To nie jest fantastyka

Autor: Andrzej Bęben • • 15 maja 2008 14:40

- Odległość w medycynie nie będzie miała znaczenia - przewiduje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prof. Ryszard Tadeusiewicz, inżynier biomedyczny.

- Czy pańskie zainteresowanie inżynierią biomedyczną ma związek z tym, że jest Pan nie tylko absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej, ale i studiował medycynę?

- Tak, powiedziałbym, że było to sprzężenie zwrotne. Po ukończeniu studiów technicznych, mając już za sobą doktorat z elektroniki i habilitację z informatyki, doszedłem do wniosku, że wielu problemów ściśle technicznych nie da się rozwiązać metodami wyłącznie techniki jako takiej. Zajmowałem się problemami sztucznej inteligencji i automatycznego rozpoznawania mowy polskiej... I okazało się, że dla tych i innych zastosowań, kluczem do sukcesu jest udane modelowanie tego, co się dzieje w mózgu człowieka, czyli - krótko mówiąc - małpowanie przyrody. Przepraszam za kolokwializm, ale tak ten stan rzeczy trzeba nazwać. Jeśli chcemy podejrzeć, jak pewne rzeczy rozwiązała natura, to nasza wiedza na jej temat nie może być amatorska.
Będąc już inżynierem i mając stopnie naukowe w zakresie techniki, studiowałem medycynę po to właśnie, by zdobyć wiedzę potrzebną do tego, by wzory biologiczne, poprzez ich odpowiedni opis matematyczny, stały się pewnego rodzaju źródłem inspiracji dla nowych rozwiązań technicznych. I to się częściowo udało. Równocześnie wchodząc jako inżynier na grunt nauk medycznych dostrzegłem ogromną skalę potrzeb technicznych w placówkach służby zdrowia, przy równoczesnym braku ich zaspokojenia.

- Zatem wziął Pan przykład z Leonarda da Vinci łącząc technikę z medycyną...

- Może aż tak ambitnie do sprawy nie podszedłem. Źródłem inspiracji były rzeczywiste potrzeby. Widziałem doskonałą aparaturę medyczną, pod wieloma względami nieodzowną dla leczenia pacjentów, która z powodu banalnych usterek była nieużyteczna, ponieważ w szpitalu nie było nikogo, kto potrafiłby tę aparaturę naprawić. Doszedłem do wniosku, że ktoś, kogo nazwałem umownie inżynierem klinicznym, jest najzwyczajniej w świecie potrzebny.
Pamiętam, że pierwszy program studiów, właśnie takich inżyniersko-lekarskich pisałem jeszcze na początku lat 80. I okazało się, że mimo upływu ćwierćwiecza, pewne założenia tamtego programu pozostały słuszne do dziś i w zakresie ramy programowej zostały wykorzystane teraz w studiach inżynierii biomedycznej, które od kilku lat w Polsce można zgłębiać. I to jest dowód na to, że potrzeba jest najlepszą matką wynalazków.

- Inżynieria biomedyczna to dla laika pojęcie z pogranicza SF, a jednocześnie bardzo pojemne.

- Inżynieria biomedyczna to jednocześnie teraźniejszość i przyszłość. Współcześnie ukierunkowana jest ona - między innymi - na modelowanie systemów biologicznych, rozpoznawanie obrazów biomedycznych, robotykę, biomechanikę ruchu. Inżynier biomedyczny pracuje nad rozwojem implantów i sztucznych narządów. Wreszcie gruntem dla zastosowań inżynierii biomedycznej jest telemedycyna. Myślę tu zarówno o monitorowaniu pacjenta i leczeniu go na odległość, jak i o operacjach na odległość przy zastosowaniu zdalnie sterowanych robotów, mikrokamer i metod małoinwazyjnych. Z grubsza rzecz biorąc, jeśli połączy się nowoczesne metody elektronicznego pozyskiwania danych medycznych oraz najnowsze osiągnięcia telekomunikacji i informatyki, to otrzymamy telemedycynę.

- Przyjmuje się, że ta gałąź medycyny ma już ponad czterdzieści lat. Czy słusznie?

- To zależy, jak na problem spojrzeć. Uważam, że korzenie telemedycyny tkwią w XIX wieku. A to za sprawą wynalazku Alexandra Grahama Bella, czyli telefonu. Istnieją dokumenty potwierdzające, że już wtedy lekarze za pomocą telefonu konsultowali leczenie z innymi specjalistami. To właśnie było prawzorem telemedycyny. Współczesny jej rodowód sięga lat 60. Wówczas to w USA sieć telekomunikacyjna połączyła rozrzucone po świecie amerykańskie bazy wojskowe z ośrodkami medycznymi w Stanach.

- Czyli wojna i wojsko mają swój udział w rozwoju telemedycyny?

- Również. Przyczynkiem do jej rozwoju był także aspekt ekonomiczny. Za pomocą narzędzi telemedycznych można taniej zapewnić ludziom żądany przez nich poziom bezpieczeństwa zdrowotnego. Aspekt ekonomiczny musi być brany pod uwagę. Dopóki operujemy ogólnikami teoretycznymi, to mówi się, że zdrowie i życie człowieka nie ma ceny. Niestety, wszystko ma we współczesnym świecie swoją cenę. W związku z tym, jeśli dążymy do tego, by w racjonalny sposób wykorzystać te nieduże pieniądze, jakie jesteśmy w stanie przeznaczyć na opiekę medyczną, to powinniśmy część tych funduszy lokować w nowoczesną technikę, która zmultiplikuje możliwości kadry medycznej.

- W Polsce mamy nieźle rozwiniętą teleradiologię. Jako tako funkcjonuje telediagnostyka kardiologiczna. Inne elementy telemedycyny są u nas nadal w powijakach.

- W dużej mierze dlatego, że jak na razie jesteśmy krajem pod wieloma względami nieprzystającym do standardów cywilizacyjnych świata. Mamy bardzo kompetentną kadrę lekarską, natomiast wyposażenie techniczne placówek bardzo odbiega od tego, co dziś obowiązuje w świecie. Owszem, szpitale informatyzują się. Informatyka w medycynie nie jest jednak tylko kwestią nagromadzenia komputerów i danych. To także kwestia bezpieczeństwa uzyskanych i zgromadzonych danych. Dane telemedyczne mają charakter danych tzw. wrażliwych. Dziś ochrona danych w Polsce to - takie istnieje przekonanie - problem dla kręgów bankowych czy rządowych.
Sądzę, że bagatelizuje się sprawę ochrony danych telemedycznych. Nie w tym względzie, że ich się nie chroni, tylko w tym, że nie zakłada się, iż mogą być one przedmiotem takiego samego pożądania, jak w przypadku danych banku X.

- Opiekę telemedyczną mają zapewnioną nasi żołnierze w Iraku.

- Tak, stworzono coś w rodzaju telemostu ze szpitalem przy ul. Szaserów w Warszawie. Zapewnia on opiekę telemedyczną nie tylko dla naszych żołnierzy w Iraku, ale i w Afganistanie. Te rozwiązania nie są produktem polskiej myśli technicznej, zostały zaimportowane, aczkolwiek w wielu miejscach znacząco ulepszone przez moich kolegów.

- Kiedy z pola walki rozwiązania telemedyczne trafią do cywilnych pacjentów?

- Myślę, że niektóre rozwiązania dotyczące kardiologii będą stosowane już wkrótce.

- Tak, teleradiologia i telekardiologia. Co jeszcze?

- Zdalna opieka nad diabetykami. Przykład - z pozoru banalny: chory był na przyjęciu i nie wie, jaką dawkę insuliny ma sobie zaaplikować. Wpisuje więc SMS, co jadł ponadplanowo i wysyła go do centrum telemedycznego. W chwilę później dostaje informację, np. - zaaplikować 1,25 miligramów insuliny.
Są dziedziny, w których telemedycynę można wprowadzić łatwo, jak choćby w diabetologii, są i takie, gdzie jest trudniej, bo wymaga to większych nakładów. Telemedycyna musi się rozwijać, bo przybywa ludzi starszych, cierpiących na cukrzycę, choroby serca... Czy lepiej i taniej jest monitorować stan zdrowia pacjenta ze wszczepionym rozrusznikiem serca za pomocą narzędzi telemedycznych, czy podczas okresowych wizyt w klinice? Odpowiedź jest oczywista. Są więc obszary, w których z pomocą telemedycyny można zrobić bardzo dużo dobrego przy relatywnie niskich nakładach.

- A teraz coś z pogranicza fantastyki naukowej. Czy wyobraża Pan sobie, by w Polsce można było wykonywać jakąś operację na sercu, gdzie kierującym byłby wybitny kardiochirurg oddalony od sali operacyjnej o kilkaset kilometrów?

- Tego rodzaju eksperymenty w świecie już robiono. Myślę m.in. o operacji, w której pacjent był w Strasburgu, a chirurg w Nowym Jorku... Operacja zakończyła się sukcesem. Znając możliwości współczesnych robotów, jestem zdania, że chirurgia na odległość jest przyszłością i to wcale nie tak odległą! W chirurgii do pierwiastka czysto intelektualnego, czyli wiedzy lekarza, dochodzi zręczność manualna. Minister Religa, znakomity kardiochirurg, ma ogromną wiedzę, ale nie może prowadzić operacji, bo już ręce nie te... Jeżeli jednak połączylibyśmy umysł tego znakomitego lekarza z precyzją i dokładnością oraz powtarzalnością ruchów zapewnianą przez robota, to jesteśmy w stanie umożliwić znacznie dłuższe korzystanie z ogromnej wiedzy Profesora.
Podsumowując - uważam, że telechirurgia jest bardzo przyszłościową dziedziną medycyny. Mało tego, widziałem już na własne oczy operacje, gdzie chirurg sterujący siedział kilka metrów od stołu operacyjnego. Skoro może kierować operacją będąc kilka metrów od stołu, to może to czynić oddalony i o tysiące kilometrów. Prędzej niż później odległość w medycynie nie będzie miała znaczenia!

PROF. RYSZARD TADEUSIEWICZ (ur. 5 maja 1947 r.), inżynier automatyk, profesor i trzykrotny rektor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W 1998 roku Międzynarodowa Organizacja Inżynierów Europejskich FEANI nadała prof. Tadeusiewiczowi tytuł Euroinżyniera.
Od połowy lat 70. pracuje w dwóch komitetach Polskiej Akademii Nauk: Komitecie Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej (jest w nim przewodniczącym Sekcji Sieci Neuronowych i członkiem Sekcji Dydaktycznej) oraz Komitecie Automatyki i Robotyki. Pracuje także w wielu komisjach PAN, m.in. Komisji Zastosowań Informatyki w Medycynie Komitetu Podstawowych Nauk Medycznych.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum