Ubezpieczenia zdrowotne stały się tematem tabu?

Autor: Ryszard Rotaub • • 22 stycznia 2020 09:15

W debacie publicznej nie istnieje temat dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. W kampanii wyborczej bała się go podejmować zarówno koalicja rządząca, jak i opozycja - ocenił ZDZISŁAW SABIŁŁO, ówczesny dyrektor generalny Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED. Dlaczego ubezpieczenia zdrowotne to temat tabu?

Zabraknie pieniędzy na ochronę zdrowia, bo społeczeństwo gwałtownie się starzeje, więc potrzeby będą coraz większe. Mówimy teraz, że nie do 6% (w 2024 r. - red.), ale do 7% PKB trzeba zwiększyć wydatki na zdrowie. Ale nawet i to nie wystarczy. W tej sytuacji dodatkowe ubezpieczenia są nieodzowne - argumentował dyr. Sabiłło w czasie sesji "Modele ubezpieczeń zdrowotnych - pytania i propozycje" w ramach XV Forum Rynku Zdrowia (Warszawa, 21-22 października).

Czego boją się politycy?

Temat ubezpieczeń zdrowotnych jest pomijany z powodu obaw rządzących. Wydaje się, że biorą się one przede wszystkim z tego, że trzeba by zweryfikować koszyk świadczeń gwarantowanych. To z kolei wiąże się ze zgłaszaniem różnych postulatów i oczekiwań, których spełnienie wymaga wyasygnowania dodatkowych środków.

- Żeby zmieniać system ochrony zdrowia, potrzeba mądrości, odwagi i konsensusu politycznego. Podstawową rzeczą, żeby dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne mogły zaistnieć w systemie, jest ustalenie koszyka świadczeń gwarantowanych, a na to potrzeba zgody politycznej i społecznej dotyczącej poziomu finansowania świadczeń ze źródeł publicznych - wskazywał Maciej Bogucki, dyrektor Europejskiego Centrum Strategii i Polityki w Ochronie Zdrowia.

- Podstawowym założeniem przy tworzeniu koszyka jest gwarantowany, równy i nielimitowany dostęp do świadczeń - mówił dalej. - Pytanie, do jakich świadczeń? Jego zdaniem w takim koszyku powinien znaleźć się dostęp do wyrobów medycznych, bo nie jesteśmy krajem biednym. - Liczę na to, że wyroby medyczne będą ujęte w koszyku. Także rehabilitacja, usługi stomatologiczne powinny być finansowane z publicznych pieniędzy - wyliczał.

- Trzeba też dać obywatelom możliwość dopłat do systemu publicznego, czyli ubezpieczeniowego, ale w sposób cywilizowany. Myślę o wariancie dodatkowych ubezpieczeń komplementarnych, a więc przy zachowaniu zasady obowiązkowych ubezpieczeń publicznych - przekonywał Maciej Bogucki.

Podobnego zdania był Zdzisław Sabiłło, który stwierdził, że niezależnie od wysokości nakładów na ochronę zdrowia, niezbędne jest zwiększenie wydatków na wyroby medyczne i wprowadzenie ich do koszyka świadczeń gwarantowanych. - Konieczne są dodatkowe ubezpieczenia komplementarne, gdyż jest to rozwiązanie efektywne i bardziej przyjazne dla pacjenta - powiedział.

Kasy chorych poligonem doświadczalnym

Żeby bezpiecznie wprowadzać nowe rozwiązania w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych, nie narażając się na błędy i chaos, wskazane byłoby sięgnięcie do wcześniejszych doświadczeń. Dobrym poligonem były kasy chorych. - Wprowadzanie nowych rozwiązań wiąże się z ryzykiem; trzeba wpierw przetestować nowe rozwiązania. Robi się to, wdrażając różne programy pilotażowe. Teraz mamy wysyp pilotaży - zauważył poseł Andrzej Sośnierz, współtwórca kas chorych.

- Mieliśmy zdecentralizowany system kas chorych i związek kas chorych, który przekazywał zdobyte przez nie doświadczenia. Kasy były niezależne i same wdrażały pilotażowe rozwiązania, żeby można było je sprawdzać i upowszechniać - wspominał.

- Dyskutujemy o dodatkowych ubezpieczeniach, a przecież w kasach chorych mieliśmy takie rozwiązanie w postaci ubezpieczeń suplementarnych, których politycy teraz się boją, choć były przecież przetestowane - opowiadał.

- W śląskiej kasie chorych pacjent mógł dopłacać do świadczeń. Pacjenci byli zadowoleni, bo za większe pieniądze dostawali wyższy standard świadczeń. Jak zareaguje na dopłaty społeczeństwo? 4 mln ludzi na Śląsku było z tego zadowolonych. Więc nie bójcie się politycy! - apelował Sośnierz. Przyznał jednocześnie, że ubezpieczenia komplementarne w kasach chorych nie były testowane i dodał, że trzeba teraz mówić także o ubezpieczeniach pielęgnacyjnych, bo osób starszych przybywa.

Zdaniem posła, największym problemem służby zdrowia jest bałagan organizacyjny i przyjęcie błędnego założenia, że kiedy będzie więcej pieniędzy w systemie, to sytuacja się poprawi. - Nie będzie lepiej. Mamy w ostatnich latach wzrost nakładów. I co? I nic. Bo jest bałagan organizacyjny, zaburzone relacje między jednostkami ochrony zdrowia, rozmyte kompetencje. Trzeba uporządkować strukturę organizacyjną i funkcjonalną opieki zdrowotnej - przekonywał Andrzej Sośnierz.

Sto lat ubezpieczeń, czyli wszystko już było

Andrzej Jacyna, doradca Prezesa Rady Ministrów ds. zdrowia i prezes NFZ w latach 2018- 2019, zaznaczył, że będzie się wypowiadał nie jako doradca premiera, ale we własnym imieniu.

Nawiązał do historycznych doświadczeń Polski we wprowadzaniu ubezpieczeń zdrowotnych. - Chciałem odwołać się do historii, bo akurat przy analizie systemu ubezpieczeniowego taka refleksja jest konieczna - stwierdził.

- Obchodzimy w tym roku stulecie ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce. I tak się złożyło, że z uporem maniaka powtarzamy przedwojenną historię. Były kasy chorych od 1919 r., skończyły swoją działalność w 1933 r. zastąpione przez centralny system ubezpieczenia społecznego. Później mieliśmy powtórkę polegająca na tym, że w 1999 r. wprowadziliśmy kasy chorych, a w 2003 r. nastąpiła zmiana i kasy zostały zastąpione centralnym systemem ubezpieczenia zdrowotnego. Czy wyszło to nam na dobre? - zapytał retorycznie.

Przypomniał, że współczesny system ubezpieczenia zdrowotnego powstawał dzięki aktywności działaczy NSZZ Solidarność. Istotną rolę przy jego tworzeniu i wprowadzaniu odegrali ówcześni związkowcy - Andrzej Jacyna i Andrzej Sośnierz. - To były udane projekty, ale zostały wypaczone z powodu zbyt niskich nakładów - ocenił.

- Podstawową przyczyną tego, że związek zawodowy Solidarność optował za zmianą systemu budżetowego na ubezpieczeniowy, było to, żeby wyjąć środki na ochronę zdrowia z rąk polityków, żeby nakłady na zdrowie rosły wraz ze wzrostem gospodarczym i płacami. Byliśmy wtedy optymistami. Ale to się teraz sprawdza, co widać w ostatnich latach, kiedy płace rosną, a wraz z nimi składka zdrowotna.

Andrzej Jacyna nawiązał do pomysłu włączenia wyrobów medycznych, a także leków do systemu ubezpieczeń. Powiedział, że jesteśmy państwem, w którym pacjenci dopłacają do leków najwięcej w Europie. - To jest problem, nad którym powinniśmy się pochylić w najbliższym czasie. Chodzi o to, żeby ustalić dla pacjenta granice dopłat do leków. Żeby pacjent, który wyczerpie pewną kwotę z własnej kieszeni na zakup leków, otrzymywał refundację ze środków publicznych. Ten element powinien być przedyskutowany i wprowadzony - apelował.

Dodał: - Są w tym obszarze przykłady państw europejskich, z których doświadczeń warto skorzystać.

Jak to robią inni

O rozwiązaniach z zakresu ubezpieczeń zdrowotnych na przykładzie Czech, Francji Niemiec i Holandii opowiadał Dariusz Dziełak, dyrektor Departamentu Analiz i Strategii NFZ. - W wymienionych krajach składka ma charakter dzielony - jest płacona przez pracownika i pracodawcę. U nas jest wyłącznie wynikiem dochodu osobistego pracownika. W tamtych krajach składka nie tylko finansuje świadczenia, ale też zasiłek w czasie choroby - wyjaśniał.

- Francja ma jednego ubezpieczyciela, podobnie jak Polska. W pozostałych krajach jest kilku ubezpieczycieli, ale trudno powiedzieć, czy konkurują. Wszystkie mają natomiast ubezpieczenia dodatkowe i dopłaty do świadczeń. We Francji np. ubezpieczenie powszechne finansuje 85% kosztów leczenia. Pozostałe 15 % trzeba wyjąć z własnej kieszeni, i to są ubezpieczenia dodatkowe, które wykupują niemal wszyscy Francuzi - mówił Dariusz Dziełak.

Z kolei rozwiązania w obszarze ubezpieczeń zdrowotnych obowiązujące w USA przedstawił Mark Tucci, główny lekarz w Centrum Zdrowia Aurora w północnym Illinois. Przekonywał, żeby "nie iść w kierunku systemu, który mamy w Stanach Zjednoczonych, czyli 20% PKB na usługi zdrowotne, a jednocześnie 30 mln ludzi, czyli 10%, nie jest objętych ubezpieczeniem. Tymczasem obywatel ma prawo do opieki zdrowotnej".

- Z ustawą o finansowo dostępnych ubezpieczeniach (ACA), potocznie zwaną Obamacare, problem polega na tym, że niedrogie ubezpieczenia nie są dostępne. Współpłacenie pacjenta jest z roku na rok coraz wyższe. Teraz pacjent musi dopłacić nawet 7 tys. dol. rocznie - poinformował.

Dr Mark Tucci zaapelował: - System dodatkowych ubezpieczeń nie może być nadmiernie skomplikowany. Mówię to ku przestrodze jako praktykujący lekarz, który musi nawigować pacjenta w systemie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum