Ucywilizujmy reklamy leków

Autor: Wojciech Kuta • • 26 czerwca 2008 11:08

Rozmowa ze ZBIGNIEWEM NIEWÓJTEM, Głównym Inspektorem Farmaceutycznym

- GI F jest jedną z instytucji mających dbać m.in. o to, by obrót lekami był zgodny z prawem farmaceutycznym. Tymczasem środowiska aptekarskie kierowały pod adresem Pana poprzedniczki na tym stanowisku zarzuty, iż toleruje naruszanie tych przepisów. Chodzi np.
o kontrowersyjne działania marketingowe w sieciach aptek kontrolowanych przez duże hurtownie leków i programy lojalnościowe tychże hurtowni, zmierzające przede wszystkim do zwiększania sprzedaży leków. Jak skomentuje Pan te zastrzeżenia samorządu aptekarskiego wobec Inspekcji Farmaceutycznej?

- Znam dobrze tę sprawę, uczestnicząc w niej jeszcze jako dyrektor departamentu nadzoru w Inspekcji Farmaceutycznej. Myślę, że na pewnym etapie tego sporu zagrały emocje, a prawda leży dokładnie pośrodku. Prawo farmaceutyczne reguluje przecież kwestię reklamy produktów leczniczych i wyraźnie mówi, czym ta reklama jest.
Jeśli więc np. wspomniane "programy lojalnościowe" wkraczają na obszar reklamy, wtedy podlegają one jurysdykcji ustawy. Natomiast w sytuacji, kiedy działania marketingowe hurtowni czy aptek nie są reklamą w rozumieniu prawa farmaceutycznego, mamy do czynienia ze swoistą niszą - brakiem regulacji określających co jest, a co nie jest zgodne z przepisami.
Dlatego walka na argumenty w duchu własnej interpretacji lub nadinterpretacji prawa to zły kierunek dyskusji.

- A jednak kontrole inspektorów w kilku województwach wykazały działania niektórych aptek wzorowane wręcz na hipermarketach, m.in. uzależniające otrzymanie przez pacjentów różnych bonusów od kwot, za jakie wykupią leki.
- Tu właśnie leży główny problem. Prawo farmaceutyczne zabrania dawania jakichkolwiek korzyści za dowody zakupu leków i nakręcanie koniunktury handlowej. To jest jednak dopiero połowa zdania o zakazie takich praktyk. Gdy weźmie się pod uwagę jedynie ten fragment ustawy, to rzeczywiście można jak najbardziej słusznie zapytać: "Dlaczego Inspekcja z tym nie walczy?" Problem w tym, że trzeba dokładnie przeczytać całość przepisów.
Dalsza ich część mówi o działaniach skierowanych do osób wypisujących recepty oraz prowadzących obrót lekami. Nie ma tam jednak ani słowa o związaniu pacjenta z daną apteką poprzez inne działania marketingowe polegające na uzyskiwaniu przez niego korzyści w związku z nabywaniem leku w danej aptece.

- Dziurawe przepisy zostaną załatane przez nowelizację prawa farmaceutycznego?
- Tak, jedna z licznych zmian w proponowanej nowelizacji przewiduje zapis o tym, że wszelka działalność marketingowa - a więc już nie tylko reklamowa - dotycząca leków na receptę, będzie z mocy prawa zakazana. Stanie się ona jednak prawem dopiero po przyjęciu tej nowelizacji przez Parlament RP.

- Mógłby Pan określić, jakie jest kryterium istotnie odróżniające aptekę od np. sklepu cukierniczego, a hurtownię leków od hurtowni zabawek? Wszystkie te podmioty prowadzą przecież działalność gospodarczą. Osoby i firmy sprzedające leki także muszą robić to efektywnie, aby nie zbankrutować.
- Przede wszystkim nasze państwo powinno zdecydować się, jaki wzorzec polityki lekowej przyjmie. W zasadzie można mówić o dwóch takich modelach. Pierwszy - kontynentalny, oparty na tradycyjnej aptece, a więc z małą ilością leków oferowanych poza aptekami. Drugi - nazwijmy go "amerykański", z licznymi "drug storami". Historycznie, za oceanem stacje dyliżansowe oddalone były od siebie o setki mil, stąd trudno sobie wyobrazić, żeby na tak wielkim odcinku pojawiały się wtedy jeszcze apteki.
Dlatego leki "weszły" tam do sklepów.
Wszelkie działania marketingowe w stylu "amerykańskim" byłyby u nas bezprzedmiotowe, gdybyśmy zdecydowali się na tradycyjny wzorzec kontynentalny, zakładający, że apteka jest przede wszystkim placówką usług medycznych, a nie handlowych. Polska jednak przejmuje różne wzorce i z tego powodu mamy swoisty, mieszany i niespójny system sprzedaży leków. Naszym problemem jest też to, że mamy "więcej lekarzy niż pacjentów". Tak jest od czasów Stańczyka, który przechadzając się po krakowskim Rynku słuchał rad przekupek, jak się ma leczyć...
Myślę więc, że narzędzia marketingowe nakręcające sprzedaż leków nie bardzo są spójne z mentalnością naszego społeczeństwa. Bo kiedy u nas mama przychodzi z dzieckiem do pediatry, to często przyznaje, że pociecha, jeszcze przed poradą lekarską, była leczona trzema rodzajami antybiotyków. Dlatego uważam, że działania marketingowe w odniesieniu do leków powinny być w Polsce rozsądnie ograniczane.
Osobiście opowiedziałbym się więc za modelem kontynentalnym polityki lekowej, w tym dotyczącym funkcjonowania aptek.

- O ile jednak nadmierny popyt na leki na receptę można ustawowo okiełznać, o tyle rynek OT C rośnie wraz ze wzrostem liczby nadawanych w telewizji reklam, a autorytetem w "ordynowaniu" np. leków przeciwbólowych pozostaje pani Goździkowa.
- Kolejnym ważnym zadaniem GIF jest obecnie wzmożenie nadzoru nad reklamą produktów leczniczych, ponieważ w Polsce trzeba tę sferę zwyczajnie ucywilizować. Nie żyjemy przecież już w zaścianku. Dziwi mnie, że niektóre firmy farmaceutyczne, które potknęły się na pewnych działaniach reklamowych i marketingowych np. w Belgii, gdzie spotkały ich pewne nieprzyjemności w postaci kar finansowych, u nas powielają te kwestionowane w UE wzorce.

- Na przykład...
- Spotykamy się z dwiema zasadniczymi przyczynami wydania decyzji o wstrzymaniu obrotu leku z powodu niedozwolonej reklamy.
Pierwszą jest nieobiektywne podawanie informacji rozszerzającej wskazania poza te wynikające z charakterystyki produktu. Nie można domniemywać w reklamie preparatu, że na podstawie jakichś bliżej niesprecyzowanych kryteriów jest on lepszy od innych albo ma dodatkowe zastosowanie. Przecież nie ma jednego standardowego pacjenta, każdy może różnie reagować na dany lek. Podmioty odpowiedzialne nie mogą więc w reklamach układać rankingu leków, porównywać ich z konkurencyjnymi produktami i określać, który z nich jest skuteczniejszy.
Drugą grupą niedozwolonych działań jest reklama porównawcza. Usiłuje się wmówić odbiorcom, że dany lek jest lepszy, skuteczniejszy od preparatu konkurencyjnej firmy. Tego rodzaju reklamy są problemem ogólnoświatowym.
Dlatego w UE powstał zamysł stworzenia międzynarodowego ośrodka informacji o lekach; byłaby to baza zobiektywizowanych i...
niesponsorowanych danych, z których korzystaliby lekarze z różnych krajów.

- Indywidualizowanie terapii to rola także niezależnego od działań reklamowo- marketingowych lekarza. Czy GIF może ingerować w głośne ostatnio i kontrowersyjne relacje między firmami farmaceutycznymi a lekarzami?
- Teoretycznie GIF mógłby mieć takie uprawnienia, jednak nie mają one formy, nazwijmy to - instytucjonalnej. Wszak kontakty lekarzy z firmami farmaceutycznymi nie podlegają zgłaszaniu do GIF. Trudno więc sobie wyobrazić inspektorów biegających np. po kawiarniach i śledzących, kto z kim się spotyka.
Pozostaje więc wdrożenie dokładnego monitorowania ordynacji lekarskiej i to, co już robią same firmy, czyli przyjęcie, w ostatnim czasie, dwóch kodeksów etyki marketingowej w tej branży. Myślę, że to krok w dobrym kierunku.
Bo nawet jeśli te kodeksy nie mają wprost przełożenia wykonawczego, np. wobec przedstawicieli medycznych tych firm, to jednak wiele środowisk zostało pobudzonych do myślenia.

- Okazuje się więc, że w naszym prawie dotyczącym obrotu lekami wciąż jest wiele luk i możliwości różnych interpretacji przepisów określających, co może producent, hurtownia, apteka.
- Problem jest szerszy. Należy pamiętać, że w chwili naszego wejścia do Unii, zderzyły się dwie koncepcje prawa. U nas mamy tzw. prawo twarde, oparte na konstytucji, czyli wszystko musi być regulowane przepisami. Z kolei w Unii dominuje prawo miękkie. Obowiązuje tam wiele aktów czy nawet wytycznych, które nie mają podstawy prawnej - tj. nie są umocowane ustawowo lub przez rozporządzenie - a mimo to wytyczne takie są respektowane. Bo np. lekarzowi czy farmaceucie nie przyszłoby do głowy nie wykonać pewnych merytorycznych zaleceń swoich konsultantów.
Natomiast w przypadku prawa twardego można przyjąć, że dopóki coś nie jest regulowane albo zakazane przepisami, to mamy w owym zakresie nieprzewidzianym ustawą pełną swobodę postępowania.

- Sprawą wymagającą jednak formalnych decyzji i zawężenia pola do interpretacji, są tzw. apteki internetowe.
Prawdziwa bomba wybuchła, kiedy jedna z nich - DomZdrowia.pl - prowadzona przez krakowską firmę Mito, wprowadziła sprzedaż on-line leków na receptę.
Oburzyło to izby aptekarskie. Firma zaś uważa, skądinąd słusznie, że nie robi niczego, co byłoby zakazane. Tymczasem wciąż nie ma opinii GI F w tej sprawie.
Dlaczego?

- Spółka Mito otrzymała niedawno kolejną decyzję Małopolskiego Inspektora Farmaceutycznego, która po pierwsze - zakazuje używania firmie słowa apteka dla placówki, która apteką nie jest i po drugie - zakazuje DomowiZdrowia wysyłkowej sprzedaży leków na receptę.
Do dyskusji nad tym co jest dozwolone, a co nie, w przypadku obrotu lekami on-line, powrócimy, kiedy zostanie podjęte postępowanie odwoławcze.
Nie znam szczegółów decyzji małopolskiego inspektora, ale jeśli nie ma ona klauzuli natychmiastowej wykonalności, to do ostatecznego zakończenia tego prawnego sporu Mito może prowadzić sprzedaż wysyłkową. Oczywiście warunkiem jest niestwarzanie zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów.

- Samo zamawianie leków na receptę przez internet nie jest zakazane. Ten sposób dystrybucji stosują także tradycyjne apteki. Ale już dostarczanie leku drogą wysyłkową budzi więcej wątpliwości prawnych.
- Tak, bo wciąż dyskusyjną pozostaje regulacja tego, co mieści się w definicji sprzedaży wysyłkowej. To właśnie muszą rozstrzygnąć prawnicy. GIF wyda decyzję, opierając się na opiniach prawnych. I w tej materii projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego dopuszcza możliwość sprzedaży leków - także wysyłkowej - nie tylko przez apteki, ale i przez punkty apteczne, jednak na warunkach określonych rozporządzeniem ministra zdrowia regulującym m.in. techniczne warunki dostarczania leku.
Przecież jeżeli apteka dowozi pacjentowi lek w odpowiednich warunkach zapewniających jego właściwą jakość i bezpieczeństwo, to nie można powiedzieć, że jest to sprzedaż wysyłkowa. Nie korzysta się bowiem w tym przypadku z usług kuriera ani paczki nadanej pocztą, które dostarczane są pacjentowi w bliżej nieokreślonych warunkach.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum