Śląski finał, ogólnopolskie problemy

Autor: Andrzej Bęben, Wojciech Kuta, Piotr Wróbel • • 07 maja 2009 15:43

W sześciu regionalnych konferencjach RZ uczestniczyło ponad 2 tys. osób mających mniejszy lub większy wpływ na funkcjonowanie naszej opieki zdrowotnej

16 kwietnia br. w Katowicach podsumowaliśmy drugą już edycję cyklu konferencji Rynku Zdrowia pt. "System opieki zdrowotnej. Ogólnopolskie problemy - regionalna perspektywa". Wcześniej przedstawiciele świata medycyny, parlamentu, władz samorządowych, NFZ oraz firm branży medycznej dyskutowali w Poznaniu, Gdańsku, Krakowie, Lublinie i w Warszawie.

Katowicka, finałowa konferencja cyklu, była zarazem imprezą towarzyszącą podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, którego głównym organizatorem było PTWP SA - wydawca m.in. miesięczników Rynek Zdrowia oraz Nowy Przemysł.

W sumie w tych sześciu konferencjach uczestniczyło ponad 2 tys. osób, mających mniejszy lub większy wpływ na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia w Polsce. Otwierająca katowicką konferencję wicemarszałek senatu Krystyna Bochenek podkreśliła, że spotkania organizowane przez redakcję i wydawcę Rynku Zdrowia wpisują się m.in. w propagowanie tezy o tym, że "zdrowie jest wartością dla jednostki i bogactwem dla społeczeństwa".

Senator Bochenek przyznała, że ma nadzieję, iż w kolejnej edycji cyklu konferencji RZ do jego programu wejdzie punkt pod tytułem "Jak kształtować świadomość zdrowotną społeczeństwa": - Polacy mało robią dla swojego zdrowia - podkreślała senator.

To prawda. Jednak kondycja zdrowotna społeczeństwa w znacznym stopniu zależy również od sprawności systemu ochrony zdrowia. Jak się ów system ma w województwie śląskim?

Mniej się zadłużają

Pod nadzorem właścicielskim marszałka województwa śląskiego znajduje się obecnie 56 jednostek. Placówki wojewódzkie, tak jak i w innych regionach Polski, borykają się wieloma problemami, a najważniejszy z nich to zadłużenie. Członek Zarządu Województwa Śląskiego Mariusz Kleszczewski podkreślił jednak podczas konferencji, że po raz pierwszy od kilku lat, w końcu ub. roku zobowiązania wymagalne "marszałkowskich" placówek nie przekroczyły 100 mln zł.

- Od początku roku zobowiązania wymagalne przeterminowane spadają średnio o 10%. Nasza strategia zmierza do zmniejszenia liczby jednostek pod nadzorem marszałkowskim - stwierdził Mariusz Kleszczewski.

By uzdrowić sytuację we wszystkich tych jednostkach, samorząd woj. śląskiego potrzebowałby ok. 1,5 mld zł. Takich pieniędzy nie ma i nie będzie w budżecie województwa, więc pozostaje - jak to określił Mariusz Kleszczewski - "metoda drobnych kroków". Rewolucyjne zmiany, czyli przekształcenia SPZOZ-ów w spółki, hamuje wysokość zadłużenia placówek.

W tym roku w Częstochowie skonsoliduje się dwa szpitale, w Katowicach - dwie poradnie, w Bytomiu dwie jednostki przekształcone zostaną w spółki pracownicze. Jak widać z tzw. planu B, wiele Śląskie nie uszczknie.

Chcą spółki z województwem

W Częstochowie gmina skonsolidowała trzy szpitale w jeden organizm prawny. Teraz Miejski Szpital Zespolony to 60 mln zł kontraktu, 660 łóżek i 860 zatrudnionych w jednym szpitalu mającym trzy lokalizacje.

- Dobrze, że już przestaliśmy rozmawiać o tym, czy przekształcenia własnościowe są potrzebne czy nie. To jest już za nami - z ulgą mówił Jacek Betnarski, wiceprezydent Częstochowy odpowiedzialny za ochronę zdrowia. - Nasz szpital jest teraz zadłużony na ok. 54 mln zł, z czego 14 mln zł to zobowiązania publicznoprawne.

- Jeśli przekształcimy SPZOZ w spółkę prawa handlowego w ramach planu B, to zadłużenie zostanie nam pokryte, umorzone.

Rzecz tylko w tym, że jeśli gmina wniesie w spółkę aport rzeczowy, to od jego wartości będzie musiała odprowadzić podatek VAT w wysokości około 14 mln zł - dodał prezydent Betnarski. Przyznał, że w tym roku ciężko jest konstruować biznesplany, gdyż wpływy za kontrakty będą mniejsze o kilka milionów od ubiegłorocznych. I nie ma gwarancji, że w drugim półroczu mogą się zwiększyć.

Czy perspektywą dla częstochowskiej, gminnej, służby zdrowia jest jej komercjalizacja? Jacek Betnarski jednoznacznie nie odpowiedział na takie pytanie. Przypomniał jednak, że swego czasu gmina proponowała śląskiemu marszałkowi utworzenie jednej spółki z jednostek działających w mieście.

- W perspektywie jest to cel, do którego powinniśmy dążyć - przyznał prezydent Betnarski.

A co, jeśli szpital jest tak zadłużony, że zagraża to stabilności jego działania? - Rolą firm takich jak Electus SA, jest zapewnienie wsparcia i pomocy w odzyskaniu płynności finansowej i restrukturyzacji zobowiązań - wyjaśniała Wioleta Błochowiak,wiceprezes tej giełdowej spółki. - Takie działania, we współpracy z doradcą, a zarazem podmiotem finansującym restrukturyzację, mogą być podstawą do stworzenia programu odpowiadającego ograniczonym możliwościom finansowym, przede wszystkim z zastosowaniem długoterminowego finansowania bez konieczności przedstawiania zabezpieczeń.

Prezes Błochowiak podkreślała, że restrukturyzacja finansowa w zakresie zobowiązań szpitala powinna być traktowana jako wstęp do dalszej restrukturyzacji, tzn. organizacyjnej, koniecznej do utrzymania korzyści z restrukturyzacji finansowej: - Odzyskując płynność finansową, szpital może w końcu spokojnie pomyśleć np. o zarządzaniu kosztami i o inwestycjach.

Zmiana nie jest błyskawiczna

Ewa Więckowska jest prezesem zarządu Szpitala Miejskiego Sp. z o.o. w Gliwicach - spółki z 86-procentowym udziałem gminy. Na przykładzie tej placówki widać, że przekształcenie własnościowe nie jest łatwe i szybkie. O nim w Gliwicach zaczęto poważnie myśleć już w 2002 r. Trzeba było ogłosić stan likwidacji, założyć spółkę itp. Minęło kilka lat, nim 1 marca 2008 r. Szpital Miejski - już jako spółka - przejął działalność medyczną.

- Po pierwszym roku funkcjonowania nie mieliśmy straty, za to pojawił się zysk. Co się zmieniło? Zarząd ponosi materialną odpowiedzialność za funkcjonowanie placówki. Z badań ankietowych wynika, że 70% pacjentów uważa, iż dostęp do świadczeń nie został zmniejszony. Większość z nich nawet nie wie, że leczy się w niepublicznym szpitalu... Z drugiej strony 31% załogi popiera przekształcenie, ale 40% nie ma o tym zdania - wyliczała prezes Więckowska.

Poszukiwanie inwestora

Politykę przekształcania publicznego w niepubliczne z konsekwencją realizują Katowice. To chyba jedyne miasto w Polsce, w którego magistracie jest "Wydział Zdrowia, Nadzoru Właścicielskiego i Przekształceń Własnościowych".

Wiceprezydent Katowic Krystyna Siejna przypomniała dokonania gminy w tej mierze. Władze miasta szacują, że program przekształceń potrwa jeszcze dwa lata. Obecnie miasto szuka inwestora zewnętrznego dla szpitala urologicznego.

Od 1 kwietnia br. prywatny kapitał zaangażował się w prowadzenie jedynego w Polsce szpitala geriatrycznego. Podobnie jest z trzema innymi szpitalami, dawniej gminnymi. Sytuacja szpitali klinicznych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego nie odbiega od tego typu placówek w innych częściach Polski. Jednym zdaniem: wysokospecjalistyczne świadczenia i dydaktyka kosztują tyle, że nie da się ich pokryć wyłącznie wpływami z NFZ.

Jakość kosztuje, a wszystko wskazuje na to, że koszty działalności szpitali - nie tylko klinicznych - będą wzrastały, choćby dlatego, że samorząd lekarski wciąż postuluje ustalenie minimalnej płacy dla lekarza. A związkowcy przypominają, że w perspektywie dwóch, może trzech lat Unia Europejska wprowadzi zakaz pracy ponad 48 godzin w tygodniu, a w przypadku lekarzy będzie również sumowała czas pracy w jednostkach różnych systemów właścicielskich.

- Trzeba być na tę sytuację przygotowanym - przestrzegał Maciej Niwiński, szef śląsko-zagłębiowskich struktur OZZL. Paneliści w jednym mieli wspólny pogląd. Choć ważne jest oddłużenie, restrukturyzacja zatrudnienia, optymalizacja kosztów działania itp., to kluczowe dla funkcjonowania placówek systemu ochrony zdrowia jest: - Zaprzestanie obniżania wyceny świadczeń dokonywanych przez będącego monopolistą NFZ - grzmiał dr Niwiński.

Jak finansować

Poseł Andrzej Sośnierz przypomniał, że kiedy był prezesem NFZ, pracował wraz z zespołem nad systemem Jednorodnych Grup Pacjentów i nadal jest jego zdecydowanym zwolennikiem. Ubolewał jednak, że obecna wersja polskiego JGP jest zbyt dowolna i uznaniowa.

- Właśnie tej uznaniowości rozliczeń z płatnikiem system JGP miał położyć kres. Niestety, stało się inaczej. Mamy dziś zniekształcony brytyjski model jednorodnych grup, oderwany od rzeczywistych kosztów procedur - stwierdził poseł Sośnierz. - Dlatego powinna powstać Agencja Cen, aby funkcjonowanie JGP było wreszcie poparte rzetelnym rachunkiem kosztów.

Dr Jacek Czapla, dyrektor Centralnego Szpitala Klinicznego im. prof. K. Gibińskiego w Katowicach, przyznał, że poziom finansowania świadczeń w jego szpitalu po wprowadzeniu JGP się obniżył.

- Dodatkowym problemem jest nieprzewidywalność wyniku finansowego placówki w obecnym systemie rozliczeń. To efekt niekończącej się ścieżki renegocjowania warunków kontraktu - zaznaczył dyrektor Czapla.

- Należy też zadać sobie pytanie, czy szpital kliniczny to taka sama placówka jak inne? Patrząc na obecną strukturę kontraktów i pacjentów, odpowiedź jest twierdząca. Tymczasem szpital kliniczny ma swoje specyficzne statutowe zadania - szkoleniowe, badawcze, naukowe - przypomniał Jacek Czapla. - Dlatego same świadczenia medyczne w takich jednostkach powinny być środkiem do osiągnięcia owych celów statutowych.

Do szpitali klinicznych mają trafiać pacjenci najbardziej skomplikowani - a ich leczenie wymaga większego finansowania. Źródłem dopływu takich środków w przyszłości może być wielość płatnika albo płatnik alternatywny - nawet prywatny lub zagraniczny.

Podobnie jak inni uczestnicy dyskusji, dyrektor Czapla zadawał pytanie: dlaczego przy deklarowanej przez państwo równości podmiotów gospodarczych, publiczne szpitale - w przeciwieństwie do niepublicznych - nie mogą sięgać po tzw. pacjenta komercyjnego? - System JGP wprowadzono w Polsce niedokładnie i na skróty. W naszym szpitalu, gdzie ok. 80% pacjentów to dzieci, aby utrzymać finansową równowagę, musimy teraz wykonywać o 20% zabiegów więcej. I robimy to. Jednak bez możliwości pozyskiwania źródeł spoza NFZ, mielibyśmy trudności ze zbilansowaniem szpitala - przyznał Henryk Kawalski, dyrektor niepublicznej Lecznicy Dzieci i Dorosłych, Szpital im. Mościckiego w Chorzowie.

Terapeutyczne sukcesy i wyzwania

Prelegenci, podobne jak w trakcie wcześnieszych konferencji regionalnych, rozmawiali także o problemach m.in. kardiologii, onkologii, reumatologii.

Prof. Mariusz Gąsior ze Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu przypomniał, iż chorych kardiologicznie należy podzielić na "ostrych" i planowych. - W przypadku pacjentów ostrych, sytuacja pod względem m.in. czasu oczekiwania na wykonanie procedur jest dość dobra.

Można nawet mówić o polskim fenomenie w zakresie leczenia inwazyjnego chorych z ostrym zespołem wieńcowym - powiedział prof. Gąsior. Wskazał także na ważną rolę, jaką odgrywa ogólnopolski rejestr ostrych zespołów wieńcowych (OZW), największy tego typu rejestr w Europie; obecnie jest w nim zgromadzonych ok. 280 tys. chorych, co umożliwia śledzenie na przestrzeni lat danych epidemiologicznych i dotyczących wyników leczenia.

Wraz z rozwojem kardiologii inwazyjnej znacząco spadła umieralność pacjentów z OZW. - W 2003 r. leczyliśmy inwazyjnie ok. 30-40% chorych z zawałem, a umieralność wewnątrzszpitalna w woj. śląskim wynosiła 12-13%. W 2008 r. leczonych inwazyjne było ok. 80% chorych, umieralność wyniosła ok. 7%. To duży sukces - zaznaczył prof. Gąsior.

Natomiast dużo do zrobienia jest w przypadkach najciężej chorych - ze wstrząsem kardiogennym, obrzękiem płuc oraz osób w starszym wieku. W tych grupach osób z OZW umieralność wśród leczonych zachowawczo sięga 60-80%.

- Odstajemy także od wielu krajów zachodnich w zakresie elektroterapii, w tym pod względem liczby wykonywanych zabiegów ablacji, wszczepień kardiowerterów, stymulatorów - mówił prof. Mariusz Gąsior.

Co z tą diagnostyką

Dr Elżbieta Nowara, kierownik Kliniki Onkologii Klinicznej w Instytucie Onkologii w Gliwicach, konsultant wojewódzki w dziedzinie onkologii klinicznej, omówiła m.in. realizację programów terapeutycznych w onkologii.

- Bardzo łatwo policzyć, jaka kwota jest potrzebna na leczenie chorych w ramach poszczególnych programów oraz w procedurach standardowych. Dzięki rejestrom krajowym wiemy, ile osób zapada na nowotwory i ilu pacjentów powinniśmy objąć danym programem - stwierdziła dr Nowara. - Z moich informacji wynika, że szczególnie od 1 kwietnia tego roku, programy terapeutyczne są znacznie niedoszacowane, nawet - jak w przypadku np. raka piersi - czterokrotnie.

Mówiąc o dostępie do diagnostyki raka piersi, dr Nowara powołała się na dane, według których ok. 50% chorych na raka piersi w Polsce nie ma oznaczanych żadnych receptorów - ani estrogenowych, ani progesteronowych: - Tymczasem już od kilkunastu lat te receptory powinny być oznaczane rutynowo. Natomiast receptorów HER2 nie oznacza rutynowo praktycznie żaden szpital. Takie badania są wykonywane sporadycznie w niektórych placówkach.

Dramatyczne wybory

O niektórych problemach związanych z chemioterapią w leczeniu onkologicznym mówił m.in. dr Aleksander Zajusz, zastępca dyrektora ds. klinicznych Instytutu Onkologii w Gliwicach.

- Chemioterapia jest pojęciem bardzo szerokim. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, do jakiej dostępności w tym zakresie dążymy? - powiedział Aleksander Zajusz, przypominając teksty z 2007 r.

opublikowane w New England Journal of Medicine, a dotyczące inhibitorów kinazy tyrozynowej w leczeniu rozsianego jasnokomórkowego raka nerki.

- Do chorych trafił przekaz, iż pojawił się cudowny lek na ten rodzaj raka. Zaczęli masowo zgłaszać się do nas pacjenci, którzy chcieli skorzystać z tej terapii - wspomina dr Zajusz. - Problem w tym, że roczna kuracja jednym z tych leków kosztuje ok. 300 tys. zł, czyli za 1 mln zł jesteśmy w stanie przeleczyć średnio 3,5 osoby w ciągu roku. Za ten sam milion złotych możemy leczyć ok. 200 innych pacjentów.

- Ponadto na razie wiemy tylko, że owe inhibitory - w przypadku rozsianego jasnokomórkowego raka nerki - jedynie wydłużają czas do progresji przerzutów. Nie ma więc dowodów, że ten lek przedłuża życie. Natomiast ze wspomnianych 200 osób, pewną grupę za ten sam milion złotych jesteśmy w stanie wyleczyć - dr Zajusz ilustrował tym przykładem dramtyczne wybory, przed jakimi staje nasz system ochrony zdrowia.

Na poprawę dostępu do radioterapii pacjentów onkologicznych w woj. śląskim zwrócił uwagę Włodzimierz Migacz, dyrektor Szpitala im. Stanisława Leszczyńskiego w Katowicach: - Na Śląsku dostęp do takiego leczenia jest wyższy niż w innych regionach Polski, co wydaje się związane z lepszym wykorzystaniem aparatury. Nadal jednak, podobnie jak w całej Polsce, potrzebne są kolejne ośrodki. Niestety, brakuje radioterapeutów oraz onkologów klinicznych.

Prośba o mniej biurokracji

Zdaniem dyrektora Migacza, barierą w dostępności chemioterapii nadal pozostaje biurokracja.

- W leczeniu onkologicznym musimy zwracać uwagę nie tylko na czas przeżycia pacjenta, ale i na jakość życia tej osoby. To bardzo ważne, czy przez np. 1,5 roku chory będzie leżał w łóżku w stanie ciężkim, czy przez te same półtora roku będzie aktywny zawodowo.

W Polsce,w przeciwieństwie do światowego trendu, do tego aspektu terapii nadal przywiązuje się zbyt małe znaczenie - mówił dr Wojciech Poborski, ordynator oddziału onkologii katowickiego Szpitala im. Stanisława Leszczyńskiego.

- W przypadku programów terapeutycznych w reumatologii, sytuacja jest zadowalająca, choć jeszcze nie w pełni satysfakcjonująca - stwierdził prof. Eugeniusz Kucharz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Reumatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Prof. Kucharz także wskazał na biurokratyczne bariery, ograniczające pacjentom możliwości korzytania ze skutecznego leczenia reumatologicznego: - Nadzór nad drogimi terapiami i ich dokumentowanie jest konieczne, jednak wymagana ilość tej dokumentacji jest tak duża, że niektóre ośrodki realizujące programy terapeutyczne są zniechęcone. Długa i dość skomplikowana jest też urzędowa droga kwalifikowania chorych do nowoczesnych terapii biologicznych.

O normach zatrudnienia pielęgniarek w placówkach opieki zdrowotnej mówiła Mariola Bartusek, przewodnicząca Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Katowicach: - Niestety, obsada pielęgniarska w wielu szpitalach jest znacznie niższa niż zakładają minimalne normy. Dobrze pod tym względem jest w placówkach, które mają akredytację lub do niej się przygotowują.

Pytania o wymagania

Część dyskusji, tak jak podczas poprzednich konferencji regionalnych Rynku Zdrowia, poświęciliśmy wymaganiom płatnika, jakie obowiązują od 1 stycznia tego roku w zakresie standardów. Nikt nie kwestionował, że są potrzebne i muszą się zmieniać w trosce o zapewnienie jakości świadczeń.

Powracało jednak pytanie o ich racjonalność i sugestia większej elastyczności płatnika w ich stosowaniu. Dr Ewa Emich-Widera, dyrektor naczelny Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, jako przykład standardu, który został automatycznie przeniesiony do Centrum i nie ma tam uzasadnienia ekonomicznego, podawała wymóg posiadania osobnego angiografu.

Taki aparat znajduje się w najbliższym sąsiedztwie w drugim szpitalu usytuowanym w tym samym kompleksie budynków, a konieczność skorzystania z tej aparatury zachodzi kilka razy do roku.

Pewnej elastyczności - zdaniem dr Emich-Widery - zabrakło też płatnikowi stosującemu nowe wymagania kadrowe wobec bardzo dobrego, jednego z nielicznych w Polsce, oddziałów urologii dziecięcej w GCZD. Oddział jest mały, 8-łóżkowy, ale wystarczający dla populacji zgłaszających się tam pacjentów.

- Nie widzę uzasadnienia, dla którego koniecznie muszą tam pracować dwaj specjaliści na pełne etaty. Takie rozwiązanie nie pozwala ordynatorowi i drugiemu lekarzowi udzielać porad ambulatoryjnych, bo całe swoje dwa etaty zużywają na oddziale - tłumaczyła dyrektor GCZD.

Powinno być racjonalnie

Zdaniem dyrektor Centrum, dobrym natomiast przykładem racjonalnej polityki konsultanta krajowego w zakresie standardów pediatrycznych są wymagania dotyczące urządzeń potrzebnych do tzw.
fenotypizacji, bez której niemożliwe jest włączenie właściwej terapii, a potem udzielanie właściwych porad rokowniczych z dziedziny onkologii dziecięcej.

- To badanie jest nadzwyczaj trudne technicznie i dlatego próby tworzenia wielu ośrodków, w których pracowałby bardzo drogi sprzęt, były chybione z punktu widzenia wymagań kadrowego. Trzeba bardzo długo się uczyć, żeby należycie, mimo posiadania dobrej aparatury, rozpoznawać to, co przynosi materiał pobrany do badań. Obecna polityka w tym zakresie zakładająca istnienie niewielu ośrodków interpretujących te badania, za to posiadających doświadczoną kadrę, jest jak najbardziej racjonalna - stwierdziła Ewa Emich-Widera.

Dyrektor Zespołu Wojewódzkich Przychodni Specjalistycznych w Katowicach Marek Labus zwrócił uwagę, że nowe standardy wychodzą co prawda naprzeciw aspiracjom personelu medycznego, motywują do poprawy warunków leczenia, ale czasami kłócą się z zasadami ekonomii i narażają ZOZ-y na niepotrzebne jego zdaniem wydatki.

Z tego powodu dyrektorzy szpitali popadają w konflikty z personelem medycznym: - Podstawą przy decyzjach zakupu powinno być oczekiwane wykorzystanie urządzeń, tymczasem tu ogranicza nas wielkość kontraktu. Niełatwo podnosić argument racjonalności w sytuacji, gdy na dodatek bardzo trudno jest powiązać zarobki pracowników w placówkach publicznych z wynikami ekonomicznymi - argumentował Marek Labus.

JGP story

Przy okazji dyskusji o standardach wypłynął też temat wymagań kontraktowych stawianym podmiotom świadczącym usługi pogotowia ratunkowego.

Według Artura Borowicza, dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, pogotowie powinno nadal udzielać świadczeń nocnej pomocy wyjazdowej, ale warto się zastanowić nad taką modyfikacją systemu, by w POZach do godz. 22.00 byli dostępni dla pacjentów dyżurujący lekarze. Zwykle do tej godziny bowiem szpitalne oddziały ratunkowe są zapełnione oczekującymi pacjentami wymagającymi często tylko prostej porady ambulatoryjnej.

Ciekawi byliśmy też zdania kadry zarządzającej szpitalami na temat przygotowania informatycznego wdrażania systemu rozliczeń według JGP. Śląsk był ostatnim regionem, który na zaproszenie Centrali Funduszu przystąpił do pilotażu wdrożeniowego. Było to dopiero w maju, podczas gdy w województwach północnych i centralnych pilotaż trwał już od stycznia.

Jak przypomniała Joanna Krukowska, z-ca dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, w ocenie Funduszu świadczeniodawcy nie potrafili należycie kodować procedur lub wpisywano niewłaściwe rozpoznania. Natomiast, w opinii dyrektor Krukowskiej, problem leżał w niewłaściwym skonfigurowaniu ortopedii w charakterystykach grup i plikach parametryzujących.

- Po interwencjach dokonano bardzo dużo zmian wprowadzanych kolejnymi zarządzeniami, a ich liczba nie świadczy dobrze o przygotowaniu systemu rozliczeń JGP - uważa Joanna Krukowska.

Serwisowanie aparatury

Osobną dyskusję wywołał temat jakości serwisowania aparatury medycznej. Andrzej Kucera, kierownik ds. kluczowych klientów Siemens Sp. z o.o. w sektorze Healthcare, zauważył, że coraz więcej jednostek ochrony zdrowia zawiera z dostawcami umowy pogwarancyjne dotyczące systematycznego serwisowania sprzętu. Taka forma współpracy ma dawać pewność, że placówek nie spotkają nieprzewidziane awarie, a części zamienne są oryginalne.

Według Andrzeja Płazaka, dyrektora Szpitala Klinicznego im. Mielęckiego w Katowicach, doświadczenia wskazują, że nie zawsze firmy duże, o ugruntowanej pozycji na rynku, okazują się bardziej rzetelne niż firmy małe: - Czasami rynkowe kolosy nie zachowują się wobec nas po partnersku. Gdy zgłaszamy awarię sprzętu, jeszcze na gwarancji, próbują na przykład przekonywać, że awaria jest wynikiem nieprawidłowego użytkowania sprzętu...

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum