Skalpelem i piórem

Autor: Ryszard Rotaub • • 19 maja 2010 12:52

Doktor Mieczysław Wyględowski napisał już 13 książek poświęconych dziejom medycyny w Częstochowie

Książkę przeczytałem jednym tchem w ciągu jednej nocy. Nie ukrywam, że mnie zafascynowała" - wyznał w przedmowie prof Zbigniew Religa. Entuzjastyczna recenzja "Chirurgii i chirurgów Częstochowy" utwierdziła jej autora, doktora Mieczysława Wyględowskiego, w przekonaniu, że warto poświęcić się historii medycyny Miał czas na pisanie: właśnie przechodził na emeryturę. Miał też wiedzę: za stołem operacyjnym spędził ponad pół wieku; miał również motyw: wynikającą z wieku i doświadczeń życiowych świadomość, że jeśli nie utrwali zdarzeń i sylwetek lekarzy, z którymi się zetknął, to odejdą w niepamięć.

- Byłem kiedyś na promocji książki "Historia chirurgii polskiej" prof. Wojciecha Noszczyka, guru warszawskiej chirurgii - wspomina dr Wyględowski. - Kartkuję, szukam czegoś o Częstochowie. Na próżno. Pytam więc zdumiony: "Panie profesorze, w Częstochowie nie było chirurgii, nie było chirurgów?". A on na to prowokacyjnie, że jeśli byli, to żebym o nich napisał. Zadedykował mi swoją książkę i rozstaliśmy się.

- Pomyślałem wtedy, że tak nie może być: ośrodek duży, z tradycjami, ze znakomitymi chirurgami... I ani słowa o tym wszystkim? Usiadłem do pisania. Byłem tak zmotywowany rozmową, że trzon książki powstał w 24 dni. Trzeba ją było jeszcze tylko uzupełnić o statystyki i inne dane źródłowe. Praca licząca 222 strony ukazała się w 1997 roku z pięknym wstępem nieodżałowanego prof. Religi.

Opisane zdarzenie sprzed lat miało niedawno swój epilog. W kwietniu tego roku dr Wyględowski był na posiedzeniu Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, na którym prof. Noszczyk zapowiedział, że w uzupełnionym wydaniu jego dzieła znajdą się fragmenty poświęcone chirurgii i chirurgom Częstochowy.

Z archiwów i wspomnień

Z pracy Wyględowskiego wynika, że początki chirurgii w Częstochowie należy datować na 1896 rok, kiedy dr Władysław Biegański zwrócił się do rektora UW z prośbą o skierowanie do miasta chirurga. Wcześniej chorych przyjmowali cyrulicy i felczerzy bez kwalifikacji chirurgicznych. W owym czasie chirurgia w Polsce funkcjonowała przy ośrodkach uniwersyteckich: we Lwowie, Wilnie, Krakowie, Warszawie.

Na prowincji nie było specjalistycznych oddziałów. Dopiero interwencja wielkiego społecznika spowodowała, że w mieście zjawił się prof. Władysław Wrześniowski, który w szpitalu Najświętszej Maryi Panny założył pierwszy oddział chirurgiczny na 30 łóżek. Kierował nim do 1935 roku.

Na przykładzie jednej miejscowości autor opisał, jak chirurgia, z rzemiosła polegającego głównie na upuszczaniu krwi i nastawianiu kończyn, stawała się pełnoprawną specjalizacją medyczną. Jej najbardziej dynamiczny rozwój przypadł na lata długiej kariery zawodowej dr. Wyględowskiego, toteż czasochłonnej kwerendy nie musiał robić. Relacjonowane zdarzenia mógł okrasić osobistymi wspomnieniami i anegdotami o kolegach lekarzach.

Wśród licznych ciekawostek można odnaleźć i taką, która także dziś szokuje. Otóż w latach 1987-91 w Szpitalu im. Rydygiera w Częstochowie prowadzono darmowe żywienie z karty Chory, niczym gość w restauracji, mógł codziennie wybierać spośród 3 zup i 5 dań drugich, co wtedy budziło niedowierzanie w całym kraju, a i teraz byłoby ewenementem. Trudno uwierzyć, ale szpital miał oszczędności na wikcie pacjentów, gdyż wcale nie wybierali drogich dań mięsnych. Zasmakowali w potrawach mącznych.

Pomogły córki

Wykorzystując zdobyty w trakcie pracy nad książką warsztat historyka, emerytowany chirurg zajął się innymi dyscyplinami: okulistką, dermatologią i anestezjologią. Pomagały mu córki: Mariola Ewa - dermatolog i Dorota -okulistka. Namawiał je do pisania. Nie odżegnywały się, ale narzekały na brak czasu. Jeśli miały wolną chwilę, robiły korektę, nanosiły poprawki, służyły fachowymi konsultacjami. Z anestezjologią sam sobie poradził.

Chirurgia i anestezjologia wyrosły z jednego pnia, a co ważniejsze, "był naocznym świadkiem narodzin nowoczesnej walki z bólem operacyjnym, uczestniczył też w staraniach o pozyskanie kadry lekarskiej i pielęgniarskiej chcącej poświęcić się temu trudnemu problemowi", o czym w przedmowie do pracy "Anestezjologia i anestezjolodzy Częstochowy" zaświadcza prof. Anna Dyaczyńska-Herman, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii.

W sumie napisał 13 książek, wraz z najnowszą "Kalendarium ochrony zdrowia Częstochowy". Przyznaje, że sam jest zaskoczony, że uzbierało się aż tyle. Tym bardziej że w szkole na lekcjach polskiego orłem nie był.

Dziś nie ma chyba w Polsce miasta nie będącego ośrodkiem uniwersyteckim, które miałoby równie rzetelnie udokumentowane dzieje poszczególnych specjalizacji medycznych.

Piszę, gdyż mam świadomość przemijania

- Medycyna w Częstochowie ma 200 lat. Już od początku XIX w. lekarze chętnie się tu osiedlali, bo liczne rzesze utrudzonych pielgrzymów stanowiły potencjalne źródło dochodu. Jednakże

przez dwa wieki nikt się nie pokusił, żeby opisać jej rozwój - zdumiewa się chirurg, gdyż zna różnorodne pasje i wszechstronne zainteresowania lekarzy, lecz wie, że nie obejmują one historii lekarskiego fachu.

- Z obserwacji i literatury wspomnieniowej polskich i zagranicznych lekarzy wynika, że kolekcjonują obrazy, monety, instrumenty muzyczne, stare meble i porcelanę, malują, muzykują, żeglują, są myśliwymi. Zresztą sam zbieram antyki i uprawiam żeglarstwo. Od historii naszej profesji koledzy lekarze jakoś stronią - zamyśla się nasz rozmówca.

- Widocznie teraźniejszość przeżywają aż tak intensywnie, że nie pojmują, by mogła być zapomniana. A ja mam dystans i swoje wiem. Znałem trzy pokolenia mieszkańców miasta: dziadków, rodziców, dzieci. Dwa już odeszły bez śladu. Mam świadomość przemijania. Dlatego piszę. Teraz u wydawcy złożyłem kolejne 3 książki. Największa praca to "Almanach lekarzy Częstochowy" licząca 2 800 biogramów, w tym 500 fotografii. Będzie też "Stomatologia i stomatolodzy Częstochowy" oraz coś w rodzaju katechizmu zawodu lekarza lub traktatu o lekarzach, w którym spróbuję zamknąć to, co moim zdaniem najważniejsze w zawodzie.

To mnie boli

W opinii Mieczysława Wyględowskiego, współczesna medycyna utraciła charakter, jaki miała przez wieki: - Profesja lekarza związana była z posłannictwem i przypominała bardziej służbę niż zawód. Ten element dziś zanika. Zabija go biznes, wąskie specjalizacje, które z klasyczną medycyną niewiele mają wspólnego, a także technicyzacja prowadząca do wzrostu kosztów leczenia i zaniku kontaktu z chorym. Na tym skażonym podłożu wyrastają kwiatki w rodzaju tego, że człowiekowi po osiemdziesiątce na endoprotezę każe się czekać 25 lat, że gdy chirurg ma wątpliwości dotyczące złamania kończyny, to nie korzysta ze zdjęcia rentgenowskiego za 25 zł, ale od razu kieruje pacjenta na drogą tomografię.

- Napiszę o wszystkim, co mnie w ochronie zdrowia boli, z czym nie mogę się pogodzić, co należałoby wyciąć skalpelem - zapowiada emerytowany chirurg, który został pisarzem.

Doktor MIECZYSŁAW WYGLĘDOWSKI

Urodził się w 1933 roku w Juliopolu. Dyplom lekarza uzyskał w 1956 r. na Wydziale Lekarskim Łódzkiej Akademii Medycznej. Ma I i II stopień specjalizacji z chirurgii ogólnej oraz z organizacji ochrony zdrowia. W 1969 r. objął stanowisko dyrektora Szpitala im. Ludwika Rydygiera w Częstochowie, a rok później stanowisko ordynatora oddziału chirurgii ogólnej. Jako dyrektor rozbudował i zmodernizował lecznicę.

Był inicjatorem i przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego I Światowego Kongresu Polonii Medycznej w 1991 roku. Za osiągnięcia w pracy na rzecz ochrony zdrowia i pomocy społecznej otrzymał m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz medal Gloria Medicinae. Jest członkiem zarządu i członkiem honorowym Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, należy do Towarzystwa Chirurgów Polskich.

Był senatorem RP II i III kadencji. W latach 1991-93 był zastępcą przewodniczącego Komisji Polityki Społecznej i Zdrowia Senatu RP a w III kadencji jej przewodniczącym.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum