Szybciej, skuteczniej, bezpieczniej

Autor: Wojciech Kuta • • 18 marca 2015 09:15

W badaniu TELEMARC, prowadzonym przez prof. Łukasza Szumowskiego w warszawskim Instytucie Kardiologii, porównywano standardowe 24-godzinne monitorowanie EKG metodą Holtera z długoterminową 14-dniową diagnostyką holterowską z zastosowaniem rozwiązania telemedycznego. Wyniki badania dowodzą wielu zalet tej drugiej metody - istotnych zarówno dla pacjentów, lekarzy, jak i systemu ochrony zdrowia.

Szybciej, skuteczniej, bezpieczniej

Projekt TELEMARC został sfinansowany ze środków unijnych (Program Operacyjny Innowacyjna Gospodarka). Pomysłodawca i kierownik projektu, prof. Łukasz Szumowski, podkreśla, że, w największym skrócie, wyniki tego badania można streścić w trzech słowach odnoszących się do zalet telekardiologicznej diagnostyki arytmii serca: szybciej, skuteczniej, bezpieczniej.

- Czas niezbędny do postawienia diagnozy w systemie telemetrycznym jest znacznie krótszy niż w przypadku tradycyjnego 24-godzinnego badania holterowskiego. Diagnostyka telekardiologiczna pozwala też unikać kolejnych wizyt u kardiologa - wskazuje prof. Łukasz Szumowski, kierujący Kliniką Zaburzeń Rytmu Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie.

System wolny

od wielu ograniczeń

W badaniu TELEMARC randomizowano pacjentów do dwóch grup. Pierwsza obejmowała osoby, u których wykonywano trzy 24-godzinne standardowe badania holterowskie, w odstępach 2-3-tygodniowych. Drugą grupę, przydzieloną losowo, stanowili pacjenci, którzy mieli wykonywaną 14-dniową diagnostykę holterowską typu ciągłego - tak więc przez dwa tygodnie byli cały czas monitorowani w systemie PocketECG pod względem rytmu serca, a wszystkie dane w trybie real time spływały do lekarza zlecającego. Następnie obie grupy zostały ze sobą porównane.

Dr Radosław Sierpiński z Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca Instytutu Kardiologii w Warszawie wyjaśnia w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że system PocketECG, służący do badania telemedycznego, charakteryzuje się m.in. tym, że długość badania oraz liczba monitorowanych i gromadzonych danych są nieograniczone, gdyż nie limitują nas żadne karty pamięci. Pacjent może więc być stale monitorowany przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt dni. Przy napadowych zaburzeniach rytmu serca ma to szczególnie istotne znaczenie, ponieważ dzięki tej metodzie znacznie zwiększa się prawdopodobieństwo, że zidentyfikowany zostanie napad arytmii.

Dla porównania - dane ze standardowego systemu holterowskiego są najpierw zapisywane na karcie pamięci, następnie pacjent przychodzi na wizytę, system musi zostać zdjęty, kartę przenosi się do pamięci komputera i wreszcie dane z badania są odczytywane. Natomiast w systemie telemetrycznym dane spływają na bieżąco do lekarza zlecającego za pośrednictwem sieci GSM w czasie rzeczywistym.

Oznacza to, że lekarz w dowolnym momencie może sprawdzić, co dzieje się z rytmem serca pacjenta. Dlatego nie ma możliwości, aby pojawiały się tzw. puste badania. Jeżeli bowiem w tradycyjnym badaniu holterowskim w pierwszej godzinie oderwie się elektroda, to tak naprawdę po 24 godzinach otrzymujemy właśnie takie puste badanie i trzeba je powtarzać.

- Z kolei w systemach typu PocketECG mamy zawsze podgląd przebiegu badania i jeśli coś się dzieje, system od razu sygnalizuje np. jakiś problem techniczny. Możemy natychmiast skontaktować się z pacjentem i poprosić, aby poprawił elektrodę czy wymienił baterię. W efekcie takiego rozwiązania otrzymujemy praktycznie tylko dobre jakościowo badania - tłumaczy dr Sierpiński.

Telekardiologia wspiera

profilaktykę przeciwudarową

W badaniu TELEMARC specjaliści poszukiwali pacjentów z arytmiami o charakterze napadowym, które nie występują stale, ale pojawiają się w różnych odstępach czasu. Warto jednak zauważyć, że systemy telemetryczne znajdują także zastosowanie w przypadku migotania przedsionków, ze względu na dużą wartość diagnostyczną tej metody.

- Stosując bowiem np. 14-dniową ciągłą obserwację rytmu serca, jesteśmy w stanie uchwycić migotanie przedsionków z większym prawdopodobieństwem, a następnie uchronić pacjenta przed udarem, który mógłby być powikłaniem nierozpoznanego odpowiednio wcześnie migotania przedsionków. Najczęściej występującą arytmią serca jest właśnie migotanie przedsionków, dlatego zawsze je analizujemy. Tym bardziej że nierzadko pierwszym objawem migotania przedsionków jest udar mózgu. Z tego m.in. powodu tak bardzo ważna jest profilaktyka i możliwie najwcześniejsze wykrycie tej arytmii - stwierdza specjalista.

Zwraca uwagę, że wyniki badania TELEMARC wskazują, że już po 2-3 dniach prowadzenia długoterminowej diagnostyki można włączyć leczenie przeciwkrzepliwe, zabezpieczając pacjenta przed wystąpieniem niedokrwiennego udaru mózgu. Jeżeli natomiast chcielibyśmy wykonać trzy badania holterowskie, które mają podobną skuteczność diagnostyczną, trwałoby to w polskich realiach ok. dwóch miesięcy.

- Porównując system telekardiologiczny ze standardowym badaniem holterowskim, bez wątpienia to pierwsze rozwiązanie jest bardziej skuteczne w wykrywaniu napadowych arytmii - mówi dr Radosław Sierpiński.

Badanie TELEMARC wykazało między innymi, że metoda klasyczna pozwoliła na postawienie diagnozy arytmii w 39% przypadków, zaś telemetryczny monitoring długoterminowy umożliwił właściwe zdiagnozowanie przeszło 65% pacjentów z zaburzeniami rytmu serca.

Natomiast wielu lekarzy, a także płatnik, wskazuje, że ciągłe, 14-dniowe ciągłe badanie telemetryczne, na pierwszy rzut oka wydaje się droższe. Z drugiej strony, takie narządzie przyczynia się do poważnej redukcji olbrzymich kosztów pośrednich - związanych z profilaktyką i leczeniem udarów, niepełnosprawnością, absencją w pracy itd. - których można uniknąć poprzez skuteczną diagnostykę migotania przedsionków. W efekcie, z punktu widzenia kosztów systemowych, jesteśmy w stanie zaoszczędzić długofalowo ogromne kwoty pieniędzy.

USA: wyliczyli

korzyści i refundują

- Wyniki badania TELEMARC dowodzą, że osiągamy porównywalną skuteczność diagnostyczną już po trzech dniach ciągłego monitorowania rytmu serca, jak w trzech standardowych badaniach holterowskich. Oznacza to, że jako kardiolodzy jesteśmy w stanie wdrożyć leczenie przeciwzakrzepowe u pacjentów z migotaniem przedsionków po znacznie krótszym okresie diagnostyki, zapobiegając w ten sposób udarowi. Przy badaniu holterowskim czas na podjęcie takiej terapii wydłuża się aż do trzech miesięcy - wyjaśnia specjalista.

Także prof. Łukasz Szumowski zaznacza, że dzięki monitorowaniu telekardiologicznemu już między trzecią a piątą dobą (zależnie od grupy chorych) można postawić właściwą diagnozę. Przy napadowej postaci migotania przedsionków, kiedy ryzyko niedokrwiennego udaru mózgu jest pięciokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej, szybkość prawidłowego zdiagnozowania tej arytmii ma z oczywistych względów bardzo duże znaczenie.

- Dopóki nie udowodnimy tego zaburzenia na zapisie EKG, nie będziemy mogli rozpocząć terapii przeciwzakrzepowej, która zapobiega udarowi - wyjaśnia profesor. Dodaje, że to jeden z istotnych powodów, dla których warto rozważyć refundowanie diagnostyki z zastosowaniem narzędzi telekardiologicznych. Korzyści, jakie to rozwiązanie niesie nie tylko dla pacjentów, ale i systemu ochrony zdrowia - co dokładnie wyliczono - docenia się m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie ta metoda jest finansowana nawet z budżetu publicznego płatnika - Medicare.

Uznano bowiem, że taka skuteczna diagnostyka, czyli długotrwały monitoring telekardiologiczny - jest w finalnym rozrachunku tańsza niż leczenie powikłań, w tym np. udarów mózgu.

- Używamy w naszym Instytucie telekardiologicznego rozwiązania polskiej firmy, pozwalającego postawić diagnozę już w momencie wystąpienia zaburzenia rytmu serca. To jeden z niewielu na świecie systemów, w których analiza EKG prowadzona jest na bieżąco, w realnym czasie, dzięki urządzeniu, które nosi pacjent. Dane z tego urządzenia cały czas są wysyłane do centrum monitorowania - mówi prof. Szumowski. - To rozwiązanie pozwala lekarzowi od razu stwierdzić, co się stało. Dzwonimy do pacjenta i informujemy go, że np. może już zdjąć urządzenie monitorujące. W związku z tym płatnik nie musi dalej płacić za takie diagnozowanie.

Ratowanie życia

Specjaliści zwracają uwagę, że oczywiście każda metoda ma swoje ograniczenia - np. system telekardiologiczny i diagnostyka on-line nie jest rozwiązaniem optymalnym u dzieci: - W przypadku najmłodszych pacjentów diagnostyka musi być dłuższa i nawet i 30-dniowe monitorowanie okazuje się niewystarczające - zastrzega prof. Szumowski.

Badanie TELEMARC pokazało jednak, że dla określonych grup pacjentów diagnozowanie telekardiologiczne w systemie PocketECG sprawdza się znakomicie - m.in. u pacjentów z kołataniem serca czy migotaniem przedsionków. System ten pozwala także sprawdzić, czy u danego pacjenta konieczne jest np. przeprowadzenie ablacji. To kosztowny zabieg refundowany wraz z hospitalizacją przez NFZ.

- Tymczasem monitorowanie telekardiologiczne wykazuje, że część pacjentów poddawana ablacji wcale tego drogiego zabiegu nie wymaga, a należy wszczepić stymulator. Ponadto w długotrwałym telemonitoringu u niektórych pacjentów "wychodzi" nie tylko kołatanie czy łagodna arytmia ze wskazaniem do ablacji, ale groźne dla życia komorowe zaburzenia rytmu serca. W takich przypadkach nie stosuje się ablacji czy wszczepienia kardiowertera-defibrylatora. Należy wdrożyć zupełnie inne leczenie - podkreśla prof. Szumowski.

To przypadki, które dowodzą, że długotrwałe monitorowanie telekardiologiczne jest w pewnych sytuacjach metodą ratującą życie pacjentów.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum