Telemonitoring pacjentów z implantowanymi kardiowerterami-defibrylatorami: To już naprawdę działa

Autor: MAK • • 17 września 2009 15:01

Osoby z umiarkowaną i poważną niewydolnością serca borykają się z ograniczeniami w codziennym życiu, bólem, problemami z poruszaniem się, stanami lękowymi. Urządzeniami ułatwiającymi funkcjonowanie tych pacjentów są wszczepialne kardiowertery-defibrylatory, które wymagają regularnego monitorowania przez specjalistów. Rozwiązania telemedyczne pozwalają obecnie na znaczne ograniczenie liczby kontrolnych wizyt u kardiologa i elektrofizjologa.

Telemonitoring pacjentów z implantowanymi kardiowerterami-defibrylatorami: To już naprawdę działa
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

- Bardzo dobrze leczymy ostre stany wieńcowe. Coraz więcej ludzi przeżywa zawał serca, ale pojawiają się nowe problemy - arytmia i niewydolność serca - które wcześniej nie występowały z taką częstotliwością - mówi dr Oskar Kowalski, kierownik Pracowni Elektrofizjologii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
Elektroterapia - za sprawą m.in. wszczepialnych defibrylatorów - przedłuża i ułatwia życie właśnie tym osobom, które zostały uratowane z ostrych zespołów wieńcowych.
Kardiowerter-defibrylator (ang. ICD, implantable cardioverter defibrillator) to niewielkie urządzenie elektroniczne, którego zadaniem jest rozpoznawanie groźnej dla życia arytmii serca i przerwanie jej poprzez wykonanie odpowiedniej interwencji elektrycznej. Jeżeli ICD wykryje niebezpieczną arytmię, wysyła silny impuls elektryczny, przywracający normalny rytm pracy serca i w ten sposób zapobiega nagłej śmierci sercowej.
- Natomiast defibrylator z funkcją resynchronizacji (CRT-D) ma wszystkie funkcje "zwykłego" defibrylatora, czyli może przerwać arytmię, ale istotą jego działania jest przywrócenie synchronii skurczu u osób, u których występuje zbyt słabe kurczenie serca (wskutek np. przebytego zawału), a dodatkowo asynchroniczne kurczenie - tłumaczy dr Kowalski.
Każdy pacjent z implantowanym kardiowerterem-defibrylatorem musi pojawiać się na kontrolach nie tylko u kardiologa, ale także u elektrofizjologa, który ocenia, jak działa samo urządzenie. Wysyła ono nie tylko impulsy stymulujące, ale też odbiera impulsy bioelektryczne z serca, które musi prawidłowo odczytywać. Powinno być tak wyregulowane, aby działało skutecznie, a nadmiernie nie zużywało baterii.
Urządzenia mogą też interweniować "nieadekwatnie", czyli kiedy stan jest prawidłowy - np. w trakcie przyspieszonej akcji serca związanej z wysiłkiem lub emocjami. Każda taka interwencja jest nieprzyjemna, często bolesna.
- Konieczne jest więc optymalne programowanie urządzenia, aby nie pominęło arytmii groźnej dla życia, ale też by nie dochodziło do niepotrzebnych interwencji. Mogą one być też wynikiem uszkodzenia elektrody, np. gdy jest pęknięta i powstaje szum elektryczny mogący imitować arytmię. Wtedy oczywiście należy urządzenie wymienić - mówi Oskar Kowalski. - Z tych wszystkich względów pacjent musi być regularnie kontrolowany, zgodnie z zaleceniami, co 3-6 miesięcy.
Do dużych centrów kardiologicznych, takich jak w Zabrzu, pacjenci dojeżdżają z kilku województw. Oczywiście w wielu województwach są mniejsze ośrodki, które także implantują ICD.
- Tyle że pacjent np. mieszka na wsi, skąd jadą dwa autobusy dziennie. Albo ma 80 lat lub zdarza się, że nie jest pewien, czy z jego sercem lub urządzeniem dzieje się coś niedobrego. I zaczyna żyć jeżdżeniem do szpitala... - dr Kowalski wylicza sytuacje utrudniające prowadzenie właściwego leczenia.

Odległość traci znaczenie

W wielu krajach znacznym usprawnieniem kontroli pracy implantowanych urządzeń stosowanych w elektrokardiologii jest telemonitoring. - Proste w obsłudze urządzenie do telemonitoringu pacjent otrzymuje wraz ze wszczepieniem defibrylatora-kardiowertera. W zależności od producenta - za pomocą sieci komórkowej lub po podłączeniu do stacjonarnej linii telefonicznej - wszelkie informacje o pracy wszczepionego urządzenia wędrują do serwera, do którego dostęp mają specjaliści z ośrodka medycznego.
- W bazie mamy na razie 86 pacjentów w systemie telemonitoringu. Po zalogowaniu się widzimy np., że trzy osoby będą miały niebawem rutynową, planową kontrolę - doktor Kowalski wskazuje na monitor komputera. - Natomiast u jednego pacjenta pojawia się czerwony alarm, który zdefiniowaliśmy jako coś ważnego - to m.in. interwencja urządzenia lub zaburzenie jego funkcji. U kolejnych sześciu osób jest status żółty, czyli coś, co należy sprawdzić, ale nie jest to związane z zagrożeniem pacjenta.
Okazało się, że ów czerwony alarm oznaczał, iż bateria zaczyna się wyczerpywać i w ciągu niespełna trzech miesięcy trzeba u tego pacjenta wymienić urządzenie. - Możemy więc zawiadomić tę osobę, kiedy powinna zjawić się u nas w celu wykonania zabiegu.
- Telemonitoring pokazuje nam również parametry mogące świadczyć o wydolności pacjenta, takie jak np. średnia akcja serca, zapis EKG - dodaje dr Oskar Kowalski.
W Polsce z takiego telemonitoringu korzystają już m.in., poza Zabrzem, ośrodki kardiologiczne w Warszawie i Łodzi. Jako pierwsza rozwiązania w tym zakresie wdrożyła w naszym kraju firma Biotronik.
Niebawem ruszy w Polsce także system CareLink firmy Medtronic. Od 2002 r. wprowadzony został już w ponad 2,5 tys. klinik w 20 krajach (obejmuje prawie 300 tys. osób). Pacjenci w tym systemie przesyłają dane ze swojego wszczepionego urządzenia za pomocą przenośnego monitora według harmonogramu ustalonego przez klinikę. Pacjent wciska klawisz, aby uruchomić monitor, a następnie umieszcza małą antenę nad wszczepione urządzenie.

System alarmowy

Monitor odczytuje dane z urządzenia oraz parametry fizjologiczne. Następnie monitor automatycznie wybiera bezpłatny, zaprogramowany numer infolinii, aby wysłać informację poprzez standardowe połączenie telefonu domowego.
W ciągu kilku minut lekarz odczytuje dane na zabezpieczonej stronie internetowej i w razie potrzeby może zmodyfikować leczenie farmakologiczne lub zalecić dodatkową terapię.
Co istotne, sieć CareLink jest także systemem pozwalającym na zdalny monitoring gromadzenia się płynów w klatce piersiowej (co jest objawem niewydolności serca). Dane pochodzące z dwuletniego okresu obserwacyjnego, zaprezentowane przez doktora Maurizio Landolina z Włoch, sugerują redukcję hospitalizacji z tego powodu nawet o 50%. Badanie przeprowadzono z udziałem 532 pacjentów w 34 włoskich centrach medycznych. Zanotowano 362 udokumentowane zdarzenia wychwycone przez system u 230 pacjentów (43,2% wszystkich pacjentów).
W ciągu dwóch tygodni od zarejestrowanych przez system wydarzeń, w 47% przypadków doszło do incydentów, takich jak hospitalizacje, pogorszenie się niewydolności serca bez hospitalizacji, zapalenie płuc i innych. Kolejne 20% zarejestrowanych wydarzeń, pomimo braku oczywistych oznak pogorszenia się stanu zdrowia, zostało określone jako wiarygodne i dopasowano do nich odpowiednią terapię farmakologiczną. 70% przypadków przeanalizowanych za pomocą danych otrzymanych przy użyciu telemonitoringu CareLink zostało poprowadzone na odległość bez potrzeby wizyt pacjentów w szpitalu.

Pierwsze zalecenia europejskie

- Chcielibyśmy, jeśli tylko będzie to możliwe - m.in. dzięki negocjowaniu z dostawcami jak najkorzystniejszych cen - aby każdy nasz pacjent z wszczepionym defibrylatorem-kardiowerterem, miał także urządzenie do telemonitoringu - mówi dr Oskar Kowalski. - Oznacza to nie tylko wygodę dla pacjenta, ale pozwala też skracać kolejki oczekujących na kontrole w poradniach.
- Są już zresztą pierwsze zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego mówiące o tym, że u pacjentów objętych telemonitoringiem, czas między wizytami w ośrodku w celu kontroli pracy urządzenia można wydłużyć z sześciu miesięcy do jednego roku.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze