Przemysł medyczny - dokąd zmierza?

Autor: Jacek Wykowski • • 10 maja 2016 10:29

Z jednej strony w Europie Środkowo-Wschodniej jesteśmy potęgą, która dysponuje olbrzymim kapitałem kadr w postaci 40 tys. naukowców w badaniach biomedycznych, z drugiej strony następuje odpływ najlepszych uczonych za granicę. Wiedza o przemyśle medycznym w resortach jest wątła, a krajowi producenci często wolą sprzedawać za granicą niż w Polsce. Jest zatem dobrze, czy źle?

Z analizy przedstawionej przez DNB Bank Polska i Deloitte w roku 2015 wynika, że sektor wyrobów farmaceutycznych i sprzętu medycznego wytwarza 2,7% polskiego PKB. 1,1% generuje bezpośrednio, a kolejne 1,6% poprzez efekty zaopatrzeniowe i dochodowe.

O meandrach przemysłu medycznego w Polsce eksperci dyskutowali podczas jednej z sesji Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (HCC, Health Challenges Congress) w Katowicach.

Nie wykorzystujemy potencjału

Pozycję przemysłu medycznego w Polsce i w regionie przedstawił Maciej Bogucki, ekspert Zespołu ds. Konkurencyjności Branży Farmaceutycznej przy Ministerstwie Rozwoju. Stwierdził m.in., że choć w regionie jesteśmy na podium - tuż za Węgrami - to mamy jeszcze duży potencjał do rozwoju.

- Najwięk sz ym grac zem w Europie jes t Szwajcaria, k tóra produkuje ok. 15 razy więcej od Polski. Ten mał y kraj wykonał bardzo dobrą robotę, inwes tując w badani a i rozwój , a le również zrozumiał s t rategic zne znac zenie branż y - mówił Maciej Boguck i . - Również "ukochane" o s t atnio Węgr y, choć są od nas mniejsze, produkują więcej - dodał.

Ekspert podkreślił, że w Polsce powinniśmy starać się produkować przynajmniej te kluczowe produkty, które mogłyby stworzyć fundament bezpieczeństwa lekowego kraju. Zwrócił również uwagę na brak świadomości strategicznego znaczenia branży medycznej w resorcie rozwoju.

- Branża medyczna, a ściślej farmaceutyczna, w polskiej administracji wciąż postrzegana jest jako element sektora chemicznego. Myślę, że najwyższy czas to zmienić. Niestety wiedza w resorcie rozwoju o branży jest niewielka. Oczywiście nasz zespół przez półtora roku starał się to zmienić i czyni to także dzisiaj - tłumaczył Maciej Bogucki.

Obecnie wielkość sprzedaży krajowego przemysłu farmaceutycznego szacuje się na 14,9 mld zł, przy czym dominującą pozycją jest produkcja leków i pozostałych wy robów farmaceutycznych (14,3 mld zł). Ponad 70% produkcji farmaceutycznej znajduje odbiorców na rynku unijnym, w tym głównie hiszpańskim, niemieckim i francuskim. Część ekspor tu kierowana jest na Wschód, w tym do Rosji (9%) i na Ukrainę (2%).

Perpetuum mobile w farmacji?

Głównie o relacjach branży farmaceutycznej z "regulatorami" w Polsce oraz o sensie dbałości o tę część rynku mówił Sebastian Szymanek, dyrektor generalny spółki Polpharma - największego polskiego producenta leków.

- Swego czasu zleciliśmy Laboratorium Gospodarki Cyfrowej (Digital Economy Lab) Uniwersytetu Warszawskiego badanie, które miało określić wpływ krajowych producentów leków na podatki pośrednie i bezpośrednie. Udowodni ło ono, że suma przychodów dla państwa z tego tytułu wynosi średnio 2,5 mld zł rocznie. Tymczasem państwo w tym samym okresie na refundację krajowych leków wydaje… również 2,5 mld zł! - dowodził Szymanek. - Okazuje się więc, że w farmacji istnieje perpetuum mobile. Państwu opłaca się wspierać krajowych producentów - podsumował.

Przedstawiciel Polpharmy odniósł się także do obszaru polityki refundacyjnej i jej związku z innowacyjnością branży. - Ministerstwo Zdrowia ma w swoich rękach ważne narzędzie w postaci polityki refundacyjnej. Nawet już sama ustawa przewidziała, że w przypadku decyzji refundacyjnych resort powinien kierować się również tym, czy - i w jakiej wysokości - firma ponosi nakłady inwestycyjne na badania i rozwój. Niestety, do tej pory tego nie obserwowaliśmy - mówił Szymanek.

Dyrektor zaznaczył, że choć polityka refundacyjna nie sprzyja innowacyjności, to i tak nakłady krajowego przemysłu farmaceutycznego na badania i rozwój stanowią 7% wydatków wszystkich sektorów na innowacje.

- Aby branża trwale się rozwijała, wymaga wieloletnich inwestycji oraz stabilnego otoczenia prawnego i politycznego - podkreślił. Dodał, że do tej pory brakowało w tym zakresie ścisłej współpracy pomiędzy resortami zdrowia, rozwoju i finansów.

Obce rynki są bardziej przyjazne

Temat ekspansji firm z polskim rodowodem i kapitałem na rynki zagraniczne wywołał Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia, obecnie ekspert sektora ochrony zdrowia w EY. O to, czy polskie firmy są skuteczne w konkurowaniu w innych krajach, zapytał Tadeusza Olszewskiego, prezesa grupy Alvo. Firma oferuje m.in. bloki i stoły operacyjne oraz wyposażenie medyczne szpitali i działa praktycznie na całym świecie.

- Za granicą realizujemy generalnie zadania "pod klucz" - w całości budujemy i wyposażamy sale i bloki operacyjne. W Polsce takie inwestycje dzieli się na kawałki. Nikogo nie interesuje, żeby była dobra jakość, żeby to robił jeden wykonawca i żeby szpital miał jednego serwisanta - zżymał się prezes Olszewski. - Polski rynek jest rynkiem trudnym. O wiele lepszy jest rynek niemiecki, gdzie klient bardzo zwraca uwagę na profesjonalizm i terminowość wykonania - tłumaczył.

Prezes Alvo odniósł się także do procesu rejestracji wyrobów medycznych w Polsce. - Polska jest bardzo dziwnym krajem, ponieważ rejestracja wyrobów medycznych wówczas, gdy nie byli śmy jeszcze w UE, polegała jedynie na wypełnieniu formularza w internecie i po niecałym miesiącu można było otrzymać znak CE na swoje produkty. Dzisiaj na rejestrację wyrobów medycznych czeka się 4 lata. To kompletne nieporozumienie - tłumaczył Tadeusz Olszewski.

Alvo wydaje się w tej ocenie być obiektywne - m.in. z racji dużego doświadczenia w pokonywaniu barier na nawet bardzo odległych i odmiennych rynkach.

- W Japonii stanęliśmy wobec problemu uzyskania certyfikatu na wytrzymałość sali na trzęsienie ziemi. Musieliśmy zbudować kompletnie wyposażone pomieszczenie, które Japończycy trzęśli 26 razy z siłą do 9 stopni w skali Richtera - mówił prezes. Udało nam się uzyskać stosowny dokument i dzięki temu możemy sprzedawać nie tylko w Japonii, ale w każdym innym kraju, który ma wymagania sejsmiczne - np. w Indonezji, Iranie czy Meksyku - dodał prezes Olszewski.

Model rozwoju: patriotyczny czy globalny?

W trakcie dyskusji eksperci byli zgodni co do faktu, że należy inwestować w rozwój przemysłu medycznego w Polsce. Jednak już wytyczenie dróg prowadzących do poprawy sytuacji nie było ani precyzyjne, ani jednoznaczne.

- Polska tkwiła od kilkuset lat w modelu, który w dużym uproszczeniu polegał na tym, jak wyprodukować więcej zboża gdzieś na Rusi Halickiej i przetransportować barkami do Gdańska. Taki schemat doprowadził nas do słabego państwa - uzasadniał Paweł Przewięźlikowski, prezes i współzałożyciel spółki Selvita, uważanej za największą biotechnologiczną firmę badawczo-rozwojową w Europie Środkowo-Wschodniej.

- Obecnie nie mamy ani tradycji biznesowych, ani strumienia miliardów dolarów wolnej gotówki - czym może się poszczycić chociażby założony w 1668 r. niemiecki Merck. Gdy Niemcy optymalizowali produkcję pierwszych substancji farmaceutycznych, my się biliśmy z Turkami - wyjaśniał współzałożyciel Selvity.

Według Przewięźlikowskiego innym efektem tych zaniedbań jest m.in. to, że wśród 20 największych firm farmaceutycznych działających w naszym kraju mamy tylko dwie polskie.

- Mało jest sektorów rynkowych, w których byłaby tak duża dominacja podmiotów zagranicznych. Farmację oddaliśmy im na własne życzenie - nie kształcąc kadr naukowych, nie nastawiając się na eksport, nie budując dużych firm z polskim kapitałem. Obecnie te procesy trzeba odwrócić - mówił prezes. - Przykłady polskich firm udowadniają, że z polskimi naukowcami, którzy są naszym największym kapitałem, ale też i z własnymi praktykami biznesowymi oraz z polską bazą kapitałową, możemy być ważnym eksporterem.

Prezes zaznaczył, że mamy "mniej więcej" 40 tys. naukowców w badaniach biomedycznych, co stanowi połowę potencjału Niemiec w tym obszarze.

Jak jednak argumentował Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma, realizowanie rozwoju tylko krajowym sumptem jest bardzo trudne, gdyż wprowadzenie nowego leku jest ogromnie kapitałochłonne i obarczone wysokim ryzykiem porażki.

W tym aspekcie dyrektorowi Sztwiertni prezes Przewięźlikowski przyznał rację. - Obecnie żadnej polskiej firmy farmaceutycznej nie stać na samodzielne wprowadzenie leku do rejestracji, dlatego że koszt tego procesu dochodzi nierzadko do 2 mld dolarów. Jednak branża farmaceutyczna jest jedną z najlepszych branż pod kątem międzynarodowego podziału pracy, dlatego kosztami rozwoju - ale i zyskami - można i trzeba się podzielić - tłumaczył.

Apel do regulatorów

W podsumowaniu dyskusji eksperci zwrócili również uwagę na kilka innych barier w rozwoju rynku medycznego w Polsce. Sformułowali swoje "życzenia" w formie apelu do najważniejszych regulatorów mających wpływ na kształt i kondycję przemysłu medycznego.

Prezes Polpharmy Sebastian Szymanek zaznaczył, że jesteśmy praktycznie jedynym krajem w Europie, który nie stosuje tzw. poprawki Bolara. Według Szymanka nasze prawo własności intelektualnej traktuje sprzedaż opatentowanej substancji, niezależnie od jej etapu rozwoju, jako komercyjną, co powoduje, że w Polsce nie opłaca jej się badać.

Paweł Przewięźlikowski z Selvity apelował z kolei o ułatwienie procesu badań klinicznych, zwłaszcza ich pierwszej fazy, oraz o podniesienie poziomu edukacji na uczelniach wyższych, gdyż miejsce uniwersytetów w czwartej setce światowych rankingów utrudnia międzynarodową współpracę.

Prezes Alvo zwracał uwagę na potrzebę większego zaangażowania polskich radców handlowych w placówkach zagranicznych. Stwierdził, że obecnie są to jedynie "faceci, którzy mają dobre posady i niewiele robią".

Paweł Sztwiertnia z Infarmy apelował o stworzenie długoterminowej polityki lekowej w formie dokumentu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum