Też zamierzają sięgać do kieszeni pacjenta

Autor: Andrzej Bęben • • 18 maja 2008 14:26

W Czechach od 1993 roku zbankrutowało osiemnaście kas chorych! Dzisiaj działa ich tylko (a może aż?) dziewięć.

Czeska Republika jawi się Polakom jako państwo, w którym na ochronę zdrowia wydaje się per capita dwa razy więcej niż w Polsce, a kasy chorych działają tak sprawnie, że tego samego należałoby życzyć naszemu Narodowemu Funduszowi Zdrowia. O ile z tymi wydatkami to prawda, o tyle z funkcjonowaniem czeskich kas chorych rzecz nie ma się już tak jednoznacznie...
W tzw. minionym okresie w Czechosłowacji nie istniała jakakolwiek forma prywatnej działalności gospodarczej.
Gospodarka była tam tak socjalistyczna, że ówczesna PRL na tle CSRS mogła uchodzić za państwo z gospodarką wolnorynkową.
Nic więc dziwnego, że nam, w Polsce, trudno uwierzyć, iż Czechy pierwsze przeszły na system kas chorych wśród byłych "demoludów" i jako jedno z pierwszych państw Unii Europejskiej wprowadziło jeden wspólny numer telefoniczny dla służb ratowniczych. Przypomnijmy, że w Polsce do dziś nie wprowadzono powszechnie numeru 112...

Nie było kolejek

W 1993 r. w Czechach wprowadzono system powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Opiera się na zasadzie solidaryzmu zdrowych i bogatych z biednymi.
Ubezpieczenie zdrowotne jest obligatoryjne i indywidualne.
Beata Schönwald jest naczelną "Głosu Ludu", gazety mniejszości polskiej w Republice Czeskiej. Jest osobą młodą, która pełnoletniość osiągnęła za czasów aksamitnej rewolucji.
- Wówczas też nie było kolejek do lekarza. Przychodnie funkcjonowały mniej więcej tak jak dziś, z tą różnicą, że była rejonizacja, więc nie można było sobie wybierać specjalisty - wspomina Beata Schönwald. - Teraz można wybierać specjalistę. O pechu możemy natomiast mówić, kiedy specjalista ma już komplet pacjentów. Gdy wprowadzano reformę służby zdrowia studiowałam w Polsce. Ponieważ byłam studentką, to automatycznie przypisano mnie do Powszechnej Kasy Chorych. Państwo opłacało wówczas za mnie składki, tak samo jak za bezrobotnych, emerytów czy kobiety na urlopie macierzyńskim.
Najważniejszą w systemie jest Všeobecná Zdravotní Pojištovna, czyli Powszechna Zdrowotna Ubezpieczalnia; u nas częściej przedstawiana jako Powszechna Kasa Chorych. Powstała ona w 1993 r. na mocy specjalnej ustawy.
W VZP ubezpieczonych jest 70% obywateli CR. Pozostali przynależą do ośmiu kas branżowych (5 o zasięgu ogólnokrajowym oraz 3 regionalnych), dla których organem założycielskim jest Ministerstwo Zdrowia CR.
Należy zaznaczyć, iż w połowie lat 90. u naszych południowych sąsiadów działało 27 kas chorych! Jak widać, większość z nich splajtowała, co niekoniecznie dobrze musi świadczyć o systemie. Co innego opinie ekspertów ekonomicznych, co innego odczucia zwykłych ubezpieczonych.

Szybko można zmienić kasę

Beata Schönwald przyznaje, że od lat mówi się o potrzebie zreformowania czeskiego systemu opieki zdrowotnej.
Nie odczuwa jednak na sobie, aby ów system szwankował.
- Teraz jestem ubezpieczona w Revírní Bratrskiej Pokladni. RBP jest regionalną kasą chorych związaną z górnictwem. Nie mam nic z nim wspólnego. Przepisałam się do tej kasy, bo daje lepsze, moim zdaniem, warunki niż VZP. Wyższe są dopłaty do okularów, do witamin, do zabiegów rehabilitacyjnych na basenach itd.
- wylicza nasza rozmówczyni. - Jestem już w tej kasie od dwóch lat. Procedura zmiany była szybka. Wypisałam w nowej kasie papierki, zgłosiłam pracodawcy i wszystko było załatwione.
Ubezpieczony ma bardzo dobry dostęp do lekarzy i specjalistów. Czas oczekiwania na wykonanie badania tomografem komputerowym lub rezonansem magnetycznym to maksymalnie 3 miesiące. W Republice większość lekarzy ma prywatne praktyki, ale i tak wszyscy mają umowy z kasami chorych. - W tej sytuacji bez znaczenia dla pacjenta jest, czy idzie on do lekarza przyjmującego w przychodni, czy w prywatnym gabinecie - podkreśla red. Schönwald.
Wyjaśnić należy, że czeski ubezpieczony ma prawo: wyboru kasy chorych (może ją zmieniać raz w roku) oraz wyboru lekarza i zakładu opieki zdrowotnej (raz w kwartale). By należeć do branżowej kasy (na przykład: Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) nie trzeba być policjantem, acz wykonującym zawód charakterystyczny dla danej branży ich kasy gwarantują więcej niż ubezpieczonym spoza niej. Chodzi tu przede wszystkim o rozbudowane programy profilaktyczne.
W tej materii, mówiąc na marginesie, w przeszłości dochodziło do absurdów.
Na przykład VZP organizowała projekt "Konik morski", czyli kuracje... nad Morzem Egejskim dla niektórych grup dzieci cierpiących na chroniczne choroby! Po wprowadzeniu do VZP zarządu komisarycznego i racjonalizacji wydatków, największa kasa chorych w Czeskiej Republice 2006 rok zakończyła z nadwyżką ok. 2 mld koron, choć wcześniej miała osiem razy więcej długów!

Będzie okrągły stół

Ubezpieczonego - tak w Polsce, jak Czechach - nie bardzo interesują problemy finansowania służby zdrowia, skoro on sam odprowadza na nią składkę.
I zdaniem prawie każdego: co najmniej wysoką. W CR składka za pracownika wynosi 13,5% jego płacy. Dwie trzecie z niej pokrywa pracodawca.
- Za lekarstwa płaci się niewiele.
Dopłaty od pacjenta są na tyle małe, że gdy idę do apteki po lekarstwa, gdy mam chore dzieci, to specjalnie nie odczuwam tych wydatków - przyznaje Beata Schönwald. - Wysokość dopłaty zależy od kupowanego leku. Gdy idę do lekarza, to on pyta mnie, czy chcę taki lek, taki, czy taki. Przedstawia plusy i minusy proponowanych medykamentów i informuje o wysokości dopłat ze strony pacjenta. Pyta także, czy jestem zainteresowana lekami wyłącznie bez dopłaty, czyli opłacanymi przez kasę chorych.
Wybór należy do pacjenta.
Dużo lekarstw jest bez dopłaty pacjenta, m.in. antybiotyki dla dzieci. Z drugiej strony - płaci się 100 procent za witaminy, jakieś krople do nosa, inne tego rodzaju środki. Ubezpieczony nie płaci za pobyt w szpitalu ani za wyżywienie w lecznicy.
Płaci się tylko w takim przypadku, gdy rodzic chce być w szpitalu przy swoim chorym dziecku, a i tak nie za pobyt, ale wyłącznie za posiłki.
11 czerwca br. czeskie Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że "dziś rząd CR uczynił kolejny krok realizacji programu wyborczego. Uchwalono projekt obywatelskiej dyskusji nad przyszłością czeskiego systemu ochrony zdrowia..." Projekt nosi nazwę, której nie trzeba tłumaczyć: "Kulatý stůl k budoucnosti financování českého zdravotnictví“.

Wzorem Słowacji?

Rząd zapowiada powołanie eksperckiej komisji pod przewodnictwem niezależnego koordynatora, w której zasiedliby przedstawiciele partii mających deputowanych w parlamencie. O czym będzie mówiło się przy "kulatým stůle"? Zapewne o tym, o czym teraz głośno także przy okazji rozważań o reformie naszego systemu.
W Czechach nie od dziś mówi się, że dla zreformowania systemu należy wprowadzić odpłatność za (usługi będące dziś bezpłatne) niektóre świadczenia stomatologiczne, część opieki sanatoryjnej (ubezpieczony ma prawo raz w roku do leczenia sanatoryjnego).
Eksperci uważają, że - wzorem Słowacji - powinna być wprowadzona odpłatność za najmniej kosztowne leki, materiały i środki lecznicze. Ubezpieczony płaciłby również za ponadstandardowe warunki w szpitalu (np. pokój jedno-osobowy, telefon w nim lub telewizor).
Z pewnością przy czeskim okrągłym stole będzie sporo mówiło się o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych, proponowanych przez powszechne kasy chorych lub prywatnych ubezpieczycieli.

Nie inwestują w polisy

Jak sobie Czesi z tym poradzą, skoro dodatkowe komercyjne ubezpieczenia zdrowotne są tam mało popularne? Dość powiedzieć, że opieka zdrowotna w CR (w 2001 r.) finansowana była jedynie w 8,6% ze źródeł prywatnych (w Polsce - w 33,4%)! - W moim otoczeniu chyba nikt nie ma dodatkowego, prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego - mówi Beata Schönwald.
- Na życie owszem, ale uzupełniające ubezpieczenie z kasy chory - to już nie! Jak ktoś chce, to w którymś z wielu towarzystw ubezpieczeniowych może wykupić sobie polisę na wypadek pobytu w szpitalu - za każdy dzień hospitalizacji dostaje się pieniądze lub też polisę uprawniającą do korzystania z ponadstandardowych warunków w szpitalu, na przykład jednoosobowego pokoju.
Jak wcześniej zaznaczyliśmy, czeski system opiera się na zasadzie solidaryzmu zdrowych i bogatych z biednymi. Mówiąc wprost: ludzie zamożni odprowadzają więcej - tym więcej im są bogatsi - przez co finansują leczenie odprowadzających najmniejsze składki. Ostatnio czeska prasa odkryła, że rząd Mirka Topolánka skrywa niemiłą niespodziankę lub... całkiem miłą - zależy od punktu widzenia.
Otóż Topolánek jakoby chce, by od dochodów miesięcznych powyżej 80 tys.
koron (ok. 11 tys. zł) składka zdrowotna nie była odprowadzana. Płaciłoby się maksymalnie do 80 tysięcy. Dziennikarze swoimi "kanałami" weszli w posiadanie wewnętrznej symulacji wykonanej w VZP, z której wynika, iż w wyniku takiej ulgi do największej czeskiej kasy nie wpłynęłoby w ciągu następnych 2 lat 12,5 mld koron. "Hospodarskie Noviny" wyliczają, że właśnie tyle rocznie zarabiają wszyscy czescy lekarze praktykujący prywatnie lub tyle kosztuje wybudowanie i wyposażenie 2 supernowoczesnych specjalistycznych klinik.
Wprowadzenie pułapu składki zdrowotnej krytykują lekarze. Według prezesa Czeskiej Izby Lekarskiej, Milana Kubka, każdy ubytek pieniędzy z kas chorych będzie skutkował obniżeniem jakości opieki zdrowotnej.

To już jest koniec

Jak wynika z tego szkicu o systemie zdrowotnym w Czeskiej Republice i jego reformie, problemy mają w rzeczy samej takie, jak i u nas. To, że w Czechach na badanie tomografem czeka się od paru tygodni do paru miesięcy, a w Polsce od pół roku w górę, cieszy Czechów i smuci Polaków.
Odpowiedzialnych za funkcjonowanie systemów ochrony zdrowia w obu naszych krajach martwi jednak to, że nie starczy już pieniędzy na to, aby TK było bezpłatne dla każdego obowiązkowo ubezpieczonego. Wszyscy wiedzą, o co chodzi, ale boją się powiedzieć głośno: kończy się promocja na wszystko. Teraz za wiele usług trzeba będzie płacić pełną cenę. Albo z własnego portfela, albo z prywatnego ubezpieczyciela. I czy są to Czechy, czy to jest Polska - wcześniej czy później - tak właśnie będzie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum