Są bogaci i też im brakuje

Autor: Andrzej Bęben • • 13 lipca 2009 11:07

Niemiecki system ochrony zdrowia oparty jest na zasadzie solidaryzmu, wypracowanej jeszcze za czasów "żelaznego kanclerza"

Są bogaci i też im brakuje
Michael Dalhoff, doradca federalnego ministra zdrowia, o niemieskim systemie opowiadał ciekawie i treściwie...

W 2000 roku łączne wydatki na szeroko rozumiany niemiecki system ochrony zdrowia wyniosły ok. 212 mld euro.

W 2007 r. przeznaczono już na ten cel 258 miliardów. To są pieniądze, o których w Polsce możemy tylko pomarzyć.

Mimo tak, wydawałoby się, ogromnych nakładów, system w RFN szwankował. Na tyle nie domagał, że 1 stycznia 2009 r. za Odrą rozpoczęto jego reformę. Z grubsza rzecz biorąc, zasadza się ona na wprowadzeniu obligatoryjności ubezpieczeń zdrowotnych (przed reformą objętych było nim 90% obywateli Niemiec) i utworzeniu centralnego, Państwowego Funduszu Zdrowia, finansowanego ze środków pochodzących z budżetu państwa i składek ubezpieczonych.

Ideą, na której nadal opiera się niemieckie finansowanie opieki zdrowotnej, jest solidaryzm, czyli lepiej uposażeni płacą nań więcej od gorzej zarabiających.

Ten solidaryzm ma swoją genezę w czasach rządów "żelaznego kanclerza", czyli Otto von Bismarcka. Jego nadrzędnym celem jest zabezpieczenie obywateli przed niezawinionymi przez nich zdarzeniami losowymi, skutkującymi negatywnie na ich zdrowie. Oznacza to, że w Niemczech chorobę uznaje się za rodzaj ryzyka społecznego. I nic dziwnego, skoro budżet systemu w większości tworzą pracodawcy i pracobiorcy. Dla jednych i drugich ów czynnik ryzyka powoduje określone straty finansowe. System ma je zminimalizować.

Dlaczego zreformowali?

Dlaczego Niemcy zdecydowały się na reformowanie czegoś, co dla wielu Polaków jawi się jako wzór do naśladowania w polskich realiach? Dr Paweł Białynicki-Birula z Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie dwa lata temu, gdy rodziły się zręby niemieckiej reformy, pisał: "Mimo niewątpliwych sukcesów (dotychczasowy - przyp. AB) model organizacji ochrony zdrowia współcześnie doznaje trojakiego rodzaju zakłóceń, wynikających z: r natury modelu r zachwiania mikroekonomicznej równowagi instytucji ubezpieczeniowych r różnicowania jakości opieki zdrowotnej.

Pierwsze z wymienionych zakłóceń wynikają z uwarunkowań o charakterze społecznym, ściśle wiążących się z podstawowymi założeniami modelu. Kluczowa w nim rola przypada pracownikom najemnym, którzy wraz z pracodawcami w zasadniczym stopniu finansują ochronę zdrowia oraz stanowią główną grupę podmiotów objętych opieką zdrowotną.

Tym samym, wszelkie zmiany zachodzące w strukturze społecznej negatywnie oddziałujące z jednej strony na liczbę zatrudnionych, z drugiej zaś na jakość relacji łączących zatrudnionych z osobami im bliskimi, niosą ze sobą niekorzystne skutki dla systemu powszechnych ubezpieczeń.

W tym kontekście zasadnicze znaczenie należy przypisać: r zjawisku wykluczenia społecznego r rosnącej liczbie osób pozbawionych relacji rodzinnych z zatrudnionymi.

Ponadto, wskutek zachodzących procesów społecznych, istotne problemy stwarzają: bezrobocie, rozwody oraz rozpad tradycyjnej rodziny. Wymienione czynniki powodują kurczenie się naturalnej "bazy" ubezpieczeń społecznych, jaką stanowią pracownicy najemni, a jednocześnie skutkują pojawianiem się licznych grup ludności nie spełniających podstawowych warunków uczestnictwa w ubezpieczeniach zdrowotnych".

Państwo zwiększa finansowanie

Państwowy Fundusz Zdrowia (PFZ) w strukturze prawnej umiejscowiony jest przy Federalnym Urzędzie Ubezpieczeniowym. Składki zdrowotne płacą solidarnie - w części zatrudniający, w części zatrudniany. Do 1 lipca tego roku obowiązkowa składka ubezpieczenia zdrowotnego wynosiła 14,6%. Zmniejszono ją o 0,6% w ramach pobudzania gospodarki tkwiącej w kryzysie i realizacji uchwalonej w lutym Ustawy o zabezpieczeniu zatrudnienia i stabilizacji, zwanej w RFN "pakietem koniunkturalnym II" (właśnie ta ustawa wprowadziła 2,5 tys. euro premii za złomowanie ponad 9-letnich aut).

PFZ przekazuje pieniądze do kas chorych według ustalonych prawem zasad.

Michael Dalhoff, doradca federalnego ministra zdrowia uczestniczący w Polsko- Niemieckim Forum Ochrony Zdrowia w Opolu, nie ukrywał, że reforma ma jeszcze bardziej niż dotychczas wzmóc konkurencję między kasami chorych.

- Swój udział budżet państwa zwiększa i planuje się, że zwiększać będzie. W 2008 roku było to 2,8 mld euro, w tym roku zaplanowano już 7,2 miliarda. Prognozuje się, że w 2011 r. udział środków federalnych w budżecie systemu będzie wynosił 14 mld euro... - mówi Michael Dalhoff. Jeżeli danej kasie chorych nie wystarczy pieniędzy, to może podnieść wysokość składki. Teoretycznie jest to możliwe.

Praktycznie - nie, bo to dyskredytuje na rynku daną jednostkę. Składka może być podniesiona w sytuacji, gdy wpływy ze składek obligatoryjnych powiększonych o dotację budżetową pokrywają 95% wydatków.

Zapis ten jest krytykowany przez opozycję, ale z drugiej strony wymusza na kasach racjonalizację wydatków.

Oczywiście, możliwa jest prawnie także obniżka wysokości składki. To również, w świetle istniejących problemów (kryzys, starzenie się społeczeństwa itd.), jest teoretyczną możliwością.

Sytuacja szpitali

Na 10 000 mieszkańców w RFN przypada 55 łóżek (o 11 więcej niż w Polsce). W 2008 r. w Niemczech funkcjonowało:

  • 677 szpitali publicznych r 790 szpitali prowadzonych przez organizacje pożytku publicznego - fundacje, kościoły itp.
  • 620 szpitali prywatnych.

- W Niemczech nie zamyka się nierentownych szpitali, bo jest to sprawa natury politycznej - wyjaśnia Dalhoff. - Takie jednostki łączy się z innymi i poddaje procesowi restrukturyzacji.

Niemieckim odpowiednikiem naszych Jednorodnych Grup Pacjentów, czyli JGP, jest DRG.

Michael Dalhof z pewnym zdziwieniem przyjmuje wiadomości o tym, jak nasz system zareagował (i dalej reaguje) na taryfikowanie usług medycznych według grup pacjentów. W Niemczech takich problemów nie mieli. Na razie punktacja DRG (obecna wersja systemu funkcjonuje od 2003 r.) jest zróżnicowana w zależności od tego, w jakim landzie ona obowiązuje. Od 2010 r. będzie jednak ujednolicona.

- Obecnie w ramach DRG mamy 1192 stawki ryczałtowe - informuje ministerialny doradca.

Z wpływów z DRG można część środków przeznaczać na szpitalne inwestycje. Landy będące właścicielami szpitali z roku na rok ograniczają nakłady inwestycyjne. W 1993 r. - dla przykładu - przeznaczyły na ten cel 3,9 mld euro. W roku 2007 - już 2,66 miliardów.

Dopłaty za wizyty u lekarza, lekarza specjalisty i dentysty, czyli tzw. opłaty gabinetowe (10 euro) pacjent wnosi kwartalnie. W przypadku zakupu leków (z mniejszą lub większą refundacją) ubezpieczony płaci od 5 do 10 euro.

Leczenie w szpitalu - tzw. osobodzień - to wydatek dla pacjenta również 10 euro (maksymalnie za 28 dni w roku).

Kuracje i turnusy rehabilitacyjne są w części (w zależności od taryfikatora danej kasy chorych) płatne. Bezpłatne są dla wszystkich osób, które nie ukończyły 18. roku życia. Pacjent nie tyle wnosi dopłaty, co współfinansuje niektóre zabiegi będące na pograniczu medycyny i kosmetyki (np. za protezy dentystyczne płaci połowę ich ceny).

W Polsce niektórzy głoszą tezę, że z pieniędzy wyłożonych na dopłaty przez pacjentów można finansować (w całości lub w części) zwiększone zatrudnienie w placówkach służby zdrowia. Z doświadczeń niemieckich wynika, że z dopłat tego się nie osiągnie.

W latach 1997-2007 ogólne zatrudnienie (pełne etaty) w niemieckim szpitalnictwie zmalało o 8%. Co ciekawe, mniej jest pracowników zatrudnionych przy pielęgnacji pacjentów (pielęgniarzy i pielęgniarek) - o 12,6%. Przybyło natomiast - o 19,3% - lekarzy. Na te współczynniki zasadniczy wpływ miał, w przypadku lekarzy, zmodyfikowany limit czasu pracy. W sektorze pielęgniarskim - daje się we znaki spadek atrakcyjności tego zawodu.

Dla zniwelowania dysproporcji

kadrowych rząd federalny stworzył program "100 milionów euro". W sumie jednak do końca tego roku na aktywizację zawodową w sektorze, szczególnie, pielęgniarskim wyda się 700 mln euro.

Jednak już wiadomo, że program ten nie będzie w pełni skuteczny, więc do 2011 r. w sektor wpompuje się kolejne setki milionów euro, po to, by do pielęgniarskiego zawodu przekonać 16 tys. osób.

Niedobory środków inwestycyjnych to nie tylko polskie bolączki. Pakiet koniunkturalny II w jakimś stopniu ma zahamować tę spadkową tendencję, bo prawnie możliwe jest przekazywanie środków inwestycyjnych z budżetu federalnego.

Berlin przekazuje takie pieniądze pod warunkiem, że dany szpital zobowiąże się do leczenia ubezpieczonych.

Oczywiście w Niemczech funkcjonuje sprawny system ubezpieczeń dodatkowych, nazwijmy je - komercyjnych. Ten największy w Europie rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych ma kilka milionów klientów. To już jednak jest temat na osobny artykuł.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum