Tylko droga, harley i ja

Autor: Magdalena Orlicz • • 17 listopada 2008 13:11

Gdy byłem dzieckiem, widziałem u dziadka starego junaka. Od razu zamarzyłem, aby mieć kiedyś motocykl - wspomina Piotr Pobrotyn.

Piotr Pobrotyn, dyrektor Akademickiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, uznany i zdolny menedżer, świetny rozmówca.
Ceni lojalność, ma słabość do słodyczy i papierosów. Zodiakalny Byk. Sam przyznaje, że jego wadą jest pracoholizm i nałóg tytoniowy, a zaletą słowność.
Nie znosi bezczelności i niesłowności.
Hobby - motoryzacja, a szczególnie motocykle.
Uwielbia jeździć jednośladem, w internecie czyta o nowościach, zbiera gadżety, katalogi.
- Pamiętam, że kiedy byłem dzieckiem, widziałem u dziadka starego junaka.
Zamarzyłem wtedy, aby mieć kiedyś swój motocykl. Dawniej to było mało realne... Mój tata też był zafascynowany motocyklami, brat również. Później całe moje życie, od szkoły średniej, było ukierunkowane na tę "zabawkę" - opowiada Piotr Pobrotyn.

Najpierw był simson

- Pierwszą poważniejszą zabawką był simson sprowadzany z NRD - marzenie wielu ówczesnych nastolatków. Zostałem więc szczęśliwym posiadaczem tego simsona, a później mi go ukradli... Następnie sam składałem junaka, po nim miałem jaguara sport 350. Kolejne moje motory to była marka Suzuki. Wiele zależało od finansów, to jest drogie hobby. Obecnie jestem posiadaczem motoru harley elektra, który ma silnik o pojemności 1,6, czyli tyle, co niezły samochód, waży 400 kg.
To model turystyczny. Kupiłem motocykl, który daje mi możliwość jazdy po mieście, ale przede wszystkim na dłuższe trasy.
Lubię takie samotne wypady - przyznaje nasz rozmówca.

Motocykl czy samochód

Jazda samochodem to dla niego bardziej obowiązek, wymóg czasu. Kiedyś lubił autem pokonywać długie trasy, teraz szybciej odczuwa zmęczenie. Gdy tylko może wybierać między motocyklem a samochodem, wybiera oczywiście ten pierwszy...
- Do pracy jeżdżę częściej samochodem, ale motocyklem również, chociaż rzadko. A to dlatego, że szpital jest logistycznie rozmieszczony w kilku miejscach, zatem przebieranie się byłoby kłopotliwe... Jazda motorem jest frajdą, ucieczką... Zapomina się o szarej codzienności. Najczęściej jeżdżę sam - przyznaje dyrektor Pobrotyn.
- Bardzo chce ze mną jeździć moja córka, ale ma dopiero niewiele ponad 5 lat. Bywa, że podróżuję ze znajomymi dla przyjemności. Jeździmy bocznymi drogami, zwiedzamy.
Ma nadzieję w tym roku pierwszy raz jechać z grupą kolegów lekarzy, którzy perfekcyjnie organizują sobie takie wyjazdy.
- Niedawno zrobiłem sobie "objazdówkę" po kilku miastach, pojechałem do rodziców, pozwiedzałem.
Miło wspominam tę podróż. Harley elektra to bardzo wygodny motocykl.
Maksymalnie można nim przejechać na jednym baku 300 km. Robię po drodze dwie przerwy po 10 minut na kawę.
Jednak wyjazd wspólny w grupie daje więcej adrenaliny, to wspaniałe uczucie - mówi z nieukrywaną ekscytacją Piotr Pobrotyn.
Wylicza, że aby kupić motocykl, trzeba wydać ponad 100 tys. zł, do tego ubranie skórzane - takie markowe - kosztuje ok. 6 tys. zł. Ale to nie jest "obowiązkowe", można też jeździć w przypadkowych ciuchach.
Dlaczego harley? To było marzenie do dzieciństwa, kultowy motocykl, prawie nieosiągalny do niedawna w naszej rzeczywistości.
- Harley to jest harley, do dystyngowanej powolnej jazdy. Na tym polega przyjemność. Zamiast zmienić samochód, kupiłem motor moich marzeń - przyznaje z uśmiechem i radością dziecka.

Prawo jazdy

Prawo jazdy robił w trzeciej klasie szkoły średniej - jednocześnie na samochód i motocykl. Miał już wtedy simsona.
Wspomina, że wówczas bardziej zależało mu na "prawku" motorowym.
- Z perspektywy czasu sądzę, że powinno się rozszerzyć czy zmodyfikować przedmioty na kursie, ale od tego są fachowcy. Pierwszą i niezbędną rzeczą powinno być wprowadzenie nauki pierwszej pomocy medycznej, obowiązkowej dla wszystkich i zakończonej egzaminem.
Myślę też, że powinno się różnicować pojemność silników w motocyklowym prawie jazdy. Dostępność motorów o dużej mocy jest często w skutkach tragiczna dla młodych ludzi - podkreśla Piotr Pobrotyn.

Marzenie: aston martin 9

- Porozmawiajmy teraz o samochodach w pana życiu...
- Mały biały fiat, następnie był czerwony maluch, po nich było małe suzuki przywiezione z Holandii, następnie skoda favorit, ford sierra, renault 19 - wylicza nasz rozmówca. - Miałem też skodę octavię tuningowaną, a teraz volvo S 60, bardzo wygodny samochód.
Jeżdżę nim przeważnie sam, ponieważ żona ma swój samochód.
- Pyta pani o samochód marzeń? Tak, mam, ale pewnie nigdy nie będzie mnie na niego stać: to aston martin 9.
Musiałbym dużo zarabiać.
Przyznaje, że nie miał poważnych problemów z policją drogową, nie zabrano mu nigdy prawa jazdy. Zapłacił ze cztery mandaty i podchodzi do tego z pokorą, nie wykłóca się, płaci.
Zapytany, co ze stereotypem: "baba za kierownicą", odpowiada bez namysłu: - Kobiety, tak jak mężczyźni, dzielą się na dobrych i złych kierowców.
Nie ma dla mnie stereotypu "baba za kierownicą". Moja żona jeździ bardzo dobrze i więcej ode mnie. Stereotyp funkcjonował wtedy, kiedy panie nie miały dostępu do kierownicy, a jeździli głównie mężczyźni. Od kilkunastu lat większość spraw zawodowych i rodzinnych samochodami załatwiają kobiety.
Są kierowcy lepsi i gorsi, płeć nie gra tu roli.
- Kiedy jadę obok żony, potrafię nawet zasnąć, nie pouczam jej i ona mnie również nie poucza. Natomiast mam kolegów, przy których nie zmrużę oka, trzymam się kurczowo siedzenia i mam różne obawy - śmieje się.

O agresji za kierownicą

- Skąd agresja wielu osób za kółkiem? Żyjemy w dużym stresie i pośpiechu, mamy kiepskie drogi - wąskie, o złej nawierzchni. Agresja ma też związek z cwaniactwem niektórych kierowców.
Obserwuję jednak, że kultura jazdy u nas się poprawia, jeździ się coraz przyjemniej. W Polsce jednak nadal jeździ się gorzej niż np. w Niemczech.
Pracowałem tam i powiem, że tamtejsi kierowcy mają dużo lepsze nawyki, większą kulturę. Polacy powinni mieć dla siebie wzajemnie więcej zrozumienia i luzu za kółkiem - radzi Piotr Pobrotyn.
- Każdy powinien też pamiętać swoje pierwsze miesiące jazdy i być wyrozumiałym dla innych. Pamiętam swoje początki i wcale nie było tak różowo. Ćwiczyłem jazdę małym fiatem, zmieniałem biegi, uczyłem się i tak mocno trzymałem ten drążek, że... został mi w ręce. Wiadomo, nikt nie jest od razu kierowcą rajdowym.
Powinniśmy wykazywać wobec siebie więcej tolerancji.
- Lubię prędkość, ale tylko, kiedy jadę sam - zaznacza Piotr Pobrotyn. - Gdy w samochodzie jest ukochana córka, prowadzę zupełnie inaczej. Wracając natomiast do motocykla - wprawdzie w naszej strefie klimatycznej można nim poruszać się cały rok, ale zimą ta przyjemność jest wątpliwa. Dlatego jazda motocyklem jest dla mnie przede wszystkim frajdą - takim motoryzacyjnym uzupełnieniem i urozmaiceniem.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum