Uporządkujmy wreszcie sprawy

Autor: Iwona Bączek • • 05 stycznia 2012 11:13

Wokół ustawy o szpitalach klinicznych, która w 2009 r. zdawała się być "na wyciągnięcie ręki", zapadła martwa cisza. Środowisko akademickie nieustannie upomina się jednak o rozwiązania, które uregulują w końcu sytuację lecznic uniwersyteckich.

Prof. Zenon Mariak, prorektor ds. klinicznych i kształcenia podyplomowego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, biorący w 2009 r. udział w pracach zespołu opracowującego założenia do projektu ustawy o szpitalach klinicznych, zwraca uwagę, że potrzebę takich uregulowań dostrzegło zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i rektorzy uczelni medycznych. Założenia, które powstały w efekcie pracy zespołu, były konsensusem wypracowanym pomiędzy dyrektorami szpitali klinicznych i rektorami (ponieważ optyka jednych i drugich może się jednak różnić).

- Dlaczego ustawa o szpitalach klinicznych jest potrzebna? Bo są one placówkami o najwyższym stopniu referencyjności, ale czy jest ona uznana formalnie? Nie. Szpital kliniczny nie może odmówić wykonania najbardziej skomplikowanych i obciążonych ryzykiem, a zarazem najbardziej kosztochłonnych procedur leczniczych, które są zazwyczaj finansowane poniżej"kosztów wytworzenia". Ponadto jest ustawowo zobowiązany do pracy naukowej i dydaktycznej, ponosząc w związku z tym dodatkowe koszty i często popadając w zadłużenie. Jednak z perspektywy NFZ jest taką samą lecznicą, jak każda inna -mówi prof. Mariak.

Środki otrzymywane na dydaktykę nie odzwierciedlają rzeczywistych kosztów, a badania naukowe, które teoretycznie powinny być finansowane z grantów pozyskiwanych przez uczelnię, także obciążają kosztowo szpital, w którym są realizowane.

- Szpital kliniczny ponoszący dodatkowe koszty związane z badaniami i dydaktyką ma w zasadzie, jeśli chce uciec przed zadłużeniem, jedną alternatywę: wykonywać procedury lepiej płatne, ale o niższym stopniu referencyjności. Oznacza to jednak, że lekarze, którzy powinni się skupić na procedurach wysokospecjalistycznych, robią"prostą robotę", która równie dobrze może być wykonana gdzie indziej. Z drugiej strony, jeśli lecznica się zadłuża, nie może dobrze płacić specjalistom. Ludzie odchodzą, np. do placówek powiatowych i niepublicznych, które oferują więcej. W ten sposób następuje odpływ wykwalifikowanych kadr - wyjaśnia prof. Zenon Mariak.

Podkreśla również, że ustawa o działalności leczniczej powinna w końcu sprecyzować formułę zatrudnienia lekarzy klinicznych.

Straszenie komercjalizacją

- Obecnie mamy do czynienia z dwuetatowością, przy szczątkowym zatrudnieniu przez szpital. W zasadzie nie wiadomo, jaki jest wymiar pracy tych lekarzy: inną interpretację daje ustawa o działalności leczniczej i inną ustawa o szkolnictwie wyższym. W efekcie trudno o dyscyplinę - zaznacza prof. Mariak.

- Lekarze twierdzą np., że mają obowiązek spędzania w szpitalu dwóch godzin dziennie, po czym biegną zarabiać w innym miejscu. Konieczne wydaje się zatem wprowadzenie pełnych etatów: w szpitalu lub na uczelni. Tym bardziej że zdarzają się i takie"kwiatki", że odchodzący na emeryturę chirurg, który przepracował uczciwie w szpitalu klinicznym każdy pełny dzień, dowiaduje się w ZUS, że był lekarzem tylko przez dwie godziny dziennie... - ubolewa prorektor ds. klinicznych i kształcenia podyplomowego UM w Białymstoku.

Dyrektorzy szpitali klinicznych proponują także, aby wyposażyć je w mienie poprzez przekazanie niektórych składników majątku trwałego, co jest szczególnie istotne w przypadkach starań o pozyskanie zewnętrznych środków.

- Na razie mamy taką sytuację, że budynki i grunt są własnością uczelni, a dyrektor, który chce założyć parking przy szpitalu, musi przejść długotrwałą procedurę starań o zezwolenia w Ministerstwie Skarbu Państwa -zaznacza prof. Mariak.

Czy przekształcenie w spółkę prawa handlowego jest wyjściem dla zadłużonego szpitala klinicznego? W opinii prorektora białostockiego UM - nie.

- Szpitale się zadłużają, resort zdrowia próbuje zatem wprowadzać działania dyscyplinujące. Takim krokiem jest właśnie ustawa o działalności leczniczej i zawarty w niej straszak w postaci komercjalizacji lecznic uniwersyteckich. Ot, takie zacinanie chudej szkapy batem - uważa nasz rozmówca.

- Spójrzmy na to realnie: cenę prawdziwego leczenia płacą właśnie szpitale kliniczne, do których przychodzi najtrudniejszy pacjent. To tu wyładowują się wszystkie koszty. Z tego właśnie względu spółka prawa handlowego jest rozwiązaniem dla szpitali powiatowych i być może dla niektórych wojewódzkich, ale nie dla tych prowadzonych przez uczelnie medyczne. Pamiętajmy, że w przypadku lecznic komercyjnych główną wytyczną jest maksymalizacja zysku. Co zatem zrobić z pacjentem, którego leczenie kosztuje krocie, a on sam nie ma już gdzie pójść? - pyta prof. Mariak.
I zadaje kolejne pytanie:
- Jak uczelnia będzie finansować dydaktykę w spółce? W przypadku Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku dotacja dydaktyczna pokrywa nieco ponad 70% kosztów UM. Kształcimy także na płatnych kierunkach, aby w ogóle zarobić na swoje utrzymanie. Obecnie rachunek wystawiany przez dyrektora szpitala klinicznego uwzględnia możliwości finansowe rektora, przez co najczęściej nie pokrywa realnych kosztów. W spółce będą musiały zostać pokryte, ale skąd uczelnia weźmie takie sumy? - zastanawia się prorektor ds. klinicznych.

Nie ma na co czekać

- Ustawa o szpitalach klinicznych jest bardzo potrzebna. To wręcz gardłowa sprawa: nie są to przecież standardowe placówki, ale jednostki pełniące także funkcje dydaktyczne i naukowe - przypomina prof. Janusz Mo-ryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. - Prowadzą zarówno kształcenie przeddyplomowe, jak i podyplomowe, odbywa się w nich również większość staży i rezyden-tur. Kształcenie kadr kosztuje. Rozumieją to doskonale rządy wielu krajów, biorąc na siebie obowiązek dofinansowywania szpitali klinicznych.

- Można oczywiście powiedzieć, że należałoby oszczędzać. Tak, nawet trzeba, ale idąc tą drogą, dochodzimy w końcu do ściany. Tymczasem pieniądze na cele dydaktyczne muszą się znaleźć. Konieczne jest zapewnienie szpitalom klinicznym finansowania adekwatnego do ponoszonych kosztów, w tym ustalenie algorytmu z jednolitymi stawkami, np. za jednego studenta.

Zdaniem rektora GUMed, ustawa o szpitalach klinicznych jest nie tylko ważna, ale i bardzo pilna.

- Sytuacja tych lecznic jest zła, co wiąże się ze zbyt niskim finansowaniem z NFZ. Dlatego nie ma już czasu na dalsze odwlekanie sprawy: regulacje gwarantujące działalność szpitali klinicznych powinny się pojawić jak najszybciej. Podczas ostatniego posiedzenia rektorów otrzymaliśmy informację, że projekt ustawy został już przygotowany w Ministerstwie Zdrowia i po wyborach trafi pod obrady Rady Ministrów - przypomina prof. Moryś.

Podkreśla także, że GUMed nadal podtrzymuje wolę przekształcenia zadłużonego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku w spółkę, na razie jednak brakuje aktów wykonawczych do ustawy o działalności leczniczej.

jest alternatywa

- Ustawa wskazuje trendy, możliwości, ale jak bez stosownych rozporządzeń odpowiedzieć na pytanie, co zrobić z zadłużeniem? Czy możemy się np. ubiegać o kredyt wieloletni? Nie wiemy także, jakie decyzje podejmie nowy minister zdrowia - zaznacza rektor gdańskiej uczelni.

I dodaje, że UCK ma ogromne moce przerobowe, za wykorzystanie których NFZ nie będzie w stanie zapłacić. Dlatego GUMed jest zainteresowany leczeniem pacjenta komercyjnego: szpital może w ten sposób zarobić nawet o około 80 mln zł więcej.

- Przekształcenie w spółkę uprościłoby również trudną sytuację związaną z zatrudnieniem. Mamy obecnie 7 lub 8 związków zawodowych i w efekcie nie możemy uzgodnić regulaminu płacowego. Nie doszliśmy nawet do etapu podpisania protokołu rozbieżności. Z chwilą przekształcenia zniknęłyby takie problemy - ocenia prof. Moryś.

- Jeśli podejmiemy to ryzyko i pozostaniemy przy spółce, powstaje kolejne pytanie: czy dopuścić do udziału podmioty prywatne? Nie jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, nie daje ono bowiem pewności, że funkcje szpitali klinicznych nie zostaną ograniczone. Mogę się mylić, nie musi tak być, ale wątpliwość jednak jest. Generalnie: optymalnym wyjściem wydaje się spółka z 51% udziałów uczelni medycznej i 49% udziałów spółek Skarbu Państwa - mówi prof. Janusz Moryś.

Przypomina jednak, że przekształcenie nie jest bynajmniej jedyną drogą dla szpitali klinicznych. Tym bardziej że brakuje chyba powszechnej zgody na zmianę formuły prawnej, w której działają. Przekształcenie w spółkę wiąże się jednak z ryzykiem upadłości, którą trudno wyobrazić sobie w przypadku lecznic pełniących funkcję dydaktyczną, z najlepszą kadrą i sprzętem, będących dla pacjenta"ostatnią instancją".

- To poważny krok, nad którym rząd musi się dobrze zastanowić. Być może lepiej byłoby wrócić do idei sieci szpitali o znaczeniu kluczowym i odpowiednio je finansować, nie dopuszczając do zadłużenia - dodaje rektor GUMed.

Z perspektywy dyrektora

lecznicy klinicznej widać wyraźniej, niż z jakiegokolwiek innego miejsca, jak potrzebna i oczekiwana jest ustawa regulująca szczegółowe zadania tych placówek oraz wskazująca źródła i sposoby ich finansowania.

- Weszła w życie ustawa o działalności leczniczej, dopuszczająca przekształcanie szpitali klinicznych w spółki. Dwie duże lecznice Collegium Medicum w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (im. Jurasza i im. Biziela) są w trakcie restrukturyzacji, toczy się dyskusja o ich dalszych losach. Żadne z rozwiązań nie jest obecnie wykluczone, ale nie sposób mówić o przekształceniach bez ustawy o szpitalach klinicznych. Brak tych regulacji powoduje, że zmiana formuły prawnej placówki klinicznej jest w zasadzie niemożliwa - ocenia Wanda Korzycka-Wilińska, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy.

Dodaje, że przekształcenie w spółkę ma - jak wszystko - plusy i minusy. Z jednej strony pożądana wydaje się możliwość świadczenia usług komercyjnych, wprowadzania nowych zakresów świadczeń, na które jest największe zapotrzebowanie lub kupowanie np. aparatury w ramach konkursu ofert, a nie przetargu. Z drugiej jednak strony straszy ryzyko upadłości, od którego szpital jest obecnie wolny. Ale właśnie ono powoduje, że decyzja o przekształceniu powinna być krokiem numer dwa. Krok numer jeden to ustawa o szpitalach klinicznych, precyzyjnie określająca zadania szczegółowe i źródła finansowania dla placówek prowadzących nie tylko działalność leczniczą, ale także dydaktyczną i badawczą.

- Obecnie środki na dydaktykę otrzymujemy z CM UMK, nie pokrywają one zresztą realnych kosztów związanych z kształceniem kadr medycznych i stanowią zaledwie 0,14% ogólnych przychodów szpitala. Tu niezbędne jest finansowanie na zdecydowanie wyższym poziomie, określone wskaźnikiem - stwierdza dyrektor Korzycka-Wilińska.

- To samo dotyczy finansowania świadczeń: obecnie szpital dysponujący znakomitą kadrą, sprzętem i leczący najtrudniejszego pacjenta otrzymuje środki z NFZ na takich samych zasadach, jak inne placówki. Kłania się referencyj-ność, która powinna dotyczyć każdego szpitala klinicznego jako całości, już tylko z racji jego statusu. Bardzo liczę na to, że ustawa o szpitalach klinicznych, której - mam nadzieję -w końcu się doczekamy, uwzględni także ten aspekt, wpływając tym samym na zwiększenie poziomu finansowania -mówi dyrektor"Biziela".

I podkreśla, że spraw stojących w kolejce do ustawowej regulacji jest znacznie więcej. Na przykład kwestia przekazania przez uczelnię majątku (budynków i gruntu) szpitalom. W przypadku przekształcenia lecznicy w spółkę, ten ruch będzie miał istotne znaczenie.

Co z inwestycjami?

Kolejny ważny zakres to wskazanie źródeł finansowania inwestycji. Na razie jest to głównie Ministerstwo Zdrowia -uczelnie nie mają takiej możliwości, a środki unijne w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych nie są dostępne dla szpitali klinicznych. Tymczasem w resorcie zdrowia leży np. projekt SU nr 2 w Bydgoszczy związany z dostosowaniem szpitala do standardów technicznych i sanitarnych określonych w rozporządzeniu ministra zdrowia. Na jego realizację placówka potrzebuje około 300 mln zł.

- Oczekujemy także, że ustawa o szpitalach klinicznych wyraźnie nazwie i precyzyjnie określi relacje pomiędzy szpitalami klinicznymi a samorządem terytorialnym. Marszałek odpowiada za zabezpieczenie świadczeń zdrowotnych na swoim terenie, powinien mieć zatem obowiązek dofinansowania lecznic uniwersyteckich, które stanowią ważne ogniwo w systemie ochrony zdrowia w regionie. Prowadzimy wprawdzie rozmowy z samorządem wojewódzkim, ale to jednak nie to samo, co konkretne zapisy ustawowe - zaznacza Wanda Korzycka-Wilińska.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum