Światłem i kolorem

Autor: Luiza Jakubiak • • 17 września 2009 15:02

W pracowni malarskiej doktora Zbigniewa Maciejewskiego

Światłem i kolorem
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Fowistyczne, udziwnione kwiaty pejzaże z ostatniego pleneru na Mierzei Helskiej, gdzie widać tylko czeluście szarych, betonowych obiektów militarnych z obrony wybrzeża w 1939 roku, a na głównym planie -przyroda. Pełne blasku wydmy w różnej kolorystycznej tonacji piaskowej, prawie lustrzane odbicie nieba w morzu. Byłoby niebieskie, gdyby nie to, że zmienione o barwę morskiego granatu i szarości Bałtyku. Rysunki pełne światła i cienia, impresje powstałe z bawienia się kolorem. To nie są obrazy schlebiające gustom szerokiej publiczności.
- Część prac właśnie wróciła z wystawy w Macedonii i innych państw bałkańskich - mówi ich twórca Zbigniew Maciejewski, prezentując obrazy zgromadzone w pracowni malarskiej. Dalej prowadzi do rozstawionych na sztalugach prac z serii "Pożoga", powstałych po spaleniu się wnętrza kościoła środowisk twórczych pod wezwaniem św. Andrzeja w centrum Warszawy w ubiegłym roku.

Każdy widzi inaczej

- Kolor odgrywa istotną rolę, nawet w ciemnych obrazach, przedstawiających wypalone wnętrza. Ten pogodny kolorysta potrafi zaskoczyć swoich odbiorców. Przedstawił zupełnie odmienny cykl obrazów, krwisto-brunatny zatrważający obraz świata, wstrząsający, pełen życia.... - czyta recenzję swojej pracy w jednym z tytułów prasowych.
Pulmonolog, doktor Zbigniew Maciejewski nie ukrywa, że nie zależy mu na poklasku publiczności, bo ta chciałaby czasem widzieć po prostu coś ładnego. - To nie jest ładny obraz i wcale nie chodziło, by był piękny dla oka - wyznaje nasz rozmówca. - To obraz charakterystyczny, głębszy, który ma oddać sens wydarzenia. Czasami sam chcę się sprawdzić, czy potrafię stworzyć odpowiednią atmosferę klęski tego przerażającego widoku świata i sytuacji. Albo się bawimy i powstaje ładny obraz, albo poprzez sztukę rozmawiamy poważnie o tragedii i wtedy mamy widok apokalipsy.
Tu zatrzymujemy się na problemie odbioru sztuki. Między publicznością a znawcami jest granica. Każdy z nich widzi to inaczej: publiczność chciałaby obejrzeć ładny rysunek. Szybki sukces publiczny stanowi raczej zły znak, gdyż nie jest wszystkim dane znać się na malarstwie i być na nie wrażliwym. Tak jak artysta musi być przygotowany do stworzenia czegoś dobrego, tak musi mieć wyrobionego, przygotowanego na odważne przedstawienie rzeczywistości odbiorcę.
- Ludzie nie potrafią widzieć, a malarstwo to właśnie inne widzenie świata. Najpiękniejsze jest to, że każdy widzi coś innego, patrząc na to samo - mówi lekarz i artysta.

50 lat w medycynie

Zbigniew Maciejewski zaczął malować stosunkowo późno, na początku lat 80. - Wcześniej nie miałem czasu, medycyna wymagała poświęcenia. Ale oglądałem dużo dzieł innych twórców - przyznaje.
Lata młodości artysty przypadły na czasy okupacji. Po wojnie, w 1948 roku, obraz Warszawy przedstawiał się następująco: na Krakowskim Przedmieściu resztki po barykadzie powstańczej, po jednej stronie Akademia Sztuk Pięknych, po drugiej Uniwersytet Warszawski. Po wojnie kwestia podjęcia decyzji: być czy mieć?
- Myśl o malarstwie pojawiła się wcześnie, ale wtedy uważałem to za zbyt elitarne zajęcie dla człowieka, który jest za biedny, by tym się zająć. Zdecydowałem się na wybór konkretnego zawodu. Zwyciężyła medycyna. Malarstwo nie gwarantowało niczego, z medycyny można było żyć. Tu zwyciężył rozsądek. Ale miałem nadzieję, że w końcu przyjdzie czas także na malarstwo - wspomina doktor Maciejewski.
Zanim zaczął malować, była potrzeba sprawdzenia się. Wpierw uczył się u znajomego architekta, potem poznał Jacka Bukowskiego: - On zachęcił mnie do malowania. Były też wspólne wyjazdy na plenery.
Szczególnym uzupełnieniem tej edukacji były wypady do Paryża. -Wszyscy liczący się malarze tam jeżdżą.
Dopiero w Paryżu zrozumiałem, na czym polega sztuka. Są tam obrazy z całego świata. Wszystko to, co najlepsze i najgorsze... Tam zobaczyłem, co jest złe i dobre w malarstwie. Dostrzegłem te subtelności, że nie należy robić czegoś "okulistycznie", patrzeć stereotypowo, że należy malować mózgowo, a nie oczami, nie to, co się widzi, ale to, co się myśli.

Grupa jest ważna

Maciejewski jest dumny z udziału w grupie malarskiej Jacka Bukowskiego. Podkreśla znaczenie pracy w zespole: możliwość udziału w plenerach malarskich oraz poddanie się ocenie i krytyce innych. - Bez krytycznego podejścia do siebie nie ma możliwości robienia czegoś dobrze, bo człowiek sam siebie nie może oceniać. Medycyna przyzwyczaiła mnie do konsultacji. Gdy były wątpliwości, konsultowałem się i pytałem kolegów po fachu. Teraz nie wyobrażam sobie, bym bez Jacka Bukowskiego mógł coś zrobić i pokazać to szerszej publiczności.
Wielkość osiąga się nie tylko zdając na własne impulsy, lecz także piłując cierpliwie stalową ścianę, która oddziela to, co się czuje, od tego, do czego jest się zdolnym.
Z jednej strony mamy do czynienia z pokorą wobec mistrza Bukowskiego i nastawieniem na porozumienie w przypadku różnicy postrzegania zjawiska. Z drugiej strony zaskakuje odwaga Zbigniewa Maciejewskiego w używaniu kolorów. Z jego palety nie schodzi czerwień, żółć, intensywna zieleń. Kolory są mocne, ostre, kontrastujące między sobą, odważne, podobnie jak pociągnięcia pędzlem. Malarz nie boi się pokazać nakładanych warstwa po warstwie farb.
- Dla mnie ważne jest to, bym nie oddawał rzeczywistości stereotypowej, bo to jest nieciekawe. Wszystko musi być impresyjne. Niezmiernie ważne jest światło i kolor.
Delacroix zwykł mawiać: "Dajcie mi błoto z ulicy, a uczynię z niego ciało kobiety o cudownym kolorycie. Kolor jako taki nie istnieje, istnieje w odniesieniu do otaczających go kolorów".

Kobiety, kobiety...

Tematem sztuki u Maciejewskiego są też, albo przede wszystkim, kobiety. -Nie można pracować jako lekarz, nie lubiąc kobiet - mówi, dodając wszakże, iż w każdym człowieku widział więcej niż tylko pacjenta: - Jako lekarz analizowałem problem chorobowy, a nie ciało. Rozebrana kobieta nie jest dla mnie czymś zaskakującym, jest czymś pięknym, na co warto patrzeć. Z czasem kobiety zaczęły prowokować emocje i malarskie wizje.
Zbigniew Maciejewski tak opisuje jeden ze swoich obrazów: "Duch nie podaje mi obrazu, a wyobraźnia błądzi w niepewności, kiedy buduję obraz dziewczyny. Tak pięknej harmonii ciała nie da się wpisać w formę. W obrazie oczu dać zwierciadło duszy. W piersiach wyrazić kobiecość i życie. Pokazać wnętrze tych poetyckich szczegółów dziewczyny".

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum