Trzeba wynegocjować strategię dla systemu

Autor: Daniel Kuropaś • • 17 lipca 2018 10:16

- Zaczynamy debatę "Wspólnie dla zdrowia" po to, aby zastanowić się nad wizją zmian systemowych, w jakim kierunku będziemy podążać i jak wykorzystać wzrost nakładów - powiedział minister zdrowia ŁUKASZ SZUMOWSKI 13 czerwca, oficjalnie otwierając pierwszą konferencję w całym cyklu spotkań w ramach ogólnonarodowej debaty o zdrowiu.

Szef resortu zdrowia odpowiedział na fundamentalne pytanie, po co kolejna tego typu debata. Jak podkreślał, różnica między tym przedsięwzięciem a wcześniejszymi jest zasadnicza.

- Do tej pory większość dyskusji była poświęcona kwestii, jak zaradzić kryzysowi, ale bez potrzebnych narzędzi i środków. Po raz pierwszy mamy jasną deklarację polityczną, że zdrowie jest priorytetem tego rządu. Efektem tego jest ustawa o wzroście nakładów na PKB do 6% w 2024 r. - wskazywał minister.

Pacjent w centrum systemu

Dodał, że najważniejszą kwestią jest, jak wydać zgromadzone środki, żeby pacjent odniósł jak największe korzyści. Ochrona zdrowia ma być odtąd nie "systemocentryczna", ale "pacjentocentryczna". - To pacjent powinien być głównym uczestnikiem systemu i odpowiedzialnym za stan swojego zdrowia, szczególnie że za długość życia działania medyczne odpowiadają tylko w 30%, natomiast reszta to działania prozdrowotne i profilaktyka - zaznaczył Łukasz Szumowski.

Minister podkreślił także, że jedną z najważniejszych przyczyn umieralności na świecie są także błędy medyczne: - Dlatego musimy mocniej wprowadzać mierniki jakości do ochrony zdrowia - deklarował.

Kolejnym istotnym tematem jest nierówność w dostępie do świadczeń. - Na przykład psychiatria inaczej wyceniana jest w różnych województwach. Musimy likwidować te różnice w dostępności - wskazywał Łukasz Szumowski.

Minister zdrowia zaznaczył również, że jedną z ważniejszych funkcji debaty jest zmiana języka komunikacji o zdrowiu z hermetycznego na prosty, który zrozumieją Polacy.

Duński przykład

Jakie doświadczenia międzynarodowe możemy pokazać w polskiej debacie i wykorzystać w planowanych reformach? Duńskie doświadczenia w organizacji ochrony zdrowia przybliżył Erik Jylling, vice president Danish Regions MD.

System opieki zdrowotnej w Danii jest finansowany z podatków, jedynie niewielka część świadczeń jest opłacana z wydatków prywatnych (stomatologia i okulistyka). Opieka opiera się na trzech poziomach: najwyższym - całego państwa, następnie 5 regionów i 98 gmin, ale generalnie system jest bardzo zdecentralizowany.

Jak zaznaczył Erik Jylling, ten system jest bardzo dobry, ale duńska ochrona zdrowia zmaga się z problemami takimi jak na całym świecie. To efekt zjawiska starzejącego się społeczeństwa, demografii.

- Nawet jeśli zwiększymy o połowę nakłady przez następne 40 lat, w końcu będzie nam brakować pracowników, żeby zapewnić chociażby obecny poziom. Nie dotrzymujemy kroku postępowi chorób - stwierdził duński ekspert. Jak dodał, to, co w związku z tym trzeba zrobić, przeraża duńskich pacjentów. - De facto musimy selekcjonować naszą populację, żeby wyłapywać zawczasu pacjentów wysokiego ryzyka, którzy będą później "kosztochłonni" dla systemu.

Leczenie szpitalne na dalszym planie

Znaczące zmiany w tamtejszej ochronie zdrowia już zachodzą. W 2000 roku w Danii funkcjonowało 78 szpitali, w 2020 ma być ich docelowo 20 - zmienia się zasadniczo model opieki zdrowotnej w tym kraju. Widać to także w innych danych.

- Bardzo zmniejszyła się średnia długość pobytu w szpitalu - od 10 dni w 1980 r., poprzez 6 w 2000 r. - ale dążymy do 2,7 w 2020 r. - wyliczał Erik Jylling. Liczba łóżek ma spaść w tym samym okresie z 42,5 tys. do 13 tys. Duńskie reformy idą zdecydowanie w kierunku wzmocnienia lecznictwa otwartego, rozwijania opieki podstawowej i specjalistycznej, zamiast lecznictwa zamkniętego.

Tamtejszy system potrzebuje jednak kolejnej reformy, ponieważ pacjent gdzieś "znika" w drodze między szpitalem a POZ. - Przekazywanie informacji między nimi nie jest płynne, nie przepływają dane dotyczące stanu zdrowia pacjenta, z tym walczymy od lat - podkreślał duński ekspert.

- Być może doskonale leczymy choroby serca czy cukrzycę, ale pytanie brzmi, czy taki pacjent może cieszyć się życiem, jeśli ma np. zaplanowanych kilkanaście wizyt - zaznaczył.

Duńczycy chcą również zmienić swój system finansowania ochrony zdrowia, starając się stymulować wydajność. - Z naszym nowym budżetem rocznym wprowadzamy nowe zasady, które mają np. zmniejszyć liczbę wizyt szpitalnych (szpitale będą karane finansowo za nadmierną liczbę hospitalizacji). Będziemy też zachęcać finansowo do wzrostu liczby kontaktów elektronicznych - wskazał Erik Jylling.

Długa droga przed nami

Do przykładu duńskiego w następnej sesji nawiązał dr Andrzej Zapaśnik, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego, wskazując na odwrócone piramidy kosztów zdrowotnych, gdy porównujemy Polskę z Danią: - U nas na POZ wydaje się 12% budżetu NFZ, w Danii tymczasem to na szpitale przeznacza się zaledwie 12% ogólnych nakładów na zdrowie. Tak długo, jak niewydolna będzie opieka ambulatoryjna, tak długo będą nas zbyt dużo kosztowały drogie świadczenia szpitalne.

Sytuację pogarsza jego zdaniem fakt, że w tej chwili zasoby ludzkie w POZ wyglądają jeszcze w miarę dobrze, ale jest groźba, że będą wyglądały coraz gorzej. - Średnia wieku lekarzy jest coraz wyższa, a problem polega na tym, że tam, gdzie ci lekarze idą na emeryturę, zwłaszcza w ośrodkach peryferyjnych, nie ma ich kto zastąpić. Czeka nas prawdopodobnie tworzenie się białych plam w dostępie do świadczeń. Jest też ogromna nierówność między powiatami w zakresie dostępu do świadczeń ambulatoryjnych - wyliczał Zapaśnik.

- Krytycy mówią, że nasz system ochrony zdrowia jest dysfunkcjonalny i nieuporządkowany - wskazywał z kolei dr Marek Balicki, były minister zdrowia. - Jakbyśmy mieli na poziomie centralnym spojrzeć na podział kompetencji i zadań między ministrem zdrowia a NFZ, to też powiemy, że ta sfera jest nie do końca uporządkowana. Jednostki samorządu terytorialnego otrzymały w spadku placówki opieki zdrowotnej w 1999 roku, ale nie otrzymały instrumentów do ich utrzymywania i rozwoju. Nie został jednocześnie stworzony plan określający, ile i jakich placówek potrzebujemy - zaznaczył.

Jak zauważył, nowością jest za to fakt, że w ciągu sześciu najbliższych lat realna wielkość nakładów publicznych na opiekę zdrowotną w Polsce zwiększy się o połowę. Czyli napłyną środki do systemu. Nie wiemy jednak, czy system jest dobrze przygotowany do racjonalnego wydawania tych pieniędzy.

Zdaniem Marka Balickiego, nie należy ograniczać się tylko do debaty ministerialnej, która ma trwać rok, ale też można spróbować stworzyć obszerny raport oparty o zaplecze eksperckie.

Strategiczne cele

Zdaniem byłego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, oczekiwanie, że celem debaty i prac nad strategią jest opracowanie docelowego systemu służby zdrowia jest błędem. Jednym z elementów dobrego systemu jest jego ciągłe reformowanie. - Nie ma czegoś takiego jak docelowy system, chociażby z takich powodów jak demografia i epidemiologia - uzasadniał.

- Moim zdaniem celem numer jeden, jeśli chodzi o strategię, jest powszechny dostęp do świadczeń zdrowotnych. Wśród krajów europejskich jesteśmy pod tym względem na szarym końcu. Według OECD 8,7% Polaków nie ma prawa dostępu do publicznego systemu służby zdrowia - stwierdził Radziwiłł.

W jego ocenie kolejne cele do zrealizowania to właśnie doprowadzenie do równości dostępu do świadczeń - w sensie sprawiedliwości, niewykluczania nikogo - następnie wprowadzenie koordynacji w systemie opartej o lekarza POZ, który powinien być przewodnikiem pacjenta, kształcenie i utrzymanie kadr medycznych oraz przenoszenie kompetencji z lekarzy na inne grupy medyczne.

Dystans do nadrobienia

- Nasz system jest jednak oparty na składce, nie jest systemem budżetowym, więc prawa są określone przez obowiązki finansowe. Dlatego powszechny dostęp do systemu jest dla mnie mniej istotny - polemizował minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Dla ministra najważniejsze jest to, jak długo Polacy żyją w zdrowiu i jakiej jakości jest ich życie w chorobie. To - w jego opinii - nadrzędne cele, które powinny zostać podstawowymi miernikami oceny systemu.

- Ale, niestety, patrząc na statystyki umieralności, z których te kardiologiczne i onkologiczne są tymi najważniejszymi, zmniejszamy np. umieralność kardiologiczną, ale w mniejszym tempie niż kraje zachodnie. W związku z tym ten rozdźwięk między Polską a krajami Europy Zachodniej się powiększa. Myślę zatem, że te cele twarde powinny być podstawowymi wskazaniami - stwierdził minister zdrowia.

Trudno będzie się wycofać?

Łukasz Szumowski uznał, że kluczowe cele powinna wskazać przede wszystkim sama debata, aby powstał na jej bazie nie kolejny dokument strategiczny, ale swego rodzaju "konstytucja zdrowia", która jest wynegocjowana i przedyskutowana z obywatelami. Musi być prosta i mierzalna w swojej realizacji. Wtedy, po uzgodnieniu tego dokumentu z Polakami, bardzo trudno będzie ją zmienić czy jej nie dotrzymać przez kolejne rządy.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum