To bezpieczne dla pacjentów?

Autor: Marzena Sygut • • 19 lutego 2014 09:39

Rezydenci specjalizujący się w zakresie medycyny rodzinnej są zmuszani do pełnienia samodzielnych dyżurów w izbach przyjęć, do czego nie czują się przygotowani i co może stanowić zagrożenie dla pacjentów - alarmuje Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, w piśmie przekazanym mediom.

Sprawa dotyczy m.in. jednego ze szpitali w woj. śląskim. Jak mówi portalowi rynekzdrowia.pl prof. Adam Windak, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny rodzinnej, spory na tym tle pojawiały się już wcześniej.

- Dochodziły do mnie informacje, z których wynika, że dyrekcja ustalała takie dyżury, jednak zawsze po uzgodnieniu z młodymi lekarzami. Z próbą administracyjnego przymuszenia rezydenta do samodzielnego dyżuru spotkałem się po raz pierwszy - podkreśla.

Samodzielny dyżur i prawo

- Kwestie dotyczące umowy rezydenckiej i zakresu obowiązków reguluje w pewnym stopniu program specjalizacji, ale przede wszystkim rozporządzenie ministra zdrowia - podkreśla prof. Windak.

Z kolei Bożena Janicka wyjaśnia, że w umowie specjalizacyjnej zapisano umiejętności, które musi w trakcie specjalizacji posiąść specjalizujący się lekarz. Jakby tego było mało, rezydent podpisuje tę umowę, gwarantując swym podpisem, że zna zakres swoich obowiązków i że będzie je realizował.

Prezes Janicka podkreśla również, że w umowie tej zapisane są dyżury, jednak w tzw. formie towarzyszącej i na stażach cząstkowych, czyli na pediatrii lub na internie.

- Program ten nie przewiduje izby przyjęć z prostego powodu. Lekarze medycyny rodzinnej są bowiem szkoleni do zupełnie innego zakresu obowiązków. Oni nigdy na izbie pracować nie będą. Dla nich ciąg leczniczy to jest przychodnia i oddział. Dlatego zmuszanie przyszłych lekarzy rodzinnych do tej pracy jest wykraczaniem poza specjalizację, także kosztem tych dyżurów, które powinni mieć - wyjaśnia prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia.

Dodaje także, że zupełnie niedopuszczalne jest pozostawienie lekarza rezydenta samego na izbie przyjęć. Musi być zawsze osoba, która sprawuje faktyczny dyżur, a rezydent przychodzi na dyżur po wiedzę, a nie bezpośrednio do sprawowania opieki.

Bezpieczeństwo najważniejsze

"Młodzi ludzie zmuszani są przez swoje szpitale do samodzielnych dyżurów w izbie przyjęć. Nie czują się przygotowani i kompetentni do pracy w takich warunkach, ponieważ ich środowiskiem pracy są przede wszystkim poradnie podstawowej opieki zdrowotnej. Rezydenci boją się, że z powodu braku odpowiedniego przygotowania doprowadzą do błędu medycznego, który może skutkować uszczerbkiem na zdrowiu lub śmiercią pacjenta" - przestrzegła też w piśmie prezes PPOZ.

Grzegorz Napiórkowski, prezes zarządu Stowarzyszenia Młody Lekarz, przyznaje z kolei, że zawsze dla bezpieczeństwa pacjentów na izbie przyjęć powinien pełnić dyżur lekarz posiadający doświadczenie zawodowe, chociażby z tego powodu, że na izbę trafiają pacjenci z bardzo różnorodnymi dolegliwościami. Dlatego osoba, która decyduje o dalszym postępowaniu terapeutycznym, musi posiadać doświadczenie. To nie podlega dyskusji. I nawet, w ocenie Napiórkowskiego, nie chodzi o to, że to nie może być rezydent, jednak na pewno nie może to być lekarz rozpoczynający rezydenturę.

Bożena Janicka podkreśla także, że sytuacja ta również zagraża samym rezydentom medycyny rodzinnej - całkowicie nieprzygotowanym do takiej pracy, bez znajomości struktury szpitala, personelu, możliwości działania.

- Takie podejście i ćwiczenia niczego ich nie nauczą, a wręcz zniechęcą i wywołają frustrację. Dodatkowo musimy pamiętać, że rezydenci mają już dyplom lekarza, dlatego odpowiadają prawnie za swoje działanie, a jeżeli jeszcze oni tam osiądą wbrew stażowi specjalizacyjnemu i wbrew umowie, którą zawarli ze szpitalem, to w tym momencie w razie jakiś nieprawidłowości nic ich prawnie nie chroni - zaznacza Bożena Janicka.

Nie tylko decyzja dyrektora

Jak wyjaśnia prof. Windak, nie ulega wątpliwości, że w pewnych określonych okolicznościach samodzielne dyżury na izbie przyjęć pełnione przez lekarza rezydenta mogłyby być dopuszczalne, jednak nie w wyniku autorytarnej decyzji dyrektora szpitala. Powinny być one wynikiem uzgodnień pomiędzy szkolonym i kierownikiem specjalizacji.

Dodaje: - Przede wszystkim te dwie strony muszą ustalić, do jakich zadań i w jakich okolicznościach rezydent jest gotowy. Nie może to podlegać automatycznej, uogólnionej decyzji dyrektora szpitala, tym bardziej że w programie specjalizacji takich dyżurów wprost przewidzianych nie ma. Miejsce i rodzaj dyżuru ustala kierownik specjalizacji w porozumieniu z rezydentem i z kierownikiem ośrodka kształcenia, przez którego należy rozumieć nie dyrektora szpitala, tylko koordynatora ośrodka kształcenia lekarzy.

W ocenie konsultanta krajowego, jedynie kierownik specjalizacji zna całość kompetencji młodego lekarza, ponieważ czuwa nad jego procesem kształcenia od roku, dwóch, trzech lat, w zależności jak długa trwa już specjalizacja danej osoby.

- Program specjalizacyjny mówi wprost, że miejsce i czas odbywania dyżurów lekarskich szkolony uzgadnia z kierownikiem specjalizacji i ośrodkiem kształcenia - przypomina nasz rozmówca. - Oznacza to, że razem dochodzą do jakiegoś konsensusu. Jeżeli nawet mimo wskazań kierownika szkolony uważa, że absolutnie jeszcze nie jest gotowy do samodzielnego dyżurowania, zwłaszcza w warunkach izby przyjęć, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. To nie jest miejsce pracy tego adepta, to jest miejsce szkolenia. A jeśli chodzi o lekarzy rodzinnych, to - zaznaczam - program specjalizacji nie przewiduje dyżurów na izbie przyjęć. Nie mówiąc o tym, że są to dyżury samodzielne.

- Dlatego w tym konkretnym wypadku nie ulega wątpliwości, że dyrektor swojej pozycji nadużywa, ponieważ on nie jest uprawniony do tego typu działań. Rzecz jest w moim odczuciu oczywista, w związku z czym przygotowałem taką opinię i przekazałem ją do Ministerstwa Zdrowia - podsumowuje prof. Windak.

Resort stawia na rozmowy

Jak poinformował PAP rzecznik Ministerstwa Zdrowia Krzysztof Bąk, przepisy regulujące przebieg szkolenia specjalizacyjnego nie precyzują, gdzie lekarz powinien realizować dyżury medyczne.

- Dopuszczalne jest pełnienie przez rezydenta dyżurów również w warunkach izby przyjęć. Sam program specjalizacji określa, iż w zakresie opieki całodobowej, lekarz jest zobowiązany do pełnienia trzech dyżurów miesięcznie (niekoniecznie samodzielnych), natomiast miejsce pełnienia i czas trwania dyżurów uczący się uzgadnia z kierownikiem specjalizacji po uprzednim uzgodnieniu z ośrodkiem kształcenia - wyjaśnił Bąk.

Jak poinformował rzecznik, śląski konsultant wojewódzki ds. medycyny rodzinnej dr Ireneusz Szymczyk zapowiedział przeprowadzenie w tej sprawie trójstronnych rozmów z udziałem Wydziału Nadzoru nad Systemami Opieki Zdrowotnej Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego i dyrekcją szpitala.

- Ponieważ lekarze odbywający specjalizację są w różnym stopniu przygotowani do samodzielnego dyżurowania, ustalenia z tego spotkania pozwolą na określenie, czy przedstawiana przez lekarzy sytuacja może stwarzać ewentualne zagrożenia dla pacjentów szpitala - poinformował Krzysztof Bąk.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum