Senior u lekarza

Autor: Luiza Jakubiak • • 05 stycznia 2012 12:43

Debata Rynku Zdrowia poświęcona medycznym i społecznym skutkom starzenia się społeczeństw

Jeszcze w XVIII wieku średnia długość życia na kontynencie europejskim wynosiła niespełna 25-35 lat. Wpływ na taki stan rzeczy miała wysoka umieralność niemowląt i dzieci. Reszty dopełniała fatalna"higiena życia", chociaż człowiek pełnoletni miał szansę na jeszcze kilkadziesiąt lat życia. Zdarzały się nawet przypadki długowieczności. Matka Ryszarda I Lwie Serce, Eleonora Akwitańska (1122-1204), jak łatwo policzyć, zmarła w wieku 82 lat.

Eliminacja z życia społeczeństw wysoko rozwiniętych chorób zakaźnych, postęp medyczny i poprawa higieny oraz warunków życia spowodowały jego wydłużanie się. Do tego stopnia, że do 2050 r. liczba stu-latków na świecie będzie szła w miliony. Pojawił się jednak problem poradzenia sobie z konsekwencjami starzejącego się społeczeństwa, a nawet jego zdefiniowaniem.

Odcienie starości

- Są pewne kryteria granicy starości arbitralnie przyjęte przez demografów. Patrząc na proces starzenia jako zjawisko populacyjne w naszej kulturze, za wiek podeszły uważa się moment przekroczenia 65 lat oraz udział procentowy tej grupy wiekowej w populacji. Starość nie jest jednorodnym okresem - jest procesem, dlatego bardziej rozbudowany podział proponują gerontolodzy: od okresu wczesnej, późnej starości do okresu długowieczności - tłumaczyła dr Anita Gębska-Kuczerowska, kierownik Zakładu Promocji Zdrowia w NIZP PZH, przewodnicząca oddziału mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego, podczas debaty"W zdrowiu przez życie. Rola i znaczenie innowacji w medycynie jako sposobu na radzenie sobie przez współczesne rządy z wyzwaniem, jakim jest starzenie się społeczeństw" (Warszawa, 17 listopada 2011 roku).*

- Również złożoność procesu starzenia pokazuje, że stosując uśrednione wskaźniki w ocenie np. stanu zdrowia, działamy na potrzeby populacyjne seniorów, nie zawsze dostrzegając bardzo dużą heterogenicz-ność w obrębie tej populacji. Stanowi to istotne utrudnienie w analizach -gdyż"gubione są wartości skrajne" w statystyce oraz utrudnione jest ich bezpośrednie przełożenie na starzenie osobnicze - ocenia dr Gębska-Kuczerowska.

Prymat ekonomii

- Cywilizacyjny rozwój powoduje, że ludzie są zdrowsi w wieku, w którym kiedyś umierali. Ich aktywność biologiczna jest lepsza niż była przed laty w tym samym przedziale wiekowym. Według założeń Komisji Europejskiej, do 2020 roku nastąpi dalsze oczekiwane średnie wydłużenie życia o 2-3 lata - ocenia prof. Bolesław Samoliński, przewodniczący Podzespołu ds. Priorytetów w Obszarze Zdrowia Polskiej Prezydencji w Radzie UE.

Jednocześnie zbyt niski od oczekiwanego przyrost naturalny prowadzi do zachwiania dotychczasowej równowagi międzypokoleniowej. Jedną z konsekwencji jest podział wynikający z prymatu ekonomii, który uznaje za granicę starości możliwości produkcyjne człowieka. Niekorzystna relacja między liczbą osób w wieku poprodukcyjnym w stosunku do liczby osób w wieku produkcyjnym wiąże się z szeregiem problemów.

- To oznacza więcej obciążeń dla tej części społeczeństwa, która jest w wieku produkcyjnym, przez część społeczeństwa, która przechodzi na świadczenia emerytalne lub rentowe - wyjaśnia prof. Samoliński.

Stąd plany dotyczące wydłużenia wieku emerytalnego. Obecnie powszechny wiek przechodzenia na emeryturę w Polsce wynosi 60 lat dla o kobiet i 65 - dla mężczyzn. W rzeczywistości jednak Polacy korzystają z tego przywileju wcześniej. - Statystycznie kobieta ma przed sobą i średnio 20 lat życia na emeryturze |

- ocenia dr Małgorzata Mossakowska z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej, koordynator projektu badawczego PolSenior.

Już teraz nasz system ubezpieczeń społecznych jest deficytowy.

- Jeśli w czasach kryzysu świadcze nia utrzymają się na tym samym po ziomie lub lekko wzrosną, przy stałym poziomie PKB, dotacje do sztywnych wydatków emerytalno-rentowych będą rosły kosztem rozwoju gospodarczego - uważa Jerzy Grygle-wicz, ekspert rynku medycznego.

Na problemy z gospodarką zwraca też uwagę dr Paweł Gembicki z organizacji Pracodawcy RP: - Problemem nie jest nawet to, że zabraknie pieniędzy na sfinansowanie emerytur. W najgorszym przypadku, w ramach obecnie obowiązującego systemu, będą one automatycznie maleć. Problemem jest coraz mniejsza liczba ludzi w wieku produkcyjnym. Grupa osób aktywnych zawodowo musi wzrosnąć, by gospodarka mogła się rozwijać.

Koncepcja funkcjonalna

Prof. Samoliński zaleca, by oceniać potencjał ludzi aktywnych zawodowo nie tylko przez pryzmat wytwarzanego PKB:

- Wskaźnikiem starzejącego się społeczeństwa jest rosnąca grupa ludzi wymagających świadczenia na ich rzecz usług dla realizacji funkcji życiowych i społecznych. Z medycznego punktu widzenia starzejące się społeczeństwo wymaga zwiększonego nadzoru z powodu upośledzeń i ograniczonej zdolności fizycznej wynikających z etapów rozwoju biologicznego. W Polsce opieka nad seniorami bardzo często spychana jest na członków rodziny. Angażując część społeczeństwa w wieku produkcyjnym w opiekę nad seniorami, upośledzamy jej sprawność funkcjonowania zawodowego, społecznego i rodzinnego.

- Kobiety częściej niż mężczyźni opuszczają rynek pracy, ponieważ w sytuacji słabo rozwiniętej sieci żłobków i przedszkoli, krótkich urlopów"tacierzyńskich" czy też braku efektywnego publicznego systemu wspierającego opiekę nad ludźmi starszymi, zmuszone są do opieki nad członkami swoich rodzin, a potem tworzone są kosztowne programy zachęcające je do powrotu do aktywności zawodowej - dodaje dr Paweł Gembicki.

Tak jak należy oderwać od kryterium wiekowego wysyłanie na emeryturę ludzi zdrowych, zdolnych do dalszej aktywności zawodowej, tak samo należy - jego zdaniem - zapobiegać wykluczaniu społecznemu opiekunów poprzez pozbawianie ich możliwości zarobkowania i konieczności zmiany planów życiowych.

Zdaniem prof. Andrzeja Rycharda z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej, szereg problemów pokazuje, że uciekając od czysto biologicznej definicji opartej o wiek biologiczny, można jednocześnie wpaść w sidła wskaźnika aktywności zawodowej, co pomija ważną dla ludzi sferę rozmaitych rodzajów aktywności w życiu społecznym. Dlatego proponuje funkcjonalną koncepcję starości, dokonującą syntezy dorobku rozmaitych dyscyplin: - Starzejące się społeczeństwo to takie, w którym proporcja ludzi nieaktywnych, nie tylko zawodowo, ale nie mogących pełnić pewnych ról społecznych, w stosunku do ludzi aktywnych zawodowo, którzy mają przed sobą pełną możliwość pełnienia rozmaitych ról społecznych, rośnie powyżej pewnej granicy.

Nieuchronna konfrontacja

Społeczne i ekonomiczne aspekty starzenia się prowadzą do nieuchronnej konfrontacji różnych grup wiekowych, a także nierówności w ramach jednej grupy.

- Tak jak starzenie się i jego koszty są nierówno rozłożone społecznie, tak samo starość starości nie jest równa - uważa prof. Rychard, który zastanawia się, czy starość wyrównuje nierówności społeczne, czy przeciwnie - pogłębia je.

Z badań nad polską biedą wynika, że nie jest ona głównie biedą ludzi starych, raczej młodych bądź osób w średnim wieku, bezrobotnych, z rodzin wielodzietnych. W tej statystyce ludzie starsi pod kątem dochodów na gospodarstwo domowe nie lokują się tak źle.

- Starzenie nie zawsze automatycznie łączy się z obniżeniem pozycji społecznej, w tym ekonomicznej - mówi prof. Rychard. Dodaje jednak, że pieniądze seniorów tracą na wartości, gdy uwzględnimy ich specyficzną sytuację. - Złotówka w gospodarstwie emeryckim znaczy mniej niż w bogatym? Młodzi mają większą możliwość radzenia sobie za pomocą indywidualnych strategii dostosowawczych z nierównościami. Ludzie starsi są bardziej zdani na pomoc systemu, która nie zawsze do nich dociera. Mają mniej szans na indywidualne strategie radzenia sobie z własną dysfunkcjonalnością i przez to nierówności mogą się bardziej pogłębiać.

Koszt starości jest inny chociażby z powodu problemów zdrowotnych seniorów. Dr Mossakowska przytacza wyniki badania PolSenioIB ru, w którym analizowano sytuację osób w wieku 55-59 lat: - Dzięki temu mamy wiedzę na temat depresji, zaburzeń postawy, nierozpoznanej cukrzycy, nieleczonego nadciśnienia u osób znajdujących się na progu starości.

Podobne obserwacje ma prof. Karina Jahnz-Różyk, kierownik Zakładu Immunologii i Alergologii Klinicznej WIM. - Średnia wieku osób, które leczą się z powodu POChP, to 64 lata. 30% chorych ma stany depresyjne, lękowe albo problemy z aleksytymią. Stąd potrzebna jest zmiana w leczeniu: medycyna musi być ukierunkowana na chorego, na jego indywidualne preferencje. Dzisiaj staramy się nie narzucać terapii, która wpłynie negatywnie na jego jakość życia.

innowacyjność w zdrowiu

Przy coraz dłuższym życiu jego dobra jakość staje się czynnikiem priorytetowym dla społeczeństw i kolejnym etapem ewolucji w obszarze zdrowia.

- Starzenie się to nie jest tylko kwestia przedłużania życia, ale także szans zachowania jakości życia nie pogarszającej się proporcjonalnie wraz z wiekiem - mówi prof. Rychard.

Bezpieczeństwo starego człowieka to bezpieczeństwo zdrowotne przez całe życie: wczesne wykrywanie i leczenie chorób przewlekłych, eliminowanie niebezpieczeństw wynikających z kalectwa.

- Zasada 20:80:80:20 polega na tym, że 20% inwestycji we wczesnym okresie życia daje 80% efektu. Jeśli odwrócimy tę proporcję, to 80% inwestycji w późniejszym wieku daje jedynie 20% efektu – opisuje prof. Samoliński, dodając, że jeśli nawet prewencja wtórna jest na początku kosztochłonna, w dalszej perspektywie daje ewidentne oszczędności. - Im bardziej efektywny w przywracaniu człowieka do zdrowia produkt wprowadzimy na rynek, tym uzyskamy lepszy efekt ekonomiczny.

Za pomocą innowacyjności w obszarze nowoczesnych terapii można poprawić wydolność fizyczną człowieka, dać mu radość życia, przywrócić go do aktywności zawodowej i społecznej. - Bez nowych leków, infrastruktury wsparcia po 65. roku życia, bez innowacji zaimplementowanej do systemu ochrony zdrowia ludzie będą formalnie w wieku produkcyjnym, ale nie będą w stanie pracować - mówi dr Paweł Gembicki.

- 86% zgonów w UE spowodowane jest chorobami niezakaźnymi. Inwestycje w leczenie chorób przewlekłych, umożliwiające przywrócenie sprawności i powrót do społeczności, opłacają się, kiedy spełnimy trzy kryteria innowacyjności: wzrost skuteczności terapii, spadek działań niepożądanych i wzrost compliance -wymienia prof. Samoliński.

Jednak, jak zauważa dr Gębska-Kuczerowska, trudno jest mówić o natychmiastowych ekonomicznych korzyściach w przypadku inwestycji w populację. - Inwestycje dokonywane są teraz, ale ich skutki i możliwości rozliczenia są często bardzo odległe.

Zdaniem prof. Rycharda, wymaga to zmiany postrzegania starości tylko w kategoriach kosztu: - Politycy zajmą się czymś wtedy, gdy zobaczą, że mają w tym interes. Obecnie nie mają żadnej motywacji, by zająć się tym problemem. Trzeba im pokazać starość jako potencjalny kapitał społeczny i inwestycję, która im się opłaci.

Koszty pośrednie

Z trudem przebija się kwestia kosztów pośrednich chorób. - To utracone dni pracy, ale też przedwczesne renty i zgony. Oprócz kosztów bezpośrednich, związanych z hospitalizacją i leczeniem pacjentów, oraz kosztów pośrednich, dużo miejsca poświęca się tzw. kosztom niewymiernym, które wynikają z cierpienia chorego z powodu choroby i pogorszonej jakości życia - zauważa prof. Karina Jahnz-Różyk.

Przypomina, że ten parametr uwzględniany jest w analizach farmakoekonomicznych jako element oceniający efektywność pewnych terapii: - Mówimy, że pewne terapie są efektywne kosztowo, jeśli zyskujemy wydłużenie życia, ale również wydłużenie tego życia w kontekście poprawy jego jakości. Pojęcie"quality of life" jest bardzo istotne, bowiem im człowiek jest starszy, tym jakość jego życia jest gorsza. Należy zwrócić uwagę, że osoby starsze cierpią najczęściej na kilka chorób, co się wiąże z ryzykiem wystąpienia działań niepożądanych, wynikających ze stosowania wielu leków, wchodzących w interakcje lub znoszących swoje działanie.

Dlatego, zdaniem profesor, przy wprowadzaniu tych terapii musi wzrosnąć rola i znaczenie analiz farmakoekonomicznych, by inwestować pieniądze w te terapie, które pozwolą na uzyskanie optymalnego efektu:

- W farmakoekonomice obracamy się wokół efektywności klinicznej, ekonomicznej i wpływu na budżet płatnika. Choć aspekt finansowy powinien być brany pod uwagę w ogólnym znaczeniu, nie powinien promować terapii nieskutecznych, jeśli ich jedyną zaletą jest niższa cena. Dlatego coraz częściej aspekt finansowy jest wyrażany nie w jednostkach monetarnych, ale w zyskanych latach życia, skorygowanych o jego jakość lub w zyskanych dniach bez objawów choroby.

Brak priorytetów

Obecna polityka zdrowotna pozwala człowiekowi"uciec w chorobę", przywiązując go do inwalidztwa i renty. - W chorobach przewlekłych, szczególnie dotykających ludzi młodych, nie liczy się kosztów odległych. Koszty medyczne i koszty socjalne, będące konsekwencją braku zastosowania odpowiedniej terapii w momencie pojawienia się choroby, liczone są oddzielnie - mówi dr Mossakowska.

Potrzebujemy modelu opieki pozwalającej jak najdłużej utrzymać pacjenta w dobrym stanie zdrowia. Przykład takiego działania demonstruje Jerzy Gryglewicz: - Czas, kiedy ZUS finansuje świadczenie rehabilitacyjne, jest najlepszy na równoczesną promocję zdrowia i wprowadzenie postępowania przywracającego człowieka do aktywności zawodowej. Należy świadomie zakończyć działania, które nie dają spodziewanego efektu zdrowotnego i alokować pieniądze tam, gdzie zostaną efektywnie wykorzystane. W tym zakresie brakuje współpracy między klinicystami, ekonomistami i pracownikami ZUS-u.

Zdaniem Jerzego Gryglewicza, należy się spodziewać, że liczba transferów środków publicznych w sferę społeczną będzie coraz mniejsza. Dobrze byłoby w ramach polityki zdrowotnej brać również pod uwagę koszty społeczne chorób. W wielu państwach funkcjonuje ministerstwo zdrowia i polityki społecznej, a nawet zdrowia publicznego. W Polsce jest NFZ, który płaci za leczenie, i ZUS, który finansuje koszty społeczne związane z absencją chorobową, niezdolnością do pracy w postaci rent czy świadczeń rehabilitacyjnych. Ta instytucja w żaden sposób nie współpracuje w sektorem ochrony zdrowia.

- Wydatki Funduszu na leczenie chorób reumatycznych wynoszą 400 mln zł rocznie, a świadczenia z tytułu rent i z tytułu niezdolności do pracy - 4,5 mld zł. Brak jest korelacji, określenia priorytetów zdrowotnych i społecznych. Gdyby była współpraca odpowiednich resortów i instytucji, efektywność wydatkowanych środków byłaby zdecydowanie większa - zaznacza ekspert.

Tej współpracy brakuje nie tylko między instytucjami sektora ochrony zdrowia i opieki społecznej. - Gdy spojrzymy na złożoność problemu: etiologię i prewencję chorób oraz niepełnosprawność w aspekcie zdrowia publicznego, to okazuje się, że nie jest to obszar działań wyłącznie resortu ochrony zdrowia i opieki społecznej - podkreśla dr Gębska-Kuczerowska. - To interdyscyplinarna, międzysektorowa współpraca na różnych poziomach, która przyczynia się do tego, że skutkiem końcowym jest zdrowie lub jego brak.

Problemy kadrowe

Jak przewidują eksperci, równie ważnym problemem mogą być niewystarczające zasoby kadrowe pracowników ochrony zdrowia, szczególnie w warunkach rosnącego zapotrzebowania na usługi medyczne i opiekuńcze. Dodatkowo padają retoryczne pytania ekspertów gerontologów, czy wystarczające są kompetencje lekarzy innych specjalności do zajmowania się starzejącym społeczeństwem, szczególnie w zakresie wiedzy geriatrycznej.

O ile w ogóle lekarz takiej specjalności funkcjonuje. Jedyna w Warszawie klinika geriatryczna jest wirtualna, nie dysponuje bowiem ani jednym łóżkiem.

Zdaniem dr Mossakowskiej, sprawa zaczyna się na etapie programów nauczania w uczelniach medycznych: - Na WUM geriatrię mają tylko pielęgniarki przez rok. Z roku na rok przybywa starszych pacjentów, do leczenia których lekarze nie są przygotowani.

Dlaczego tak jest? Odpowiedź formułuje prof. Samoliński: - Myślę, że jako społeczeństwo dojrzeliśmy już do tego, by zbudować zupełnie inne niż obecnie relacje zawodowe w ochronie zdrowia. Lekarz nie spełni pewnych funkcji istotnych dla wieku podeszłego poza tym obszarem, w którym jest faktycznie wymagany nadzór nad chorobą.

Szereg elementów związanych z wiekiem nie wymaga nadzoru specjalisty klinicznego. Potrzebujemy pomocy osób pracujących w zawodach, które powinny mocniej zaistnieć w medycynie (rehabilitant, dietetyk, psycholog). Coraz więcej osób ma potrzebę posiadania perspektywy zdrowotnej. Dlatego do lekarza przychodzą po poradę, co robić, by być zdrowym.

- Jako lekarz nie nadaję się do takiego nadzoru. Na żadnym etapie edukacji lekarz nie jest kształcony w tym zakresie - potrafi zarządzać chorobą, a nie zdrowiem. Brakuje nam osób, które spełniałyby funkcję ustawową zarządzania zdrowiem, szczególnie ludzi starszych - dodaje prof. Samoliński.

Nawyki i promocja zdrowia

Za wydłużenie życia i zdrową starość w 60% odpowiada zdrowie publiczne, a jedynie za 40% medycyna kliniczna. - Możliwości medycyny w wydłużaniu życia osiągnęły pewne plateau. To, co dzisiaj wpływa na wydłużenie życia i jego jakość, to nowoczesny tryb życia. Jeśli chcemy mieć zdrowe społeczeństwo, musimy inwestować w likwidację czynników ryzyka i wpływać na determinanty zdrowia, które pozostają poza sektorem opieki medycznej - ocenia prof. Samoliński.

By to osiągnąć, eksperci radzą działać na rzecz zdrowej starości już w momencie narodzin człowieka. Według zaleceń WHO z 1999 roku, promocja zdrowia zaczyna się już okresie prenatalnym i nie kończy się, gdy wchodzimy w wiek sędziwy. To działania międzysektorowe na rzecz inwestycji w zdrowie obywateli, ze wsparciem nauki i innowacyjnych rozwiązań - przypomina dr Gębska-Kuczerowska.

- Na swoją starość pracujemy od dzieciństwa - podkreśla dr Mossakowska, podając przykład cukrzycy: - Otyłość w dzieciństwie przekłada się na późniejsze ryzyko zachorowania na cukrzycę typu II.

Eksperci zwrócili również uwagę na wpływ mediów w eksponowaniu zachowań prozdrowotnych społeczeństwa i promocję pewnych działań. Nowoczesne metody komunikacji społecznej muszą być na usługach zdrowia publicznego, by zbudować potrzebę edukacji zdrowotnej, pokazywać pozytywne przykłady i tworzyć określone nawyki.

Proporcja inwestycji w medycynę kliniczną i promocję zdrowia różni się istotnie. W UE w zdrowie publiczne inwestuje się ok. 3%, a w medycynę kliniczną 9% środków (w Polsce 99,5%). Zatem tylko 0,5% środków na zdrowie jest u nas inwestowane w to, co najbardziej wydłuża życie, czyli w jego promocję.

Dodać życia do lat

Brakuje narodowego programu zdrowia, który nie ustanowi nadzoru nad chorobą, tylko będzie działał z perspektywy ludzi zdrowych. - W mojej koncepcji system zdrowia publicznego powinien być instytucją zewnętrzną, z własną strukturą i finansami, mającą siłę oddziaływania na inne sektory, w tym gospodarkę i edukację - mówi dr Mossakowska.

Dodaje: - Starość nie jest chorobą, ale czynnikiem ryzyka pojawienia się chorób z nią związanych. Konieczna jest kreacja systemu opieki geriatrycznej i pracy zespołowej specjalistów wielu dziedzin. By dodać życia do lat, a nie lat do życia.

Nie należy przy tym zapominać o inwestycjach w innowacje, uwzględniających perspektywy demograficzne i tykającą "bombę starości". - Nie chodzi tylko o zwiększanie dzietności, ale także o inwestycje w obszarze nowych zabezpieczeń dla ludzi starszych, które odciążą społeczeństwo. Celem samym w sobie powinno być stwarzanie radosnych perspektyw na przyszłość każdemu członkowi społeczności, bo po to żyje, produkuje, po to chce się zestarzeć, by z tej starości skorzystać -podsumowuje prof. Samoliński.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum