Piotr Wróbel | 09-11-2017 12:37

Ubezpieczenia wzajemne szpitali: jednak pojawiły się na rynku

U podstaw Towarzystw Ubezpieczeń Wzajemnych tkwi zasada wzajemności, z której wynika, że w minimalizowanie ryzyka działalności angażują się też ubezpieczone szpitale. Takie myślenie z pewnością oddala w czasie wzrost stawek OC - ocenia RAFAŁ KILIŃSKI, prezes TUW Polskiego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych (TUW PZUW).

Rynek Zdrowia: - Stawki ubezpieczeń OC dla szpitali rosną ze względu na stopień oszacowanego ryzyka. Jakie czynniki wpłynęły na jego wzrost?

Rafał Kiliński: - Zasadniczym ryzykiem wpływającym na wysokość stawek ubezpieczeniowych jest ryzyko wynikające z działalności medycznej szpitala. Rośnie wraz ze wzrostem świadomości pacjentów wiedzących już dobrze, że mogą wystąpić z roszczeniem przeciwko szpitalowi.

W 2004 roku składka za ubezpieczenie OC szpitala kształtowała się nawet na poziome od 4,5 do 8 tys. zł, po latach wzrosła do ponad 40 tys. zł, a obecnie w średnim szpitalu cena polisy OC rzadko jest niższa niż 100 tys. zł.

Na amerykańskim rynku, który jest odniesieniem dla kancelarii odszkodowawczych, środki przeznaczone na składkę ubezpieczeniową szpitala dochodzą nawet do 15% budżetu rocznego placówki. Można zatem spodziewać się u nas coraz większej presji na szpitale. Jeszcze kilkanaście lat temu, wspomniany wskaźnik często nie przekraczał w Polsce 1-1,5%. W tej chwili zdarzają się szpitale, gdzie dochodzi on nawet do 3%, choć generalnie wynika to raczej ze słusznego przekonania dyrekcji, że warto ubezpieczyć placówkę nie tylko do poziomu wymaganego prawem, ale również nadwyżkowo, bo to się w dłuższym terminie okazuje opłacalne.

- Szpitale, a nawet samorządy wojewódzkie próbowały kilka lat temu tworzyć Towarzystwa Ubezpieczeń Wzajemnych, uznając, że obniżą w ten sposób stawkę. Nie dały rady. Dlaczego?

- Nie dał y rady, choć wówczas utworzyć TUW było prościej niż dzisiaj. Obowiązywała grupa przepisów unijnych regulujących funkcjonowanie zakładów ubezpieczeń - Solvency1. Od 1 stycznia 2016 r. został zaimplementowany system Solvency2 wprowadzający bardzo duże obowiązki dotyczące monitorowania przepływu kapitału, ale i duże obciążenia kapitałowe dla tych, którzy chcą założyć zakład ubezpieczeń. Dla małego zakładu ubezpieczeń wymóg posiadania 5 mln euro kapitału to minimum; dla zakładu wewnętrznego wymóg kapitałowy jest obniżony do 1 mln 200 tys. euro, ale to też duża kwota. Na to jeszcze nakłada się system monitoringu oparty na kilkunastu wskaźnikach wyliczanych na podstawie skomplikowanych wzorów matematycznych, określających m.in. obraz grupy ryzyka.

Wyłącznie w oparciu o samych członków trudno TUW sprostać takiemu wyzwaniu. Potrzebne jest jeszcze silne zaplecze kapitałowe oraz know-how, które my jako podmiot córka PZU SA - największej obecnie grupy finansowej w naszej części Europy - mamy zapewnione.

Poza tym szpitale ubezpieczają się w różnym czasie. Na starcie TUW mogą jeszcze nie spłynąć wszystkie składki. Gdyby w takiej sytuacji pojawiło się przewyższające je roszczenie, to wtedy udziałowcy TUW musieliby znaleźć te pieniądze w budżecie szpitali, ponieważ członek kapitałowy zazwyczaj uczestniczy w stratach towarzystwa.

Dyrektorzy szpitali, po pierwszych entuzjastycznych głosach popierających pomysł tworzenia "własnych" TUW, gdy zaczęli mierzyć siły na zamiary, stwierdzili jednak, że bezpieczniej się czują, płacąc składkę do tradycyjnego ubezpieczyciela, bądź - jak dzieje się coraz częściej w ostatnim roku - do TUW PZUW.

- No właśnie, pomysł ubezpieczeń wzajemnych odżył na rynku. PZU utworzyło TUW PZUW, do którego w ciągu roku akces członkowski złożyło prawie 50 szpitali. Co powoduje, że ubezpieczenia wzajemne są jednak nadal rozważane przez dyrekcje szpitali jako alternatywa dla ubezpieczeń komercyjnych?

- U podstaw TUW tkwi zasada wzajemności, z której wynika, że pewnym ryzykiem można się podzielić z członkami. Dzięki temu staje się ono łatwiej ubezpieczalne niż w firmach stricte komercyjnych. Ubezpieczyciel komercyjny zawsze zakłada najgorsze scenariusze ryzyka ubezpieczeniowego i według tego kwotuje składki. A to oznacza, że jest z założenia drożej. W TUW PZUW zaś tworzona jest grupa ubezpieczanych szpitali o podobnej skali ryzyka, które wspólnie pracując nad jego ograniczeniem, mają wpływ na obniżenie składki.

Ubezpieczenia wzajemne pozwalają na lepszą identyfikację ubezpieczanej grupy ze wspólnym celem. Jeśli pojawia się strata, członkowie tego związku, co naturalne, zapytają, w którym szpitalu i dlaczego doszło do zdarzenia wymagającego wypłaty odszkodowania. Tu zatem pojawia się element pewnej pozytywnej presji współubezpieczonych na wspólne dbanie o ryzyko. Z pewnością taki model ubezpieczenia oddala w czasie wzrost stawek OC do poziomu znanego z krajów zachodnich czy USA.

TUW statutowo nie generuje zysku. Suma składek, gdy przewyższa sumę kosztów i wypłat, tworzy nadwyżkę. Nadwyżka podlega rozliczeniu między członków Towarzystwa, a nie jest przekazywana jako zysk do akcjonariusza, jak u ubezpieczyciela komercyjnego. W każdym wypadku nadwyżka może być zwrócona członkom, można też zaliczyć tę kwotę na poczet przyszłych składek lub - co teraz stosujemy w naszym TUW PZUW, będąc na początku działalności - całość nadwyżki przeznaczyć na kapitał zapasowy, który zwiększa naszą pojemność do absorpcji ryzyka.

- Szpitale, rozważając wstąpienie do TUW, obawiają się jednak dopłat, jakie muszą ponieść, gdy któryś z podmiotów wchodzących w skład grupy wykaże dużą szkodę...

- Faktycznie, w przypadku większej szkody niż zakładana ubezpieczyciel zwraca się o dopłatę do związku/grupy szpitali. Z tym że tu obowiązuje limit - maksymalna dopłata z danej grupy za rozpatrywany rok ubezpieczeń może wynieść maksymalnie do 50% składki przypisanej w tej grupie. Reszta kwoty to już problem, który ubezpieczyciel bierze na siebie, musi ją znaleźć np. u reasekuratora bądź pokryć z własnego kapitału.

Jednak chcąc oswoić naszych członków z mechanizmem ewentualnych dopłat w TUW PZUW, zobowiązaliśmy się, że przez trzy lata kalendarzowe, to jest do 2018 roku, nie będziemy występować do członków po dopłaty, ale też dla zachowania równowagi nie będziemy w tym okresie zwracać nadwyżek.

- Jakich działań oczekuje od szpitali TUW PZUW w zakresie ograniczenia ryzyka?

- Nie selekcjonujemy szpitali w momencie przystąpienia do Towarzystwa. Znamy z rzeczywistości ubezpieczeniowej szpitale, które miały fatalną opinię wśród pacjentów, a dzisiaj są dobrze postrzegane, a to zależy od zarządzania szpitalem przez jego management.

Przede wszystkim chcemy zbudować zasady dobrych praktyk oparte na doświadczeniu zdobywanym przez dyrektorów szpitali i wymianie informacji. Jeśli dyrektorzy już nauczyli się czegoś na swoich błędach, sami mogą uczyć innych - taka wymiana wiedzy to kolejny aspekt wzajemności. Realizujemy też specjalny program, k tóry ma zmniejszyć ryzyko medyczne w szpitalach należących do TUW (szczegóły - w ramce).

Grupa PZU razem z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym uruchamia też projekt "Bezpieczny poród". Przekazaliśmy środki na zakupienie najnowocześniejszego dostępnego na rynku symulatora do przeprowadzania szkoleń w zakresie ginekologii i położnictwa. To jest praca nad ograniczeniem ryzyka. Wybraliśmy wstępnie obszar ginekologii i położnictwa ze względu na to, że ta dziedzina medycyny jest najbardziej szkodowa w statystykach ubezpieczeniowych.

- Jak to wspólne myślenie o ryzyku przekłada się na stawki? Czy rzeczywiście w TUW-ach mogą one być niższe niż w przypadku ubezpieczeń komercyjnych?

- TUW PZUW ma nieco inną strukturę kosztów administracyjnych wynikającą z mniejszej nadbudowy. W obszarze zdrowia ubezpieczamy jeden z największych szpitali w kraju - Uniwersyteckie Centrum Medyczne w Gdańsku. Nie jesteśmy zainteresowani klientem indywidualnym, żeby nie eskalować kosztów. Obsługujemy klientów korporacyjnych, nie musimy tworzyć sieci sprzedaży i stąd narzut na cenę polisy jest mniejszy niż w zakładzie komercyjnym.

- Ubezpieczyciele analizują zgłaszanie błędów medycznych lub możliwość ich zaistnienia w szpitalu. Jak tę kwestię postrzega PZUW przy szacowaniu wysokości stawek?

- Jeśli jakiś szpital nie zgłasza błędów, to jest to trochę tak jak z użytkowaniem wiekowego samochodu, mającego sporo lat, ale bez śladów zużycia. Coś tu jest nie tak...

Przy określonej liczbie procedur medycznych realizowanych w placówce musi dochodzić do zdarzeń niepożądanych, to wynika z samej statystyki. Jeśli nie są rejestrowane, świadczy to o słabej kontroli nad ryzykiem.

Ten szpital, który zgłasza błędy, udowadnia, że panuje nad sytuacją. Jeżeli wiemy o zdarzeniu, to możemy pomóc je zminimalizować na wielu płaszczyznach, np. wesprzeć od strony prawnej, komunikacyjnej czy medycznej, zastanawiając się, jak przywrócić sprawność i zdrowie pacjentowi, u którego doszło do zdarzenia medycznego. Najgorzej, gdy takie sprawy są zamiatane pod dywan, a potem wybuchają, gdy już narosły zdrowotne komplikacje u pacjenta, koszty przywrócenia mu zdrowia są zdecydowanie większe i dochodzą jeszcze znaczne koszty zadośćuczynienia bądź prowizji dla kancelarii odszkodowawczej.