Udręka? Naprawdę możemy jej zaradzić!

Autor: Piotr Wróbel • • 18 maja 2008 18:58

W prasie można znaleźć mnóstwo rubryk z poradami dotyczącymi zdrowego stylu życia i profilaktyki wielu chorób społecznych, ale nie tej...

Taka przypadłość potrafi zrujnować choremu życie zawodowe i towarzyskie. Mowa o gubieniu moczu. Jak wynika z badań, jakość życia pacjentów z nietrzymaniem moczu (NTM) jest zdecydowanie gorsza niż np. pacjentów z cukrzycą, chorobą wieńcową czy z astmą. Tego rodzaju dolegliwość powoduje na dodatek depresję i złą samoocenę.
Choroba nie wybiera. Około 17% osób w populacji ma ten "wstydliwy" problem. - Proszę sobie wyobrazić młodą, energiczną biznes women, która musi kilka razy wyjść z zebrania, albo starszą panią, którą nagle sytuacja zmusza do ubierania pieluchomajtek. Katastrofa - mówi doktor Piotr Radziszewski z Katedry i Kliniki Urologicznej Akademii Medycznej w Warszawie.
W dostępnej w kioskach prasie można znaleźć multum porad dotyczących zdrowego stylu życia i profilaktyki wielu chorób społecznych, ale nie tej. Temat jest niemedialny, bo (przepraszamy)...
brzydko pachnie. - Mam całą stertę korespondencji i materiałów, jakie wysyłałem do najlepszych opiniotwórczych, popularnych tygodników proponując podjęcie wspólnej akcji edukacyjnej, ale redakcje te nie wyraziły zainteresowania - przyznaje dr Radziszewski.

Trudne wyznanie

- Odpowiadano mi, że temat jest nieciekawy, trudno go spopularyzować - opowiada nasz rozmówca. I dodaje: - Znamy gwiazdy filmowe, włączające się w różne akcje profilaktyczne i przyznające się np. do przebytej choroby nowotworowej, ale jak zabrzmi publiczne wyznanie sławnej, pięknej aktorki, która opowiada, że ma kłopot z nietrzymaniem moczu...
NTM może być spowodowane nadreaktywnością pęcherza (OAB - overactive bladder), której skutkiem jest odczuwanie naglących parć i niemożliwy do powstrzymania skurcz pęcherza powodujący wyciek moczu na zewnątrz.
Możliwa jest również inaczej odczuwana nadreaktywność (tzw. pęcherz nadreaktywny "suchy"), na skutek której chory oddaje często niewielkie ilości moczu z powodu silnych parć na pęcherz, co wbrew pozorom znacznie bardziej upośledza jakość życia. Ta dolegliwość, powodująca niemal ustawiczne odczuwanie parcia, zmusza chorego do wielu wizyt w toalecie.
Kłopoty z utrzymaniem higieny mogą być też związane z wysiłkowym nietrzymaniem moczu. Tu, oprócz fizjologii, w grę wchodzi fizyka, a dokładniej różnica ciśnień panujących w pęcherzu i otaczającej go przestrzeni. Przenoszenie ciężkich przedmiotów, a nawet kaszel czy wstawanie powodują wzrost ciśnienia wywieranego na pęcherz przez narządy jamy brzusznej. Wtedy, tłumacząc rzecz w ogromnym uproszczeniu, aby nie doszło do wycieku moczu, zwieracz cewki musi pracować z większą siłą i wytwarzać większe ciśnienie. Odpowiada za to mechanizm właściwej transmisji ciśnień między cewką a pęcherzem (jedna z teorii), która jest m.in. uwarunkowana prawidłowym anatomicznie usytuowaniem pęcherza.
O ile nietrzymanie moczu z parć naglących dotyczy mniej więcej takiej samej liczby osób u obu płci, to na NTM wysiłkowe chorują głównie panie. Według szacunków doświadczonych lekarzy, wśród 100 pacjentów z tą dolegliwością tylko 2-3 to mężczyźni.
Wytłumaczenie tej statystyki jest dość proste. Mężczyźni zostali łaskawiej potraktowani przez naturę. Ich cewka jest stosunkowo długa, zawieszona na szeregu więzadeł, posiada dość mocny zwieracz zewnętrzny. Poza tym nie ma możliwości, aby na tyle zmieniła swoje położenie, żeby doszło do złej transmisji ciśnień.
Co innego u kobiet, które natura postawiła w roli matek. U nich, najczęściej podczas porodu, dochodzi w następstwie urazu do osłabienia mięśni i więzadeł przepony moczowo-płciowej, na której zawieszone są narządy jamy brzusznej wraz z pęcherzem. Konsekwencją jest zmiana położenia pęcherza i popuszczanie moczu.

To nie jest "normalne"

Nim podejmie się leczenie tego rodzaju zaburzeń czynnościowych pęcherza, należy oczywiście wykluczyć wiele innych.
Najczęściej jednak nietrzymanie moczu jest związane z przyczynami, o których wspominaliśmy wcześniej.
Można i trzeba je leczyć. A skoro o tym mowa: nie wolno dawać wiary mitom, jakie narosły wokół tej przypadłości. Nie jest rzeczą "normalną", jeśli kobieta po porodzie gubi mocz. Można się z tym uporać stosując odpowiednie leki.
Nietrzymanie moczu z parć naglących jest taką chorobą, która daje szanse leczenia farmakologicznego bez względu na wiek pacjenta i czas, w jakim została zdiagnozowana od momentu wystąpienia pierwszych objawów. - Z moich obserwacji wynika, że ten czas to zwykle dwa lata - opowiada doktor Piotr Radziszewski.
- Nie zostało udowodnione, że czas zdiagnozowania ma znaczenie dla rokowań. Na skuteczne leczenie nigdy nie jest za późno.
Wyraźne efekty leczenia przy stosowaniu najnowocześniejszych leków antycholinergicznych pojawiają się po trzech miesiącach, czasami po pół roku. Tu jednak istotna uwaga: część pacjentów jest do końca życia skazana na zażywanie tych leków, bez przerw w terapii. U niektórych pacjentów można przerywać leczenie, ale wymaga to kontroli. Po pewnym czasie konieczność podawania leku pojawia się znowu, bo powracają uciążliwe objawy choroby.

Bez refundacji

Główną przeszkodą w uzyskaniu dobrych efektów leczenia przy użyciu cholinolityków starszej generacji jest nietolerancja objawów ubocznych przez pacjenta oraz niestabilna farmakokinetyka tych leków. Pacjenci nie są w stanie znieść rzeczywistych dawek terapeutycznych oksybutyniny przyjmowanych 6 razy dziennie po pół tabletki. Przy takim dawkowaniu pojawi się suchość w ustach, zaburzenia widzenia, zawroty głowy, zaburzenia jelitowo-żołądkowe.
Istotną zmianę w skuteczności terapii daje stosowanie nowoczesnego leku, jakim jest znana od niedawna solifenacyna. Zaledwie 5% pacjentów nie toleruje tego leku, a tylko drugie 5% nie reaguje na jego podanie. W przypadku oksybutyniny aż 60% pacjentów nie jest w stanie jej przyjmować. - Solifenacyna rzadko wywołuje objawy uboczne, a stałe stężenie leku we krwi uzyskuje się po 10 dniach przyjmowania, wystarczy jedna dawka dziennie - tłumaczy Piotr Radziszewski.
Niestety, żaden z leków antycholinergicznych nie jest refundowany.
Wyjątkiem jest oksybutynina dostępna w ramach refundacji dla pacjentów chorych na stwardnienie rozsiane.
Najnowocześniejsza solifenacyna, ponieważ nie znajduje się na liście leków refundowanych, kosztuje sto kilkadziesiąt złotych. Efekt? - Pacjenci po prostu przerywają leczenie i zmagając się ze swoim cierpieniem popadają w coraz większą izolację społeczną - relacjonuje nasz rozmówca.

Możliwa operacja

Pewnym pocieszeniem może być w tej sytuacji polski poziom opieki nad pacjentem z wysiłkowym nietrzymaniem moczu.
Najczęściej, w dobrze zdiagnozowanych przypadkach, dochodzi do operacji, podczas której chirurdzy ginekologiczni podwieszają nieprawidłowo usytuowany pęcherz stosując beznapięciową, samoutrzymującą się taśmę syntetyczną.
Ten zabieg stabilizuje cewkę moczową w odpowiedniej pozycji, co przeciwdziała popuszczaniu moczu, gdy na pęcherz zaczyna działać zwiększone ciśnienie zewnętrzne.
Istnieje wiele technik operacyjnych służących podwieszaniu pęcherza. Za technikę umieszczenia taśmy, powodującą najmniej powikłań, uważa się obecnie tzw. dostęp przez otwory zasłonione. Po roku wyleczenie utrzymuje się u 90% pacjentów, brak jest jednak jeszcze wyników odległych tak przeprowadzanych operacji.
W Polsce na operacyjny zabieg podwieszenia pęcherza, leczący wysiłkowe nietrzymanie moczu - w zależności od ośrodka - oczekuje się od dwóch tygodni do pół roku.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum