To naprawdę nie działa

Autor: Daniel Kuropaś • • 15 kwietnia 2011 13:33

Zbiorowe pozwy pacjentów: wielkie nadzieje i wielkie rozczarowanie.

To naprawdę nie działa
Po niespełna 9 miesiącach od wejścia w życie możliwości dochodzenia roszczeń w postępowaniu grupowym wydaje się, że góra urodziła mysz. Zdaniem prawników, to praktycznie martwa ścieżka w ochronie zdrowia, a nowe przepisy wymagają modyfikacji.

Z punktu widzenia pacjentów, jest to, przynajmniej teoretycznie, dobre rozwiązanie. Z założenia Ustawa z 17 grudnia 2009 roku (weszła w życie 19 lipca 2010 r.) o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym miała zapewnić łatwiejszy dostęp do sądu poszkodowanym oraz mniejsze koszty opłat sądowych (2% od wartości przedmiotu sporu, podczas gdy w postępowaniach zwykłych opłata wynosi 5%).

Nowe przepisy miały też doprowadzić do przyspieszenia procesu i ułatwienia pracy sądów poprzez standaryzację spraw, co jest dość istotne, biorąc pod uwagę skalę problemu.

Czekanie na wyrok

- W oparciu o przeniesienie danych z innych państw na populację 40 mln szacuje się, że w Polsce popełnianych jest około 20-30 tys. błędów lekarskich każdego roku - dodatkowo przy założeniu, że mamy ochronę zdrowia na poziomie USA czy Szwecji, a tak przecież nie jest - mówi Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Primum Non Nocere.

Z drugiej strony realnie zapada zaledwie 100-200 wyroków rocznie przyznających rację pacjentowi. Ta liczba zresztą systematycznie spada od początku ubiegłej dekady - wtedy liczba pozytywnie rozpatrzonych spraw o odszkodowanie sięgała 300-400.

Z opublikowanej przez Ministerstwo Zdrowia ewidencji spraw o odszkodowanie za szkody wyrządzone w placówkach ochrony zdrowia wynika, że w 2009 roku do sądów okręgowych wpłynęły 524 sprawy, załatwiono 502, ale 1044 pozostało na okres następny.

Długość trwania postępowania odszkodowawczego w sektorze medycznym wynosiła (w miesiącach):
  • 23,9 w przypadku spraw wytaczanych SPZOZ-om,
  • 31,6, gdy chodzi o pozwy przeciwko Skarbowi Państwa lub jednostce samorządu terytorialnego w związku ze szkodą zaistniałą w niesamodzielnym publicznym zakładzie opieki zdrowotnej (w tym także przed 1 stycznia 1999 roku),
  • 28,2 w sprawach przeciwko niepublicznym zakładom ochrony zdrowia.

    W 2009 roku do sądów okręgowych wpłynęło 460 spraw przeciw SPZOZ-om, 34 przeciw NZOZ-om i 30 przeciw Skarbowi Państwa lub jednostkom samorządowym.

    Jak wyglądały orzeczenia?

    W sprawach przeciw SPZOZ-om pozew uwzględniono w całości lub części w 120 przypadkach, 154 razy oddalono, 16 razy zawarto ugodę, 47 razy doszło do zwrotu lub odrzucenia pozwu/wniosku. Jeśli chodzi o Skarb Państwa i jednostki samorządowe, mamy 15 pozwów uwzględnionych, 18 oddalonych i 6 zwróconych lub odrzuconych wniosków. Niepubliczne placówki 12 razy przegrały sprawę, 7 razy wygrały, 4 wnioski odrzucono.

    Droga przez mękę

    To liczby wręcz znikome wobec szacowanych dziesiątków tysięcy błędów medycznych rocznie. - W zasadzie poszkodowani nie bardzo chcą iść do sądu, ponieważ obawiają się funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości - mówi wprost Adam Sandauer. Rezygnują z indywidualnych roszczeń, tłumacząc się wysokimi kosztami i czasochłonnością procesów.

    Wejście w życie możliwości dochodzenia roszczeń w postępowaniu grupowym miało zmienić tę sytuację. - To dobre rozwiązanie dla szczególnych wypadków, takich jak zakażenia wewnątrzszpitalne czy nieprzestrzeganie właściwych procedur, które w danym szpitalu mogą dotyczyć większej grupy pacjentów - uważa Adam Sandauer.

    Jak wygląda w praktyce dochodzenie do realnych rozstrzygnięć i uzyskania odszkodowania w tym trybie? - To droga przez mękę - przyznaje mec. Małgorzata Szczypińska-Kozioł, która jako pierwsza wniosła pozew zbiorowy w ochronie zdrowia w imieniu 378 poszkodowanych.

    Błąd systemowy

    Sprawa wniesiona do warszawskiego Sądu Okręgowego dotyczy zadośćuczynienia za następstwa zdrowotne podawania chorym ze skazami krwotocznymi preparatów krwiopochodnych zanieczyszczonych m.in. wirusem HCV, wskutek czego są oni również chorzy na przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu C.

    Pełnomocnik poszkodowanych domaga się 200 tys. zł dla każdego pacjenta, czyli łącznie ponad 75 mln zł, od Skarbu Państwa reprezentującego Ministerstwo Zdrowia, ponieważ chodzi o błędy systemowe, a nie osobowe.

    - Jeżeli chodzi o błąd medyczny - odpowiada konkretny zakład opieki zdrowotnej, ale jeśli mamy do czynienia z błędem systemowym, np. złymi procedurami, do których ZOZ jest obowiązany się stosować, to właściwym adresatem naszych roszczeń jest ten, kto procedury ustanawia, czyli minister zdrowia albo NFZ - wyjaśnia mec. Jolanta Budzowska, partner w kancelarii Budzowska Fiutowski i Partnerzy - Radcowie Prawni.

    Kwestie proceduralne

    Sprawa prowadzona przed warszawskim sądem napotkała jednak znaczne problemy proceduralne oraz związane z kosztami postępowania. Już na początku pojawił się problem z zebraniem opłaty za pozew.

    Według ustawy jest to 2% wartości przedmiotu sporu, ale nie więcej niż 100 tys. zł - i tyle udało się w końcu zebrać dzięki wsparciu jednej z osób biorących udział w postępowaniu. Ponadto po wniesieniu pozwu zgłosiło się jeszcze ponad 30 osób, które chcą dołączyć do sprawy, co daje już ponad 400 osób do obsługi prawnej.

    - Jestem obecnie w sporze z sądem w kwestii, czy pełnomocnik jest upoważniony do tego, aby składać oświadczenia w imieniu członków grupy i jaki w rzeczywistości status mają członkowie grupy.

    Sprawa znalazła się już przed sądem apelacyjnym, mimo że znajdujemy się wciąż na etapie procedury wstępnej i ciągle wyjaśniamy wątpliwe kwestie.

    Aby skrócić procedurę, złożyłam wniosek o mediację - tłumaczy mec. Małgorzata Szczypińska-Kozioł.

    - Najlepiej, aby rozstrzygnąć to ostatecznie przed Trybunałem Konstytucyjnym, ponieważ, moim zdaniem, ustawa o postępowaniu grupowym powinna być zmodyfikowana w co najmniej kilku punktach - dodaje.

    Bez zwolnienia z kosztów

    Co wymaga modyfikacji? Zdaniem prawników, ważne jest to, że w ustawie o postępowaniu grupowym nie ma instytucji zwolnienia z kosztów sądowych, które występuje w normalnym trybie.

    - W sprawach medycznych około 90% poszkodowanych jest zwalnianych z kosztów sądowych, ponieważ są one bardzo wysokie. Będzie więc to istotną barierą, uniemożliwiającą występowanie pacjentów na tej drodze - podkreśla Jolanta Budzowska.

    Ponadto postępowanie grupowe wcale nie upraszcza procedury ani nie skraca postępowania. - Cały proces dochodzenia do rozstrzygnięć sądowych jest za długi i skomplikowany. Gdybym prowadziła sprawę w postępowaniu zwykłym, z pewnością nie miałabym takich problemów. W przypadku takiej grupy jak moja, liczącej ponad 400 osób, ta ustawa nie zdaje aktualnie egzaminu - zaznacza mec. Małgorzata Szczypińska-Kozioł.

    Z kolei Jolanta Budzowska zwraca uwagę, że potencjalnym źródłem problemów i konfliktów jest wybór spośród członków grupy reprezentanta, który jest przedstawicielem poszkodowanych.

    Odpowiada on m.in. za rozliczenia wewnętrzne grupy. W przypadku postępowania grupowego nie stosuje się też przepisów o pomocy prawnej z urzędu.

    Obowiązuje jednak tzw. przymus radcowsko-adwokacki, co oznacza, że powód - reprezentant grupy, musi być reprezentowany przez prawnika (pełnomocnika grupy). Ten zaś może liczyć nawet na 20% kwoty zasądzonej przez sąd. Czy to zachęci prawników do wyszukiwania spornych spraw i organizowania grup poszkodowanych?

    - Moim zdaniem - nie. Mamy inną mentalność, na razie nie ma jeszcze reklam usług prawnych na billboardach jak np. w USA, więc prawnicy nie dążą do inicjowania sporów za wszelką cenę - mówi Jolanta Budzowska.

    Ponadto, jej zdaniem, po prostu obiektywnie nie ma zbyt wielu spraw z zakresu ochrony zdrowia, które spełniają kryteria ustawy o postępowaniu grupowym.

    Poważne wątpliwości

    - W mojej ocenie, pozwy zbiorowe w ochronie zdrowia tak naprawdę nie funkcjonują. Bardzo trudno jest zebrać co najmniej 10 osób, które mają roszczenia jednego rodzaju oparte na tej samej podstawie faktycznej, gdzie jest ten sam pozwany. W ciągu kilkunastu lat, kiedy zajmuję się sektorem medycznym, może dwie sprawy by się kwalifikowały do tego trybu. Z tego, co wiem, w Polsce aktualnie złożono zaledwie dwa pozwy tego typu - wyjaśnia Jolanta Budzowska.

    Dodatkowo eksperci zwracają uwagę na pewną niejasność związaną z nowymi przepisami. Chodzi o to, że ustawa wyłącza dochodzenie roszczeń związanych z ochroną dóbr osobistych, a ponieważ zdrowie jest jednym z podstawowych dóbr osobistych, prawnicy mają wątpliwości, czy w ogóle można rozpatrywać w tym trybie roszczenia w sprawach zdrowotnych.

    - Dopóki nie pojawi się jakieś orzeczenie w tym zakresie, to istnieje dosyć duży znak zapytania. Muszę uprzedzić potencjalnych klientów o ryzyku, że sąd w ogóle odmówi zajmowania się sprawą w tego typu postępowaniu. Co więcej, moim zdaniem w trybie tej ustawy nie można dochodzić zadośćuczynienia z tytułu zakażeń czy błędów medycznych - mówi Jolanta Budzowska.

    Jak to możliwe? - Ten zapis dodano w toku prac legislacyjnych, więc ktoś po prostu nie pomyślał o konsekwencjach - odpowiada Jolanta Budzowska.

    Koncepcje prawników są jednak różne, a zdania podzielone. Zdaniem Małgorzaty Szczypińskiej-Kozioł, w tym przypadku możemy mówić o typowym delikcie, a więc pośrednim naruszeniu dóbr osobistych, niepowodującym wyłączenia możliwości dochodzenia roszczeń.

    Kaucjaodstraszy poszkodowanych

    Tak czy owak, finanse szpitali lub firm ubezpieczeniowych nie ucierpią w wyniku pozwów zbiorowych. Co więcej, gdyby pacjenci decydowali się na takie pozwy, to właśnie w tym postępowaniu szpital ma spore możliwości obrony - może np. żądać kaucji na zabezpieczenie roszczeń od pozywających.

    - W normalnym trybie nie ma takiego instrumentu, więc ta ustawa daje większe możliwości pozwanym szpitalom - stwierdza Jolanta Budzowska.

    Chodzi o artykuł 8 ustawy, który w ust.

    1 określa, że "na żądanie pozwanego sąd może zobowiązać powoda do złożenia kaucji na zabezpieczenie kosztów procesu". Kaucja nie może być wyższa niż 20% wartości sporu. Istnieje niebezpieczeństwo, że takie zabezpieczenie przy wielomilionowych sporach może skutecznie zniechęcić potencjalnych zainteresowanych.

    - Generalnie ograniczenia wpisane w ustawę oznaczają, że w praktyce dochodzenie roszczeń z tytułu błędów medycznych w ramach pozwów zbiorowych znajdzie raczej marginesowe zastosowanie - podsumowuje dr n. prawnych Anna Dalkowska, sędzia I wydziału cywilnego Sądu Rejonowego w Gdyni.

    Jak ocena sędzia, podstawową tego przyczyną jest fakt, że musi się zebrać grupa co najmniej 10 pacjentów - poszkodowanych na skutek jednego zdarzenia, co w praktyce dotyczącej ściśle błędów medycznych jest prawie niemożliwe. Sędzia wylicza także inne wady i trudności postępowania w tym trybie: konieczność ustalenia grupy i trudności w zidentyfikowaniu poszkodowanych, konieczność ustalenia takich samych lub podobnych faktów, wzajemna komunikacja członków grupy itd.

    - Większą rolę mogą odegrać pozwy zbiorowe w sprawach o zakażenia szpitalne, gdzie faktycznie na skutek błędów w organizacji pracy szpitala może dojść do zakażenia większej liczby osób. Zakażenia szpitalne podlegają rejestracji, więc możliwa jest sytuacja zebrania się grupy pacjentów i wystąpienia ze wspólnym pozwem - ocenia Anna Dalkowska.

    Niewspółmierne korzyści

    Kiedy to narzędzie mogłoby się jeszcze przydać pacjentom? Zdaniem Jolanty Budzowskiej, ciekawym rozwiązaniem jest złożenie pozwu w postępowaniu grupowym z wnioskiem o wydanie wyroku wstępnego, gdzie sąd tylko ustala odpowiedzialność za czyn niedozwolony.

    Potem każdy z pokrzywdzonych mógłby dochodzić w indywidualnym postępowaniu konkretnego odszkodowania, uzasadnionego swoim odrębnym stanem faktycznym i sytuacją życiową.

    Lepsze perspektywy są także w sprawach związanych z nienależytym wykonywaniem władzy publicznej przez ministra zdrowia czy NFZ, czyli skierowanych przeciw Skarbowi Państwa.

    - Generalnie jednak nie widzę realnego pożytku z korzystania z tej ścieżki dla poszkodowanych w wyniku np. błędów medycznych. Procedura jest skomplikowana i uważam, że korzyści są niewspółmierne w stosunku do trudności - ocenia Jolanta Budzowska.

    Zdaniem ekspertów, skuteczność nowego prawa, zwłaszcza w dziedzinie roszczeń w ochronie zdrowia, nie będzie więc wielka. Wielkie były za to nadzieje związane z wejściem w życie ustawy o postępowaniu grupowym, ale praktyka szybko zweryfikowała te oczekiwania.
    Podaj imię Wpisz komentarz
    Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum