Ubezpieczeniem w nowotwory

Autor: Luiza Jakubiak • • 25 maja 2011 09:23

Pierwsza debata w ramach cyklu "Liczymy się z naszym zdrowiem"

Koszty leczenia onkologicznego są wysokie. Jednym z rozwiązań umożliwiających dostęp do drogich terapii, które proponowali uczestnicy debaty "Liczymy się z naszym zdrowiem" (Warszawa, 15 kwietnia br.), było wprowadzenie systemu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

W Polsce od ubiegłego roku funkcjonuje koszyk świadczeń gwarantowanych, który określa, co się należy Polakom w ramach ubezpieczenia powszechnego.

Po pojawieniu się koszyka otwiera się gra rynkowa o odpłatności za świadczenia, które znalazły się poza koszykiem.

Sytuację komplikuje jednak zjawisko, na które zwrócił uwagę dr Krzysztof Łanda, prezes Fundacji Watch Heath Care. - Niektóre świadczenia wpisane do tzw. koszyka pozytywnego są dostępne tylko teoretycznie. Rodzi to patologie systemu, takie jak kolejki, korupcja, wykorzystanie przywileju.

Powszechność i stabilność

Obecnie leczenie onkologiczne w Polsce finansowane jest w formule opłaty za usługę.

- To najgorszy możliwy sposób wydawania pieniędzy. Te pieniądze powinny pracować w ramach ubezpieczeń dodatkowych.

Wtedy możemy ubezpieczonym zaoferować znacznie więcej i inna będzie struktura świadczeń - przekonywał Krzysztof Łanda i dodał, że efekt skali spowoduje dostęp do niefinansowanych terapii po niższych kosztach: - Dołączenie jednego leku innowacyjnego do polisy komplementarnej kosztuje miesięcznie ubezpieczyciela od kilkudziesięciu groszy do kilku złotych. Jestem przekonany, że będzie możliwe zaproponowanie Polakom systemu ubezpieczeń, który stanie się na tyle powszechny, żeby ryzyko finansowania rozłożyło się na dużą populację.

Również Andrzej Klesyk, prezes PZU SA, zwrócił uwagę, że z dodatkowych ubezpieczeń musi skorzystać większa liczba osób, by ten interes się opłacał. - Oferowanie ubezpieczeń zdrowotnych musi dawać ubezpieczycielowi możliwość zarobienia pieniędzy - zaznaczył prezes Klesyk. - W praktyce niemożliwe jest ubezpieczenie osoby już chorej lub z wysokim ryzykiem zachorowania, jak również ubezpieczenie leczenia onkologicznego lub transplantacji. Żeby to się opłacało, muszą być więc ubezpieczeni wszyscy. Ważna jest też stabilność rynku ubezpieczeń.

Jednak ubezpieczenia dodatkowe rodzą szereg kolejnych pytań. Podstawowy problem - jak stworzyć mechanizm gromadzenia środków na wypadek choroby "na wszelki wypadek", by społeczeństwo chciało uczestniczyć w systemie dodatkowych ubezpieczeń i żeby nie był on dostępny wyłącznie dla bogatych?

Ponadto ubezpieczenia musieliby wykupić młodzi, zdrowi ludzie, którzy raczej nie mają poczucia zagrożenia wystąpienia poważnych problemów zdrowotnych. - 22% wydatków pacjenta na leczenie, a 30% wydatków u pacjentów onkologicznych, przypada na ostatni rok jego życia. Koszt leczenia w ostatnim roku życia jest 14 razy większy niż przeciętnie w poprzednich latach życia człowieka - mówił prezes Klesyk.

Dotyczy to zatem populacji, której nie stać na ogół na wydanie dodatkowo kilkudziesięciu złotych na ubezpieczenie.

Według informacji prof. Józefiny Hrynkiewicz z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, populacja emerytów, która potrzebuje i będzie potrzebowała terapii onkologicznych, nie znajdzie środków na leczenie. Nie pomoże urynkowienie systemu na zasadzie podobnej do prywatyzacji szpitali. - Jeżeli będziemy w nowym systemie łączyć sektor prywatny z publicznym, wówczas sektor prywatny będzie zbierał to, co jest korzystniejsze - stwierdza prof. Hrynkiewicz.

Kwestia zaufania

- Pojawiają się też pytania z zakresu etyki: czy pomagać? Kto powinien decydować o tym, komu pomoc się należy?

Społeczeństwo musi tu wypracować decyzje systemowe, bo różnica ekonomiczna w wydatkach jest gigantyczna, a czasami efektem kosztownej pomocy jest przedłużenie życia o 2-3 miesiące - podkreślał prezes Klesyk.

Na ten problem zwraca również uwagę etyk, prof. Paweł Łuków: - Musimy zdać sobie sprawę, że nigdy nie zaspokoimy wszystkich potrzeb zdrowotnych. Będą rosły w nieskończoność. W momencie gdy sobie to uświadomimy, będziemy musieli równocześnie odpowiedzieć na proste pytanie: czy jesteśmy gotowi jako zbiorowość dzielić się ryzykiem i kosztami opieki zdrowotnej? Wydaje mi się, że uciekamy od tego rodzaju dzielenia się kosztami i ryzykiem, gdyż wymaga to łożenia na opiekę zdrowotną kogoś innego. "Inwestor" nie ma pewności, czy inwestycja się zwróci.

Niezależnie od odpowiedzi, trzeba przyjąć pewną zasadę: system, który będzie zmieniany, modyfikowany, musi być uczciwy i klarowny. Musi zostać jasno powiedziane - czego może oczekiwać pacjent i w jakim zakresie. Tym bardziej że w przypadku obecnie funkcjonującego powszechnego ubezpieczenia takiej jasności nie ma: - Uczciwy system zakłada dotrzymywanie obietnic. Nie do przyjęcia jest sytuacja, w której obywatelowi obiecujemy świadczenie, którego nie otrzymuje. Kiedy mój kontrahent, jakim jest publiczna ochrona zdrowia, mnie zawodzi, to powoduje rozczarowanie i coraz większą niechęć do dzielenia się kosztami i ryzykiem - mówił prof. Łuków.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum