Statek nadal płynie

Autor: Iwona Bączek, Piotr Wróbel • • 11 lutego 2010 15:11

Dyrektorzy pomorskich szpitali, medyczne autorytety i eksperci ochrony zdrowia spotkali się 27 stycznia w gdańskim hotelu Scandic na kolejnej konferencji regionalnej Rynku Zdrowia z cyklu "System opieki zdrowotnej. Ogólnopolskie problemy - regionalna perspektywa". Uczestnicy spotkania odnieśli się do najważniejszych wydarzeń ostatnich miesięcy, oceniając m.in. poziom finansowania świadczeń oraz działania zmierzające do przekształcenia i konsolidacji pomorskich SPZOZ-ów w spółki prawa handlowego.

Leszek Czarnobaj, wicemarszałek województwa pomorskiego, przypomniał o projekcie przekształcenia w ramach planu B i połączenia w trzech spółkach podzielonych geograficznie 14 strategicznych szpitali marszałkowskich.

- Model jeden szpital - jedna spółka uznaliśmy za zbyt prosty, tym bardziej że 7 spośród 14 placówek, o których mowa, może nie uzyskać akceptacji Banku Gospodarstwa Krajowego - wyjaśniał Leszek Czarnobaj. - Dlatego potrzebna jest konsolidacja. Na razie trwają prace nad przygotowaniem inżynierii finansowej całego przedsięwzięcia, które musi być realizowane tak, aby nie doprowadzić do zrujnowania budżetu województwa. Zakładamy, że gotowy projekt zostanie przedstawiony radnym Sejmiku w grudniu br. Niezależnie od tego będziemy dążyć do wejścia 2-3 naszych szpitali do planu B jeszcze w 2010 r.

Plan B - koło ratunkowe?

Zdaniem doc. Tomasza Zdrojewskiego z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, doradcy prezydenta RP ds. zdrowia, ocena możliwości realizacji planu B jest trudna ze względu na niepewną sytuację makroekonomiczną.

- Z tego powodu trudno przewidzieć skutki podejmowanych decyzji. Trudno oceniać plan B także dlatego, że dotychczas zmieniło właściciela zaledwie 1,7% łóżek i to nie w tych szpitalach, gdzie te zmiany powinny nastąpić - dodał Tomasz Zdrojewski. - Nie ulega jednak wątpliwości, że obecny system ochrony zdrowia jest niewydolny i wymaga reformowania. W tej sprawie potrzebne jest porozumienie ponad podziałami politycznymi.

Marek Balicki, były minister zdrowia, obecnie poseł niezrzeszony i dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie, zwrócił uwagę, że plan B wymyśliły kilka lat temu samorządy i w tym sensie nie jest on niczym nowym. Zmianą są jedynie dotacje na pokrycie zobowiązań publicznoprawnych, z pominięciem zobowiązań cywilnoprawnych, stanowiących dwie trzecie wszystkich długów szpitali. To właśnie jest, zdaniem posła Balickiego, największą słabością planu B, podobnie jak brak podstaw ustawowych gwarantujących ciągłość działania i zabezpieczenie środków. Jako wartość planu B były minister zdrowia wskazał natomiast dobrowolność przekształceń.

- Samo przekształcenie w spółkę niczego jednak nie gwarantuje, nie ma bowiem korelacji pomiędzy wynikami finansowymi placówki a formą prawną, w jakiej działa - przekonywał Marek Balicki. - Szpital Wolski jest SPZOZ-em, a mimo to mamy rocznie 4-5 mln zł zysku do przeznaczenia na inwestycje i jeszcze nam coś zostaje.

Poseł Jan Kulas (PO), podkreślił, że gdyby zawetowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego pakiet ustaw zdrowotnych wszedł w życie, nie byłoby problemu z brakiem podstaw ustawowych.

- Nie mówię, że plan B jest doskonały, ale dla pomorskich samorządów istotna jest obecnie, w obliczu kryzysu finansowego, konkretna pomoc - mówił poseł Kulas. - A taką plan B oferuje. W wielu przypadkach jest on kołem ratunkowym dla szpitala i jego organu założycielskiego.

- Można mówić, że od przekształceń pieniędzy nie przybywa, ale wyniki badań i analiz są bezsporne: szpital w formule spółki to kierunek, w którym zmierza obecnie cały świat - ripostował marszałek Czarnobaj. - Trudno także zgodzić się ze stwierdzeniem, że plan B jest nieprzewidywalny. Z naszej oceny to bynajmniej nie wynika. Samorząd województwa musi natomiast przewidzieć skutki podejmowanych działań. Temu właśnie służą trwające właśnie prace w ramach przygotowania projektu.

Konieczny nadzór specjalistyczny

Jerzy Karpiński, dyrektor Pomorskiego Centrum Zdrowia Publicznego w Gdańsku, przypomniał natomiast o konieczności racjonalizacji systemu ochrony zdrowia w województwie. Aby możliwe było jednak zapewnienie dostępu do świadczeń przy jednoczesnym wyeliminowaniu dublowania się tych samych oddziałów w blisko położonych placówkach, co skutkuje wzrostem kosztów i rozdrobnieniem kontraktów, niezbędna jest współpraca szpitali należących do wszystkich organów założycielskich.

- Kreowanie polityki zdrowotnej i zarządzanie nią nie może się odbywać bez uwzględnienia opinii nadzoru specjalistycznego - apelował dyrektor Karpiński. - Podstawą powinna być ocena potrzeb. Tym bardziej że mamy program Zdrowie dla Pomorzan: tu muszą być wyznaczone priorytety. Tymczasem opinie nadzoru specjalistycznego są pomijane, a decyzje zapadające w szpitalach podejmowane są pod kątem poprawy ich sytuacji finansowej. Placówki ochrony zdrowia nie powinny czuć się zwolnione z uczestniczenia w kreowaniu polityki zdrowotnej regionu, dlatego niezbędne jest współdziałanie NFZ, samorządu wojewódzkiego, samorządów powiatowych oraz szpitali resortowych i klinicznych.

Jak zauważył prof. Janusz Moryś, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, szpitale uniwersyteckie są wyłączone z planu B i oczekują na ustawę o szpitalach klinicznych. Ustawa ma pozwolić na ich przekształcanie w NZOZ-y i umożliwić prowadzenie usług komercyjnych. - Z chwilą przekształcenia, kiedy uczelnia stanie się pełnym właścicielem szpitala klinicznego, to jej wpływ na to, co dzieje się w szpitalu, będzie zdecydowanie większy - mówił z nadzieją rektor GU-Med, dodając, że wyjaśnienie sytuacji prawnej klinik pozwoli też na zaciąganie kredytów długoterminowych.

Dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku Ewa Książek-Bator zwróciła z kolei uwagę na potencjał tkwiący w szpitalach klinicznych. Jej zdaniem, te szpitale, o najwyższym stopniu referencyjności, powinny być inaczej postrzegane przez płatnika i doceniane, także finansowo, za umiejętność wykonywania unikalnych procedur.

Życie po przekształceniu

Rozmawialiśmy też, w oparciu o konkretne przykłady, o kondycji finansowej szpitali powiatowych oraz specjalistycznych, pytając, jak przekształcenia wpłynęły lub wpłyną na ich sytuację.

Prezes Tczewskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. Janusz Boniecki tłumaczył, że po przekształceniu szpitala powiatowego w NZOZ, na szczeblu powiatu zapadły już decyzje o szukaniu możliwości sprzedaży udziałów spółki w celu pozyskania inwestora: - Te n kierunek działania jest akceptowany przez personel szpitala i przez władze powiatu. Nie zdobędziemy inaczej środków na rozwój. O pomocy ze strony starostwa przez najbliższe 10 lat nie mamy co marzyć, podobnie ze strony miasta, gdzie dług samorządu przekracza połowę budżetu miasta - uzasadniał wybór drogi przekształceń.

Karol Góralski, prezes Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. kieruje szpitalem, który został przekształcony w spółkę, nim jeszcze rząd ogłosił plan B. Zwrócił uwagę, że przekształcenie dotyczyło nie tylko formuły prawnej, ale i sposobu myślenia personelu.

- Byłem zaskoczony, że lekarz może nie wiedzieć, iż za 1 punkt NFZ płaci nam 51 zł i może nie rozumieć ekonomicznych skutków swoich działań - mówił prezes Góralski, dodając, iż inne podejście do organizacji pracy szpitala już spowodowało, że w minionym roku wykonano tam np. o blisko 300 operacji chirurgicznych więcej niż rok wcześniej.

W Bytowie zasadniczym powodem przekształcenia szpitala powiatowego w spółkę była nadzieja na skorzystanie ze wsparcia w planie B. Piotr Karankowski, prezes Szpitala Powiatu Bytowskiego Sp. z o.o., podczas konferencji wypowiedział się jednoznacznie jako przeciwnik rozważanej wcześniej koncepcji alokacji oddziałów szpitali w Miastku i Bytowie należących do spółki. - Utrzymanie podwójnej lokalizacji jest możliwe, jeśli zadbamy o wykonanie kontraktu, a tegoroczny jest o 2% wyższy - mówił prezes.

Batalia o finansową równowagę

SPZOZ w Pucku jest przykładem małego szpitala powiatowego, który odzyskuje równowagę finansową dzięki lepszemu zarządzaniu. Dyrektor puckiego szpitala Remigiusz Loroch żartobliwie rozszyfrował pierwszy człon nazwy S(amodzielny)PZOZ jako określenie szpitala, który jest sam i ma być dzielny... I tak jest w istocie, bo jeśli ten zadłużony szpital przystąpi do planu B, to samorząd mógłby liczyć raptem na odzyskanie 100 tys. zł. Dyrektor zapowiedział jednak, że nie zrezygnuje z poszukiwania nowej formuły, w jakiej mógłby funkcjonować szpital: - Policzyłem, że przed nami 10 lat spłacania długów, to za długo dla nas - stwierdził.

Dyrektor naczelny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku Ryszard Stus reprezentował jednostkę, która znalazła się na liście szpitali marszałkowskich do przekształceń. Szpital obecnie się bilansuje, trwa kończenie budowy nowego budynku - inwestycji wartej 250 mln zł. Dyrektor Stus liczy na to, że szpital po przekształceniu znajdzie się finansowo na dobrej pozycji wyjściowej, ale pewien niepokój pozostawia wielkość kontraktowania: - Nie jesteśmy w stanie odeprzeć naporu pacjentów. W ubiegłym roku szpital miał 8,5% nadwykonań, a nasz potencjał ludzki i sprzętowy do zagospodarowania obliczam jeszcze na 20%.

Wioleta Błochowiak, wiceprezes zarządu Electus SA, zaznaczyła, że w ciągu ostatnich lat potrzeby szpitali ulegały zmianom, ale jedno się nie zmieniło: lecznice potrzebują środków, a nie zawsze mogą skorzystać z pomocy banków.

- W gronie naszych klientów coraz częściej pojawiają organy założycielskie SPZOZ-ów, które decydują się na przekształcenie ich w spółki w ramach planu B i potrzebują pieniędzy na spłatę zobowiązań - mówiła Wioleta Błochowiak. - Zainteresowaniem cieszy się także obszar współpracy z dostawcami: Electus może zapłacić dostawcy, a następnie szpital reguluje należności w uzgodnionym terminie. Oferujemy również tzw. szybkie środki dla szpitali oraz pomoc w przypadku problemów z wkładem własnym przy pozyskiwaniu pieniędzy z programów unijnych.

Kontrakty śladowo wyższe…

Andrzej Zieleniewski, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Floriana Ceynowy w Wejherowie, nie ukrywał: choć kontrakt placówki na 2010 r. jest o 3% wyższy niż wyjściowy na rok 2009, lecznica ma jednocześnie 9,5 mln zł nadwykonań z ub.r., głównie na oddziałach zabiegowych, co pokazuje skalę potrzeb zdrowotnych mieszkańców Pomorza.

- Wciąż nie wiadomo, czy i kiedy odzyskamy pieniądze za nadlimity - mówił dyrektor Zieleniewski. - Na razie mamy z tego powodu problemy finansowe w relacjach z wierzycielami.

Kontrakt na 2010 r. Powiatowego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. NZOZ w Malborku także jest o 3% wyższy od wyjściowego na 2009 r.

- Tyle że ten ubiegłoroczny dał nadwykonania na kwotę około 3 mln zł - przypomniał Dariusz Kostrzewa, dyrektor placówki. - 3% środków więcej oznacza natomiast, że grupa pacjentów, którą będziemy mogli przyjąć w ramach umowy z Funduszem, będzie o ponad 400 osób liczniejsza.

Pomorskie Centrum Traumatologii w Gdańsku podpisało kontrakt na kwotę o ponad 2 mln zł wyższą niż w ubiegłym roku. Małgorzata Maj, zastępca dyrektora ds. lecznictwa placówki, ocenia, że to o wiele za mało w stosunku do rzeczywistych potrzeb. Ty m bardziej że lecznica musi się dostosować do obowiązujących standardów, a to kosztuje.

- Warto się także zastanowić, jak duże są koszty społeczne wynikające z odwlekania w czasie, z powodu braku środków, leczenia różnych chorób - zwracała uwagę dyrektor Maj. - Niezbędna wydaje się także powszechna kampania edukacyjna dla społeczeństwa, która wyjaśni w końcu, co to jest SOR. Szpitalne oddziały ratunkowe są obecnie powszechnie wykorzystywane jako miejsca szybkiej diagnostyki, do których kierują pacjentów lekarze POZ. SOR-y muszą zyskać zabezpieczenie przed taką sytuacją. W innym przypadku nigdy nie starczy na nie środków.

"Kult łóżka", czyli progi i bariery w onkologii

Prof. Jacek Jassem, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie radioterapii, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, określił przykład współ-pracy w ramach programu Zdrowie dla Pomorzan Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, Wojewódzkiego Centrum Onkologii w Gdańsku oraz Szpitala Morskiego w Gdyni jako bardzo pozytywny. Trzy placówki utworzyły Pomorską Sieć Onkologiczną.

- Współpraca jest lepsza od rywalizacji, ale pewnych barier nie da się pokonać - mówił prof. Jassem. - UCK nie ma takich możliwości pozyskiwania środków na inwestycje, jak placówki marszałkowskie: może tylko wyciągnąć rękę do resortu zdrowia. Cała nadzieja w zakończeniu budowy Centrum Medycyny Inwazyjnej. Jeśli zostanie ona zahamowana, będzie fatalnie, ponieważ w bazie, którą dysponujemy, nie sposób dłużej działać. Lekarze pracują 7 dni w tygodniu, na zmiany, a pacjenci z rozpoznanym nowotworem czekają 2-3 miesiące na rozpoczęcie terapii. To jest niedopuszczalne.

Prof. Jassem zwrócił także uwagę, że miejsce hotelowe w szpitalu jest wyżej wyceniane niż procedury medyczne.

- Wizytowałem niedawno ośrodek onkologiczny, w którym 100% chorych jest hospitalizowanych i szpital dzięki temu zarabia. Wielu dyrektorów chwali się również liczbą łóżek w swoich szpitalach. W Polsce widoczny jest "kult łóżka", podczas gdy, moim zdaniem, łóżek szpitalnych jest o wiele za dużo - ocenił prof. Jassem.

Doc. Marzena Wełnicka-Jaśkiewicz z Kliniki Onkologii i Radioterapii UCK GUMed, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii klinicznej, podkreśliła, że klinice brakuje stacjonarnego oddziału chemioterapii oraz miejsc hotelowych dla pacjentów w trakcie radioterapii. Odczuwany jest także niedobór specjalistów, głównie w poradniach onkologicznych w miastach powiatowych. W dodatku wymagania są, w przypadku chemioterapii, bardzo wygórowane i mniejsze ośrodki nie są w stanie ich spełnić.

- Wymagane standardy trzech pielęgniarek na trzy łóżka są poza naszym zasięgiem - potwierdziła Beata Ładyszkowska, dyrektor Specjalistycznego Szpitala św. Jana w Starogardzie Gdańskim. - Rocznie leczymy 40 pacjentów onkologicznych, miesięcznie podajemy 80 chemioterapii. Kolejek nie ma, wszystko odbywa się na bieżąco. Na rok 2010 udało nam się jeszcze podpisać kontrakt w substandardzie, ale co będzie w roku 2011, nie wiem. Nie wyobrażam sobie, aby tak ciężko chorzy ludzie jeździli na chemioterapię do Gdańska.

Chemioterapia niestandardowa: dyrektorzy zaryzykowali

- Sześciomiesięczne leczenie jednego pacjenta chemioterapią niestandardową może kosztować 60 tys. zł, ale także 80 lub 100 tys. zł - liczyła doc. Marzena Wełnicka-Jaśkiewicz. - W 2010 r. Fundusz zaproponował nam 1,1 mln zł, co starczyłoby dla około 10 osób… Jednocześnie warto podkreślić, że podczas zamieszania wokół chemioterapii niestandardowej na początku br. pacjenci na Pomorzu otrzymali leki we właściwym czasie. Dyrektorzy podjęli ryzyko finansowe, choć do końca nie było jasne, czy szpitale otrzymają zwrot środków.

- W ciągu tygodnia wydaliśmy 100 tys. zł, nie mając żadnej pewności, że pieniądze do nas wrócą - zaznaczyła dr Elżbieta Kruszewska, zastępca dyrektora ds. onkologii Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni. - Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Do chemioterapii niestandardowej kwalifikujemy rocznie około 40-50 osób i nie mamy zwykle utrudnień ze strony płatnika.

- Programy terapeutyczne są stale poprawiane i to jest pozytywne, ale jeśli ktoś zachoruje na początku roku, wszystko jest łatwiejsze, niż w przypadku zachorowania pod koniec roku - mówiła dr Irena Czech, zastępca dyrektora ds. medycznych Wojewódzkiego Centrum Onkologii w Gdańsku. - Niezbyt to sprawiedliwe, biorąc pod uwagę, że składkę zdrowotną wszyscy płacimy tak samo.

Zdezorientowani pacjenci

Dr Małgorzata Sochacka-Bykowska, pomorski konsultant wojewódzki w dziedzinie reumatologii, ordynator oddziału reumatologicznego III Wojewódzkiego Zespołu Reumatologicznego im. dr Jadwigi Titz-Kosko, zwróciła uwagę, że na RZS choruje w Polsce około 400 tys. osób. Blisko 10 tys. pacjentów z tej grupy to kandydaci do leczenia biologicznego. Tymczasem na Pomorzu leczonych jest w ramach programów terapeutycznych zaledwie 53 chorych, podczas gdy powinno być ich 300-400.

- Decyzje podejmuje rada koordynacyjna w Warszawie i kontakt z nią jest mocno utrudniony - podkreślała dr Sochacka-Bykowska. - Pacjenci są kompletnie zdezorientowani: jeśli czują się dobrze, nie są kwalifikowani do programu, jeśli źle, także nie…W dodatku zarządzenia zmieniają się w takim tempie, że lekarze nie nadążają z kwalifikacją. A leczenie trzeba rozpocząć wcześnie, inaczej trudno mówić o ograniczeniu kosztów społecznych schorzeń reumatologicznych.

- Kontrakt na 2010 r. mamy śladowo większy, ale rozumiem, że nie jest to kwestia złej woli Pomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, który jest zależny od Centrali i ogólnej sytuacji finansowej Funduszu - dodała Barbara Gierak-Pilarczyk, dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Reumatologicznego w Sopocie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum