Rewolucja? Niekoniecznie

Autor: Anna Kaczmarek • • 11 maja 2010 10:16

Trwają spory wokół "publiczno-prywatnego" systemu ratownictwa

W dyskusjach o kształcie systemu ratownictwa medycznego oraz o tym, czy w systemie tym mają działać jedynie podmioty publiczne, ścierają się rozmaite interesy. Inne mają samorządy, inne prywatne placówki świadczące usługi ratownictwa medycznego, a jeszcze inne związki zawodowe reprezentujące pracowników ratownictwa. Za upaństwowieniem sektora opowiadają się publiczne placówki ratownictwa medycznego i samorządy, które są ich organami założycielskimi. Sprzeciwiają się temu oczywiście prywatne firmy, ale i związkowcy nie są przekonani do takiego modelu. W raporcie Rynku Zdrowia publikujemy opinie przedstawicieli zainteresowanych stron.

Spory w ratowniczej materii osiągnęły swoje apogeum, gdy 32 senatorów Platformy Obywatelskiej oraz jeden senator niezrzeszony wystosowali list do premiera Donalda Tuska, w którym apelują o to, aby ratownictwo medyczne było służbą państwową - na kształt policji czy straży pożarnej.

List senatorów był m.in. reakcją na sytuację, kiedy w woj. łódzkim NFZ podpisał kontrakty z niepublicznymi placówkami, co prawdopodobnie doprowadzi do sytuacji, w której niektóre samorządy będą musiały zwrócić unijne dotacje do zakupionych ambulansów przeznaczonych dla publicznych placówek.

Czy jednak konieczna jest zmiana prawa dotyczącego ratownictwa, aby wyeliminować takie problemy? Resort zdrowia szuka rozwiązań, które raczej będą mniej drastyczne. Jak tłumaczy nam Piotr Olechno, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, resort nie może ingerować w wyniki konkursów na wykonywanie świadczeń medycznych, które przeprowadzane są przez NFZ. Może jedynie sprawdzać poprawność i legalność samego procesu. Twierdzi, że problemy dotyczące wykorzystywania funduszy unijnych w zakupach sprzętu są możliwe do rozwiązania. Resort proponuje zawieranie umów długoterminowych:

- W związku z chęcią zapewnienia ciągłości i stabilności realizacji umów, a przede wszystkim dla stworzenia możliwości należytego wykorzystania funduszy unijnych, o które te zakłady lub ich organy założycielskie się ubiegają, można zastosować art. 156 Ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, który zezwala - pod warunkiem uzyskania zgody prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia - na zawarcie umowy ze świadczeniodawcą na okres dłuższy niż 3 lata - przypomina rzecznik.

- Skorzystanie z tego prawa przez obie umawiające się strony pozwoli na spełnienie kryterium trwałości, a tym samym zapobiegnie ewentualnym zwrotom sprzętu zakupionego ze środków unijnych - informuje Piotr Olechno. - Resort jest daleki od tego, żeby wyeliminować prywatne podmioty systemu ratownictwa medycznego. Placówki te są w systemie od dawna i wyeliminowanie ich z rynku byłoby bardzo trudne. Problemy trawiące system można rozwiązać w inny sposób.

Napływają sprzeczne postulaty

Do Ministerstwa Zdrowia napływają postulaty zarówno od podmiotów prywatnych, jak i publicznych dotyczące zasad kontraktowania świadczeń z zakresu ratownictwa medycznego, przy czym są to postulaty... wzajemnie się wykluczające.

- Biorąc pod uwagę zmiany i prze-kształcenia, jakie zaszły w systemie ratownictwa medycznego w Polsce, w tym również prywatyzację niektórych zakładów opieki zdrowotnej i wejście na rynek nowych podmiotów niepublicznych, wydaje się, że próba przekształcenia struktur ratownictwa medycznego w formację państwową napotkałaby poważne trudności organizacyjne, prawne i finansowe - twierdzi rzecznik ministerstwa.

Zdaniem resortu, taka transformacja wymagałaby szeroko zakrojonych zmian w całym porządku prawnym:

- Wykazując zrozumienie dla zgłaszanych postulatów, wydaje się, że większość wymienionych celów można osiągnąć, stosując w praktyce istniejące rozwiązania prawne oraz nowelizując obowiązujące przepisy w kierunku zapewnienia większej stabilności funkcjonowania i finansowania zakładów opieki zdrowotnej świadczących obecnie usługi w zakresie ratownictwa medycznego, przyjmując za cel nadrzędny zachowanie bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli - twierdzi Piotr Olechno.

Ministerstwo uważa, że proponowane rozwiązanie polegające na utworzeniu ze struktur ratownictwa medycznego formacji na wzór Państwowej Straży Pożarnej czy policji może okazać się nieefektywne - z punktu widzenia oczekiwanych przez realizatorów systemu pozaszpitalnego korzyści finansowych, możliwości zapewnienia wystarczającej liczby kadry medycznej do wypełnienia niezbędnej liczby etatów oraz może doprowadzić do niezadowolenia i protestów pozostałej części samorządów zawodowych i organizatorów opieki zdrowotnej.

- Minister zdrowia przystąpił do rozmów z prezesem NFZ w celu dokonania niezbędnych zmian w zarządzeniu w sprawie kontraktowania świadczeń z zakresu ratownictwa medycznego - zapewnia rzecznik resortu.

Resort zapowiada też, że we współpracy z innymi resortami podda ocenie stanowisko wyrażone przez senatorów oraz przeanalizuje inne możliwe rozwiązania, np. zmianę sposobu kontraktowania świadczeń pozaszpitalnych. - To wydaje się obecnie najbardziej korzystne, zasadne i stwarza szanse skutecznego rozwiązania zgłaszanego problemu -dodaje Piotr Olechno.

Publiczni: zmienić warunki konkursów

Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach i członek zarządu Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego SPZOZ, który skupia kilkadziesiąt podmiotów i który poparł list senatorów, mówi nam wprost: - Pogotowie to nie miejsce do zarabiania pieniędzy. Bezpieczeństwo obywateli nie może być przedmiotem konkursu.

Dyrektor Borowicz również jest za tym, aby pogotowie ratunkowe było państwową służbą: - Powinny być stworzone przepisy, które konkretnie określają normy, jakie powinna spełniać taka służba, łącznie z określeniem parametrów fizycznych, które powinien spełniać ratownik.

Nasz rozmówca przypomina, że pogotowie to nie tylko karetki, ale też cała logistyka związana z ratownictwem, a ta nie jest tak rozwinięta u prywatnych operatorów, ponieważ nie stać ich na skomplikowane systemy informatyczne i logistyczne.

- Nie kwestionuję umiejętności prywatnych operatorów. Jednak chodzi o logistykę, utrzymanie dyspozytorni czy warsztatów - zaznacza Artur Borowicz.

O tym, jak nowoczesnych i skomplikowanych systemów informatycznych używa katowickie pogotowie, może świadczyć to, że w najbliższym czasie wojewoda o każdej porze dnia i nocy będzie mógł sprawdzić, gdzie jest każda z karetek w województwie. Dyrektor Artur Borowicz zapewnia, że wyposażenie pogotowia, którym kieruje, nie różni się, a czasami jest nawet lepsze od tego, którym dysponują ratownicy z krajów zachodnich. - Nasze karetki to OIOM-y na kółkach - zaznacza dyrektor WPR.

Przekonuje, że zaplecze logistyczne, jakim dysponuje, pozwala na zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańców, nawet kiedy dochodzi np. do dużych wypadków. Zdaniem dyrektora, o tym, jak ceniona jest jego placówka, świadczy chociażby to, że wzrosła liczba sprzedawanych usług transportowych: - Okazuje się, że tu też ważna jest jakość, a nie tylko cena - mówi Borowicz.

Dopuszczenie jedynie publicznych placówek do systemu to jednak rewolucja, dlatego pytamy Artura Borowicza, co należy zrobić, aby usprawnić system, nie wprowadzając tak daleko idących zmian w jego funkcjonowaniu.

- Wszystko rozbija się o warunki konkursów - trzeba je zmienić. Należy też połączyć publiczne placówki w zespoły organizacyjne. Nie powinno być również takiej mnogości organów założycielskich dla placówek. Planowanie działania powinno się odbywać w skali całego województwa - podsumowuje dyrektor Borowicz.

Andrzej Troszyński z biura prasowego NFZ potwierdza, że w tym roku tylko w kilku województwach wprowadzono kontraktowanie na całe rejony operacyjne. Kontrakty na przyszły rok mają być jednak zawierane w ten sposób w całej Polsce.

Prywatni: monopol jest zły

Jarosław Madowicz, prezes Związku Pracodawców Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego Niepublicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej, uważa, że nie można teraz wyeliminować podmiotów prywatnych z systemu ratownictwa. Jeżeli byłby zamysł niedopuszczania tych placówek do systemu, to należałoby go zrealizować na początku reformy ochrony zdrowia.

- Firmy zainwestowały pieniądze w swoją działalność. To próba zmonopolizowania rynku, co nie wpłynie dobrze na system ratownictwa. Poza tym w innych krajach europejskich z powodzeniem w systemach ratownictwa działają niepubliczne podmioty - podkreśla prezes Madowicz.

Jego zdaniem, powodem wybuchu konfliktu pomiędzy publicznymi i niepublicznymi jednostkami może być zarządzenie prezesa NFZ, które mówi, że kontraktowanie na przyszły rok już w całym kraju będzie dotyczyło całych rejonów operacyjnych, nie będzie więc można obsługiwać jedynie części takiego rejonu, jak to jest teraz.

- Niepubliczne placówki wykonują usługi zwykle trochę taniej, dlatego być może jest obawa, że będą wygrywać konkursy i przejmować całe rejony operacyjne - tłumaczy prezes Madowicz.

Upaństwowienie ratownictwa, jego zdaniem, może być też przysłowiowym "strzeleniem sobie w kostkę": - Teraz wiele szpitali przekształca się w spółki. Jeżeli mają przyszpitalne pogotowie, to ono również zostanie przekształcone, czyli nie będzie już publiczne. Co wówczas, czy te placówki też należy wyeliminować?

Jak mówi nam Katarzyna Czajka, prezes spółki Falck Medycyna, inicjatywa senatorów, którzy chcą, aby w systemie ratownictwa medycznego działały jedynie podmioty publiczne, stała się już dokumentem parlamentarnym.

- To już było. Państwowy monopol oznacza jedno: skończą się pieniądze na nowe karetki, nikomu nie będzie zależało na podnoszeniu kwalifikacji personelu. Nie będzie rywalizacji, więc nikt się nie będzie musiał starać. Konkurencja na rynku usług medycznych sprzyja podnoszeniu jakości świadczeń, a także wprowadzaniu oszczędności. A nacjonalizacja systemu narazi Skarb Państwa na olbrzymie straty z tytułu wypłaty odszkodowań. Firmy prywatne, które już zainwestowały w polski rynek, bez wahania pójdą do sądu - przewiduje Katarzyna Czajka.

Prezes Falck Medycyna uważa, że trzeba odrzeć całą dyskusję z populizmu: - Nacjonalizacja systemu ratownictwa medycznego jest sprzeczna z ideą wolnego rynku usług - mówi Katarzyna Czajka. - Rozumiem, że publiczne podmioty chcą się pozbyć konkurencji. Ale kto pomyśli o pacjentach? Choremu jest obojętne, czy przyjeżdża do niego prywatna czy państwowa karetka, dla niego liczy się profesjonalna pomoc na najwyższym poziomie. Na rynku usług medycznych są podmioty "dobre" i "złe", a nie "publiczne" i "prywatne".

Wyjaśnia, że w wielu regionach firmy prywatne proponowały pracę niemal wszystkim pracownikom lokalnego pogotowia. - Moim zdaniem, autorów inicjatywy legislacyjnej - senatorów łódzkich PO - wykorzystano do podjęcia problemu, którego sami nie rozumieją. Program Platformy to jak najmniej bez-pośredniego zaangażowania państwa. Władza daje pieniądze i nadzoruje ich właściwe wykorzystanie. Od wykonywania specjalistycznych usług są fachowcy. Wszystko jedno, jaki mają status właścicielski - zaznacza prezes Czajka.

Jej zdaniem, protesty przeciwko niepublicznym placówkom mają już swoją historię i wybuchały nie raz. Jednak w końcu okazywało się, że obawy co do "prywatnych" są nieuzasadnione.

- Lokalne konflikty wokół startu "prywaciarzy" wybuchały i powoli gasły w tych powiatach, w których nagle wyjeżdżały w teren karetki na prywatnym sygnale. Przeciwko komercjalizacji ratownictwa protestowali mieszkańcy, dyrektorzy szpitali i sami ratownicy. Zwykli pacjenci obawiali się wygórowanych opłat za nieuzasadnione wezwanie karetki, ratownicy bali się o miejsca pracy. Z czasem w wielu miejscach emocje opadały, gdy okazywało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują - wspomina nasza rozmówczyni.

Senatorzy: prywatni tak, ale nie wszędzie

Jeden z głównych autorów listu do premiera w sprawie upaństwowienia ratownictwa, senator Andrzej Owczarek (PO), tłumaczy, że głównym powodem tej inicjatywy była "sprawa łódzka", gdzie NFZ podpisał kontrakty z niepublicznymi placówkami, co prawdopodobnie doprowadzi do wspomnianej sytuacji, w której niektóre samorządy będą musiały zwrócić unijne dotacje do zakupionych ambulansów przeznaczonych dla publicznych placówek.

Jednak senator Owczarek także przyznaje, że największym problemem są zasady przeprowadzania przez NFZ konkursu na świadczenia w zakresie ratownictwa medycznego. - Znaczna część pytań jest intencjonalna. Przykładowo firma startująca w konkursie może podać, że zatrudni odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Później, w praktyce, gdy wygrywa konkurs, proponuje zatrudnienie pracownikom publicznego pogotowia, które przegrało konkurs. Jednak oferuje tym osobom gorsze warunki.

Zdaniem senatora, płatnik powinien brać pod uwagę m.in. zakres usług: - Ratownictwo plus Szpitalny Oddział Ratunkowy mają wskazywać kompleksowość, która powinna być premiowana.

Andrzej Owczarek dodaje jednak, że nie jest przeciwko komercjalizacji, która czeka np. przyszpitalne pogotowia: - Jednak prywatne firmy nie powinny działać we wszystkich regionach - uważa senator PO.

Związkowcy: lepiej kontrolować

Jacek Szarek, przewodniczący Krajowej Sekcji Pogotowia Ratunkowego i Ratownictwa Medycznego NSZZ "Solidarność", mówi nam, że związkowcy nie są przekonani do pomysłu senatorów dotyczącego upaństwowienia pogotowia:

- Gdyby pogotowie działało na kształt straży pożarnej czy policji, pracownicy zyskaliby pewne przywileje, jak choćby możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę, ale straciliby przywileje przysługujące im z tytułu Kodeksu pracy. Poza tym - czy budżet państwa byłby w stanie udźwignąć wcześniejsze emerytury ratowników? - pyta Jacek Szarek. Choć przyznaje, że wiek emerytalny ratowników to problem: - Trudno sobie wyobrazić w pełni sprawnego ratownika, który ma 65 lat...

Zdaniem przewodniczącego Szarka, nie należy upaństwawiać sytemu, ale trzeba zwiększyć nadzór i kontrolę nad prywatnymi placówkami oraz utworzyć 16 wojewódzkich stacji ratownictwa i wyprowadzić pogotowie ze struktur szpitali.

Pod listem senatorów Jacek Szarek nie zamierza się podpisywać: - To, że pogotowie będzie państwowe, nie rozwiąże jego problemów.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum