Umowa społeczna konieczna od zaraz

Autor: Justyna Wojteczek • • 10 maja 2008 15:09

Premier Donald Tusk cieszył się, że podczas białego szczytu rozmawiały ze sobą różne środowiska. Brakuje jednak porozumienia. Jesteśmy do niego niezdolni?

Dług publiczny - 165% dochodu narodowego. Stopa bezrobocia - 19%. Inflacja - 12 %. To dane o gospodarce Irlandii z końca lat 80. Dziś mówimy o irlandzkim cudzie gospodarczym. A mało kto pamięta o tym, że był on możliwy dzięki umowie społecznej.
Irlandzką umowę z 1987 roku poprzedziły długie rozmowy związkowców, rządu i pracodawców. Jednym z kluczy do zrozumienia przyczyn irlandzkiego cudu jest dialog.
Jak z nim w Polsce? Na stronach Ministerstwa Pracy zakładka odsyła do jego instytucji. Jest też osobna strona internetowa poświęcona dialogowi oraz pismo pod takim tytułem. Jest Komisja Trójstronna oraz wojewódzkie komisje dialogu społecznego, a każda opcja polityczna obejmująca władzę słowo "dialog" odmienia niemal przez wszystkie przypadki. Mieliśmy biały szczyt w ochronie zdrowia, a premier Donald Tusk cieszył się, że różne środowiska tego sektora ze sobą rozmawiały. Choć rozmawiają od kilkunastu lat.
Brakuje jednak porozumienia. Jesteśmy do niego niezdolni?

Jak Polacy paktowali

- Dobrą ma pani pamięć - mówi przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego i członek Komisji Trójstronnej Sławomir Broniarz w odpowiedzi na pytanie, czy prawdą jest, że w ciągu ostatnich lat protokoły posiedzeń Komisji to protokoły rozbieżności. To nie znaczy, że zawsze tak było. Pewną politycznospołeczną umową był Okrągły Stół. Ale i potem było porozumienie.
- Zdarzyło się kilka udanych eksperymentów - mówi profesor Prawa pracy Jerzy Wratny. I przypomina o Pakcie o Przedsiębiorstwie Państwowym z początku lat 90. Podpisany w 1993 roku dokument zawiera uzgodnione między partnerami społecznymi założenia ustaw dotyczących procesu i instrumentów prywatyzacji, restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw oraz banków i spraw socjalnych. Z jednej strony pracownicy zyskali zapisy dotyczące układów zbiorowych, uczestnictwa w radach, otrzymywania udziałów w prywatyzowanych firmach i funduszu świadczeń gwarantowanych, z drugiej - zgodzili się na przekształcenia. Rząd zyskał spokój i możliwość prowadzenia prywatyzacji, pracodawcy - możliwość rozwoju sektora prywatnego.
Tego rodzaju pakt mediatorzy nazywają umową zawartą na zasadzie win-win - każda ze stron coś w jej wyniku zyskuje. Po 1993 roku podejmowane były kolejne próby zawarcia umów społecznych; tym razem jednak już bez efektu.
- Wicepremier Hausner zaproponował Pakt dla Pracy i Rozwoju. Rokowania zostały rozpoczęte, ale nic nie osiągnięto z kilku przyczyn - mówi prof. Wratny. Związkowcy, głównie z "Solidarności", uznawali, że propozycje są zbyt liberalne, no i nie podobał się im lewicowy rząd. Zdaniem profesora, mało też oferowano związkowcom jako rekompensatę za wyrzeczenia. - Główną rekompensatą miała być naprawa finansów publicznych państwa - przypomina.
Kolejną próbę podjął rząd PiS, proponując pakt pod nośnym hasłem Gospodarka, Rodzina, Praca, Dialog. - Rokowania toczyły się niezwykle ospale, a rząd nie przedstawił tak naprawdę żadnej konkretnej propozycji - mówi profesor.
- Najkrócej rzecz ujmując, doszło w trakcie tych rokowań do obstrukcji ze strony… rządu - przypomina Zbigniew Żurek z Business Centre Club.
Tymczasem zmieniła się sytuacja gospodarcza: bezrobocie zaczęło spadać (w dużej mierze dzięki zaradności Polaków, którzy pojechali za chlebem na otwarte rynki pracy w kilku państwach Unii Europejskiej), a wzrost gospodarczy zaczął nabierać tempa.
W ochronie zdrowia sytuacja zmienia się, ale na niekorzyść. Biały szczyt zakończył się jednak fiaskiem, bo trudno nazwać sukcesem, że opinia publiczna dowiedziała się, jakie są postulaty środowisk i jakie są rozbieżności. Kto był związany z ochroną zdrowia, ten i tak to wiedział. Wszak nie pierwszy raz te środowiska były dopuszczone do głosu…

Recepta

Eksperci dialogu społecznego twierdzą, że pakt negocjuje się wtedy, gdy występuje duże zagrożenie i jest ważny problem do rozwiązania, do którego potrzebna jest szeroka zgoda. Niewątpliwie polska ochrona zdrowia spełnia te warunki. Jak się robi umowę społeczną?
O tym, jak doszło do tego w Irlandii, mówili współtwórcy tamtejszej umowy pod koniec 2007 roku na konferencji zorganizowanej przez NSZZ "Solidarność". Liam Cullen, szef ośrodka badawczego największej partii irlandzkiej Fianna Fail, mówił, że wszystkie strony na początku winą obarczały się nawzajem. A do dialogu niejako nakłonił ich… Bank Światowy, który zagroził odcięciem wsparcia. Efekt podjętych rozmów: związki zawodowe zobowiązały się zawiesić akcje strajkowe na trzy lata. Rząd obiecał w tym czasie podnieść płace o 3% rocznie na pierwsze 120 funtów tygodniówki i 2% na każdą kwotę powyżej w ciągu 3 lat oraz podnieść o 4 funty tygodniowo płace najmniej zarabiających. Ponadto zobowiązał się m.in. do modyfikacji restrykcyjnej polityki płacowej i cięć etatów w sektorze publicznym, głównie w służbie zdrowia, i do powrotu do scentralizowanych negocjacji płacowych po okresie rokowań zdecentralizowanych w sektorze prywatnym od 1981 roku.

Rokowania od kuchni

Na ile trudno osiągnąć porozumienie w sytuacji konfliktu i rozbieżnych interesów pokazuje rozwiązanie sporu zbiorowego w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, który zakończył się w październiku 2007 roku, być może dzięki bezstronnej mediacji. Do porozumienia nie mogli samodzielnie dojść psychiatrzy i psychologowie, a zatem ci, którzy jak mało kto są wyszkoleni w prowadzeniu rozmowy nakierowanej na osiąganie porozumienia.
- Udało się, bo strony zgodziły się, by był mediator i zależało im na dojściu do porozumienia - opowiada Kinga Markert z firmy Markert Mediacje, która została zaproszona przez pracowników do rozmów w charakterze mediatora, a zaakceptowana przez drugą stronę sporu - dyrekcję. Jako mediator prowadziła poufne rozmowy i z jedną, i z drugą stroną.
- Przygotowując się do sesji wspólnych rozmawialiśmy, jaki jest problem, na czym danej stronie bardzo zależy, a co może odpuścić, jakie mogą być konsekwencje niedogadania się, czyli dokonywaliśmy próby zobaczenia sprawy w kontekście straty i zysku - mówi Kinga Markert. - Na tym etapie niezwykle ważne jest to, by do stołu usiedli rzeczywiście reprezentanci, którzy mają formalne umocowanie swojego środowiska - podkreśla Kinga Markert.
Potem toczyły się żmudne rozmowy prowadzone przez mediatora, w wyniku których kolejne problemy z listy tematów były skreślane. - W konflikcie strony koncentrują się na walce. Mediator przekierowuje zainteresowanie stron z konfrontacji na wspólne poszukiwanie rozwiązania. Mimo że strony rzadko uzyskują 100% tego, czego żądały na początku konfliktu, porozumienie musi zostać zaakceptowane przez wszystkich autorów, czyli w efekcie być dla nich satysfakcjonujące - tłumaczy Kinga Markert.

Więcej szacunku dla partnerów

Zbigniew Żurek od jakiegoś czasu domaga się, by dialog społeczny był prowadzony przy pomocy mediatorów. - Gadamy, a nie mamy profesjonalnych narzędzi - ubolewa.
Prof. Wratny ocenia, że obecnie w rozmowach strony akcentują tylko swoje interesy, nie są zorientowane na dobro wspólne. Partnerzy rozmów są zakładnikami swoich elektoratów, panuje klimat braku zaufania.
- Dialog to obecnie najczęściej fasada, próba upuszczenia powietrza - ocenia Sławomir Broniarz. - Nikt nie potrafi pokazać namacalnej perspektywy, najbardziej prawdopodobne jest, że ustalenia podjęte w 2008 roku nie będą honorowane w 2013 r. po wyborach, nie ma szacunku do partnerów społecznych, lekceważona jest ich wiedza i doświadczenie.
Socjolog, prof. Ireneusz Krzemiński z Uniwersytetu Warszawskiego, dziwi się, że obecny rząd nie czerpie z doświadczenia swoich partnerów społecznych. - Lekarze i pielęgniarki są bardziej zorientowani, co w tym systemie nie gra. Przy czym oczywiście inaczej definiują swoje interesy. Dotychczasowa bezsensowna reforma doprowadziła do zróżnicowania pozycji i grup - mówi Krzemiński. Dziwi się też, że rząd nie sięgnął po ekspertów z różnych dziedzin. - Na początku rządu Tuska niemal wszyscy najlepsi specjaliści w różnych dziedzinach byli gotowi na współpracę, byli na wyciągnięcie ręki. Rząd jednak tego gestu nie wykonał - konstatuje socjolog.
Prof. Wratny podkreśla, że w prowadzeniu rozmów, które mają doprowadzić do umowy społecznej, niezwykle ważną rolę odgrywa rząd. - Przedstawia tematykę rozmów, ofertę rozwiązań, jest motorem rozmów oraz podmiotem w sposób szczególny zobowiązanym do wypełnienia umowy, bo to on inicjuje konkretne zmiany legislacyjne w duchu porozumienia - mówi profesor.

Jak było ostatnio

- Chciałbym, żebyśmy dzisiaj ustalili pole działania i tę przestrzeń, gdzie zgoda, nawet jeśli trudna, jest możliwa - mówił na otwarciu obrad białego szczytu premier Tusk. Podczas obrad białego szczytu okazało się, że nie ma porozumienia nawet co do tego, jaką rolę ma w nich pełnić rząd - czy obserwatora, czy uczestnika. Ze strony rządu często można było usłyszeć, że dany problem wymaga analiz. Jednak nie padało, kiedy rząd te analizy przedstawi.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy w trakcie obrad zagroził, że zrezygnuje z udziału w szczycie. Jednocześnie jego przedstawiciele pokazali, że albo nie chcą wiedzieć, albo nie wiedzą co jest w projektach ustaw i w ustawach już obowiązujących (np. rzekomy przymus podpisywania kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia). Z kolei prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł rozbrajająco szczerze wyznał, że nie może się podpisać pod szczegółowym ustaleniem, bo... nie ma do tego mandatu swojej organizacji.
- Tu się nie mówi, a przemawia - podsumowywał obrady białego szczytu Jarosław Kozera, lider Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej. Jaki jest efekt, już wiemy.

Tymczasem…

...bomba tyka. Niektóre szpitale niemal cały przychód z Narodowego Funduszu Zdrowia przeznaczają na płace. Wzrost zadłużenia placówek być może będzie trzeba liczyć w dziesiątkach procentów. Demografia jest nieubłagana - niedługo wyż powojenny przejdzie na emeryturę, co oznacza zwiększenie ogólnych wydatków na leczenie Polaków.
Brakuje personelu medycznego. Ten, który jest, przekracza kolejne granice tabu. Przecież jeszcze kilkanaście lat temu nikomu by do głowy nie przyszedł realny strajk lekarzy czy pielęgniarek. - To pokazuje niezwykłą determinację tych ludzi. A dla rządu to sygnał najwyższego alarmu. Tu potrzebna jest debata, ale fachowa - ocenia prof. Krzemiński.
Przysłowia są mądrością narodów. W polskim ich skarbczyku są i takie dwa: "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje" oraz "Gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie". Ciekawe, które okaże się bliższe rzeczywistości.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum