sieci szpitali: - Ta ustawa wskazywała drogę ku poprawie jakości świadczeń medycznych i promowała lepszych - przekonywał doradca Prezydenta RP dodając, że być może ustawa "miała niefortunną nazwę".
Według dyrektora Mirosława Górskiego, koniunktura i dobra ściągalność składek sprawiają, że budżetowi NFZ nie zagraża kryzys w 2008 roku. Jak wynika z danych płatnika, budżet NFZ w 2007 roku okazał się wyższy o 25% niż w roku 2006. Duży spływ pieniędzy w grudniu i krótki czas na dopełnienie procedur kontraktowania przez szpitale spowodowały, że do kasy pomorskiego NFZ na 2008 rok wpłynie ok. 30 mln zł, a według bardziej optymistycznych prognoz - nawet dwa razy tyle!
Algorytm podziału środków jest również optymistyczny: - Województwo pomorskie było niedawno czwartym płatnikiem składki w wartościach bezwzględnych i szesnastym odbiorcą w wartościach bezwzględnych, a teraz według algorytmu podziału środków jesteśmy czwartym płatnikiem i czwartym odbiorcą - informował Górski.

DRG po polsku

Z opinią dyrektora pomorskiego NFZ polemizował Maciej Michalik, ordynator oddziału chirurgii ogólnej i naczyniowej w Szpitalu Specjalistycznym im. Floriana Ceynowy w Wejherowie: - Nie zauważam, żeby kontraktowych pieniędzy było z roku na rok więcej. Wcześniej na oddziale przeprowadzano 2200 operacji rocznie, a teraz 1700. Zmniejszyła się liczba lekarzy z 13 do 7, było dwóch lekarzy dyżurnych, teraz jest jeden. Zatem staraliśmy się obniżyć koszty osobowe, ale i te działania nie znalazły odbicia w sytuacji oddziału.
Wielu uczestników dyskusji podkreślało, że po zrezygnowaniu z wprowadzenia kontraktowania według DRG (jednorodnych grup pacjentów) brakuje jasnego obrazu sytuacji finansowej, w jakiej znajdą się placówki ochrony zdrowia. - Jak mam kierować oddziałem, kiedy nawet nie wiem, jakie będzie finansowanie za kilka miesięcy - pytał retorycznie Maciej Michalik.
W podobnym tonie wypowiadał się m.in. Andrzej Sapiński, dyrektor Samodzielnego Publicznego Specjalistycznego ZOZ-u w Lęborku: - Perspektywa 4- miesięcznego finansowania ochrony zdrowia to jakieś wielkie nieporozumienie. W krajach skandynawskich kasy chorych informują świadczeniodawców z 3-letnim wyprzedzeniem o zmianie sposobu finansowania świadczeń.
Los systemu DRG jako narzędzia służącego rozliczaniu świadczeń nie jest jednak przesądzony. - Trwają prace w centrali NFZ, właśnie przez 4 miesiące będą toczyły się dyskusje. Wtedy zostanie wypracowana ostateczna wersja systemu kontraktacji - mówiła gościom konferencji Elżbieta Rucińska-Kulesz, zastępca dyrektora ds. medycznych w pomorskim oddziale NFZ. - Może wejdzie od lipca - próbowała przewidywać termin, w jakim ewentualnie system DRG zostałby wprowadzony.
Dyrektor Mirosław Górski mówił nawet, że gotów jest posypać głowę popiołem.
Zapewniał, że przy próbie wdrożenia DRG Fundusz kierował się dobrą wolą: - Rzeczy do zrobienia jest tak dużo, że nie można było czekać - tłumaczył powody, dla których próbowano wdrażać polskie DRG bez, jak się okazało, odpowiedniego przygotowania.

Dwie wiadomości

Prof. Zbigniew Nowicki, prorektor ds. klinicznych Akademii Medycznej w Gdańsku, miał dla uczestników konferencji dwie wiadomości; dobra dotyczyła perspektyw zakończenia budowy nowego szpitala klinicznego AM.
- Inwestycja powinna zakończyć się za 3-4 lata. Nie będzie opóźnień w wykorzystywaniu wszystkich transz 500-milionowej dotacji na budowę szpitala - zapewniał prof. Nowicki.
Zła informacja, to nadal fatalny stan finansów obecnego Szpitala Akademii Medycznej w Gdańsku. - Zostaliśmy usunięci z listy zadłużonych placówek, którym miał finansowo pomóc budżet państwa - ubolewał prof. Zbigniew Nowicki. - Nowe kierownictwo resortu zdrowia wydaje się dla nas bardziej przychylne. Sytuacja jest zła, ale jeszcze funkcjonujemy.
Zdaniem profesora, jednym z powodów tego stanu rzeczy jest usytuowanie prawne jednostek akademickich w Polsce: - Organem założycielskim naszego szpiz tala jest rektor bez pieniędzy. Środkami dysponuje Ministerstwo Zdrowia, ale finansuje naszą działalność w niewystarczającym stopniu. To rozwiązanie nie do przyjęcia. Oszczędzamy już na wszystkim, nie wykorzystując w pełni szpitalnego potencjału.

Znaleźć niszę

W zgoła innej, bo dobrej sytuacji finansowej znajduje się Akademickie Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej, mimo że jest... Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym Akademii Medycznej w Gdańsku.
- Radzimy sobie nieźle. Mamy płynność finansową. Nasza historia jest długa - zawsze byliśmy instytutem ministerialnym, który kwitł, kiedy Polska miała 150 statków. Dziś ma kilka. Mogliśmy więc ulec zagładzie, albo połączyć się z inną jednostką. Przyjęto ten drugi wariant i w 2003 r. trafiliśmy pod skrzydła Akademii Medycznej. Jako nowo zarejestrowana placówka na starcie nie mieliśmy długów - przyznaje Zdzisław Sićko, dyrektor Akademickiego Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej. Zaznacza, że Centrum nie konkuruje w sferze naukowej czy klinicznej z Akademią - jest wręcz przeciwnie - obie instytucje łączą naturalne związki (wymiana kadr, zajęcia dydaktyczne).
- 80% naszego przychodu to kontrakt z NFZ, na pozostałe 20% składają się m.in. wpływy z umów zakładami pracy i wydawania świadectw zdrowia. Wypatrujemy nisz na rynku i dbamy o to, aby dywersyfikować klientów - dyrektor Sićko uchylił rąbka tajemnicy sukcesu Centrum.

Inwestujmy w rozsądek

Dyrektor Janusz Boniecki przypomniał, że części pieniędzy z NFZ szpitale nie mogą przeznaczyć na typowe świadczenia zdrowotne. - Pełnimy nierzadko rolę izb wytrzeźwień. Podatnicy płacą m.in. za mycie, odtruwanie, żywienie i ubieranie w szpitalu osób, którym nawet MOPS nie jest w stanie pomóc - mówił dyrektor Boniecki i po raz kolejny opowiedział się za wprowadzeniem współpłacenia pacjentów. - Między innymi umożliwieniu komercyjnej odpłatności za niektóre usługi służyć ma planowane przekształcenie naszego szpitala w spółkę. Mam znajomych, którzy dla świętego spokoju leczą się na Zachodzie, bo u nas nie wiadomo do końca, jak to właściwie jest z tą odpłatnością.
Irytacji ciągłymi zmianami w organizacji i zasadach finansowania publicznego lecznictwa nie krył też dr Maciej Michalik: - Jak sięgnę pamięcią, to nigdy nie pracowałem w normalnej służbie zdrowia: najpierw były reformy, potem reformy reform, itd. Dlatego liczymy w Wejherowie jedynie na zdrowy rozsądek i inwestowanie w podnoszenie kwalifikacji lekarzy. Negocjujemy ceny materiałów, przejrzeliśmy receptariusze, dzięki czemu o 40% obniżyliśmy koszty zakupów leków, operujemy także cudzoziemców według rachunków, jakie wystawiamy - wyliczał dr Michalik.
Tradycyjnym już zwieńczeniem każdej z naszych regionalnych konferencji, jest próba oceny stanu zdrowia mieszkańców danego województwa. Jerzy Karpiński, dyrektor Pomorskiego Centrum Zdrowia Publicznego w Gdańsku podkreślił, że zdecydowana większość wskaźników dla tego województwa jest zbliżona do średniej krajowej.
Prof. Grzegorz Raczak, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii, omówił efekty precedensowego na ogólnopolską skalę zintegrowanego programu kardiologicznego, w który zaangażowane były różne instytucje i środowiska w woj. pomorskim: - Pod względem liczby wykonywanych koronarografii dogoniliśmy średnią krajową, a w liczbie zabiegów angioplastyki jesteśmy na trzecim miejscu w Polsce - mówił profesor Raczak. - Niestety, wręcz kompromitująca dla woj. pomorskiego jest liczba ablacji - 26 na milion mieszkańców, przy średniej dla kraju - 75 na milion osób.
Wszystko wskazuje na to, że w Pomorskiem na razie nie przyjmie się nowy produkt NFZ - rozliczanie według stawki kapitacyjnej leczenia pacjentów z cukrzycą. Przypomnijmy, że wysokość kontraktu w tym wariancie uzależniona jest m.in. od wyników leczenia.
- O ten sposób kontraktowania kompleksowej opieki diabetologicznej wstąpiła chyba tylko Akademia Medyczna. Na przeszkodzie szerszemu zainteresowaniu tym produktem stoi m.in. brak odpowiednich warunków lokalowych i wyposażenia placówek - stwierdziła Ewa Semetkowska-Jurkiewicz, konsultant wojewódzki w dziedzinie diabetologii. - Ważnym zadaniem jest walka z powikłaniami u osób cierpiących na cukrzycę. Staramy się stworzyć poradnie stopy cukrzycowej w czterech miastach powiatowych. Teraz mamy tylko dwie takie poradnie.
Z kolei Krystyna Witczak-Malinowska, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych, ostrzegała, że zagrożone jest istnienie przychodni hepatologicznej: - Już teraz brakuje tam lekarzy, gdyż gastroenterolodzy mają wiele innych zajęć.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum