Reforma według PiS

Autor: Ryszard Rotaub • • 25 lutego 2014 09:14

Co by było, gdyby w przyszłym roku Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne i utworzyło rząd? Czy ochronę zdrowia czekałyby rewolucyjne zmiany? Raczej nie. Z dotychczasowych wypowiedzi polityków tej partii wynika, że w większości będą to odkurzone pomysły.

Program PiS zostanie przyjęty na kongresie, który odbędzie się w Warszawie w połowie lutego tego roku. Wcześniej odniosą się do niego eksperci zewnętrzni. Z informacji, które przeciekły do mediów, wynika, że znajdzie się w nim zapis, że "docelowo nakłady na służbę zdrowia powinny wynieść 6% PKB". Zapewniono również, że "będzie to komplementarny, szczegółowy dokument". - Program jest owocem prac prowadzonych właściwie już od 2009 roku - powiedział PAP szef Komitetu Wykonawczego Joachim Brudziński.

Nim poznamy ów dokument, pozostaje nam odwołać się do wypowiedzi polityków PiS. Na ich podstawie można odtworzyć kierunek myślenia na temat reform w ochronie zdrowia.

Ostatnia enuncjacja prezesa Kaczyńskiego (z 20 stycznia) nawiązuje wprost do pomysłów Zbigniewa Religi. "To, co możemy dzisiaj określić jako testament profesora Religi, musi być wprowadzane w życie - na poziomie zasad, ale też konkretnym, organizacyjnym. Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia, sieć szpitali, gabinety lekarskie i stomatologiczne w szkołach - to muszą być przedsięwzięcia, których podjęcie jest bezwzględnym warunkiem naprawy sytuacji w służbie zdrowia" - czytamy na stronie internetowej PiS.

Dlaczego chcą zlikwidować NFZ?

Zacznijmy od likwidacji NFZ. Wbrew pozorom ten zamysł nie jest populistycznym hasłem rzuconym ku uciesze niezadowolonych pacjentów (choć taką rolę może pełnić); ma głębsze uzasadnienie. Związany jest z koncepcją finansowania ochrony zdrowia bezpośrednio z budżetu państwa. W rozwiązaniu proponowanym przez PiS, Narodowy Fundusz Zdrowia - jako agenda dysponująca pieniędzmi ze składek - po prostu traci rację bytu.

Zmiany sposobu finansowania obawiają się niektórzy eksperci rynku medycznego. Na przykład dr Adam Kozierkiewicz uważa, że finansowanie z budżetu oznacza, że co rok mielibyśmy do czynienia z targami (w ramach dyskusji o ustawie budżetowej) o pieniądze na zdrowie.

Wskazuje, że doświadczenia Polski z lat 1990-1998 oraz niektórych krajów zachodniej Europy (Finlandia w 1997 r., Hiszpania, Portugalia w latach 2009-2012, Węgry w latach 2009-2011, Wielka Brytania w roku 2013 i 2014) dowodzą, że ministrowie finansów mają dużą łatwość w obcinaniu środków na ochronę zdrowia. - W ciężkich czasach w takich krajach wydatki na ten cel spadają silniej niż w krajach z systemem ubezpieczeniowym - podkreśla ekspert.

Prof. Stanisława Golinowska z Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum UJ oraz Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych (współpracuje także z fundacją naukową CASE) mówi nam, że istnieją różne analizy porównawcze na temat tego, czy lepiej finansować system ochrony zdrowia z podatków ogólnych czy ze składek na ubezpieczenie zdrowotne.

Przywołuje m.in. pracę znanego ekonomisty zdrowia Adama Wagstaffa, który porównywał oba mechanizmy finansowania z punktu widzenia kosztów. Dodaje, że w innych pracach na ten temat bierze się także pod uwagę aspekty polityczne, czyli np. preferencje partii politycznych dla sektora zdrowotnego oraz jakość rządzenia.

- Dlatego ocena, co jest lepsze zależy od warunków danego kraju. Z pewnym uproszczeniem można by powiedzieć, że finansowanie z podatków jest skuteczniejsze i tańsze zarówno w krajach bardzo biednych, jak i w bogatych, o dojrzałych demokracjach, w których podatki są dostatecznie wysokie, a system podatkowy stabilny - uważa prof. Golinowska.

Natomiast w krajach takich jak Polska system finansowania ze składek jest - jej zdaniem - bezpieczniejszy. - W Europie Środkowej i Wschodniej nie bez kozery przeszliśmy na finansowanie ze składki. Chcieliśmy pieniądza znaczonego i systemu transparentnego, aby było wiadomo, ile środków wpływa do sektora zdrowotnego i jak są wydawane - mówi Stanisława Golinowska.

Z budżetu czy ze składek?

- Mam większe zaufanie do mechanizmów bazujących na udziale obywateli w finansowaniu ochrony zdrowia niż do mechanizmów opartych na decyzjach polityków uchwalających corocznie ustawy budżetowe - deklaruje prof. Golinowska. Zwraca uwagę, że nie jesteśmy jeszcze dojrzałą demokracją, w której zasadnicze cele społeczne można by realizować ponad politycznymi podziałam.

- Dodatkowo politycy bardzo nie lubią tzw. wydatków sztywnych. Dlatego finansowanie ochrony zdrowia bezpośrednio z budżetu państwa, czyli na bazie podatków ogólnych, wydaje się w obecnych polskich warunkach zbyt ryzykowne - przekonuje. M.in. z tych powodów prof. Golinowska nie widzi powodu do likwidacji NFZ.

Załóżmy jednak, że przeszliśmy na finansowanie budżetowe i zlikwidowaliśmy NFZ. Powstaje pytanie, kto wtedy rozdysponuje zebrane z podatków pieniądze? Nawet najbardziej sprawnemu ministerstwu nie uda się raczej zawrzeć tysięcy kontraktów ze świadczeniodawcami. Potrzebny jest szczebel pośredni.

- Wojewoda, urzędnik państwowy, miałby określone struktury, żeby przeprowadzić normalny konkurs ofert. Za zdrowie bowiem jest odpowiedzialne państwo - tak mamy zapisane w konstytucji - wyjaśniał nam we wrześniu 2013 r. Bolesław Piecha (PiS), senator, były wiceminister zdrowia.

Adam Kozierkiewicz nie ma złudzeń co do tego, jak w praktyce wyglądałaby likwidacja Funduszu. - Całe oddziały NFZ byłyby włączane do urzędów wojewódzkich. A Centrala trafiłaby pewnie pod skrzydła Ministerstwa Administracji.

Sieć bezpieczna i dostępna?

Innym fundamentem, na którym zostanie zbudowany program zdrowotny PiS, ma być koncepcja sieci szpitali, o której kolejny raz wspominał Jarosław Kaczyński, kiedy niedawno domagał się dymisji ministra Arłukowicza. Sieć szpitali nie jest nowym pomysłem (został przedyskutowany za czasów śp. prof. Religi, ministra zdrowia w rządzie Kaczyńskiego). Jego krytycy wskazywali wówczas, że sieć nie jest potrzebna, bo jeśli występują braki w systemie, wypełnia je sektor prywatny.

Adam Kozierkiewicz zaznacza, że nie wiadomo co oznacza w praktyce "sieć szpitalna". - Czy to, że jeśli szpital jest w sieci, to niezależnie jak działa, nie można go zamknąć? - zastanawia się. I odpowiada: - Jeśli tak, to jest to po prostu zły pomysł.

Zwraca też uwagę, że dla zwolenników tzw. własności publicznej właścicielem szpitala publicznego nie są mieszkańcy czy obywatele. Jest nim w praktyce dyrektor oraz czołówka pracowników (lokalny establishment) wraz z grupą działaczy związkowych - formuła placówki publicznej najlepiej służy właśnie tej grupie, ponieważ nie ma nikogo, kto może im coś nakazać.

Prof. Stanisława Golinowska ocenia sieć w aspekcie dostępności świadczeń zdrowotnych. Przypomina, że w wielu krajach sieć szpitali określona została w drodze ustawy. W Polsce sieci nie udało się dotąd stworzyć ze względu na działanie grup nacisku.

- Uważam, że postulat zasługuje na poparcie ze względu na to, że jest podstawowym narzędziem gwarancji równego dostępu - mówi prof. Golinowska. Zaznacza, że skonstruowanie sieci wymaga zaangażowania grupy analitycznej złożonej z całkowicie niezależnych ekspertów. - Często w takim przypadku korzysta się z ekspertów zagranicznych - dodaje.

W jej ocenie przy typowaniu szpitali do sieci należy uwzględnić kryteria geograficzne, demograficzne, epidemiologiczne oraz standardy medyczne. - Szpitale, które znalazłyby się w sieci, musiałyby zatem spełniać określone regulacyjnie warunki. Jeśli na danym terenie nie będzie szpitala o potrzebnym profilu i standardzie, to istniejące placówki należałoby przeprofilować, zrestrukturyzować, połączyć z innym szpitalem itp.

Uważa, że do sieci mogą wchodzić zarówno szpitale publiczne, jak i prywatne. - Doświadczenia innych krajów wskazują jednak, że szpitale prywatne w sieci wspieranej i kontrolowanej przez państwo mają na ogół status non-for-profit - wyjaśnia.

Trudno oceniać

W programie zdrowotnym PiS mogą znaleźć się również propozycje, których nie sposób poddać racjonalnej ocenie na gruncie zasad obowiązujących w gospodarce rynkowej.

Na przykład taka (według PAP): "Program PiS przewiduje, że leki, które są obecnie refundowane, będą w jednej cenie. Ceny leków miałyby być określone w ustawie. Każdy refundowany lek byłby, według założeń PiS, w jednakowej, niskiej cenie dla każdego".

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum