Szpitale zarabiają na karach umownych

Autor: Ryszard Rotaub • • 29 września 2014 14:22

Firmy zaopatrujące szpitale w sprzęt medyczny skarżą się, że placówki ochrony zdrowia ich kosztem ratują własne budżety. Sposobów mają wiele, ale cel jeden - dostać zamówiony towar i jak najmniej zapłacić, a najlepiej wcale.

Szpitale zarabiają na karach umownych
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Sprawa dotyczy dużych publicznych szpitali. Mają największe długi, ale też menedżerów, którzy wspierani przez prawników i działy zamówień, zajmują się optymalizacją kosztów. Mniejsze lecznice, pozbawione tego kadrowego zaplecza, nie szukają wybiegów. Za zrealizowane dostawy płacą oferentowi zgodnie z zapisami umowy, a jak zabraknie im pieniędzy, negocjują. Obu stronom zależy na dobrych relacjach.

Inaczej bywa w dużych placówkach. - Można, niestety, coraz częściej zaobserwować, że publiczne szpitale z powodu braku środków na bieżącą działalność szukają alternatywnych możliwości finansowania. Ostatnio bardzo popularną metodą stało się skrupulatne wymierzanie kar dostawcom m.in. sprzętu medycznego - mówi nam Paweł Ossowski, ekspert branży wyrobów medycznych, business development manager w Górnośląskiej Centrali Zaopatrzenia Medycznego Zarys.

Firma jest wytwórcą i dostawcą podstawowego i specjalistycznego sprzętu medycznego. Zaopatruje lecznice w Polsce, a także w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Na jej stronie internetowej przeczytać można, że jest w stanie "wyposażyć statystyczny szpital w ponad 90% podstawowego sprzętu medycznego, jaki jest niezbędny dla takiej placówki".

Więcej niż wartość umowy

- Coraz częściej spotykane są na przykład klauzule, które mówią o naliczaniu kar od wartości umowy, a nie od wartości niezrealizowanego zamówienia. Może to doprowadzić do niebezpiecznych i patologicznych sytuacji, kiedy z umowy opiewającej np. na kwotę 1 miliona złotych i zawierającej kilkadziesiąt pozycji, z zamówienia nie zostanie zrealizowana, z różnych przyczyn, jedna pozycja asortymentowa o wartości kilkudziesięciu złotych, a szpital i tak naliczy codziennie karę 0,5% od wartości całej umowy, czyli kilkadziesiąt tysięcy złotych. Takie kuriozalne sytuacje miały już miejsce - informuje Paweł Ossowski.

Wskazuje, że nie pozostaje wtedy nic innego, jak odwołać się do sądu z wnioskiem o miarkowanie kary, bo w przeciwnym razie dostawcy grozi bankructwo.

Całą sprawę można by skwitować krótko: umów należy dotrzymywać; nie dostarczyłeś na czas partii strzykawek czy rękawic medycznych, płać karę. Ale niekiedy okoliczności wskazują na to, że tego rodzaju praktyki nie wynikają jedynie z respektu wobec prawa i drobiazgowego trzymania się zapisów umów. Chodzi o coś innego.

Zarys toczy batalię sądową z jednym z największych szpitali w kraju. Miał z nim umowę na 400 tys. zł, natomiast kara została wyliczona na ponad 800 tys. zł - mniej więcej tyle, ile wynosiły zaległe płatności szpitala wobec tej firmy za inne dostawy.

Jak naliczano kary? Na przykład z zamówienia na określony asortyment o wartości 25 tys. zł z kilkudniowym opóźnieniem dostarczono szpitalowi dwie pozycje o wartości 6 tys. zł. Kara za nieterminową dostawę wyniosła 76 tys. zł. Wystarczyło kilka takich przypadków i uzbierało się ponad 800 tys. zł, czyli dwa razy więcej niż cały kontrakt. Dostawca uważa, że kara była nieadekwatna. Próbował porozumieć się ze szpitalem, ale ten wybrał drogę sądową.

Byle drożej…

Kolejną praktyką stosowaną przez niektóre szpitale jest sztuczne zawyżanie wartości umowy. Przykładowo, szpital zużywa określonego asortymentu za 200 tys. zł rocznie, natomiast rozpisuje przetarg na wartość dwa razy wyższą (nie musi przy tym zapewniać środków, bo płaci się za otrzymany towar). Po co to wszystko? Żeby w razie niewywiązywania się z umowy można było naliczać wyższe kary umowne.

Jeśli dostawca w terminie zrealizuje zamówienie w wielkości realnie potrzebnej szpitalowi, kary mu nie grożą. Zostaje mu jednak nadwyżka towaru, którego zamawiający ostatecznie nie wziął. Jeśli są to popularne produkty, można je szybko sprzedać innej placówce. Gorzej, gdy chodzi o asortyment specjalistyczny. Wtedy magazyny zapełniają się niechodliwym towarem. Nie są to nagminne przypadki, ale zdarzają się.

Przed tymi i innymi absurdalnymi praktykami (jak np. nałożenie kar finansowych za podanie innego numeru rachunku bankowego, niż był wskazany w ofercie) oferenci mogą się bronić w Krajowej Izbie Odwoławczej. Mogą to zrobić jeszcze na etapie przetargu, gdy mają zastrzeżenia do treści ogłoszeń.

- Mimo że o niektórych postępowaniach z góry wiadomo, że wskazują na konkretny podmiot, to na etapie ogłoszenia specyfikacji nie wnosi się raczej zastrzeżeń. To trudna droga. Trzeba mieć mocne argumenty i ponieść koszty (wpis to kilkanaście tysięcy zł) przy niepewnym wyniku - zauważa Ossowski.

Jego zdaniem ryzyko wnoszenia do KIO spraw na tym etapie nie kalkuluje się. - Jest w Polsce kilkaset szpitali, które codziennie ogłaszają przetargi, więc czasem lepiej zacisnąć zęby i skupić na kolejnym kliencie - przyznaje.

Odwołania do KIO kierowane są najczęściej po rozstrzygnięciach przetargowych. W przypadkach, gdy w specyfikacji istotnych warunków zamówienia (SIWZ) pojawiają się zapisy o karach umownych niezwiązanych z przedmiotem zamówienia, zazwyczaj wygrywają oferenci (Izba nakazuje szpitalowi usunięcie z SIWZ takich zapisów).

Prawnicy wskazują wtedy, że doszło do naruszenia Prawa zamówień publicznych np. "poprzez narzucenie obowiązku zapłaty kary umownej w przypadku niezwiązanym z wykonaniem przedmiotu i wykorzystanie jej w sposób sprzeczny w funkcją, jaką powinna pełnić kara umowna oraz w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego" (z odwołania spółki Panamed z 13 marca 2014 r. reprezentowanej przez radców prawnych Rafała Karnowskiego i Janusza Burkota ws. przetargu ogłoszonego przez Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka na dostawę systemu nawigacji śródoperacyjnej - red.).

Generalnie, im mniej szczegółowo opisany jest przetarg, tym mniej w nim kruczków i haków, tym więcej dostawców chce i może w nim uczestniczyć. A to przekłada się już bezpośrednio na cenę zakupu.

Związek jest następujący: jeśli w postępowaniu przetargowym wyłonionych zostaje co najmniej 3 oferentów, zamawiający może zorganizować internetową aukcję (prowadzi je np. Szpital Uniwersytecki w Krakowie). Jest transparentna i nie pozwala na nieczyste zagrywki.

W jej efekcie szpital składający duże zamówienie (np. na strzykawki czy materiały opatrunkowe) uzyskuje najlepszą cenę, bo między oferentami toczy się otwarta walka o każdy grosz. Wabi ich skala zamówienia. W zestawieniu z dużymi obrotami, mniejsze znaczenie ma dla nich cena jednostkowa.

W każdym razie i bez uciekania się do przeróżnych machinacji szpital może uzyskać cenę, która korzystnie przełoży się na jego sytuację finansową.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

    Najnowsze