Sport jest częścią mojego życia

Autor: Katarzyna Lisowska • • 28 kwietnia 2011 10:27

Prof. Marek Krawczyk przyznaje, że zawsze był aktywnym człowiekiem. Dziś regularne treningi pomagają mu utrzymać formę, która w zawodzie chirurga transplantologa jest niezwykle ważna.

Sport jest częścią mojego życia
- Jeszcze w czasach szkolnych uprawiałem liczne dyscypliny - grałem w piłkę, jeździłem na nartach. Zresztą w tamtych czasach sport w ogóle odgrywał ważną rolę w życiu dzieci i szkoły. Pamiętam, jak na fali sukcesów naszych lekkoatletów razem z kolegami prześcigaliśmy się w rzutach oszczepem, dyskiem czy pchnięciu kulą. To oczywiście zasługa ówczesnych nauczycieli, którzy potrafili w nas zaszczepić bakcyla sportu - wspomina profesor.

W dzieciństwie rodzina profesora mieszkała w Pruszkowie. W sąsiedniej Podkowie Leśnej, gdzie było kilka większych i mniejszych górek, młody Marek Krawczyk po raz pierwszy stanął na "deskach".

- Tak właśnie trzeba powiedzieć, bo ówczesne narty to były zwykłe, proste deski, które nie miały jeszcze mocowań do butów, czego efektem był dość powszechny obrazek: zjazd z gór samych desek, za którymi podążał, a niekiedy toczył się narciarz, zaś wokoło roznosiło się ostrzegawcze pokrzykiwanie: "uwaga, narta" - wspomina z rozbawianiem.

Zresztą duch sportu wypełniał i dom rodzinny rektora. Jego ojciec grał w amatorskich klubach piłkarskich. - Ja też rozegrałem w swoim życiu kilka poważnych meczów piłkarskich na stadionie Znicza Pruszków - opowiada profesor.

Potem była koszykówka...

Marek Krawczyk ukończył znane w Pruszkowie Liceum im. Tomasza Zana. Szkoła, obok licznych osiągnięć na gruncie edukacyjnym - lista znanych absolwentów jest tu bardzo długa, a na niej m.in. abp. Henryk Hoser, Wojciech Żukrowski, Leonid Teliga, Alicja Majewska, Wojciech Młynarski, Andrzej Stelmachowski, Jerzy Waściński, Jacek Wolski - miała też pewne osiągnięcia i w sporcie. Wśród jej absolwentów było kilku znanych w późniejszym czasie sportowców.

Dla profesora Krawczyka lata szkoły to również początek jego przygody z koszykówką, która towarzyszyła mu nieprzerwanie do końca czasów studenckich.

- Podczas studiów grałem w akademickiej drużynie koszykowej. Może to nie był okres wyczynowego uprawiania sportu, ale z pewnością odgrywał on wtedy ważną rolę w moim życiu. Zdarzyło mi się nawet stanąć na ringu i rozegrać dwie walki bokserskie - wspomina z uśmiechem nasz rozmówca.

Potem przyszło życie i praca, a na sport jakoś nie było już czasu... - To nie znaczy, że nie było go w ogóle, ale nie było tu żadnej regularności. Można powiedzieć, że przez dłuższy okres pojawiał się on w przerwach pomiędzy pracą i raczej z przypadku.

- Z upływem czasu zauważyłem, że moja kondycja fizyczna jest słabsza.

W zawodzie chirurga, zwłaszcza chirurga transplantologa, który przy stole operacyjnym spędza długie godziny, odgrywa ona znaczącą rolę. I wtedy już świadomie wróciłem do sportu, po to by po prostu być w formie. Dodatkowym impulsem do tego była również chęć zainteresowania sportem mojego syna.

Niestety, w moim przekonaniu szkoła dziś nie rozwija w młodzieży zamiłowania do aktywności. Może ktoś uzna, że jestem niesprawiedliwy, ale tak uważam, i to zarówno jako ojciec, jak i lekarz. I tak razem z synem zacząłem na nowo swoją przygodę ze sportem. Nie była to już koszykówka wymagająca gry zespołowej, a tenis ziemny. W okresie zimowym dodatkowo jazda na nartach.

Ważny sam udział

- Narty zajmują dziś ważną pozycję w moim kalendarzu. Od 12 lat regularnie z synem Piotrem wyjeżdżam na dwutygodniowy obóz narciarski. Przeważnie w Dolomity - mówi prof. Krawczyk.

Jak przyznaje, celowo wybiera obozy, ponieważ charakteryzuje je pewien wymuszony plan dnia. - W trakcie takich zimowych eskapad codziennie na stoku spędzamy ponad 6 godzin. Wszystko pod okiem instruktora, a więc o lenistwie i wylegiwaniu się w łóżku nie ma mowy.

Poza tym to okazja do zapoznawania się z nowymi technikami samego uprawiania sportu, jak i sprzętem. Takie obozy dają mi też możliwość sprawdzenia się z innymi narciarzami. Na każdym wyjeździe są bowiem organizowane wewnętrzne zawody. Zdarzało mi się wygrać jakąś nagrodę, chociaż nie to jest dla mnie najistotniejsze.

Jak podkreśla profesor, dla niego rywalizacja to poniekąd chęć pokazania się, ale liczy się sam udział i związana z tym przygoda. Dziś zaś największą radość sprawia mu nie osobista rywalizacja, ale kibicowanie synowi, który w jeździe na nartach osiąga coraz większe sukcesy.

Jak przyznaje, to znakomite wyniki syna dają mu poczucie spełnienia i dodaje: - Wtedy mam dowód, że mój wysiłek włożony w rozwijanie jego sportowej pasji nie był daremny.

Profesor bez żalu przyznaje, że jeżeli chodzi o narty, to jego potomek już dawno go w nich wyprzedził. - Ale na korcie się jeszcze nie daję - zaznacza z uśmiechem rektor.

Z rakietą profesor spędza co najmniej 2 godziny w tygodniu. Zresztą nie jest jedynym tenisistą wśród lekarzy. Bo chociaż, jak przyznaje, w tak absorbującym zawodzie trudno znaleźć czas na regularną aktywność, to sporej liczbie jego kolegów jednak się to udaje. - W końcu sport to zdrowie, o czym lekarz powinien wiedzieć najlepiej. Poza tym ruch daje nam możliwość oderwania się od zawodu, w którym każda nasza decyzja rozstrzyga o ludzkim życiu. To duża odpowiedzialność i sport pozwala nam na chwilę wyjść z tej rzeczywistości, wyrzucić wszystkie napięcia i emocje związane z pracą - podkreśla prof. Krawczyk.

Do tej pory profesorowi nie udało się jednak spotkać z którymś z kolegów lekarzy na korcie. Chociaż, jak przyznaje, takie rozgrywki planują od lat.

- Mam nadzieję, że to nie dlatego, że jestem rektorem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego - żartuje.

Uczelnia przygotowuje się do budowy ośrodka sportowego z wielofunkcyjną halą oraz basenami dla potrzeb sportu akademickiego, ale też zawodowego.

Nasz rozmówca liczy, że po jego uruchomieniu w końcu będzie się miał okazję spotkać i sprawdzić z kolegami w innej dziedzinie niż medycyna.

Nie jestem ryzykantem

Profesor przyznaje, że o ile sport go zawsze pociągał, to nigdy nie był ryzykantem.

- Nie miałem nigdy w sobie żyłki do ekstremalnych dyscyplin - podkreśla.

- Od tylu lat jeżdżę na nartach i staram się nadążać za najnowszymi trendami w tej dyscyplinie. Obecnie jeżdżę na nartach carvingowych.

Jednak nigdy nie kusiło mnie, żeby spróbować na przykład jazdy na desce snowboardowej. W moim przekonaniu to dyscyplina urazowa, a ja gdzieś z tyłu głowy zawsze mam tę myśl, że sprawność fizyczna odgrywa znaczącą rolę w mojej pracy. I nie wolno mi się narażać na jakiś upadek, a nie daj Boże złamanie, które na długi czas mogłoby mnie wyłączyć z pracy.

- Zresztą tu nie chodzi tylko o zimne kalkulowanie tego, na co mogę sobie pozwolić. Ja chyba tak naprawdę nigdy nie czułem potrzeby szukania w sporcie przeżyć z dreszczykiem. Nawet taka dyscyplina, jak wspinaczka, która też niesie ze sobą pewne ryzyko, nie była w obszarze moich zainteresowań. Ale zawsze podziwiałem kolegów lekarzy, którzy mieli w sobie taką pasję i odwagę.

Prof. MAREK KRAWCZYK

Absolwent Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie. Stopień doktora nauk medycznych uzyskał w 1975 r. W 1998 r. został kierownikiem Kliniki Chirurgii Ogólnej i Chorób Wątroby warszawskiej AM. Rok później rozpoczął - wraz z Centrum Zdrowia Dziecka - program przeszczepiania wątroby od dawcy żywego.

W roku 1999, dzięki tej współpracy, zostało wykonane pierwsze w Polsce udane przeszczepienie fragmentu wątroby od żywego dawcy. W klinice kierowanej przez prof. Marka Krawczyka wykonano już ponad 800 transplantacji wątroby od dawcy zmarłego i pobrano ponad 160 fragmentów wątroby do przeszczepienia od dawcy żywego. W latach 2002-2008 roku prof. Marek Krawczyk był dziekanem I Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, a od 2008 r. jest rektorem WUM.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum