Robinie, co dalej?

Autor: Jacek Janik • • 25 lutego 2014 15:56

Stwierdzenie, kiedyś brzmiące jak fantazja, że przyszłość medycyny należy do robotyki - to już dzisiaj truizm, mimo że historia robotów chirurgicznych jest krótka i sięga zaledwie lat 70-80. ubiegłego wieku i programu "gwiezdnych wojen" prowadzonego przez NASA oraz Pentagon.

W1994 roku AESOP 1000 (Auto Endoscopic System for Optimal Positioning) był pierwszym na świecie mechanicznym asystentem operatora. Został skonstruowany przez firmę Computer Motion (Goleta, CA). Po robocie AESOP przyszły następne.

Najnowocześniejszy i w zasadzie jedyny dzisiaj wykorzystywany komercyjnie na szeroką skalę system chirurgiczny - da Vinci - który funkcjonuje z uznaniem w kolejnych generacjach na całym świecie, także w Polsce (zob. ramka), został skonstruowany przez firmę Intuitive Surgical na zamówienie Pentagonu i zaprezentowany po raz pierwszy w 1999 roku.

Firma Intuitive Surgical, produkująca system da Vinci, jest przysłowiową kurą znoszącą złote jajka. Majątek firmy i jej akcje ciągle rosną.

Są podstawy do nadziei

Od 2002 roku, kiedy zaprezentowano w Polsce pierwszy prototyp robota Robin Heart - nad którym rozpoczęto prace jeszcze dzięki inicjatywie prof. Zbigniewa Religi w Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu - żywimy nadzieję, że nasz rodzimy robot chirurgiczny dorówna kiedyś precyzji da Vinci, a przede wszystkim będzie tańszy w zakupie i eksploatacji.

Nadzieje te, nie bez podstaw, podsycają wyniki prac nad robotami zabrzańskiej Fundacji i jej Pracowni Biocybernetyki, która współpracuje ze specjalistami kilku wyższych uczelni w Polsce. Co roku prototypy nowych robotów prezentowane są pod koniec grudnia na corocznej konferencji Roboty Medyczne w Zabrzu. Podczas kolejnych edycji prezentowano prototypy i modele robotów Robin Heart, których już jest ponad dziesięć i będą następne.

Najbardziej zaawansowany model to Robin Heart mc2. Odpowiada na potrzeby precyzyjnego działania w małym obszarze pola operacyjnego i może pracować za dwóch chirurgów i asystenta kierującego torem wizyjnym. Robota przetestowano z powodzeniem w czasie eksperymentu w 2010 r.

Największe szanse, aby trafić na sale operacyjne, miał - powstały w latach 2007-2008 - Robin Heart Vision-telemanipulator, czyli robot toru endoskopowego przeznaczony do pozycjonowania endoskopu w trakcie zabiegów chirurgicznych. Przeszedł już wszelkie testy kwalifikacji i generalnie mógłby się już od dawna znaleźć na sali operacyjnej. Niestety, zabrakło pieniędzy i wsparcia ze strony przemysłu.

Moglibyśmy być potęgą

Potrafimy w Polsce, co udowodniliśmy, tworzyć roboty medyczne od podstaw, wykorzystując nowatorskie i innowacyjne rozwiązania, włącznie z końcówkami narzędziowymi oraz całym oprogramowaniem. Nie ma problemów technicznych, których nie potrafilibyśmy rozwiązać, aby wejść na ten trudny rynek. Barierą pozostaje jednak produkcja seryjna.

- Do tego brakuje nam możliwości inwestycyjnych - mówi dr hab. Zbigniew Nawrat, "ojciec Robin Hearta", założyciel i długoletni kierownik Pracowni Biocybernetyki Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu, obecnie dyrektor Instytutu Protez Serca FRK.

To co potrafią w zakresie robotyki skonstruować nasi inżynierowie i naukowcy, budzi podziw na całym świecie. Jeśli dodać do tego jak niewielki zespół ludzi jest w to zaangażowany i jak ograniczonymi środkami finansowymi dysponuje, rzecz wydaje się wręcz nierealna.

Prawie siedem lat temu wydawało się, że znajdzie się inwestor, który w polskich robotach znajdzie swoją szansę ekspansji na rynek medyczny nie tylko w kraju. Firma Famed z Żywca była zainteresowana produkcją rodzimych robotów medycznych. Niestety, kryzys spowodował, że Famed, przez inwestycje w opcje walutowe, upadł. Wraz z nim upadła - na razie - nadzieja na komercjalizację prototypów robotów powstających w Zabrzu.

- Rozmowy prowadzone z potencjalnymi inwestorami są sympatyczne, ale, niestety, na nich się kończy. Nie ma zainteresowanych, którzy chcieliby zainwestować duże pieniądze, podzielić się odpowiedzialnością i w przyszłości czerpać zyski z komercyjnego wykorzystania naszych pomysłów - stwierdza Zbigniew Nawrat.

Prace badawcze, konstrukcyjne pochłaniają kwoty rzędu milionów złotych. Te wdrożeniowe, które miałyby doprowadzić do ich komercjalizacji, to kwoty o wiele większe. Według szacunków dr. Nawrata kwota rzędu 10 mln euro na 3 lata, to środki, jakie trzeba zainwestować, aby polski robot wszedł do produkcji. A przecież, jak mówi Nawrat - po sukcesach rozwoju tele-informacji czas nadszedł na tele-akcję. Robotyka będzie podstawą napędzania gospodarki (nie tylko medycyny) następnych dekad.

Czy znajdą się inwestorzy

W świecie biznesu, aby coś od nawet najgenialniejszego pomysłu i projektu do jego realizacji się urzeczywistniło, potrzeba dużych pieniędzy i odwagi inwestorów. Przykładem niech będzie elektroniczna multimedialna kostka do gry DICE+, o której mówi dzisiaj cały świat, genialnego pomysłu dwóch poznaniaków - Patryka Strzelewicza i Michała Bąka.

Na szczęście pomysłodawcy kostki spotkali na swojej drodze inwestorów, zainteresowanych ich pomysłem, którzy zaangażowali około 40 mln w projekt. Dzisiaj produkująca DICE+ firma współpracuje z takimi potęgami jak Apple i Samsung, a jej produkt zdobywa cały świat. Podobnie mogłoby się stać także z polskimi robotami medycznymi. Czy jednak znajdą się odważni inwestorzy gotowi zaryzykować i wyłożyć pieniądze na wdrożenie ich do produkcji?

Jak przypomina dr Nawrat, Leonardo da Vinci nie był najbogatszym człowiekiem i też nie mógł zrealizować w praktyce wszystkich swoich nowatorskich pomysłów. Wiele z nich pozostało na etapie rysunków, planów i modeli, choć mogły zmienić oblicze świata wiele lat temu.

- W tej chwili przygotowujemy projekt budowy robota chirurgicznego, który zastąpi Robin Heart’a mc2, w którym zastosujemy zupełnie nowe technologie materiałowe i innowacyjne rozwiązania. Obecnie robot o nazwie Robin Heart PortVisionAble, walizkowy, kilkakrotnie lżejszy od swojego poprzednika - modelu Vision - jest testowany w laboratoriach - informuje Zbigniew Nawrat.

- Dzięki Narodowemu Centrum Badań i Rozwoju mamy możliwość kontynuacji pracy i doskonalenia naszych projektów. Niestety, problem ich wdrożenia komercyjnego do produkcji wciąż czeka na rozwiązanie - dodaje.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum