To słodkie zwycięstwo

Autor: Piotr Wróbel • • 17 grudnia 2008 14:49

28-letni Michał Jeliński, olimpijski mistrz wioślarski z Pekinu, zdobył złoty medal, rywalizując z przeciwnikami i... cukrzycą

Kiedy w Pekinie stanął na olimpijskim podium i usłyszał Mazurka Dąbrowskiego, nie wytrzymał - popłakał się jak bóbr, choć jest wzorem twardziela. Michał Jeliński, wioślarz z naszej mistrzowskiej czwórki podwójnej, wiele lat marzył o tej wspaniałej chwili. W niecałe sześć minut na regatowym torze pokonał nie tylko dwa kilometry i zawodników pozostałych osad, ale i chorobę, która innych zniechęca do życia. Wygrał z cukrzycą.
Był 17 sierpnia, godzina 10.50 w Polsce, czyli 16.50 w Chinach. Start do decydującego regatowego wyścigu o olimpijskie złoto. Michał Jeliński wspomina tamten moment w charakterystyczny dla siebie sposób: - Już byłem po śniadaniu, obiedzie, przedstartowej porcji węglowodanów w płynach izotonicznych i po trzech zastrzykach insuliny...
Czwórka podwójna: Korol, Kolbowicz, Jeliński, Wasielewski prowadziła od samego startu. Ruszyli bardzo ostro.
Najpierw widzieli inne łodzie kątem oka, potem już mieli rywali przed sobą, jak na tacy. - Wiedzieliśmy, że płyniemy nawet odrobinę wolniejszym tempem niż możemy. Widziałem tę naszą najpierw minimalną, a potem rosnącą z każdym metrem przewagę i czułem, że nie ma takiej mocy, która mogłaby nam odebrać zwycięstwo. Nawet nie było myśli, żeby bronić złota. My po nie po prostu płynęliśmy - uśmiecha się mistrz.

Życie z glukometrem

Medal, który zawisł na piersiach polskich wioślarzy, waży jakieś pół kilograma, choć zawiera raptem 6 gram złota. Dla Michała Jelińskiego jest bezcenny. Ma wartość marzeń, które można spełniać, mimo przeciwności losu.
Polska wioślarska czwórka podwójna, z Jelińskim w składzie, już jadąc na olimpiadę, zdobyła - jak mawia się w języku sportowym - Wielkiego Szlema.
Od 2006 roku byli niezwyciężeni na torach regatowych. Z każdej liczącej się imprezy, w tym i mistrzostw świata, przez trzy kolejne lata wracali ze złotymi medalami. Zawsze z młodzieńczą radością i uśmiechem na ustach śpiewali polski hymn. W Pekinie ta radość zmieszała się z ogromnym wzruszeniem. - Tam, na podium, wzruszyłem się i dlatego, bo pomyślałem sobie, że choć los skazał mnie na życie z glukometrem, nie dałem się draniowi - mówi Michał Jeliński.
Wiadomość o tym, że jest chory, dopadła go w czasie kwalifikacji na igrzyska olimpijskie w Atenach. Jeszcze na długo przed rozpoznaniem choroby zauważył u siebie symptomy pogorszenia zdrowia.
Wtedy akurat sport łączył ze studiami.
Chudnięcie, zwiększone pragnienie, podatność na infekcje uznał za objaw przemęczenia. - To chyba jest spowodowane zbyt ciężkim planem treningowym i nauką - przekonywał sam siebie, choć wyczuwał, że coś jest nie tak.

Zawzięta sztuka

Cukrzyca bywa nazywana podstępną chorobą, bo potrafi rozwijać się bezobjawowo.
Mimo corocznych badań, u Michała Jelińskiego lekarze wykryli ją dopiero po dwóch latach od chwili pojawienia się pierwszych sygnałów. Jako sportowiec ruszał się tak intensywnie, że - mówiąc kolokwialnie - poziom cukru we krwi był zbijany przez trening. 5 lat temu nie było już wątpliwości - cukier pojawił się w moczu.
Stwierdzono cukrzycę typu 1.
- To był dla mnie szok. Do tego momentu czułem się zdrowo, młodo i szczęśliwie - wspomina tamtą diagnozę.
Nie dowierzał. O cukrzycy wiedział tyle, co każdy zdrowy, pełen sił mężczyzna w wieku 23 lat: to taka choroba, na którą zapadają osoby starsze, otyłe, unikające aktywności fizycznej. Młodym się to nie zdarza. Mylił się.
Kiedy padła wstępna diagnoza, był akurat po obiedzie. Miał poziom cukru powyżej 400. Dostał od razu zastrzyk z insuliny. - Wykupiłem insulinę, paski i poszedłem na trening - przypomina sobie. Ani przez moment nie pomyślał, żeby zrezygnować ze sportu. Lekarze nie odradzali, ale i nie zachęcali: - Pana wyniki w wioślarstwie mogą nie być satysfakcjonujące, sport wyczynowy niesie za sobą wiele zagrożeń dla osoby z cukrzycą - próbowali przygotować go na możliwe rozstanie z wioślarstwem.
Zawziął się. Robił wszystko, aby być cały czas aktywnym fizycznie. To przecież jedno z podstawowych zaleceń w terapii cukrzycy. Pilnie słuchał edukatorów, jak ważne jest dobre wyrównanie cukrzycy, i uczył się, jak je osiągnąć. Dalej trenował.
Lekarze kręcili głowami. Zdobył warunkową kwalifikację na igrzyska olimpijskie w Atenach. Na treningi chodził także wtedy, kiedy padało, wiało. - Zostań w domu - przekonywała mama, pani Elżbieta.
On stawiał kołnierz i szedł.

Pocztówka spod Olimpu

Konkurencję, w której startował na olimpiadzie w Atenach jako 24-letni debiutant (regaty w dwójce podwójnej), ukończył na 13. miejscu. Spod Olimpu wysłał pocztówkę do lekarzy. Nic szczególnego - parę słów ze standardowymi pozdrowieniami. - Chciałem też tą kartką przypomnieć im, że jestem, walczę i nie składam wioseł - przyznaje dzisiaj.
Każdy dzień zaczyna podobnie: chwyta za glukometr, pobiera krew z palca, wykonuje zastrzyk penem. Ten rytuał powtarza się przed każdym posiłkiem, z podwieczorkiem licząc, 5 zastrzyków insuliny analogowej szybko działającej i dwie dawki bazowe długo działających analogów. W sumie nawet siedem zastrzyków dziennie. Przez okrągły rok.
Lata temu w Wyższej Szkole Bankowości w Poznaniu, gdzie studiował finanse, jeden z jego przyjaciół chwycił za notatnik. Namalował podium, a na nim napis: Michał Jeliński, mistrz olimpijski. - Mam ten notatnik do dzisiaj - mówi Michał.
Po igrzyskach w Atenach koledzy zaprosili go do osady czwórki podwójnej.
Nie miał złudzeń - w zawodowym sporcie nie ma sentymentów. Gdyby jego choroba przeszkadzała kolegom osiągać dobre wyniki, nie zagrzałby wśród nich miejsca. On z kolei nie zniósłby "niańczenia". Owszem, wiedzieli o jego dolegliwości, ale nie było mowy o taryfie ulgowej. Do łódki zabiera z sobą batony energetyczne i płyny izotoniczne. Są tak słodkie, jak smak zwycięstwa... One pomagają mu szybko wyrównać poziom cukru. Były pojedyncze treningi, kiedy czuł nadciągający kryzys. Wyczuwał wtedy - jak sam mówi - stan lekkiego odpływania.
Parę łyków energetycznego napoju przywracało równowagę.

Morderczy wysiłek

Sport wyczynowy niesie dla Michała Jelińskiego wiele zagrożeń, o których musi stale pamiętać. Wyrównanie cukrzycy komplikuje dieta sportowca, z konieczności bogata w odżywki węglowodanowe.
Glikemię najbardziej zaburza ekstremalny wysiłek, jakim są intensywne treningi interwałowe podnoszące granicę fizjologicznych możliwości zawodników. Przepływają wtedy odcinki 500-metrowe lub kilometrowe.
Przez 45 sekund wiosłują w tempie maksymalnym, potem 15 sekund odpoczynku i znowu 45 sekund morderczego tempa. Takie treningi są bardziej męczące niż start w regatach. Przy nich 40-50 kilometrów dziennie przepływane wczesną wiosną, kiedy zaczynają nowy sezon na wodzie, to spacer.
Ogólne zasady dotyczące dawkowania insuliny w dniach treningów są jasne.
Szybko działające insuliny szczyt działania wykazują tuż przed drugą godziną po podaniu. - Tak więc najbardziej pożądana sytuacja to taka, kiedy jem śniadanie o ósmej, a trening zaczynam o około godziny 10-11. Insulinowy "pik" już wtedy mija, działanie wysiłku i insuliny nie dubluje się. Tak więc cukier obniża się tylko na skutek działania wysiłku fizycznego - tłumaczy mistrz.
Tuż przed treningiem sprawdza cukier. Najlepszy dla Michała jest jego poziom lekko powyżej setki. Wtedy może spokojnie wsiadać do łódki.

Profesorskie komplementy

Nad fenomenem Michała Jelińskiego rozprawiają teraz nawet wybitni profesorowie - diabetolodzy. - Pan pokazał, że można zupełnie dobrze żyć z cukrzycą, przezwyciężając ryzyko hipoglikemii, nawet wykonywać ekstremalny wysiłek i osiągać znakomite wyniki sportowe.
Za to należą się ogromne słowa uznania panu i całemu zespołowi, który prowadzi pana edukację dotyczącą postępowania w cukrzycy - komplementował niedawno mistrza profesor Władysław Grzeszczak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.
Teraz Michał Jeliński chce włączyć się w edukację młodych ludzi chorych na cukrzycę i zarażać ich swoim przykładem.
Kiedy rozmawialiśmy, właśnie wybierał się do Strasburga na Światowe Dni Cukrzycy. - Co pan tam będzie mówił? - pytaliśmy. - Będę zachęcał, żeby młodzi ludzie, u których stwierdzono cukrzycę, nigdy nie rezygnowali z marzeń. Ja ani przez moment nie przyjąłem opcji, że ta choroba pokrzyżuje moje życiowe plany.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum