Rezydenci zakładnikami etyki

Autor: Jacek Wykowski • • 19 lutego 2018 15:01

Choć rezydenci wypowiedzeń klauzul opt-out nie chcą nazywać strajkiem, a co najwyżej protestem, to kolejne nieudane rozmowy z rządem mogą odebrać lekarzom ochotę na bycie zakładnikami etyki zawodowej. Grozi to nie tylko chaosem organizacyjnym, ale także moralnym, którego skutków nie sposób przewidzieć.

5 stycznia br. kolejne już rozmowy ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła z rezydentami znów zakończyły się fiaskiem. - Pan minister powiedział, że rząd dołoży wszelkich starań, aby przyspieszyć wzrost nakładów na ochronę zdrowia, jeżeli warunki gospodarcze na to pozwolą. Uważamy to za brak szacunku do nas - stwierdził Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

- Rezydenci chcieli rozmawiać tylko o pieniądzach, to rozczarowujące - ocenił po negocjacjach Radziwiłł. - Dzisiejsza sytuacja wymaga od lekarzy dłuższej pracy - dodał minister.

Liczby i oceny moralne

13 grudnia 2017 r., podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia dotyczącego m.in. akcji wypowiadania klauzul opt-out, padły nie tylko twarde dane, ale także i oceny moralne. - Doktorzy rezydenci, tyle mówicie tutaj o odpowiedzialności. Czy odpowiedzialnością jest to, że teraz wypowiadacie umowy opt-out? Przecież dobrze wiedzieliście, przystępując do zawodu, że takie są warunki pracy. Wiedzieliście, że to nie jest tylko zawód, ale również misja - pouczała lekarzy posłanka Małgorzata Zwiercan (Wolni i Solidarni).

Do zarzutu odniósł się wówczas Marcin Sobotka z Porozumienia Rezydentów OZZL. - Czy pani chce, żeby lekarze zapracowali się na śmierć? Obecnie w Polsce brakuje 20 tys. lekarzy i nie o to chodzi, że pracujemy dużo, bo tak lubimy. My chcemy o tym rozmawiać i to jest nasza bardzo duża odpowiedzialność - tłumaczył.

Łukasz Jankowski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL, dodał, że lekarze codziennie słyszą: "Jeżeli czujesz się na siłach - możesz pracować więcej". - My mówimy "dość" w trosce o naszych pacjentów - wyjaśnił.

Jarosław Biliński tłumaczy Rynkowi Zdrowia, że w tak newralgicznym obszarze, jakim jest ochrona zdrowia, konflikty powinny być rozwiązywane przed jakimkolwiek zaostrzeniem protestów. Ubolewa, że decydenci kierują się jedynie sondażami i poparciem społecznym i dopóki ono nie spada, czekają - może problem rozwiąże się sam. Stanowczo podkreśla: - Nigdy nie strajkowałem, ale w medycynie zawsze jest tak: jeżeli korzyści przeważają nad ryzykiem, to podejmuje się leczenie. Tutaj chyba trzeba zastosować te same zasady.

Jest dozwolone, ale…

- Nie jest strajkiem odmowa pracy w wymiarze większym niż wymagany i bezpiecznym dla lekarzy oraz pacjentów. Czy kierowca autobusu, który odmawia swojemu pracodawcy jazdy w ponadwymiarowym czasie pracy, strajkuje? A może on żąda przestrzegania zasad? Jeżeli odmówi pracy ponad to, co bezpieczne, to kogo mamy potępiać za to, że pasażerowie nie dojadą na czas? Kierowcę czy jego pracodawcę? - tłumaczy prof. Paweł Łuków, kierownik Centrum Bioetyki i Bioprawa Uniwersytetu Warszawskiego.

Art. 73. Kodeksu Etyki Lekarskiej mówi, że "lekarz decydujący się na uczestniczenie w zorganizowanej formie protestu nie jest zwolniony od obowiązku udzielania pomocy lekarskiej, o ile nieudzielenie tej pomocy może narazić pacjenta na utratę życia lub pogorszenie stanu zdrowia". Sytuacja w kontekście wypowiadania klauzul opt-out teoretycznie jest więc bezpieczna, ale w praktyce wiele zależy od tego, co rozumie się pod pojęciem "narażanie pacjenta na utratę życia lub pogorszenie zdrowia".

- Protest czy akcję strajkową można zawsze zorganizować w taki sposób, że pacjenci nie tracą dostępu do leczenia i opieki w warunkach bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia. Z drugiej jednak strony pojęcie "narażenia na utratę życia lub pogorszenie stanu zdrowia" jest bardzo wieloznaczne - stwierdza prof. Zbigniew Szawarski, przewodniczący Komitetu Bioetyki przy Prezydium PAN.

Dodaje: - Jeśli chory na cukrzycę pacjent nie jest w stanie w normalnych warunkach uzyskać recepty na lek, to ktoś powinien ponieść za to odpowiedzialność. Podobnie jest z rosnącymi kolejkami. Nie jest wykluczone, iż skutki narastającego protestu lekarzy mniej lub bardziej boleśnie odczują obecni pacjenci.

Prof. Szawarski radzi jednak, by pomyśleć, jakie byłyby odległe konsekwencje jego zaniechania. - Stojąc wobec wyboru pomiędzy mniejszym i większym złem, człowiek rozumny i wrażliwy powinien wybrać mniejsze zło - zaznacza i stanowczo podkreśla, że "w imię bezpieczeństwa zdrowotnego i życia pacjenta lekarz ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek moralny, aby wypowiedzieć klauzulę opt-out".

Prof. Łuków konstatuje, że pacjenci zawsze są ofiarami niedofinansowania, bałaganu i dezorganizacji służby zdrowia, zarówno wtedy, gdy lekarze pracują ponad bezpieczne godziny, jak i wtedy, gdy odmawiają takiej pracy.

Strajk wyklucza służbę?

- Zdaliśmy sobie sprawę, że to w naszych rękach jest przyszłość polskiej ochrony zdrowia. Smutne jest to, że rząd dopuszcza do kolejnych faz protestu. Tego protestu w ogóle nie powinno być - ubolewa Jarosław Biliński.

Podkreśla przy tym, że w żadnym wypadku lekarz nie powinien narażać na ryzyko aktualnie leczonego chorego. - Lekarze nigdy nie narażają chorych na ryzyko. Proszę zmienić patrzenie na problem! To nadzorca ochrony zdrowia, czyli w tym wypadku Ministerstwo Zdrowia i rząd, odpowiada za organizację opieki zdrowotnej w ujęciu globalnym - zaznacza.

"Strajk lekarzy w publicznej służbie zdrowia jest skierowany przeciw decydentom, ale przecież nie oni cierpią z powodu strajku, lecz chorzy. Skutki strajku nie dotyczą ani osób bogatych, ani decydentów. Najbardziej cierpią ludzie biedni i chorzy" - pisał w 2010 r. w opracowaniu "Strajk lekarzy - spojrzenie klinicysty" (kwartalnik "Nauka" Polskiej Akademii Nauk, nr 3/2010) prof. Tadeusz Tołłoczko, lekarz, w latach 1990-1996 rektor Akademii Medycznej w Warszawie.

Profesor zauważał, ale i przestrzegał, że społeczne poparcie strajków jest zjawiskiem krótkotrwałym, gdyż pacjenci we własnym interesie żądają nieprzerwanej opieki lekarskiej. Podkreślał, że wszelkie strajki niszczą etos pracy, zawodu, powołania, a w ochronie zdrowia dodatkowo burzą zaufanie chorych do lekarzy, które potem trudno odbudować.

- Na pytanie, czy lekarz ma prawo do strajku, nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Jedni twierdzą, że lekarz nigdy nie powinien strajkować, bo jest to działanie sprzeczne z przysięgą Hipokratesa. Ale są również tacy, k tórzy nie mają wątpliwości, że w pewnych sytuacjach lekarz ma wręcz moralny obowiązek wziąć udział w strajku, bo tego wymaga szacunek i poczucie odpowiedzialności za dobro pacjentów i troska o dobro profesji lekarskiej. Stanowisko umiarkowane, typowe dla wielu organizacji lekarskich, dopuszcza udział w akcji strajkowej lub w proteście, jeśli są one tak zorganizowane, że nie zagrażają zdrowiu i życiu pacjentów - wyjaśnia prof. Szawarski.

Pytanie o granice

Czy lekarz może narażać na ryzyko aktualnie wymagającego leczenia chorego, w nadziei, że w wyniku protestu czy strajku standard świadczeń dla innych chorych w przyszłości ulegnie poprawie? - To będzie zależało od tego, jak znaczne jest to ryzyko i jak wiele da się dzięki jego podjęciu osiągnąć. Jeżeli działanie lekarza miałoby wiązać się z wysokim ryzykiem dla pacjenta, a szanse na poprawę funkcjonowania ochrony zdrowia są nikłe, to nie wolno takiego działania podjąć. Trzeba pamiętać, że decyzja lekarza o proteście - w jakiejkolwiek formie - wiąże się z ogromnym ryzykiem moralnym dla lekarzy, tj. z ryzykiem popełnienia błędu moralnego - zauważa prof. Łuków.

Z kolei do zarzutów o to, że lekarzom nie chodzi o dobro chorych, a tylko o pieniądze, odnosi się Jarosław Biliński: - Wynagrodzenia lekarzy to nie kasa włożona do kieszeni i gromadzona na koncie. Odpowiednio wysoka pensja jest narzędziem do w pełni efektywnego i dobrego wykonywania zawodu. Bo lekarz, który musi dorabiać po godzinach, przemęczony, niemający czasu i środków na dokształcanie, mający poczucie winy za brak czasu dla rodziny, to lekarz nieskupiający się w pełni na pacjencie - tłumaczy.

Przypomina ponadto, że aby pomóc maksymalnej liczbie potrzebujących, organizuje się systemy. Tymczasem - według Bilińskiego - w Polsce ustawodawca i nadzorca źle zarządza systemem ochrony zdrowia, opierając się "tylko i wyłącznie na wyzysku personelu i limitowaniu świadczeń".

- W mojej ocenie to jest najbardziej nieetyczny proces w całym omawianym problemie - podsumowuje. Prof. Łuków twierdzi, że nie należy tolerować utrzymywania przez decydentów sytuacji, w której klauzula opt-out służy do łatania dziur w systemie i załatwia to, czego od lat nie robi rząd. - Jeżeli nie zwrócimy uwagi na ten aspekt sytuacji, to będziemy czynili z lekarzy zakładników etyki, żądając od nich zawodowego bohaterstwa - przestrzega.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum