Szpitalne inwestycje: potrzebny jest namysł

Autor: Piotr Wróbel • • 04 lipca 2013 13:30

Część analityków gospodarczych reprezentuje pogląd, że rynek medyczny, podlegając niewielkim wahaniom cyklicznym, pozostaje dobrym miejscem do inwestowania nawet w czasie dekoniunktury. Czy rzeczywiście? Między innymi o pogląd na tę kwestię pytaliśmy gości podczas sesji pt. "Inwestycje i źródła ich finansowania w placówkach medycznych", odbywającej się podczas V Europejskiego Kongresu Gospodarczego (Katowice, 13-15 maja br.).

Michał Kędzia, wiceprezes zarządu Enterprise Investors, podejmując wątek dotyczący atrakcyjności krajowej branży usług medycznych dla inwestorów kapitałowych, także zagranicznych, odpowiedział, że i tak, i nie. - Pacjent idąc do szpitala, nie rozważa przecież, czy jego pobyt tam przypada na czas koniunktury - mówił, zauważając jednak, że zwykle z kieszeni prywatnej opłacane są usługi relatywnie niedrogie. - Jest natomiast wiele świadczeń finansowanych przez publicznego płatnika, które ze względu na cenę prawdopodobnie nigdy nie zostałyby kupione przez większość pacjentów - zaznaczył, nawiązując do obecnej roli NFZ w kształtowaniu rynku świadczeń medycznych.

 

Dodał, że inwestycje kapitałowe w ochronie zdrowia dotyczą głównie takich dziedzin, gdzie widoczna jest nierównowaga pomiędzy podażą usług medycznych a popytem na nie. Enterprise Investors dostrzegł tego typu nierównowagę głównie w onkologii, stąd inwestycje funduszu w tym obszarze.

Nie tylko zysk

- Jest pewna prawda w opinii, że branża pozostaje odporna na wstrząsy koniunkturalne, ale z drugiej strony istotne są rozwiązania systemowe pozwalające planować,` czy i kiedy zainwestowany kapitał zostanie odzyskany - przyznał Adam Aleksandrowicz, wiceprezes zarządu American Heart of Poland SA. Jak zaznaczył, właściciele i grupa zarządzająca rozwijali firmę przez 11 lat bez kapitału międzynarodowego, ale z jasną wizją. - W strategii stawiamy na komplementarność usług i to buduje aktualnie przewagę konkurencyjną firmy. Natomiast dla stabilności biznesu oprócz zysku istotna jest też korzyść, jaką odnoszą pacjenci - stwierdził z przekonaniem.

Jak podkreślał Marek Piskozub, dyrektor Wojewódzkiego Centrum Medycznego w Opolu, w szpitalach publicznych inwestowanie jest podyktowane m.in. koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańcom. - Dlatego szpitale wielospecjalistyczne muszą starać się inwestować w taki sposób, by każda wydana złotówka przyniosła w przyszłości kilka złotówek zysku, pozwalających na sfinansowanie niedoszacowanych procedur - ocenił dyrektor.

Prawo z furtką

W czasie dyskusji goście mówili o skomplikowaniu procesu inwestycyjnego wynikającym m.in. z funkcjonowania prawa zamówień publicznych.

- Mamy w szpitalu supernowoczesny blok operacyjny ze ścianami wyłożonymi szkłem. Nie jest prosto, opierając się na prawie zamówień, wyposażyć wszystkie osiem sal operacyjnych w te same, zuni fikowane aparaty do znieczulenia czy stoły operacyjne - tłumaczył dr Bogdan Koczy, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich.

Jak zauważył Wojciech Szafrański, prezes zarządu Szpitala Specjalistycznego im. Ludwika Rydygiera w Krakowie Sp. z o.o., oczywiście nie może być mowy o odwrocie od prawa zamówień publicznych, natomiast wciąż wątpliwe pozostają pewne regulacje wprowadzane w tym prawie. - Ustawodawca zabiera się za regulacje, ale nie doprowadza ich do końca, zostawiając furtkę do różnych interpretacji - ocenił prezes.

Takie wątpliwości dotyczą tzw. dialogu technicznego, który mimo to jest dobrym rozwiązaniem. - Nie wiem jednak, czy nie spotkamy się na przykład z zarzutem, że jakaś firma nie została zaproszona do dialogu - rozważał Wojciech Szafrański.

Jakość outsourcingu

Goście sesji dzielili się też doświadczeniami dotyczącymi outsourcingu usług. Są różne. - Korzystamy z usług czwartej już firmy sprzątającej - mówiła Małgorzata Tobiś, wicedyrektor w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Wrocławiu.

- Firmy zatrudniają osoby niepełnosprawne, co jest rzeczą pożądaną, ale konsekwencje ich zwolnień lekarskich są przerzucane na szpital. Braki personalne doprowadzają do nieadekwatnego rozdziału pracowników na poszczególne oddziały - stwierdziła dyrektor, zaznaczając, że czasami nie ma też pewności, czy osoba sprzątająca po raz pierwszy salę operacyjną jest właściwie przeszkolona.

Jako "idealną", na podstawie doświadczeń szpitala dyrektor Małgorzata Tobiś oceniła pracę firm outsourcingowych w zakresie usług patomorfologii, diagnostyki laboratoryjnej, ocenę "niezłą" otrzymała kuchnia. Za znakomicie sprawdzające się rozwiązanie dyrektor uznała też outsourcing obłożeń i ubrań operacyjnych.

Ku programom unijnym

- Nie ma sensu oddawać sfery medycznej - radiologii, kardiologii czy dializ, czyli tej działalności, na której można zarobić - wyliczał z kolei dyrektor Marek Piskozub. - O rozwiązaniu powinien decydować rachunek kosztów, ale tu nie ma jednej recepty - dodawał dyrektor Wojciech Szafrański.

Uczestnicy sesji odnieśli się szerzej do zadań w zakresie informatyzacji, jakie stoją przed szpitalami.

- Trwa właśnie konstruowanie unijnych programów operacyjnych, w których zawarte będą środki także na informatyzację szpitali - przypominał Wojciech Dziomdziora, dyrektor do spraw publicznych i CSR w Orange Polska, zachęcając jednocześnie do większej mobilizacji menedżerów ochrony zdrowia w staraniach o kształt programów.

- Jeśli chcemy mieć zapewnione środki m.in. na informatyzację czy telemedycynę, to teraz trzeba dotrzeć do marszałków, do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego i wesprzeć Ministerstwo Zdrowia oraz podległe mu agencje - przekonywał do wspólnego działania. Jak przypomniał, pierwsze wersje programów operacyjnych będą przekazywane do Komisji Europejskiej w czerwcu, a ich formalna konsultacja nastąpi jesienią.

I co dalej?

Uczestnicy sesji zwracali jednak uwagę, że nadal brakuje jasnego określenia, jak szpitale będą przekazywać i wymieniać dane w dokumentacji medycznej. - Przebieg leczenia pacjenta zapisujemy elektroniczne, ale nie ma wskazówek co dalej, gdzie jest następny system, który przejmie te informacje - mówił dyrektor Bogdan Koczy.

- Decydenci powinni sprecyzować, czego konkretnie oczekują od szpitali i firm zewnętrznych oraz wystandaryzować te wymagania - uznał dyrektor Wojciech Dziomdziora.

Jak dodał, infrastruktura telekomunikacyjna firm, w tym Orange, jest gotowa do przesyłania, przetwarzania i archiwizowania elektronicznych danych powstających w placówkach medycznych.

Jak przekonywał dyrektor Marek Piskozub, informatyzacja szpitala musi być przeprowadzana z jasną świadomością celu, a oczekiwania personelu szpitala sprecyzowane jeszcze na etapie wdrożenia.

Meandry informatyzacji

- Żadna firma przy dokładaniu nowych rozwiązań do już działającego systemu nie podejmie się przepisania danych pacjentów - poddawał po rozwagę Marek Piskozub. Zwrócił uwagę, iż wprowadzanie systemu wymaga zmiany przyzwyczajeń.

- Dane muszą być wpisywane od razu, a raz wypełniona karta informacyjna pacjenta nie podlega w systemie już żadnym uzupełnieniom - mówił, wskazując jednocześnie na tak ważny walor dokumentacji wypisywanej elektronicznie jak jej czytelność dla każdego lekarza.

Można sądzić, że nie wszystkie szpitale uporają się z wprowadzeniem wymaganych rozwiązań informatycznych do czasu wejścia w życie w lipcu 2014 r. przepisów o systemie elektronicznej dokumentacji medycznej.

- Sporym problemem jest polityka firm, które często proponują, gdy konieczna jest kompilacja systemów funkcjonujących w jednostce, rozpoczynanie ich budowy od nowa - potwierdzał dyrektor Wojciech Szafrański, dodając, że ma nadzieję na przesunięcie terminu, od którego zacznie obowiązywać ustawowy obowiązek prowadzenia dokumentacji medycznej w wersji elektronicznej.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum