Tango w parze z jogą

Autor: Anna Lenar • • 24 maja 2008 19:02

Kolega zabrał ją na wieczór tanga. Przypadek. I nagle okazało się, że to jest to! Chociaż najpierw myślała, że trafiła na potańcówkę dla emerytów...

Dr n. med. Dorota Jurkiewicz wcale nie jest, jakby można było sądzić z tytułu naukowego, lekarzem.
Skończyła osiem lat temu biologię na Uniwersytecie Warszawskim i zajęła się genetyką medyczną, z której zrobiła doktorat. Pracuje w Zakładzie Genetyki Medycznej Centrum Zdrowia Dziecka i bada DNA małych pacjentów, poszukując potwierdzenia klinicznego rozpoznania.
Ta rutynowa, w gruncie rzeczy, diagnostyka, połączona jest z badaniami naukowymi. Choć nie są one prowadzone w bardzo szerokim zakresie - ze względu na wysokie koszty badań genetycznych - to jednak dają dużo satysfakcji. Od czasu do czasu odkrywa się nowe mutacje jakiegoś genu.
I może dlatego genetyka jest pierwszą z wielkich pasji pani Doroty. Drugą jest tango.

Prawdziwe, argentyńskie

Tańczyć zaczęła dopiero na studiach, na imprezach studenckich. Podobało jej się to, ale nie aż tak, żeby o tańcu pomyśleć poważnie. Dopiero jakieś cztery lata temu, kiedy już była poważnym pracownikiem naukowym, kolega zabrał ją na wieczór tanga.
Czysty przypadek i nagle okazało się, że to jest to. Odkrycie, piorun z nieba.
Choć trzeba przyznać, że w pierwszym momencie myślała, że trafiła, jak mówi, na potańcówkę dla emerytów.
- Tango, to prawdziwe, argentyńskie, które poza nazwą nic nie ma wspólnego z tangiem znanym z tańców towarzyskich, jest właściwie sposobem chodzenia. Kroki do przodu, do tyłu, w bok, czasem obrót - tłumaczy dr Dorota Jurkiewicz.
- Ruchy są kocie, płynne, ale naturalne. Nie ma szarpania, gwał townych zatrzymań, agresji. Choć, oczywiście, obowiązują pewne zasady.
I to prawda, że najlepiej tańczą ludzie starsi, bo tango wymaga wielu lat ciężkiej pracy. To nie jest tak, że pójdzie się na dwie lekcje i już można być dobrym tancerzem. Żeby być niezłym, partnerce zajmuje to minimum pół roku-rok, partnerowi - co najmniej dwa lata nauki - dodaje pani Dorota.

Do rana

Na początku była fascynacja.
Chodziła prawie co wieczór, jak nie na lekcje, to na milongi (wieczory tanga). Na milongi, które są kwintesencją tanga, niektórzy przychodzą ze stałym partnerem, ale generalnie tańczy się w gronie znajomych z różnymi partnerami. Taki wieczór jest również formą spotkania towarzyskiego, w którym mogą uczestniczyć także nie tańczący. Ot, można przyjść, popatrzeć, posłuchać dobrych, starych tang z lat 30. i 40.
ubiegłego wieku.
- Teraz chodzę raz w tygodniu na lekcje i raz w tygodniu na milongę, która zaczyna się około 21, a kończy, w zależności od rozwoju imprezy, o 2-3 nad ranem. Tańczenie tanga to wspaniała forma relaksu, dużo radości, ale także praca.
Wciągająca, ale praca. Trzeba stale się uczyć, doskonalić. Największą przyjemność sprawia mi poczucie doskonałej harmonii z partnerem, choć oczywiście nie z każdym to wychodzi równie dobrze. Jeśli jest dobrana para to się płynie, zapomina o wszystkim. Jest tylko muzyka i taniec - opowiada pani Dorota.
Marzeniem pani doktor jest pojechać do Argentyny do szkoły tańca.
Wprawdzie ma kontakty z nauczycielami argentyńskim podczas warsztatów organizowanych przez Akademię Tanga Argentyńskiego, ale to nie to samo, co być u źródeł. I zobaczyć prawdziwe argentyńskie tango, takie, jakie widziała na filmie "Tango", tańczone przez ludzi, którzy ten taniec - jak niektórzy mówią - wyssali z mlekiem matki.
- Ta n g o trzeba czuć. Ja czuję, tak mi przynajmniej powiedział kiedyś nauczyciel z Argentyny - zaznacza nasza rozmówczyni.

Precz ze stresem

Dorota Jurkiewicz uważa, że także pomysł sprzed laty z praktykowaniem jogi był strzałem w dziesiątkę. Żadna inna forma aktywności fizycznej nie daje takiego wyciszenia, odstresowania.
Nawet tańczenie tanga.
- Ćwiczę od paru lat i wiem, że joga świetnie wpływa na ducha i ciało.
Każdemu polecam, pod warunkiem, że znajdzie dobrego nauczyciela. Ja chodzę do Pracowni Dobrego Zdrowia i mam świetnego nauczyciela, co jest ważne, bo joga prowadzona w różnych fitness klubach może tylko zaszkodzić.
Instruktorowi nie wolno na siłę zmuszać do przełamywania ograniczeń ciała, jakie każdy może mieć. Nie wszystko, nie każdy może wykonać.
Pani Dorota mówi, że praktykowanie jogi wymaga takiej koncentracji, skupienia się na tym, co dzieje się z ciałem, konieczności tak precyzyjnego wykonania asan, że zapomina się o wszystkich problemach. Uważa także, że praktykowanie jogi przeciwdziała rozwojowi wielu chorób, bo likwiduje stres, który człowieka bardzo niszczy i powoduje fizyczne niedomagania.
Z własnego doświadczenia wie na przykład, że joga pomaga doskonale w likwidowaniu bólów kręgosłupa. Trzeba tylko prawidłowo, systematycznie ćwiczyć i można samemu sobie pomóc.

Z błyskiem w oku

- Wiele tancerek, które tańczą tango, ćwiczy także jogę. To wspaniały sposób na zachowanie sprawności fizycznej, elastycznego ciała, wyprostowanej sylwetki, rozciągnięcie, znakomita metoda wykształcenia umiejętności koncentracji, tak potrzebnej podczas tańczenia tanga.
Na jogę pani Dorota chodzi dwa razy w tygodniu. Czyli to są już co najmniej cztery dni w tygodniu, kiedy po pracy biegnie realizować swoje pasje.
Jak może sobie na to pozwolić? Na razie nie ma rodziny, więc nie ma problemu... Kiedy nadejdzie czas, że z czegoś będzie musiała zrezygnować, zrezygnuje z tanga.
Chociaż patrząc, jak z błyskiem w oku opowiada o tym tańcu, nie wierzę w te zapowiedzi.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum