Uzdrawianie systemu na XVIII Forum Rynku Zdrowia

Autor: Katarzyna Mieczkowska • Źródło: 2022 6 (178)16 listopada 2022 10:07

Finansowanie i jakość opieki zdrowotnej, bezpieczeństwo pacjenta – zarówno lekowe, jak i to związane z danymi gromadzonymi w systemach informatycznych – to tematy sesji inaugurującej XVIII Forum Rynku Zdrowia.

Uzdrawianie systemu na XVIII Forum  Rynku Zdrowia

Filip Nowak: odczuwamy zbawienne skutki finansowania NFZ ze składek,
a nie z budżetu

Prezes NFZ Filip Nowak odniósł się do kwestii zapowiadanej zmiany budżetowania świadczeń.

‒ Często zadaje mi się pytanie, czy jestem zadowolony, że te świadczenia będą teraz finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Myślę, że ustawodawca nie zabiega o moje dobre samopoczucie, a bardziej ocenia możliwości ‒ zarówno finansowe, jak i organizacyjne ‒ instytucji, w której mam przyjemność pracować ‒ zaznaczył.

W ocenie Nowaka jest to „próba uporządkowania finansowania świadczeń i uporządkowania relacji między rynkiem a Narodowym Funduszem Zdrowia”.

‒ Od 2009 roku świadczenia, które stają się standardem, przechodzą na finansowanie do Narodowego Funduszu Zdrowia. Proponowałbym, żebyśmy na ten projekt popatrzyli pod dwoma aspektami: po pierwsze aspektem finansowym ‒ zaznaczył, odnosząc się do możliwości finansowych NFZ.

‒ Myślę, że odczuwamy zbawienne skutki modelu polegającego na finansowaniu Narodowego Funduszu Zdrowia ze składek, a nie z budżetu, co gwarantuje nam stabilność systemu i stabilność planu finansowego: duże środki, które wpłynęły do świadczeniodawców, przez co można było na funduszu zapasowym zgromadzić aż 16 miliardów ‒ czyli środki covidowe dają też pewien oddech, jeśli chodzi o Narodowy Fundusz Zdrowia ‒ przyznał Nowak.

‒ W zasadzie od dłuższego czasu płacimy za wszystkie świadczenia, które są wykonywane w szpitalach czy też w placówkach medycznych i które nie stanowią przedmiotu sporu ‒ wyjaśniał.

Prezes odniósł się też do kwestii możliwości organizacyjnych Narodowego Funduszu Zdrowia. ‒ Myślę, że wszyscy, którzy obserwują, czym się zajmujemy i jak podchodzimy do wykonywania swoich obowiązków, a także poznają elastyczność działania instytucji, którą mam przyjemność kierować, nie mają wątpliwości, że radzimy sobie i jesteśmy w stanie uporządkować pewne procesy w zależności od potrzeb i z korzyścią ‒ pewnie dla świadczeniodawców, ale przede wszystkim pacjentów ‒ przyznał.

Przesunięcie finansowania? „Duży optymizm, papier wytrzyma wszystko”

Anna Rulkiewicz, prezes grupy LUX MED, odniosła się do kwestii przesunięcia finansowania niektórych świadczeń z budżetu państwa do NFZ. ‒ To jest ogrom odpowiedzialności, do tego dochodzi jeszcze dodatkowa odpowiedzialność związana z ustawą dotyczącą jakości.

‒ Narodowy Fundusz Zdrowia pokazał, że tego finansowania starczyło i jest wzrost, ale mamy trudną sytuację makroekonomiczną i mam wrażenie, jakby inflacji nie było ‒ skoro jest taki duży optymizm. Papier wytrzyma wszystko, plany wytrzymają, natomiast rzeczywistość nie jest taka łaskawa i jesteśmy w dość trudnej sytuacji makroekonomicznej ‒ mówiła Rulkiewicz.

‒ Uważam, że może zabraknąć środków na świadczenia ‒ nie umiem powiedzieć dzisiaj, że na pewno, ale tak drastyczne rewolucje niestety będą miały swoje konsekwencje, bo Narodowy Fundusz Zdrowia musi się najpierw z tym ułożyć, musi sobie z tymi zadaniami poradzić, co nie stanie się tak od razu. Musi budować zespoły. To jest ogromna odpowiedzialność na jednym superregulatorze ‒ przyznała.

‒ Nie wiem, dlaczego robimy tak, że wszystko jest w jednych rękach ‒ to też jest ryzyko z punktu widzenia biznesowego. Wszystko oddajemy w jedne ręce, bo chyba nie mamy innej opcji, nie korzystamy z rozwiązań, które już były i może je można było ulepszyć, nie tak rewolucyjnie, tylko ewolucyjnie ‒ zaznaczyła Rulkiewicz.

Piotr Bromber: pieniądze na wynagrodzenia to inwestycja w człowieka

Czy wzrost pensji minimalnej przełoży się na poprawę dostępności świadczeń i jaka powinna być perspektywa długoterminowa? Do tej kwestii odniósł się wiceminister zdrowia ds. dialogu Piotr Bromber.

‒ Dzisiaj mamy inne otoczenie i inne uwarunkowania. Dzisiaj dialog jest czymś bardziej oczywistym. Nie mam wrażenia, bym uczestniczył w sporze, w kłótni, a w dyskusji: permanentnej dyskusji, która ma swoją dynamikę, w której są różne oczekiwania i różnice stron, ale też nie jest to kłótnia i my nie chcemy być w sporze. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że chcemy być w dyskusji. Nasza propozycja to niepodkreślanie tych różnic. Myślę, że stworzyliśmy zupełnie inny komfort prowadzenia dyskusji ‒ ocenił.

‒ Jesteśmy na takim etapie, że utrwaliło się w przestrzeni publicznej, iż wynagrodzenia nie są wydatkiem koniecznym, sztywnym, ale jest to forma inwestycji w ludzi, w potencjał ludzki, stąd też tak często podkreślamy, że dbamy o ludzi. W dyskusji o wynagrodzeniach padały też pytania „dlaczego tak duże pieniądze przeznaczacie na wynagrodzenia?”. Myślę, że dzisiaj tych pytań pewnie już jest mniej ‒ zauważył wiceminister.

‒ To jest właśnie kwestia utrwalania tej perspektywy, tej zupełnie innej percepcji, mówiącej o tym, że wydając pieniądze na wynagrodzenia, można inwestować w człowieka i inwestować konkretnie w zawody medyczne ‒ zaznaczył.

Nie tylko podwyżki, ale i wyrównywanie wycen

‒ To, co zostało zrobione 1 lipca, to przede wszystkim wyrównywanie wycen ‒ podkreślił z kolei prezes AOTMiT Roman Topór-Mądry. Zwrócił uwagę, że przez kilkanaście, kilkadziesiąt lat różnego typu problemy „były kierowane w różne mechanizmy zmiany tych wycen”.

‒ Jednym z takich mechanizmów było finansowanie bezpośrednie personelu medycznego, ukierunkowane wprost na daną osobę i to spowodowało bardzo duże zróżnicowanie pomiędzy podmiotami. Strumień dodatkowego finansowania bardzo różnił się, nawet w jednej kategorii podmiotów, od kilku procent do kilkudziesięciu. Gdybyśmy popatrzyli na całkowity strumień finansowania, łączny sposób finansowania, to widać, że powoduje on duże nierówności pomiędzy podmiotami: jedni dostają parę procent, drudzy dostają paręnaście, jeszcze inni parędziesiąt i często jest tak, że wykonują ten sam zakres świadczeń ‒ zaznaczył.

‒ Drugi problem związany był z różnicami pomiędzy regionami, pomiędzy czasem podpisywania umów i prowadzenia konkursów. Patrzyliśmy na to pod kątem kwestii „dlaczego w jednym regionie te same świadczenia były tańsze niż w innym”. To powodowało trudności w bilansowaniu się podmiotów w gorzej wycenionych regionach, niższe płace personelu medycznego i niższe możliwości realizacji zadań. Te sprawy, oczywiście nie w pełni, zostały w jakimś zakresie zlikwidowane przez jednolitą wycenę ‒ zauważył.

‒ Od 1 stycznia 2021 roku mamy standard rachunku kosztów: jest narzędziem, które umożliwia podmiotom prowadzenie księgowości w podobny sposób ‒ przypomniał. AOTMiT przeszkoliła ponad 4 tys. osób, obecnie prowadzi Collegium w zakresie SRK i oferuje ogólnodostępne narzędzia informatyczne ‒ mówił prezes Agencji.

‒ Zachęcamy do korzystania z tych narzędzi: podmioty mogą nie tylko dokonywać obliczeń dodatkowych parametrów czy wskaźników finansowych, ale również benchmarkować pomiędzy sobą ‒ dodał.

Magiczna granica będzie przekroczona

‒ Przez wiele lat marzyliśmy o dojściu do ‒ wydawało się ‒ magicznej granicy 6% produktu krajowego brutto, teraz już jest ustawa o 7% ‒ przypomniał przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia Tomasz Latos. 

‒ To są te zasoby, z których powinniśmy czerpać przy finansowaniu ochrony zdrowia i oczywiście można zadawać pytania, czy te nakłady są wystarczające. Ja bym jednak postawił sprawę trochę inaczej: czy we właściwy i optymalny sposób korzystamy ze zwiększających się w ostatnich latach ‒ co roku tak naprawdę o kilkanaście miliardów złotych ‒ nakładów na ochronę zdrowia? ‒ pytał poseł Latos.

‒ Sytuacje są bardzo, bardzo różne i w moim przekonaniu nie ma jednej prostej odpowiedzi, w jaki optymalny sposób finansować ochronę zdrowia ‒ bo już widać po tym, co się dzieje w ostatnim czasie, że samo podnoszenie nakładów nie musi spowodować poprawy sytuacji w ochronie zdrowia, zmniejszania strat, ujemnych wyników.

‒ Jeżeli mówimy o ustawie, o której mówimy od dwóch lat, której ciągle jeszcze nie ma i nie wiemy ostatecznie, w jakim będzie kształcie, ponieważ do parlamentu jeszcze nie trafiła, to ja osobiście cieszę się z tego, że tam przede wszystkim jest mowa o sfinansowaniu pewnych działań restrukturyzacyjnych ‒ kontynuował Latos.

Ustawa o jakości i bezpieczeństwie pacjenta to fundament

Na czym dzisiaj stoimy, jeśli chodzi o ustawę o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta i co ona oznacza dla pacjentów? Jak podkreślił Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, obecnie trwają prace w komisji prawniczej, gdzie wspólnie z prawnikami Rządowego Centrum Legislacji pracownicy Ministerstwa Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta doprecyzowują pewne przepisy, aby nie było wątpliwości interpretacyjnych po uchwaleniu tej ustawy.

Komisja Prawnicza pracowała w środę i w czwartek w ubiegłym tygodniu, prace mają być kontynuowane we wtorek, 25 października, a później nastąpi etap przyjęcia ustawy przez Radę Ministrów. W dalszym etapie ustawa trafi do Sejmu.

‒ Ta ustawa wprowadza coś, czego do tej pory nie ma, czyli określenie wskaźników jakościowych. Są placówki medyczne lepiej zarządzane finansowo, są takie, które mają z tym problem. Tak samo możemy spojrzeć na placówki medyczne z punktu widzenia pacjenta i jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych: są takie, do których pacjent bardzo chętnie się udaje i są takie, gdzie te problemy zaczynają się już na samym początku ‒ wskazał RPP i dodał, że ustawa wprowadza też narzędzia związane z premiowaniem finansowym tych placówek, których jakość będzie na wyższym poziomie.

‒ To, że tak wiele mówimy o jakości, bezpieczeństwie pacjenta, choć przecież ustawa nie została jeszcze przyjęta przez rząd, pokazuje, jaki jest to istotny temat ‒ zaznaczył Chmielowiec. ‒ Przez ostatnie 2 lata debata toczy się wokół kwestii związanych z jakością i bezpieczeństwem pacjenta.

‒ Mówimy o tym, żebyśmy budowali kulturę bezpieczeństwa. Nie da się zbudować kultury bezpieczeństwa bez impulsu, bez pokazania, że dla państwa jest to niezmiernie ważny temat. Ustawa o bezpieczeństwie pacjenta jest takim impulsem, fundamentem ‒ zwrócił uwagę RPP.

Prezes NIL: potrzebujemy prawdziwego systemu no-fault

Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej Łukasz Jankowski nie wykazał entuzjazmu względem ustawy chwalonej przez RPP.

‒ Dla nas ta ustawa jest pewnym krokiem w dobrą stronę: ona zawiera dobre elementy. Ktoś wreszcie zauważył potrzebę wprowadzenia systemu kompensacyjnego, postawienia na jakość, ale jeżeli chodzi o rozwiązania tak zwanego no-fault, my odczytujemy te ustalenia raczej jako próbę systemu yes-fault. Dla nas rozwiązania, które są zapisane w ustawie, są zupełnie dysfunkcyjne ‒ podkreślił.

‒ Potrzebujemy w Polsce realnego systemu no-fault, ta ustawa nam tego nie zapewnia. W naszej ocenie zakończy ona również pewną dyskusję: nie będzie krokiem, ale będzie pewnym zakończeniem i zabetonowaniem dyskusji na długie lata ‒ przyznał.

Jakość to też zgłaszanie zdarzeń niepożądanych

Jacek Kopacz z Supra Brokers SA odniósł się do planów wprowadzenia rejestru zdarzeń niepożądanych. ‒ Bardzo mi się podoba, że ustawodawca przewidział obowiązek, aby był ten feedback, aby były wdrażane, analizowane zdarzenia niepożądane w danej jednostce, żeby były wyciągane wnioski i wdrażane działania naprawcze, działania korygujące, działania zapobiegawcze przed pojawieniem się tego typu zdarzeń niepożądanych w przyszłości ‒ komentował. 

Jednak w trakcie dyskusji zgłosił pewne obawy związane z artykułem 19. projektu, w którym mówi się o tym, że do zgłoszenia zdarzenia niepożądanego należy podać dane osób, które je zgłaszają i są związane z danym zdarzeniem medycznym.

‒ Wydaje mi się, że to jest element do przemyślenia ‒ mówił i podał przykład, jak to rozwiązanie wyglądało w USA w latach 70., kiedy były tam próby wprowadzenia takiego rejestru.

‒ Okazało się, że to nie działa, że tam, gdzie trzeba podać dane, nie ma odzewu wśród personelu, natomiast po zmianie na model mieszany i dopuszczeniu anonimowych zgłoszeń zdarzeń niepożądanych wszystko ruszyło ‒ mówił Jacek Kopacz. Przywołał tutaj dane sprzed 8-10 lat. Przy zgłaszaniu zdarzeń niepożądanych ponad 80% pielęgniarek i prawie 60% lekarzy ‒ co, jak ocenił, jest bardzo dobrym wynikiem ‒ dokonywało wpisów w odpowiednich rejestrach.

Bezpieczeństwo lekowe. Co będzie jutro?

Jednym z poruszonych tematów było również bezpieczeństwo lekowe pacjentów.

‒ Kluczowym pytaniem, które trzeba sobie zadać, jest: dlaczego nic się nie dzieje? Moja hipoteza jest taka, że tę całą dyskusję prowadzimy, oceniając sytuację w sposób statyczny, a nie dynamiczny ‒ mówił prezes zakładów Polpharmy Sebastian Szymanek. Jak tłumaczył:

‒ Wyobraźmy sobie, że wszyscy stoimy w wodzie ‒ powiedzmy, że w wodzie do piersi ‒ i prowadzimy dzisiaj debatę na temat tej sytuacji. Pewnie pojawiłyby się głosy dotyczące tego, że „woda nie jest naturalnym środowiskiem dla człowieka”, ale inne głosy mówiłyby o tym, że „w sumie ona nie jest zimna, jest całkiem przyjemnie, a może to zdrowe dla kręgosłupa” ‒ i można byłoby tak ten dialog prowadzić dopóty, dopóki ktoś by nie zadał pytania: „hej, ale wczoraj ta woda nam sięgała po kolana, a dzisiaj po piersi. Co będzie jutro?”. I tak też powinno się rozmawiać o bezpieczeństwie lekowym ‒ podsumował.

Jakość i innowacyjność wyrobów medycznych również wpływa na bezpieczeństwo pacjentów

‒ Musimy wchodzić w międzynarodowe plany cenowe, ustalać je. Musimy być też rynkiem atrakcyjnym dla centrali, żeby centrale zdecydowały o tym, że można te wyroby przeznaczać na Polskę i dobrze jest w Polsce ulokować dany produkt, bo to się opłaca ‒ mówił prezes Izby POLMED Arkadiusz Grądkowski. Wskazał też na konieczność lepszej komunikacji i dialogu.

‒ W kontekście wyrobów w procedurach szpitalnych jest problem, bo tego dialogu nie ma ‒ zaznaczył i wskazał na jeden z zapisów ustawy o modernizacji szpitali. ‒ To kwestia paradygmatu podejścia do tego, jak chcemy modernizować szpitale, bo koszty szpitali stanowią przeważnie wynagrodzenia, ale sprzęt, leki to nie są aż tak duże koszty. Podejście jest takie, że chce się oszczędzać na dostawcach sprzętu ‒ mówił.

‒ Za dostarczone urządzenie należy zapłacić i tak to powinno wyglądać ‒ zaznaczył. ‒ Nie można szukać oszczędności w kimś z zewnątrz. Jeżeli Ministerstwo [Zdrowia ‒ przyp. red.] zajmuje się nadzorem i finansowaniem szpitali, to niech szuka oszczędności u siebie ‒ dodał.

Bezpieczeństwo danych a bezpieczeństwo pacjentów

Krzysztof Groyecki z Asseco Poland SA przypomniał moment wprowadzenia założenia systemu P1.

‒ Zakładano, że dane pacjenta, wprowadzone w jednym miejscu w kraju, będą dostępne dla lekarzy i obsługi szpitala w innym miejscu. W tym celu zdefiniowano pojęcie elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM) i wykonano dosyć dużą pracę legislacyjną oraz wydano rozporządzenia, które obligują świadczeniodawców do prowadzenia na razie pewnej części dokumentacji medycznej w formie elektronicznej.

‒ Kiedy dane o naszych chorobach będą rzeczywiście udostępniane na zewnątrz jednostek medycznych, wtedy sytuacja stanie się niezwykle niebezpieczna ‒ ona oczywiście musi być obserwowana w tej chwili, ponieważ rynek informatyczny jest aktualnie narażony na ataki hakerów ‒ w sposób bardziej lub mniej zorganizowany ‒ którzy przeczesują zasoby internetu i szukają takich miejsc, w których można albo wywierać presję polityczną, albo zarobić na okupach ‒ podkreślił.

‒ W Polsce tylko w zeszłym roku mieliśmy kilkanaście udokumentowanych przypadków skutecznych ataków na jednostki opieki zdrowotnej, które w różnym stopniu się udały z punktu widzenia hakerów i w różnym stopniu zdestabilizowały działanie jednostek, ale ci, którzy monitorują działania hakerskie w sieci, raportują, że prób ataków są tysiące dziennie ‒ zauważył.

‒ Jak się bronić? Najmocniej nasuwającym się w tej chwili sposobem obrony jest przenoszenie odpowiedzialności z jednostek opieki zdrowotnej na poziom wyżej. Tutaj mamy do dyspozycji rozwiązania chmurowe, gdzie specjaliści, korzystając z najlepszych w tej chwili metod ochrony, potrafią te dane zabezpieczyć w stopniu wielokrotnie wyższym niż w pojedynczych szpitalach czy w jednostkach POZ. Oczywiście to nie wszystko: potrzebna jest coraz większa świadomość, potrzebne jest tworzenie i używanie haseł, potrzebne jest zabezpieczenie lokalnych sieci informatycznych ‒ wyliczał.

Organizacje pacjenckie w trosce o dobro pacjenta

‒ Musimy mieć świadomość tego, że mamy pacjentów i mamy organizacje pacjentów: to jednak dwa odrębne obszary. Pacjentami jesteśmy my tu wszyscy i w większości mamy wrażenie, że jednak jesteśmy uprzywilejowanymi pacjentami, ponieważ poprzez swoje koneksje, znajomości często potrafimy osiągnąć szybki dostęp, czego nie potrafi pacjent, który jest pacjentem standardowym i takich możliwości nie ma ‒ i to jest krzywdzące, ale takie jest życie ‒ zauważył ks. Arkadiusz Nowak.

‒ Organizacje pacjentów to grupy osób, które na bazie własnych doświadczeń tworzą organizacje po to, żeby optymalizować pewne rozwiązania, żeby rzeczywiście z jednej strony zajmować się profilaktyką zdrowotną, ale z drugiej mieć też realny wpływ na kształtowanie systemu ochrony zdrowia ‒ informował.

‒ Jeżeli w organizacji pacjentów jest 15 przedstawicieli różnych obszarów chorobowych, to każdy będzie chciał, aby koncentrować się na tym, co dla niego istotne. Moim zadaniem jest, aby jednak koncentrować się bardziej na kwestiach systemowych, a nie na indywidualnych problemach, które też stanowią elementy tego systemu ‒ dodał.

‒ Jeżeli świadczenia zdrowotne, które teraz będzie finansował Fundusz, są warte około 6 miliardów złotych, to organizacje pacjentów słusznie zadają pytanie, czy w związku z tym nie nastąpi ograniczenie świadczeń dla innych pacjentów, bo do tej pory Fundusz tego nie finansował ‒ kontynuował ks. Nowak.

Zwrócił też uwagę na opiekę senioralną. ‒ Planowanie przekształceń niektórych podmiotów leczniczych w podmioty o charakterystyce opieki długoterminowej ‒ ja bym jeszcze dodał rehabilitacji, szczególnie tej poudarowej ‒ powinno być priorytetem.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum