Trudna sztuka komunikacji

Autor: Luiza Jakubczyk • • 10 sierpnia 2017 11:07

Ile razy student medycyny w czasie nauki miał możliwość zetknięcia się z pacjentem cierpiącym? Ile razy z roszczeniowym lub agresywnym? Najczęściej przyszły lekarz nie ma możliwości praktycznego sprawdzenia swoich umiejętności komunikacji. Ale to zaczyna się zmieniać.

Trudna sztuka komunikacji

Zajęcia, podczas których student może doświadczyć takich emocji, prowadzi już kilka polskich uczelni medycznych: w Krakowie, Poznaniu, Toruniu, planuje je także Uczelnia Łazarskiego w Warszawie na nowo otwartym kierunku lekarskim. Dominującą metodą dydaktyczną jest dyskusja, studium przypadku, wywiad z prezentacją. Ale z doświadczeń ośrodków wynika, że najlepsze efekty w nauczaniu kompetencji komunikacyjnych osiąga się dzięki współpracy z pacjentami symulowanymi.

To osoby, które odgrywają rolę pacjenta w zakresie określonej dolegliwości. Poza tym pozostają "sobą" - ze swoją pracą, historią życia, wykształceniem, doświadczeniem, pasjami i wszystkim tym, co wnoszą do danej scenki.

Nieco inne wymagania są kierowane pod adresem pacjentów standaryzowanych - taka osoba powinna odgrywać rolę w sposób identyczny za każdym razem. W obu przypadkach kluczowa jest informacja zwrotna - z jednej strony pacjenta - jak się czuje, z drugiej studenta, pod względem swojej relacji z chorym.

- Nikt tak jak pacjent symulowany nie czuje, jaką interakcję nawiązał z nim konkretny student czy lekarz. Zdarzały nam się takie sytuacje, gdy pacjent, wciskając się w fotel stomatologiczny, nie mając już możliwości oddalenia się, powiedział do studenta: "stoi pan za blisko, a jak się pan nade mną nachylał, to nie tylko brakowało mi powietrza, ale miałem uczucie, że mnie pan dominuje w każdym możliwym obszarze" - mówi Magdalena Witt z Zakładu Ratownictwa i Medycyny Katastrof UM im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

- Pacjent miał prawo to powiedzieć, a student podczas takich zajęć ma jedyną okazję usłyszeć tego typu prawdziwe teksty, które są świadectwem odczuć drugiej osoby - przekonuje.

Pozostaje kwestia, ilu prawdziwych pacjentów ma odwagę zwrócić się do swojego lekarza w ten sposób. Trudno jest wyobrazić sobie taki dialog w gabinecie "deficytowych" specjalistów, np. onkologa. - Tymczasem taka właściwa komunikacja przywraca godność zarówno lekarzowi, jak i pacjentowi - ocenia Katarzyna Jankowska z Katedry i Kliniki Pediatrii CM UMK w Toruniu.

Model zorientowany na pacjenta

Zajęcia są układane tak, by prowokować pewne tematy. W scenariuszach pojawia się np. określenie hipochondryka lub pacjenta roszczeniowego, żeby student mógł zobaczyć, co stoi za tym roszczeniem. - Mamy np. taki scenariusz: wchodzi matka z dzieckiem na rękach i mówi: "doktorze, przyszłam tylko po antybiotyk". Pytamy się wtedy studentów, jak się czują: są atakowani, obrażani, podważane są ich kompetencje? - mówi Łukasz Małecki z Zakładu Dydaktyki Medycznej CM UJ.

Pojawia się u nich złość i jest to naturalna reakcja. Ale jeśli dopuszczą myśl, że takie działania kobiety są czymś motywowane, następuje zmiana nastawienia i pojawia się najprostszy ludzki odruch, którego lekarze pozbyli się, nie wiedzieć czemu, czyli zapytanie: "dlaczego? Niech pani powie coś więcej na ten temat ". Okazanie prawdziwego zainteresowania drugą osobą i dowiedzenia się, o co tak naprawdę chodzi, to najciekawsze nastawienie, jakie można zbudować.

- Jest prosty schemat radzenia sobie z sytuacjami konfliktowymi, który zawiera trzy elementy: okazanie zrozumienia, okazanie chęci pomocy i przedstawienie własnego toku myślenia: "nie walczę z Tobą, jestem po Twojej stronie, chcę Ci pomóc, a teraz mnie posłuchaj". Jak stworzycie dobrą relację, to możecie sobie pozwolić na tysiąc błędów i nikt was nie zabije, bo w dobrej relacji wszystko się wybaczy - dodaje.

Badania pokazują, że pacjenci oczekują przede wszystkim szacunku, życzliwości, otwartości. Model zorientowany na pacjenta wpływa nie tylko na satysfakcję z leczenia, ale również na obiektywne parametry wyników terapii oraz obniża koszty ponoszone przez system opieki zdrowotnej. - Jest dużo badań, które pokazują, że w momencie, gdy lekarz nawiązuje relację osobistą z pacjentem, porozmawia z nim, interesuje się jego osobistymi sprawami i przeżyciami, jest bardziej skuteczny - mówi Joanna Dulińska ze stołecznego Ośrodka Poza Centrum.

- Porównanie wyników badania studentów na początku i po ostatnich zajęciach z pacjentami symulowanymi daje zaskakujące wyniki. Już po 20 godzinach istotnie statystycznie zwiększa się nastawienie lekarzy do pacjenta pod względem zgodności farmakoterapii, czyli concordance (trzeci stopień współpracy w partnerstwie po compliance i adherence), mimo że tego tematu nie ma bezpośrednio w scenariuszach - opowiada Agata Stalmach-Przygoda z ZDM CM UJ.

Lekarz też człowiek i się boi

Niektórzy studenci podchodzą do tych zajęć z oporami. Okazuje się, że najczęściej wynika to z ich lęku. Boją się swojej nieskuteczności i bycia eksponowanym na zajęciach. Dlatego dla bezpieczeństwa określają siebie negatywnie: "nie znam się, nie umiem, to nie dla mnie". Kiedy da im się poczucie bezpieczeństwa, ich nastawienie do zajęć się zmienia.

Ale to dopiero początek. Ten lęk towarzyszy lekarzom również w ich późniejszym życiu zawodowym. Jednym ze źródeł obaw dotyczących relacji z pacjentem jest kwestia zaakceptowania, że permanentną towarzyszką doli lekarza jest bezradność wobec nieuchronności pewnych zdarzeń.

Jak wyjaśnia Joanna Dulińska, takie zajęcia mogą ułatwić lekarzom uświadomienie sobie, że pewne zdarzenia, takie jak choroba i śmierć, dzieją się niezależnie od ich woli.

- To wcale nie jest tak, że lekarze, mimo szczerych deklaracji, iż wybierają ten zawód, mając na uwadze przede wszystkim dobro pacjenta i chęć niesienia pomocy, są gotowi na spotkanie z chorobą, cierpieniem, śmiercią. Czasem nie są gotowi na takie doświadczenia. Myślą, jak leczyć, ale nie jak towarzyszyć w umieraniu. Kiedy mają przekazać trudną wiadomość, boją się reakcji pacjenta i nie wiedzą, co zrobić ze swoimi uczuciami - wskazuje psychoterapeutka.

Między cynizmem a empatią

- Z naszych badań wynika, że zachowania studentów, na które wpływają różne czynniki, mogą być proste do zmiany. Co oznacza, że ta głęboka motywacja, czy też potencjał do empatii, są prawidłowe, natomiast pewne przekonania mogą być modyfikatorami tego zachowania. Wiemy na przykład, że u młodych lekarzy wzrasta poziom cynizmu w trakcie kontaktu z pacjentami. To jest postrzegane jako mechanizm obrony przed niejasnością: zbyt dużą ilością bodźców, obciążeniem pracą - mówi Łukasz Małecki.

- Do tego dochodzi codzienna konieczność konfrontowania się z trudnymi emocjami. Gdyby lekarz miał przeżywać chorobę i śmierć każdego pacjenta, oznaczałoby to bardzo wysoki poziom stresu. Mamy też element przyzwyczajania się do pewnej rzeczywistości. Jeśli tych pacjentów jest zbyt wielu, zaczynają stawać się anonimowi, a to uniemożliwia wchodzenie z nimi w relacje - podkreśla Joanna Dulińska.

Z krakowskich doświadczeń wynika, że najlepsze efekty szkoleniowe widoczne są u studentów, którzy mieli więcej interwencji ukierunkowanych na zmianę nastawienia. Wpływa to na podejmowanie przez nich decyzji oraz akceptację faktu, że to pacjent jest stroną, która ostatecznie decyduje o sposobie leczenia, a lekarz jest doradcą.

Eksperci wskazują, że tylko głęboka zmiana, motywacja i empatia dają poczucie komfortu. Badania pokazują, że powierzchowne okazywanie "sympatii" przez lekarzy poprzez przyklejony do ust uśmiech powoduje ich wypalenie zawodowe, w sytuacji przeciążenia pracą nie będzie działać, a jednocześnie obnaży sztuczność ich zachowania.

Jeśli lekarz chce być naprawdę blisko z pacjentem, musi być autentyczny. Jak mówią studentom specjaliści, wtedy nie muszą się zastanawiać, co powiedzieć w sytuacjach trudnych. Jeśli znajdą się w sytuacji, która będzie wykraczała poza wyuczone zasady, będą umieli się zachować z życzliwością. Powiedzą wtedy to, co uznają za stosowne.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum