Rynek żyje z wadą

Autor: Piotr Stefaniak • • 01 lipca 2008 14:47

W Polsce rocznie wydaje się na badania laboratoryjne równowartość około 400 mln euro, cztery razy mniej per capita niż w "starej" Unii

Około 15% stawki kapitacyjnej w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ) ma być przeznaczane na badania diagnostyczne, w tym na badania laboratoryjne. Zachodzi jednak obawa, że niektórzy lekarze stawiają diagnozę w oparciu o własny słuch i dotyk, niż "twarde" dane analityczne.
Od kilku lat POZ żyje z tą poważną wadą systemu ochrony zdrowia. Przypisanie lekarzowi oceny, czy ma zlecać badanie analityczne (z tej samej puli pieniędzy, jakie może wydać na pacjenta i na własny dochód), jest dużą pokusą, na którą wystawiane są niektóre osoby składające przysięgę Hipokratesa.
- W tym systemie, im lekarz więcej zleci badań, tym mniej pieniędzy zostanie dla niego - mówi Piotr Kościelecki, dyrektor ds.
sprzedaży i marketingu Synevo Laboratoria Medicover.
To może być jedną z przyczyn tego, że polscy lekarze zlecają relatywnie tak mało badań - cztery razy mniej niż na Zachodzie.

Tego nie wiemy...

Nie ma danych ani o łącznej liczbie badań laboratoryjnych w Polsce, ani o ich wartości.
Nie liczy ich np. narodowy płatnik.
- Koszty badań diagnostycznych w podstawowej opiece zdrowotnej zawierają się w stawce kapitacyjnej, płaconej przez NFZ za każdego pacjenta z listy aktywnej lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Natomiast w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wliczone są w cenę porady opłacanej przez NFZ - powiedziała nam Aneta Styrnik z Biura Informacji i Komunikacji Społecznej NFZ.
- W przypadku leczenia szpitalnego, koszt badań jest trudny do określenia, bowiem finansowane są one w ramach danej procedury terapeutycznej - mówi prof. Jan Kanty Kulpa, konsultant krajowy w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej.
Józef Lucjan Jakubiec, dyrektor Izby Producentów i Dystrybutorów Diagnostyki Laboratoryjnej (IPiDDL) uważa, że nie byłoby większego problemu, aby dane o liczbie i strukturze badań uzyskać od poszczególnych laboratoriów. - Ale jakoś nikomu z resortu nie są one potrzebne, choć mogłyby stanowić bazę do podejmowania ważkich decyzji, np. o programach zdrowotnych - stwierdza Józef Lucjan Jakubiec.
Zdaniem Piotra Kościeleckiego, badania przesiewowe osób o podwyższonym ryzyku zachorowań z pewnością znacznie mniej by kosztowały narodowego płatnika, niż wydaje obecnie na złe leczenie, spóźnione badania analityczne i leczenie "korygujące" poprzednie leczenie, nie mówiąc już o potrzebie hospitalizacji: - Wiele krajów zachodnich udowodniło, że prawidłowy proces leczenia, w oparciu o diagnozę laboratoryjną, pozwala ograniczyć łączną kwotę wydawaną na leki.
Wiedzą o tym Czesi i Rumuni, gdyż i tam wdrożono system refundacji badań laboratoryjnych.

...a to znamy

Danymi, które mogą pomóc w oszacowaniu polskiego rynku diagnostyki laboratoryjnej dysponuje Izba PiDDL. Liczy 23 członków, ale sprawozdania dostarcza od kilku lat 30 firm. Mają one łącznie ok. 85-90% udziału w dostawach wyrobów IVD (In Vitro Diagnostics), liczących ponad 2000 pozycji.
Z obliczeń IPiDDL wynika, że w 2005 roku do Polski dostarczono wyrobów IVD wartości 800 mln zł, z czego rynek wyrobów "czysto" laboratoryjnych (bez kwot badań indywidualnych poziomu glukozy) liczył 550 mln zł.
- Jest to podstawą do dalszych szacunków, ile naszych wyrobów przerabiają laboratoria oraz ile dokładają do nich swojej wartości dodanej - tłumaczy dyrektor Jakubiec.
- Wychodzi na to, że w Polsce wydaje się na badania laboratoryjne in vitro równowartość około 400 mln euro, czyli cztery razy mniej per capita, niż w "starych" krajach unijnych.
Jeżeli jest to prawidłowe wyliczenie, jakie ma konsekwencje? Albo tylko co czwarty pacjent w Polsce jest prawidłowo diagnozowany, albo każdy pacjent ma robionych cztery razy mniej badań niż na Zachodzie, co zapewne jest bliższe rzeczywistości. Zbliżamy się więc do nagiej prawdy, że w Polsce oszczędza się na badaniach laboratoryjnych.
Płatnik i lekarze nie robią tego, bynajmniej, w interesie pacjentów.
Z danych IPiDDL wiadomo też, że co najmniej od 2002 roku nie zmienia się wartość dostaw na rynek krajowy wyrobów IVD.
W ubiegłym roku zwiększyła się natomiast o około 10% ilość towarów, ale tylko dzięki temu, że złoty umacniał się kosztem euro i dolara, czyli za te same pieniądze można było sprowadzić więcej towarów.

Kto świadczy usługi

Rynek badań laboratoryjnych w Polsce jest bardzo rozdrobniony. W rejestrze prowadzonym przez Krajową Radę Diagnostyków Laboratoryjnych znajduje się 2412 podmiotów.
Dla porównania, w Niemczech, gdzie liczba badań laboratoryjnych na osobę jest wielokrotnie wyższa niż u nas, działa prawie dwa razy mniej laboratoriów.
Według danych prof. Jana Kantego Kulpy, ze względu na standard usług można wyróżnić trzy typy pracowni diagnostyki laboratoryjnej.
Typ pierwszy wykonuje analizy z zakresu hematologii, koagulologii, analityki ogólnej i biochemii. Czynne są 8 godzin przez 6 dni w tygodniu.
Typ drugi pracowni ma szerszy zakres usług, obejmujący ponadto jonogramy, gazometrię i immunochemię. Działają one przez 24 godziny i są dostępne przez 7 dni w tygodniu.
Ponadto istnieją laboratoria profilowe, o wąskim zakresie badań specjalistycznych (np. hormony, fenotypizacja, markery onkologiczne, autoprzeciwciała). Pracują tak, jak laboratoria typu pierwszego.
Co piąte laboratorium w Polsce to placówka mikro, w której pracują 1-3 osoby - wynika z szacunków prof. Kulpy.
Najwięcej jest średnich laboratoriów (4-10 osób) i dużych (11-24) - łącznie od 60 do 67%. Pozostałą część rynku (10- -15%) zajmują bardzo duże laboratoria oraz sieci laboratoriów.
Największą siecią laboratoriów dysponuje Diagnostyka Sp. z o.o. z Krakowa. Liczy 26 placówek w 16 miastach, w ub.r. wykonała, 2 mln oznaczeń (dla przykładu, "typowe" laboratorium szpitala powiatowego wykonuje rocznie 150-200 tysięcy badań) i zarobiła 51 mln zł.
Według ocen zarządu, spółka w ub.r. miała prawie 3, 2% udziału w rynku badań laboratoryjnych.
Firma planuje dalszy rozwój.
- Tak jak do tej pory, będziemy starali się wchodzić we współpracę z mniejszymi laboratoriami - zapowiada Jakub Swadźba, prezes Diagnostyki.
Forma takiej kooperacji jest za każdym razem określana indywidualnie, aby obie strony mogły maksymalnie wykorzystać swoje atuty.
- My oferujemy nasze zaawansowanie technologiczne, niskie koszty oznaczeń wynikające z efektu skali oraz rozwinięte usługi dodatkowe, np. szkolenia - twierdzi Jakub Swadźba.

Rozwój firm

Plany dynamicznego rozwoju zakładają dwie kolejne, co do wielkości, sieci - Alab oraz Synevo z Warszawy. Pierwsza planuje zwiększyć w tym roku liczbę oznaczeń o 40% (do 7 mln), a Synevo o 65% (do 5 mln).
Ich strategia rozwoju jest inna niż Diagnostyki.
Spółka Synevo (należy do holdingu Medicover) rozpoczęła działalność w 2003 roku, wraz z przejęciem laboratoriów Nova Medical Polska oraz Centrum Diagnostyki Laboratoryjnej "Analco". W kwietniu ub.r.
Medicover nabył trzecią firmę, Euro Lab we Wrocławiu, a w sierpniu Eurolab Łódź.
- Jesteśmy najszybciej rozwijającą się firmą na rynku - mówi Wojciech Budacz, prezes Synevo. - Oferujemy także najszerszy zakres usług, począwszy od podstawowych badań diagnostycznych dla indywidualnych pacjentów publicznej i prywatnej służby zdrowia, poprzez outsourcing laboratoriów szpitalnych, a skończywszy na prowadzeniu skomplikowanych projektów badań klinicznych dla firm farmaceutycznych.
Prezes Budacz podkreśla, że szczególną wagę Synevo przywiązuje do jakości, w laboratoriach tej sieci sukcesywnie wdrażane są normy zgodne z ISO 17025.

Duże jest piękne?

Ponieważ istnieje swobodny dostęp do nowoczesnego sprzętu diagnostycznego, komputerów i odczynników, wydawać by się mogło, że jakość wyników badań nie jest problemem.
Niestety, rozdrobnienie rynku tych usług ma swoje negatywne konsekwencje.
Piotr Kościelecki uważa, że prawidłowe przeprowadzenie procesu laboratoryjnego wymaga nie tylko posiadania nowoczesnej aparatury diagnostycznej, ale również wystarczającej ekspertyzy medycznej i laboratoryjnej oraz sprawnego systemu zarządzania jakością i informacją medyczną. Warunki te są niemalże nie do spełnienia w małych pracowniach diagnostycznych, oferujących zwykle bardzo szeroki zakres badań.
Chodzi o to, że wiarygodność wyników powinna być potwierdzana np. kalibracjami i odpowiednimi metodami walidacji aparatów.
Te procesy trzeba powtarzać. Jeżeli jednak laboratorium wykonuje mało badań analitycznych, to koszt walidacji staje się wysoki. Istnieje zatem domniemanie graniczące z pewnością, że niejedno małe laboratorium nie robi codziennie kalibracji, bo to mu się nie opłaca.
Małe laboratoria nie są też w zasadzie konkurencyjne pod względem cen usług.
Przeciwnie, ponoszą wysokie koszty dodatkowe, co musi się przełożyć na ich kalkulacje.
Tak rzecz się ma np. z zakupem "detalicznym" odczynników i innych mediów oraz urządzeń, czego przeciwieństwem są "hurtowe" zakupy sieci laboratoriów.
Jednak w polskich warunkach, o żywotności małego lub większego laboratorium nie decydują wyłącznie parametry ekonomiczne.
Zatem stan rozdrobnienia rynku może się nadal utrzymywać.

Jakie perspektywy

Dyrektor Jakubiec ma swoją opinię na temat mniejszego udziału wydatków na diagnostykę w Polsce niż za naszą granicą zachodnią i południową. Po części wynika to z ciągle zbyt słabej kontroli wydatków w ochronie zdrowia. - Równie istotne jest to, że rozregulowana jest relacja pomiędzy diagnozą a leczeniem, bo nie ma procedur. Takich, które by jasno zalecały, co, jak i w jakich przypadkach należy badać - uważa Jakubiec.
Ma nadzieję, że powstała Agencja Oceny Technologii Medycznych będzie poprawiać ten stan rzeczy. Wtedy też dopiero będzie można mówić, że rynek diagnostyki laboratoryjnej ma dobre perspektywy.
Zdaniem Piotra Kościeleckiego, rozwiązanie problemu małej liczby badań diagnostycznych jest tyleż proste, co oczywiste. Powinny one być rozliczane w ten sam sposób, jak leki, tj. poprzez refundację NFZ. Można być pewnym, że poprawiłaby się wtedy skuteczność leczenia wielu jednostek chorobowych.

To decyzja lekarza

- Akty normatywne, jak również załączniki do zarządzenia nr 75/2005 prezesa NFZ z 13 października 2005 roku w sprawie przyjęcia "Informacji o warunkach zawarcia umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej w rodzaju podstawowa opieka zdrowotna" nie zawierają uregulowań wskazujących na udział procentowy badań diagnostycznych w stawce kapitacyjnej dla lekarza podstawowej opieki zdrowotnej - informuje Paweł Trzciński, rzecznik Ministerstwa Zdrowia. - Decyzję o potrzebie wykonania badań diagnostycznych podejmuje wyłącznie lekarz POZ, mając na uwadze wskazania aktualnej wiedzy medycznej, dobro pacjenta oraz przebieg procesu terapeutycznego.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum