To będzie debata o systemie ochrony zdrowia, a nie o polityce

Autor: Wojciech Kuta, Jacek Janik • • 21 czerwca 2018 12:47

- Ubezpieczenia dobrowolne w sektorze prywatnym istnieją. Mówiąc natomiast o tzw. ubezpieczeniach komplementarnych wobec płatnika publicznego, należy mieć na uwadze, że w obecnym systemie takie rozwiązanie nie ma racji bytu, ponieważ mamy koszyk świadczeń gwarantowanych, który obejmuje prawie wszystkie świadczenia dostępne na rynku - powiedział nam minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Podczas III Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (8-10 marca), minister Szumowski w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, zapowiedział, że wkrótce rozpocznie ze wszystkimi środowiskami dialog na temat przyszłości ochrony zdrowia.

Przypomnijmy, że 18 kwietnia odbyło się pierwsze spotkanie społecznej Rady Społecznej debaty "Wspólnie dla zdrowia". Inauguracyjna dyskusja (pt. "Pacjent i system: zasady działania opieki medycznej") w ramach tej ogólnonarodowej debaty została zaplanowana na czerwiec.

Dialog z udziałem wszystkich zainteresowanych, dotyczący naprawy ochrony zdrowia, Łukasz Szumowski zapowiedział wkrótce po objęciu stanowiska ministra zdrowia, wyjaśniając jednocześnie, że uznaje go za priorytetowe zadanie dla siebie.

Rynek Zdrowia: - Panie ministrze, debata ze wszystkimi środowiskami uczestniczącymi w systemie ochrony zdrowia wydaje się zadaniem karkołomnym. Tylko organizacji skupiających pacjentów jest w Polsce ponad 1300. Nierzadko konkurują ze sobą o publiczne środki na leczenie.

Łukasz Szumowski: - Debata ze wszystkimi środowiskami, związkami zawodowymi czy organizacjami pacjentów - jest zadaniem bardzo trudnym, ale nie karkołomnym. Spotykałem się w trakcie dwóch miesięcy urzędowania z wieloma interesariuszami w sektorze ochrony zdrowia.

Wiem, że są to osoby bardzo rozsądnie podchodzące do problemów, jakie występują w systemie ochrony zdrowia. 8 marca spotkałem się na przykład z samorządem i związkiem zawodowym pielęgniarek i położnych. Widząc dramatyczną sytuację, próbujemy wspólnie znaleźć rozwiązania dla tej sytuacji.

Debaty będą odbywać się z częstotliwością od jednego do dwóch miesięcy. Tematów jest ogrom. Musimy zgromadzić większość osób, które uczestniczą w systemie ochrony zdrowia - począwszy od strony społecznej, pracodawców, po pracowników, związki zawodowe.

Chcę podkreślić, że do debaty zapraszam wszystkie związki zawodowe. To będzie debata o systemie ochrony zdrowia, a nie o polityce. Nie widzę jakichkolwiek przeszkód, aby ktokolwiek, kto chce w sposób konstruktywny uczestniczyć w tej debacie, wziął w niej udział.

- Początek pana kadencji to ugaszenie pożaru - konfliktu z rezydentami. Tu jednak ciągle się coś tli. Słyszymy obawy i pytania, skąd wezmą się pieniądze na obiecane podwyżki?

- Zaznaczam i od razu prostuję - nie "podwyżki". W porozumieniu zostały zawarte także obniżki dla rezydentów dwóch pierwszych lat oraz obietnice dotyczące obowiązku pracy w Polsce przez dwa wybrane lata z pięciu 5 lat po ukończeniu specjalizacji, a także propozycja dla lekarzy specjalistów, którzy chcieliby zrezygnować z bardzo trudnej pracy w wielu miejscach naraz.

Mamy wzrost nakładów na ochronę zdrowia w Polsce, bo pierwszym punktem tego porozumienia było to, z czym zgadzamy się wszyscy, że finansowanie ochrony zdrowia powinno rosnąć. Udało nam się wspólnie z premierem i ministrem finansów wypracować stanowisko rządu, które mówi, że w tym zakresie przyspieszamy. Właśnie z tych pieniędzy, które dodatkowo zostaną przeznaczone na ochronę zdrowia, także będą środki finansowe na wynagrodzenia. Będą one częścią finansowania świadczeń.

- Czy nie obawia się pan, że wyższe wynagrodzenia za podjęcie pracy w Polsce po zakończeniu specjalizacji może spowodować reakcję całego środowiska? Bo Porozumienie Rezydentów OZZL, z którym była podpisywana umowa, nie reprezentuje wszystkich lekarzy w trakcie robienia specjalizacji.

- Rezydenci sami podpisali to porozumienie. Powiem szczerze, że jestem bardzo zbudowany postawą młodszych kolegów, bo jeżeli w trakcie negocjacji godzą się na pewne obniżki wynagrodzeń dla młodszych kolegów, którzy najmniej wiedzą i najwięcej się uczą, i w trudnej sytuacji kadrowej w Polsce zobowiązują się do pracy w kraju do 5 lat, to świadczy tylko o ich odpowiedzialności.

Nikt nie ma obowiązku przyjęcia tego, co ja proponuję. Może nie przyjmować kwot podwyżek, jakie zostały zawarte w porozumieniu i wówczas nie musi podpisywać zobowiązania, że będzie dłużej pracował w Polsce.

- Jaki jest plan Ministerstwa Zdrowia dotyczący zapowiadanego przeciwdziałania problemowi braku pielęgniarek i lekarzy w Polsce?

- Przede wszystkim uruchomimy mechanizmy, które - mam nadzieję - zapełnią w najbliższych latach kadrową lukę pokoleniową w ochronie zdrowia. Po pierwsze zwiększymy liczbę lekarzy, którzy wchodzą do systemu. Rozmawiałem już o tym z rektorami wszystkich uczelni medycznych w Polsce. Przekazałem rektorom prostą informację - jeżeli uczelnie dysponują odpowiednimi warunkami i możliwościami, niech zwiększają - w ramach swojej autonomii - rekrutację (w kwietniu ukazał się projekt rozporządzenia MZ przewidujący, że w roku akademickim 2018/2019 limit przyjęć na studia medyczne wyniesie 9211, czyli o 276 miejsc więcej niż w roku 2017/2018 - przyp. red.).

Aby jednak zwiększyć liczbę profesjonalistów w systemie, trzeba zrobić dwie rzeczy - zwiększyć ich dopływ, a więc wzmocnić kształcenie, a po drugie zmniejszyć odpływ kadr medycznych. Uważam, że kluczowe jest to drugie zadanie. Oczywiście najbardziej skuteczną metodą zatrzymania lekarzy i pielęgniarek w Polsce jest zbudowanie systemu zachęt finansowych. Wrócę do rezydentów i zawartego z nimi porozumienia - jeżeli część z nich będzie pracować choćby dwa lata w systemie, to już jest jakiś punkt zaczepienia, bo najczęściej lekarze wyjeżdżają z Polski zaraz po skończeniu specjalizacji.

Obejmując stanowisko ministra zdrowia, ze zgrozą dowiedziałem się, że ok. 30% pielęgniarek w naszym kraju nie odbiera nabytego już prawa wykonywania tego zawodu. To przerażające, że aż jedna trzecia wykształconych w Polsce pielęgniarek w ogóle nie podejmuje pracy w tym zawodzie. Także w tej materii musimy stworzyć odpowiednie zachęty. Już próbujemy je wypracować wspólnie ze związkami zawodowymi oraz samorządem zawodowym pielęgniarek i położnych.

Uważam, że chorą, wręcz patologiczną jest obecna sytuacja, w której lekarzom państwo daje publiczne pieniądze na kształcenie, ale m.in. pielęgniarkom i ratownikom medycznym już nie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pielęgniarek i położnych jest w Polsce ok. 250 tysięcy i stanowią ogromną liczebnie grupę zawodową, więc każdy ruch finansowy w tej dziedzinie skutkować będzie wielomiliardowymi zmianami w budżecie państwa.

Musimy jednak zastanowić się, w jaki sposób wspierać proces kształcenia oraz indywidualny rozwój zawodowy pielęgniarek, położnych i ratowników. Tym bardziej że analizy dostępnych danych wskazują, że wchodząc już raz do systemu, pielęgniarki i położne najczęściej w tym systemie pozostają.

- Podczas sesji inaugurującej III Kongres Wyzwań Zdrowotnych padło m.in. pytanie, czy zostaną ogłoszone dodatkowe konkursy na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną?

- Nowe konkursy na AOS nie odbędą się wcześniej niż późną jesienią bieżącego roku, z jednej prostej przyczyny: mamy już wprawdzie gotowe rozporządzenia "konkursowe", ale pamiętajmy, że weszła tzw. sieć szpitali, która już sama w sobie zawiera AOS. Trudno więc stroić instrument na wielu strunach jednocześnie.

Poczekajmy do lipca na podsumowanie efektów funkcjonowania sieci szpitali, także pod kątem działającej w jej ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Po tej analizie zaproponujemy rozwiązanie dotyczące AOS. Wiemy, że można iść w trzech kierunkach - ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w szpitalach; AOS w dużych podmiotach opieki ambulatoryjnej; wreszcie opieki specjalistycznej rozproszonej lub wspólnej z POZ.

- Rząd podkreśla, że coraz więcej zarabiamy i mamy dobry czas w gospodarce. Może to jest dobry moment, aby w wiarygodnym sondażu zapytać Polaków, ile i w jakiej formie chcieliby płacić z własnej kieszeni za leczenie w ramach dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Będzie powrót do próby ustawowego uregulowania np. ubezpieczeń dodatkowych?

- Ubezpieczenia dobrowolne w sektorze prywatnym istnieją. Mówiąc natomiast o tzw. ubezpieczeniach komplementarnych wobec płatnika publicznego, należy mieć na uwadze, że w obecnym systemie takie rozwiązanie nie ma racji bytu, ponieważ mamy koszyk świadczeń gwarantowanych, który obejmuje prawie wszystkie świadczenia dostępne na rynku.

Aby w jakikolwiek sposób myśleć o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych, musimy wrócić do punktu wyjścia naszej rozmowy, czyli do debaty o tym, jak ma wyglądać nasz system ochrony zdrowia za 10-15 lat. Tę debatę chcemy podeprzeć wiarygodnym sondażem.

Najpierw jednak trzeba osobom, którym zadamy pytania (w sondażu - przyp. red.) pokazać w tejże debacie - prostym i zrozumiałym językiem - jak wyglądają możliwości, opcje i alternatywy we współczesnym systemie ochrony zdrowia w Polsce. Dopiero później można zapytać Polaków, które z tych możliwości są dla nich atrakcyjne i jakie efekty wydawania własnych pieniędzy chcieliby uzyskać.

Jednym z najważniejszych celów tej ogólnonarodowej debaty o zdrowiu jest wypracowanie pakietu rozwiązań, które powinien wdrażać następny minister zdrowia.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum