Ta choroba jest zbyt droga, aby ją leczyć?

Autor: Vabessa Nachabe-Grzybowska • • 25 maja 2008 06:14

Rozmowa z doc. Joanną Mikulską-Meder, kierownik Kliniki Rehabilitacji Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

- Już od pięciu lat walczy Pani o prawa pacjentów chorych na schizofrenię. Czy możemy już powiedzieć, że Polska stała się w tym czasie krajem przyjaznym ludziom cierpiącym na choroby psychiczne?

- Nic się nie zmieniło. Nie udało nam się wprowadzić leczenia lekami o przedłużonym działaniu. Ponadto stare leki, cenione przez psychiatrów, znikają z rynku. Są tanie i nierentowne... Ot, np. wycofano tanie leki stosowane w leczeniu ciężkiej depresji, a nie dano nic w zamian. Niestety, nowe i nowoczesne leki są bardzo drogie. Naszych pacjentów, często żyjących na utrzymaniu rodziny, nie stać na ich kupno.

- Czy bardzo odbiegamy od norm unijnych w leczeniu chorych na schizofrenię?

- Podam pani przykład. Na liście leków refundowanych jest np. Thioridazyna, która jest kardiotoksyczna.
Już dawno została przez psychiatrów wycofana z terapii lekowych, a na liście leków refundowanych nadal się znajduje.
Niestety, polska farmakoterapia jest dość uboga. Straszne dla naszych lekarzy psychiatrów jest poczucie, że wszędzie na świecie specjaliści mają już dostęp do nowoczesnych form terapii lekowej.

- Na czym polegają różnice między leczeniem psychiatrycznym w Polsce a w krajach Europy Zachodniej?

- Komfort leczenia w UE to leczenie środowiskowe. Chory psychicznie jest tam traktowany tak, jak każdy inny chory i może normalnie żyć. Nasze lecznictwo psychiatryczne nie daje takiej możliwości. Szpitale są za duże i często położone daleko od miejsca zamieszkania, ale, niestety, nie ma form alternatywnych.
Po wypisaniu chorego ze szpitala, my, jako psychiatrzy, mamy obowiązek poinformować pacjenta, gdzie dalej powinien się leczyć i prosić o pomoc.
Problem polega na tym, że nie mamy takiemu choremu czego zaproponować.
Jest zbyt mało placówek, które mogą się zająć chorym w razie jego kryzysu. Osoba chora na schizofrenię to wrażliwy, inteligentny człowiek, któremu my lekarze mamy pokazać, jak dalej żyć z chorobą, wskazać miejsce, gdzie może się leczyć, znaleźć pomoc, wsparcie. Niestety, form pośrednich jest zbyt mało.

- Czy brak leczenia środowiskowego wynika z braku środków, czy są też inne przyczyny?

- Liczba lekarzy w poradniach psychiatrycznych została zmniejszona. Powstała też luka pokoleniowa. Starsi psychiatrzy się wykruszają... Następne pokolenie myśli o pracy w sektorze prywatnym, poza granicami kraju. Edukacja lekarza psychiatry trwa co najmniej pięć lat. Aby zostać jednak dobrym specjalistą w tej dziedzinie, trzeba tego czasu na edukację poświęcić więcej. Obecnie pojawiają się kłopoty kadrowe. Dla pacjentów to tragedia, gdyż nie mają oni łatwego dostępu do lekarza. A na wizyty prywatne często brakuje im pieniędzy.

- Jakie zatem należy przyjąć rozwiązania?

- Na Zachodzie lekarz tylko konsultuje, a całą resztą zajmują się inni specjaliści i terapeuci. Nawet recepty i karty wypisują pielęgniarki. Psychiatrów w Polsce powinno się odciążyć od papierkowej roboty. Wtedy mogliby poświęcić czas pacjentowi, a fachowy personel zajmowałby się resztą.
Obecnie lekarz sam diagnozuje, opisuje chorobę. Dzwoni w sprawach pacjenta. Załatwia jego problemy prywatne, nawet prowadzi dialogi z elektrownią, aby nie odcinała takiemu choremu prądu, rozmawia z rodziną, udziela porad. To zbyt drogi zawód, żeby lekarz siedział za biurkiem i pisał recepty. Tego rodzaju czynności mają wykonywać pielęgniarki, pracownicy socjalni, terapeuci, psycholodzy.

- W UE istnieje wiele tzw. dziennych ośrodków przystosowawczych. A gdzie w naszym kraju przystosowuje się człowieka psychicznie chorego do funkcjonowania w jego środowisku?

- Ministerstwo Pracy wprowadziło od kilku lat warsztaty terapii zajęciowej.
W niewielu miastach praktykowane jest leczenie środowiskowe. Niestety, to tylko pojedyncze placówki. Ponadto istnieje kilka hosteli i mieszkań grupowych, gdzie przystosowuje się chorych do samodzielności.
Natomiast domowa hospitalizacja jest tylko w kilku miastach Polski.
Wprowadzenie Narodowego Programu Zdrowia Psychicznego rozwiązałoby wiele problemów.
Opisaliśmy je także w programie pn. Lokalne Centra Zdrowia Psychicznego.
Zajmują się one opieką nad społecznością lokalną.
Bazą byłaby poradnia zdrowia psychicznego.
Pracowałaby w oparciu o zespoły leczenia środowiskowego, oddziały dzienne i hostele.
Podobne rozwiązania w UE od lat się już sprawdzają.
I są dużo tańsze. Np. sieć ośrodków w Sztokholmie.
Pacjent po wyleczeniu jest wypisywany ze szpitala, ale nadal pozostaje pod ścisłą kontrolą lekarza. Kieruje się go do wspomnianych już form pośrednich terapii, w zależności od stanu jego zdrowia.
Pacjent leczy się i pracuje, np.
przy naprawianiu rowerów.

- Jaka jest rola tzw. punktów konsultacyjnych?

- To miejsce, gdzie każdy człowiek znajdujący się w kryzysie może uzyskać poradę - anonimowo, bezpłatnie, ale fachowo.
Kiedyś dobrze funkcjonowały u nas spółdzielnie inwalidów. Niestety, w dobie gospodarki rynkowej zaczęły upadać.
Chory miał w spółdzielniach opiekę i pracował, czuł się potrzebny. Obecnie, np.
na Ursynowie, działa spółdzielnia EKON, która zatrudnia psychicznie chorych do sortowania odpadów. Zatrudnionych tam jest kilkuset chorych z Warszawy i okolic.
Pracują w różnych zawodach. Czasem narzekają, że praca jest ciężka. Jednak jest to pewna próba zgromadzenia tych chorych w jednym miejscu i zagwarantowania im godziwej pracy.

- Rozpoznawanie wczesnych objawów schizofrenii jest trudną sztuką. Terapia prowadzona w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii przygotowuje pacjentów do własnej oceny. Pozostaje jednak pytanie - co dalej?

- Niestety, pacjenci skarżą się na złą i niedostosowaną do potrzeb swojego stanu zdrowia organizację opieki nad psychicznie chorymi. Powodzenie w leczeniu jest bowiem wtedy, kiedy pacjent staje się partnerem lekarza, ma do niego dostęp w swoim środowisku i korzysta z takiego rozwiązania, kiedy coś złego się dzieje.
Zapewniam, że my psychiatrzy nadal będziemy walczyć o prawa do godnego leczenia osób psychicznie chorych w ich środowisku.

Laureatka Nagrody imienia św. Kamila

Doc. Joanna Mikulska-Meder jest wieloletnim członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, przez wiele lat pracowała jako ordynator oddziału rehabilitacji psychiatrycznej. Obecnie pełni funkcję kierownika Kliniki Rehabilitacji Psychiatrycznej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Kieruje także polską częścią europejskiego projektu ADHES - międzynarodowego badania dotyczącego schizofrenii. W projekcie tym uczestniczy 12 krajów Unii Europejskiej. Od kilku lat doc. Joanna Mikulska-Meder prowadzi też badania nad chorymi z rozpoznaniem podwójnej diagnozy - osób chorych psychicznie i jednocześnie uzależnionych od alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych.
W lutym tego roku doc. Joanna Mikulska-Meder otrzymała Nagrodę imienia św. Kamila w kategorii "Lekarze i pracownicy służby zdrowia". Nagrodę św. Kamila - patrona chorych - przyznaje się osobom lub instytucjom najbardziej zaangażowanym w promocję zdrowia i edukację zdrowotną. Doc. Joanna Mikulska-Meder od wielu już lat jest zaangażowana w szereg działań społecznych na rzecz chorych psychicznie, prowadzonych między innymi w ramach programu "Odnaleźć siebie".

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum