Śmiałe marzenia się spełniają

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 08 września 2011 10:31

Rozmowa z prof. Henrykiem Skarżyńskim, twórcą i dyrektorem warszawskiego Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu oraz Międzynarodowego Centrum Słuchu i Mowy w Kajetanach.

Śmiałe marzenia się spełniają
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

– W jaki sposób udało się panu zrealizować własną wizję Polski jako światowego lidera w walce z głuchotą i niedosłuchem?
– Początek lat 90. ubiegłego wieku otworzył nowe możliwości przed każdym z nas. Dla mnie oznaczało to uruchomienie programu leczenia głuchoty. Moja pierwsza w Polsce (16 lipca 1992 r.) operacja wszczepienia implantu ślimakowego osobie głuchej spowodowała ogromne poruszenie w mediach i wielkie zainteresowanie społeczne. Zdałem sobie sprawę, że jeżeli nie ma to być jednorazowy pokaz, to musi od podstaw powstać nowy program.

W 1993 r. utworzyłem Ośrodek Diagnostyczno-Leczniczo-Rehabilitacyjny dla Osób Niesłyszących i Niedosłyszących „Cochlear Center”. Konsekwencją jego rozwoju było powstanie Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w 1996 r., wybudowanie Międzynarodowego Centrum Słuchu i Mowy w 2003 r. i wreszcie budowa Światowego Centrum Słuchu.

Wszystko to było innowacyjne, gdyż nie ma takich odpowiedników w świecie. Nie ma też ośrodka, w którym wykonuje się ok. 16 tysięcy procedur chirurgicznych rocznie, w tym najwięcej w świecie operacji poprawiających słuch. By to było możliwe, potrzebna była wizja i 20 lat pracy. Wykorzystaliśmy szansę i osiągnęliśmy sukces, który służy setkom tysięcy naszych pacjentów.

– Jako pierwszy w Polsce przywrócił pan głuchemu od urodzenia słuch, wszczepiając implant ślimakowy. Kiedy zdecydował pan, że warto się tego podjąć?
– W 1988 r. znalazłem się w Paryżu na I Europejskim Kongresie EUFOS. Wtedy zobaczyłem wyniki leczenia głuchoty, które przedstawił prof. C.H. Chouard – pionier tego programu od 1973 r. w Europie. Następnie odbyłem szkolenie u drugiego pioniera, prof.
K. Buriana w Wiedniu, który zaczął te operacje w 1975 r. Z mojej inicjatywy powstała w 1990 r. Fundacja Rozwoju Medycyny „Człowiek-Człowiekowi”, która pomogła mi przygotować ten program w Polsce. Do zespołu dołączyła doc. M. Góralówna, dr A. Geremek, dr M. Mueller-Malesińska, dr J. Szuchnik, a następnie logopedzi, psycholodzy, pedagodzy, technicy. Otworzyło to nową erę w audiologii i otochirurgii oraz przyczyniło do ogromnego postępu w wielu ośrodkach w kraju.

– Ten niewątpliwy sukces pociągnął za sobą następne. Uparł się pan, że słuch można ratować też u osób z częściową głuchotą, chociaż sądzono, że tacy pacjenci nie kwalifikują się do wszczepienia implantu. Na czym polegało pańskie odkrycie?
– W przypadku całkowitej głuchoty, jeżeli wszystko jest wykonane należycie, można choremu tylko pomóc. Częściowa głuchota (CzG) to inna wada słuchu. Część ucha może być zupełnie sprawna. Pacjent słyszy i swobodnie rozumie od kilkunastu do 25% docierających słów. Pozostała część ucha jest głucha. Jego otwarcie i wszczepienie implantu jest ogromnym zagrożeniem, że chory ogłuchnie całkowicie. Podstawą rozpoczęcia leczenia CzG było moje doświadczenie chirurgiczne. Pierwsze wyniki dowodzące, że po wszczepieniu implantu możemy zachować nawet małe istniejące resztki słuchu u dzieci i dorosłych, przedstawiliśmy na Europejskich Kongresach w Antwerpii i Berlinie w 2000 r.

W 2002 r. wykonałem pierwszą w świecie spektakularną operację CzG u osoby dorosłej. Wyniki wszystkich zoperowanych dotąd pacjentów są corocznie prezentowane w Europie i USA. W ciągu 11 lat badań zachowałem przedoperacyjny słuch u 97,6% pacjentów dorosłych i u 99,8% dzieci. Zoperowałem dotąd największą w świecie grupę 1016 pacjentów z CzG, opracowałem metodę chirurgiczną 6 kroków, zaproponowałem nowe elektrody, które jako pierwszy w świecie zastosowałem w praktyce klinicznej.

Główne cechy tego odkrycia polegają na tym, że chirurgicznie można bezpiecznie otworzyć ucho wewnętrzne, wprowadzić elektrody stymulujące uszkodzoną część ślimaka i uzupełnić istniejący słuch w zakresie niskich tonów. Takie uszkodzenia słuchu mogą powstawać wraz z wiekiem u każdego z nas. Osób z różnymi typami CzG są miliony na świecie, i to im będziemy mogli pomóc dobrze słyszeć.

– Wkrótce przeniósł pan pole operacyjne z dorosłych na dzieci.
– Przez 2 lata zbierałem wyniki od osób dorosłych, by w 2004 zoperować pierwsze w świecie dziecko z CzG. Było to ogromne wyzwanie. U dzieci sytuacja jest zawsze trudniejsza, bo nie one podejmują decyzję. To my tłumaczymy rodzicom, co możemy zrobić. Staramy się minimalizować ich stres i robimy wiele, by w drodze na blok operacyjny aż do uśpienia były ze swoimi bliskimi, by w ich obecności się budziły. Ale wyniki pokazują, że miałem rację.

– Czy wprowadzenie tych nowatorskich zabiegów sprawiło, że dziś każda osoba z wadą wrodzoną lub nabytą będzie mogła odzyskać słuch?

– Często mówię, że możemy pomóc prawie każdemu. Musi się zgłosić na badania jak tylko on lub jego otoczenie zauważy, że coś jest nie tak. Nowe technologie, nowe materiały i rozwiązania operacyjne zwiększają nasze możliwości i dają większe szanse dla naszych pacjentów z uszkodzeniami wrodzonymi i nabytymi ucha zewnętrznego, środkowego lub wewnętrznego. Od 2003 r.
robimy najwięcej w świecie operacji poprawiających słuch. To się przekłada na ogromne doświadczenie i wprowadzanie optymalnych, bezpieczniejszych rozwiązań operacyjnych.

– Kiedy wszyscy gratulowali dokonań, pan mówił o planach, które trzeba zrealizować. Jednym z nich były badania przesiewowe słuchu.
– Od 20 lat planuję i przedstawiam swoje główne zamierzenia po to, by oswoić otoczenie z rozwiązaniami innowacyjnymi. Moja filozofia w nauce i medycynie to dążenie do rozwoju, podnoszenia umiejętności, wykorzystywania nowych technologii i organizacji pracy. Uważam, że w kraju pracuje dużo wspaniałych, doświadczonych i oddanych lekarzy, pielęgniarek i techników. To z nimi mogłem zacząć nowe projekty. Badania przesiewowe, prowadzone na dużą skalę, to wielkie wyzwanie i szansa postępu. Tym zaraziła mnie doc. M. Góralówna. Kiedy spotkaliśmy się w 1991 r., uznałem, że gdy do jej doświadczenia dodamy nasz entuzjazm i pracę, osiągniemy wiele. Wiele też zmieniliśmy w polskiej medycynie.

W 1993 r. przedstawiliśmy pierwsze doniesienia z badań pilotażowych dotyczących wczesnego wykrywania zaburzeń słuchu u noworodków. To był wtedy szok. W latach 1995-98 realizowałem program zamówiony przez ministra zdrowia. Jego celem było przygotowanie standardu prowadzenia tych badań u noworodków. Zadanie zostało wykonane w oparciu o dane z 70 polskich szpitali. Opracowane wtedy zasady były podstawą wszelkich dalszych prac w tym zakresie. Uzyskane wyniki były największym wkładem w Europejski Konsensus przyjęty w 1998 r. w Mediolanie, którego byliśmy polskim sygnatariuszem. Kierowany przeze mnie zespół uzyskał za to zadanie w 1998 r. Nagrodę Ministra Zdrowia.

Następnym wyzwaniem było rozpoczęcie badań u dzieci z klas I-III szkół podstawowych. Wspólnie z naukowcami Brigham Young University w Provo (USA) i Uniwersytetu M. Skłodowskiej-Curie w Lublinie przeprowadziliśmy badania pilotażowe w 82 szkołach w Polsce. Wyniki oparte o badania ok. 6000 dzieci wskazały, że u co piątego dziecka występują zaburzenia słuchu. Te wyniki były podstawą realizacji kolejnego zadania  ministra zdrowia pt. „Program opieki nad osobami z uszkodzeniami słuchu w Polsce”. W jego ramach powstały nowe narzędzia, aparatura i systemy badawcze „Słyszę”, „Widzę”, „Mówię”.

Nowe pomysły zrealizowane z naukowcami z Politechniki Gdańskiej pozwoliły zebrać informacje za pośrednictwem internetu od ponad 16 mln osób z 68 krajów świata. Przyczyniły się do opracowania z grupą badaczy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie najnowszej aparatury „Platformy Badań Zmysłów”.

Za wymienione programy, platformę oraz aparaturę typu Kuba, KubaMikro oraz Audiometr S otrzymaliśmy około 100 różnych wyróżnień, złotych medali na najważniejszych salonach wynalazczości i postępu technologicznego. Przeprowadzając badania przesiewowe, wykazaliśmy, że problemy ze słuchem ma co piąty, ze wzrokiem co trzeci, a z mową – co czwarty uczeń.

W ciągu 11 lat na kongresach światowych i kontynentalnych w zakresie audiologii, foniatrii, otolaryngologii i rehabilitacji przedstawiliśmy w sumie ok. 200 publikacji. Udało się nam zarazić inne kraje. Rzadko spotykanym w nauce i medycynie efektem tych działań było wsparcie naukowe, jakie europejskie organizacje w zakresie audiologii, foniatrii, okulistyki i terapii mowy udzieliły dla polskiego priorytetu – wyrównywanie szans edukacyjnych młodego pokolenia Europy w oparciu o wczesne wykrywanie zaburzeń słuchu, wzroku i mowy.

Podpisany 22 czerwca br. w Warszawie z mojej inicjatywy „Europejski Konsensus Naukowy nt. badań przesiewowych słuchu, wzroku i mowy u dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym” został niezwykle ciepło, z jednogłośną aprobatą wszystkich krajów członkowskich, przyjęty podczas lipcowego spotkania ministrów zdrowia krajów UE w Sopocie. To wielki sukces naszego Instytutu, środowiska naukowego i naszego kraju.

– Jak to się stało, że z inicjatywy lokalnej badania te urosły do rangi o znaczeniu międzynarodowym?
– O międzynarodowym wydźwięku zadecydowały wyniki. Wykazaliśmy, że masowe badania populacji 7-latków, zrealizowane wraz z KRUS-em, we wszystkich szkołach wiejskich i małych miastach w Polsce oraz badania 12-latków przeprowadzone z władzami Warszawy to wielkie osiągnięcia naukowe i organizacyjne. Systematyczne i konsekwentne przedstawianie wyników badań kolejnych grup zbadanych dzieci, których tylko w ostatnich 3 latach było ponad 350 tysięcy, zaowocowało poparciem europejskich organizacji i grup roboczych.

Potwierdzeniem był podpisany przez 27 przedstawicieli krajowych i 4 towarzystwa międzynarodowe wspomniany „Europejski Konsensus Naukowy”. Zrozumieliśmy, że bez badań przesiewowych całej populacji dzieci rozpoczynających obowiązek szkolny nie możemy mówić o dobrym rozwoju młodego pokolenia Europy. To, co wydarzyło się 22 czerwca  w Warszawie, tak naprawdę zaczęło się 4 lata wcześniej w Brukseli. Nasz Instytut zorganizował w gmachu Parlamentu Europejskiego kilkudniową wystawę i cykl wykładów na ten temat. Wtedy zostaliśmy dostrzeżeni i docenieni przez społeczność międzynarodową.

– Spróbujmy porównać audiologię i foniatrię z czasów, kiedy pan zaczynał z tym, co mamy dziś.
– Audiologia z foniatrią były dwiema podspecjalizacjami. Foniatria stała na wyższym poziomie. Były dwie szkoły – warszawska i poznańska, wielu liderów, rehabilitacja na wysokim poziomie. W wielu ośrodkach zrobiono bardzo dużo w trudnych warunkach. O pozycji audiologii, zwłaszcza w odniesieniu do diagnostyki zaburzeń słuchu, decyduje aparatura. Na początku lat 90. w kraju były trzy urządzenia do obiektywnych badań słuchu. U dzieci jest to podstawa jakiejkolwiek terapii, aparatowania, implantowania itd.

Jeszcze większym problemem była świadomość, jaką pomoc i kiedy można zaproponować dziecku z wadą słuchu. Gdy w 1992 r. wykonałem pierwszą operację, wiele osób z naszego środowiska potraktowało ten fakt nie jako szansę odzyskania słuchu, ale jako zniszczenie ślimaka. Uwiecznił to jeden z polskich otolaryngologów, który mi przysłał moją podobiznę z wypowiedzią ważnej osoby: „Oto ten, który zabił ślimaka, Panie Kolego”.

Atmosfera ta była zaprzeczeniem entuzjazmu wyrażonego we wszystkich mediach. By fakt tej operacji nie był jednorazowym wydarzeniem, zrobiłem wszystko, by powstał wielospecjalistyczny zespół lekarzy, logopedów, psychologów, pedagogów, inżynierów i techników. Dzięki temu już po roku powstał drugi co do wielkości i zakresu działań w Europie wspomniany Ośrodek „Cochlear Center”. Po trzech latach, na podstawie jego dorobku, powstał Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu. Trzeba było budować zaplecze i gonić świat. Po 10 latach nie tylko go dogoniliśmy, ale wykonaliśmy pierwsze w świecie operacje leczenia CzG i otworzyliśmy Międzynarodowe Centrum Słuchu i Mowy.

W 1994 r. prof. Zofia Kuratowska zaproponowała mi, bym zrealizował zadanie Społecznej Fundacji Solidarność pt.: „Program pomocy osobom niedosłyszącym w Polsce”. Moim głównym celem było przekonanie środowiska medycznego i rodziców, że zakupione wtedy aparaty można założyć w 2.-3. roku życia. To był szok, gdyż wtedy zakładano je dzieciom idącym do szkoły. O tym, że można to zrobić wcześniej, nie było mowy ani świadomości. Jak jest dziś? Wczesne wykrycie wady jest możliwe zaraz po urodzeniu, aparatowanie w pierwszych miesiącach, wszczepienie implantu, jeżeli dziecko jest głuche, po 6. miesiącu życia. To odzwierciedla ogromny postęp.

Wczesne wykrywanie jakiejkolwiek choroby to szansa na szybsze i tańsze leczenie. Moja działalność w tym zakresie na forum krajowym i międzynarodowym ma swoją wartość. W zakresie otochirurgii wiązało się to z zastosowaniem wielu nowych materiałów oraz sposobów rekonstrukcji ucha zewnętrznego i środkowego. Najbardziej spektakularne są prace związane z wdrożeniem po raz pierwszy leczenia CzG. Nikt wcześniej nie uzupełnił elektrycznie normalnego słuchu.

Z kolei badania przesiewowe i wczesne wykrycie wad słuchu to olbrzymie przedsięwzięcie o znaczeniu społecznym i ekonomicznym. Upowszechnienie tych badań w odniesieniu do populacji noworodków, 6-7-latków, 12- i 18-latków w całej Europie będzie oznaczało największe zaangażowanie medycyny w działania prewencyjne, mające ogromny wpływ na poziom i jakość komunikacji międzyludzkiej.

– Nie tylko rozwija i wspiera pan nowatorskie badania naukowe, ale także robi wszystko, aby upowszechnić je na skalę międzynarodową. Czym się wyróżniają takie szkolenia?

– Zrozumiałem, że moje pierwsze operacje leczenia CzG, by zostały upowszechnione, muszą być wykonane przez innych. Samo pokazywanie wyników na kongresach i w publikacjach nie wystarczy. Trzeba pokazać „na żywo”, jak się to robi. To było powodem organizacji cykli pokazów.
Po specjalnych kursach organizowanych w Kajetanach przyszedł czas pokazać, jak to robię, za granicą. Tam jest to wyzwanie jeszcze większe. Powierza mi się zoperowanie pacjenta, który jest obywatelem innego państwa w jego kraju. Wszyscy patrzą na ręce, jest ogromna presja i odpowiedzialność.

Pokazowe operacje w Kajetanach obejrzało ok. 3000 specjalistów. Za pośrednictwem internetu w ramach międzynarodowych pokazów mogło te operacje obejrzeć ok. 20 tys. osób. Ponad 1,5 tys. oglądało je w Sankt Petersburgu, Manili, Mińsku, Grodnie, Kijowie i Hanowerze. W wielu środowiskach zagranicznych mówią, że jestem dobrym ambasadorem Polski. Wyrazem tego było specjalne wyróżnienie, które otrzymałem, jako pierwszy polski lekarz od ministra spraw zagranicznych w 2010 r.

– Czy kiedy zaczynał pan karierę naukową, marzył, że kiedyś kierowany przez pana Instytut uzyska tytuł do podjęcia się światowej koordynacji działań z zakresu nauki i medycyny praktycznej?

– W tym roku chcemy otworzyć Światowe Centrum Słuchu. Leczenie częściowej głuchoty będzie jednym z głównych zadań. Ale nie tylko my będziemy w nim prowadzić swoje badania, wdrażać nowe metody. Już dziś realizujemy kilkanaście nowych projektów dotyczących wielu zaawansowanych technologii ze specjalistami zagranicznymi. Jestem przekonany, że opracujemy wkrótce nowe aplikacje kliniczne pokazujące postęp w leczeniu zaburzeń słuchu, głosu, mowy i równowagi.

W 1989 r. przywiozłem z Paryża zrobiony z wycinanek naklejonych na białą kartkę i odbity na kolorowym ksero folder specjalistycznego ośrodka. To było moje wielkie marzenie. Zrealizowałem je zarówno w wymiarze krajowym, jak i międzynarodowym. Nasze plany względem Światowego Centrum Słuchu są bardzo ambitne, ale realne. Przykładem niech będzie Multimedialne Centrum Telemedycyny otwarte w tym roku. To najnowocześniejsze laboratorium w Europie, które obsługuje pierwszą w świecie krajową sieć telemedycyny.

– Mówią o panu – lekarz, naukowiec, menedżer, a nawet wizjoner. A pan jak by siebie określił?
– Przede wszystkim jestem lekarzem, który prawie codziennie konsultuje i operuje. Wyniki i obserwacje swoich prac klinicznych staram się wraz z zespołem Instytutu pokazać na wszystkich kongresach kontynentalnych i światowych. To nie jest łatwe, ale niezbędne. Na wielu forach międzynarodowych jesteśmy jedynymi przedstawicielami z Polski.

Liczba naszych opracowań, prezentacji i publikacji liczona jest w tysiącach. Aby to wszystko ogarnąć, trzeba mieć zarówno koncepcję, jak i niezwykłą konsekwencję, by ją wdrożyć. Kocham pracę i jestem człowiekiem, który ceniąc historię, cały czas intensywnie rozwija siebie i Instytut, patrząc w przyszłość.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum