Sąd: nie można łączyć umowy o pracę z dyżurowaniem kontraktowym

Autor: Katarzyna Lisowska • • 19 lipca 2017 14:01

Przed zarządzającymi szpitalami nie lada wyzwanie. Wkrótce może się okazać, że nie będą mogli zatrudniać lekarzy na dwóch umowach: etacie i tzw. dyżurze kontraktowym. Tak przynajmniej zdecydował sąd w przypadku Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach, orzekając, że specjalista zatrudniony u jednego pracodawcy nie może łączyć takich umów.

Sąd: nie można łączyć umowy o pracę z dyżurowaniem kontraktowym

Jak wyjaśnia nam Anna Mazur-Kałuża, rzeczniczka kieleckiego szpitala, Sąd Najwyższy na niejawnym posiedzeniu odmówił pod koniec maja przyjęcia do rozpoznania skargi kasacyjnej złożonej przez WSzZ w Kielcach. Dotyczyła ona wyroku, jaki zapadł wcześniej w Krakowskim Sądzie Apelacyjnym (z listopada 2015 - red.), który zakłada, że u jednego pracodawcy lekarz nie może łączyć etatu z dyżurem kontraktowym.

Sytuacja jest trudna

- Tym samym w ogóle nie zajął się sprawą merytorycznie. Tej decyzji nie możemy zaskarżyć. Sąd Najwyższy nie ma też obowiązku uzasadniać postanowienia. Dlatego wiążący jest dla nas wyrok Sądu Apelacyjnego - mówi i dodaje, że to mocno zaburza istniejący w szpitalu porządek.

- Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ etat z umową na dyżury kontraktowe łączy u nas obecnie ponad 90 lekarzy, zatrudnionych praktycznie we wszystkich klinikach/oddziałach, a także na szpitalnym oddziale ratunkowym i w pediatrycznej Izbie Przyjęć - stwierdza rzeczniczka.

Jak zaznacza, stosowanie takiej formy zatrudnienia było konieczne, ponieważ na rynku brakuje specjalistów. - Dzięki temu byliśmy w stanie zapewnić pełną obsadę dyżurową na oddziałach, których w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach jest około 40 - dodaje.

Szpital uważa, że cała sprawa powinna być rozstrzygnięta na szczeblu centralnym. - Nie możemy jednak czekać na ewentualne decyzje odgórne, ponieważ umowy na dyżury kontraktowe naszych lekarzy kończą się 30 czerwca, więc zmiany muszą wejść w życie od początku lipca - tłumaczyła nam pod koniec czerwca br. Anna Mazur-Kałuża.

W lecznicy obecnie trwają rozmowy z lekarzami. Jedna z przedstawionych propozycji dotyczy przejścia na tzw. kontrakty całościowe. Szpital ogłosił także konkurs dla lekarzy zewnętrznych na dyżury kontraktowe. - Sytuacja jest bardzo trudna, próbujemy znaleźć kompromis, aby możliwe było zabezpieczenie szpitala i interesów lekarzy - podsumowuje nasza rozmówczyni.

Obawy szpitali

Po decyzji sądu warunkom zatrudniania przygląda się większość świętokrzyskich szpitali. Z łączenia takich umów wycofuje się m.in. ZOZ w Pińczowie, Szpital Powiatowy w Chmielniku i Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Św. Rafała w Czerwonej Górze.

Zmiany umów negocjuje także Świętokrzyskie Centrum Matki i Noworodka w Kielcach. Jak mówił na antenie Radia Kielce Rafał Szpak, dyrektor tego szpitala, możliwość łączenia etatu z kontraktem cieszy się powodzeniem wśród lekarzy i odejście od tego będzie dla kierujących szpitalami dużym wyzwaniem, szczególnie w sytuacji braków kadrowych wśród specjalistów.

Dyrektorzy od dawna wskazują, że mają spory problem z zapewnieniem dyżurów medycznych w nocy i weekendy, gdy zatrudnieni na umowę lekarze wypracują standardową, dobową normę z etatu.

Stosowanie jednocześnie u lekarzy tych dwóch form zatrudnienia pozwala na przedłużenie czasu trwania jednego dyżuru na drugi, czy nawet trzeci dyżur. Przy obecnym braku na rynku specjalistów znaczący odsetek szpitali ma kłopot z obsadzeniem nocnych dyżurów.

To rozwiązanie pozwala także szpitalom na zaoferowanie lekarzom większych pieniędzy, ponieważ lecznica nie musi odprowadzać znacznie większej składki na ZUS, wynikającej z wynagrodzenia w ramach umowy o pracę.

Dlaczego lekarzom podobają się kontrakty? Odpowiedź jest prosta. Wprawdzie są na nich pozbawieni pewnych korzyści socjalnych, które wynikają z umowy o pracę, ale w związku z tym ich stawka godzinowa musi być znacząco wyższa, żeby się zgodzili pracować w takim systemie.

Z tego powodu z takim łączeniem umów przez lekarzy zatrudnionych w szpitalach od dawna walczył ZUS. Jak podkreśla ubezpieczyciel, przepisy ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych jasno wskazują, że pracownikiem jest także osoba wykonująca pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia czy umowy o świadczenie usług, która zawarła umowę z własnym pracodawcą i pozostaje z nim w stosunku pracy.

Dlatego łączenie zatrudnienia na etat z tzw. dyżurem kontraktowym jest niezgodne z prawem. Przeciwna temu rozwiązaniu jest też Państwowa Inspekcja Pracy.

"To nas nie dotyczy"

Właśnie po to, by nie mieć problemów w tymi instytucjami, powyższego rozwiązania nie stosuje Szpital Uniwersytecki nr 2 im. dr. Jana Biziela w Bydgoszczy. Jak informuje nas rzeczniczka szpitala Kamila Wiecińska, w przeszłości zdarzyło się kilka przypadków, gdy lekarze zatrudnieni byli na kontrakcie i częściowym etacie.

- Były to jednak przypadki, gdy jedna umowa dotyczyła funkcji medycznych, a druga administracyjnych. Chodziło o lekarzy, którzy poza zatrudnieniem w swojej specjalności byli zatrudniani na stanowiskach kierowniczych, np. dotyczyło to ordynatorów. Obecnie takich przypadków już nie ma, co potwierdziła chociażby ostatnia kontrola PIP - komentuje.

Podwójne umowy zniknęły już dawno ze Szpitala Wojewódzkiego w Opolu. Z kolei Wielospecjalistyczny Szpital Miejski im. Józefa Strusia w Poznaniu, zatrudniając lekarzy, postawił na kontrakty.

Lepszy przemęczony lekarz niż żaden?

Jak przyznaje nam prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Maciej Hamankiewicz, kwestia zatrudnienia lekarza w jednej placówce i na umowę, i na kontrakcie to dla samorządu lekarskiego duży problem.

- Wobec dramatycznego niedoboru lekarzy, obowiązków nakładanych na lekarzy, niedookreślonego koszyka świadczeń możemy mówić o rozwoju "polskiej medycyny sportu", gdzie dyscypliną sportową staje się omijanie funkcjonującego prawa z zachowywaniem pozorów dobrej opieki 24-godzinnej nad pacjentem - komentuje prezes NRA.

Zauważa, że wiadomym jest, iż pacjent nie chce być leczony przez przemęczonego lekarza, bo to może być niebezpieczne dla zdrowia i życia obu stron, ale oczywiście można odpowiedzieć, że dla pacjenta lepszy jest przemęczony lekarz niż żaden.

- Nie ma wątpliwości, że zatrudnianie lekarzy na etacie, a później na dyżurze wynikającym z umowy cywilnoprawnej jest omijaniem prawa - podkreśla szef samorządu lekarskiego.

- Ale, jeśli spojrzymy pod kątem bezpieczeństwa chorych, równie niebezpieczna jest sytuacja, w której lekarz zatrudniony w jednym szpitalu po zakończeniu w nim pracy udaje się na dyżur do sąsiedniego szpitala, a po zakończonym tam dyżurze wraca do swojego szpitala, a jego kolega z sąsiedniego szpitala robi to samo w drugą stronę... - opisuje.

Przestrzegać dyrektywy

W ten sposób również stwarzana jest sytuacja niebezpieczna - spotęgowana czasem i wysiłkiem na przemieszczanie się i przerywająca ciągłość opieki nad jednym pacjentem.

- Trudno też pochwalić sytuację, w której lekarze przechodzą na całościowe umowy cywilnoprawne, bo wówczas następuje praca bez ograniczeń. Choć zadowolenie może odczuwać dyrektor, to z punktu widzenia pacjenta znowu wracamy do stwierdzenia, że lepszy przemęczony lekarz niż żaden - mówi Maciej Hamankiewicz.

Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem dla pacjenta i dla lekarza byłoby przestrzeganie przez dyrektorów szpitali dyrektywy unijnej o czasie pracy i zatrudnianie lekarzy na etacie za godziwe wynagrodzenie, zgodne z ich wykształceniem i zakresem odpowiedzialności.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum