Przekładanie pieniędzy z ryczałtu może skończyć się ich brakiem

Autor: Ryszard Rotaub • • 08 marca 2018 15:37

Likwidacja oddziału szpitalnego może być powodem wykreślenia placówki z tzw. sieci szpitali - Ministerstwo Zdrowia przestrzega dyrektorów, którzy opacznie zrozumieli deklaracje, że można dowolnie przesuwać pieniądze ze szpitalnego ryczałtu, a zatem zrezygnować również z udzielania pewnych świadczeń w ramach danego profilu.

Sieć szpitali i ich ryczałtowanie w oparciu o system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej (PSZ) dają dyrektorom większą możliwość swobodnego dysponowania przyznanymi środkami finansowymi. Przesuwanie pieniędzy otrzymanych na podstawie kontraktów też było i jest możliwe, ale w praktyce dość trudne do przeprowadzania.

Jakie są w tym zakresie różnice w przypadku obu rodzajów finansowania?

Ręce związane kontraktem

Zarządzający szpitalami, dla których źródłem finansowania jest kontrakt, mogą dokonać przesunięcia pieniędzy pomiędzy zakresami w ramach różnych rodzajów świadczeń po spełnieniu określonych warunków i po uzyskaniu zgody płatnika. Na przykład szpital, po zakończeniu danego kwartału, może zwrócić się do NFZ o przesunięcie środków, przy czym takiej operacji może podlegać nie więcej niż 20% wartości kontraktu w danym zakresie.

"Strony umowy na wniosek świadczeniodawcy składany (…) po upływie kwartału kalendarzowego, dokonują zmian zawartych umów polegających na zwiększeniu kwoty zobowiązania ustalonej dla jednego lub kilku rodzajów świadczeń i jednoczesnym zmniejszeniu kwoty zobowiązania za ten kwartał ustalonej dla pozostałych rodzajów świadczeń" - wyjaśnia NFZ i zastrzega, że nie może to prowadzić do "zwiększenia łącznej kwoty zobowiązania Narodowego Funduszu Zdrowia wobec świadczeniodawcy".

Autorzy analizy "Przesunięcia środków finansowych w ramach umów - zapisy § 20, 21 i 43 OWU w praktyce" (Polski Przegląd Nauk o Zdrowiu 2/51/ 2017) przyznają, że ograniczenia wynikające z rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej (OWU) "w zakresie f inansowym skutecznie wiążą ręce dyrektorom placówek, uniemożl iwiając im dowolne dysponowanie kwotą kontraktu".

Wskazują, że "dowolność w zakresie przesuwania kwoty zobowiązania w ramach umów mogłaby doprowadzić do likwidacji danego rodzaju leczenia, kosztem wzmocnienia innego, co z punktu widzenia NFZ nie jest pożądanym rozwiązaniem".

- Dyrektorzy troszczą się o funkcjonowanie swoich placówek, o ich wyniki. Zadaniem płatnika jest natomiast stworzenie takich warunków, żeby pacjent miał gdzie się leczyć. Dlatego oddziały wojewódzkie NFZ przy zawieraniu umów muszą uwzględniać wymóg dostępności świadczeń na danym terenie, czego dyrektorzy nie muszą brać pod uwagę - jakiś czas temu w rozmowie z nami jasno wyraził różnicę w podejściu do kwestii przesunięć środków finansowych b. rzecznik Centrali NFZ.

Doświadczeń jeszcze nie ma

Tak jest w przypadku kontraktów. A jak będzie w przypadku ryczałtów? Praktycznych doświadczeń jeszcze nie ma. Sieć szpitali to nowe rozwiązanie. Teoretycznie umożliwia przesuwanie pieniędzy między szpitalnymi oddziałami bez konieczności uzyskania zgody NFZ.

"Świadczeniodawca może zmienić proporcje wykorzystywanych środków pomiędzy świadczeniami realizowanymi w różnych oddziałach szpitalnych (a także między świadczeniami szpitalnymi i ambulatoryjnymi) w porównaniu z wcześniejszymi okresami rozliczeniowymi, co powinno odzwierciedlać potrzeby populacji chorych objętych opieką danego szpitala działającego w PSZ" (czyli należącego do sieci szpitali - red.) - poinformowało nas MZ.

- W tej chwili dyrektor szpitala dysponuje zasobami w ramach ryczał tu. Może przesuwać środki tam, gdzie uzna to za korzystne. Jest to ważna zachęta do istotnych zmian restrukturyzacyjnych w systemie, oparta na założeniu, że to nie regulator centralny, ale podmiot lokalny wie lepiej - przekonywał uczestników XIII Forum Rynku Zdrowia (23-24 października 2017 r.) wiceminister zdrowia Piotr Gryza.

- Idea sieci szpitali była taka: szpital otrzymuje ryczałt na wszystkie usługi, a dyrektor lub prezes zarządza otrzymanymi środkami. Teoretycznie nie powinno być więc problemów z przesunięciem części pieniędzy z oddziałów bardziej rentownych do generujących straty - zauważył w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Marian Jarosz, prezes Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, członek Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

- Na razie za wcześnie jednak, aby jednoznacznie stwierdzić, czy ten model działa. Moje dotychczasowe doświadczenia z łączeniem oddziałów w kontekście Narodowego Funduszu Zdrowia nie nastawiają mnie jednak optymistycznie - przyznał.

Gliwicki szpital, po przejęciu w tym roku Gliwickiego Centrum Medycznego, został zakwalifikowany do sieci na II poziomie referencyjnym i do 2021 r. ma zapewnione finansowanie. Ale może zdarzyć się, że za jakiś czas pewne rodzaje świadczonych usług mogą okazać się niepotrzebne, bo np. nie będzie na nie popytu.

To realne problemy, z którymi będą musieli się zmierzyć menedżerowie w sieciowych szpitalach. Na przykład z mapy potrzeb zdrowotnych dla województwa mazowieckiego wynika, że za dużo jest łóżek na ginekologii i położnictwie. W ciągu kolejnych dziesięciu lat ma się rodzić ok. 12,6 tys. dzieci mniej.

Resort zdrowia prognozuje, że co roku - aż do 2029 r. - powinny być likwidowane 52 łóżka na oddziałach położniczo-ginekologicznych. Warto przy tym dodać, że szpitalne łóżko na oddziale to również "przypisany" do niego sprzęt i urządzenia oraz medyczna kadra. Jednym słowem spory wydatek, niezależnie od tego, czy jest wykorzystane.

- Gdyby dyrektor czy prezes sieciowego szpitala chciał zamknąć nierentowny oddział (np. porodówkę czy internę), to co musiałby zrobić? - zapytaliśmy Mariana Jarosza.

- Rozgraniczmy najpierw dwie sprawy: rentowność i zapotrzebowanie na dane świadczenia na określonym terenie. Jeśli jest potrzeba, a szwankuje opłacalność, to nie ma wyjścia - dyrektor musi utrzymać nierentowny oddział i basta. Jeśli jednak wszystkie przesłanki racjonalne wskazują na to, że dany oddział powinien być zlikwidowany, to Fundusz nie powinien sztucznie podtrzymywać agonii, choć wymiana informacji jest tu konieczna - powiedział.

- Wystarczyłoby więcej zaufania do menedżerów placówek medycznych, zespołów księgowych i organów nadzorujących - rad społecznych i nadzorczych. My naprawdę wiemy, co robimy - dodał.

Granice zaufania

Granice tego zaufania wyznacza rozporządzenie ministra zdrowia z 15 września 2015 r. w sprawie ogólnych warunków umów o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej (Dz. U. z 2015 r., poz. 1400 z późn. zm.). Wprowadziło ono sankcje w postaci kar umownych (łącznie z możliwością rozwiązania umowy ze świadczeniodawcą) w przypadku zaprzestania udzielania określonych świadczeń objętych umową z NFZ.

"Likwidacja oddziału szpitalnego, oznaczająca rezygnację z udzielania świadczeń w ramach danego profilu, nawet dokonana za zgodą NFZ, w wielu przypadkach równałaby się zaprzestaniu spełniania kryteriów kwalifikacji szpitala do danego poziomu PSZ, a zatem skutkowałaby przeniesieniem szpitala na niższy poziom zabezpieczenia albo wyłączeniem z PSZ" - przestrzega w przesłanym nam piśmie Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia.

Dodaje, że Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, pod nadzorem ministra zdrowia, kontynuuje prace nad optymalizacją wyceny świadczeń opieki zdrowotnej, które powinny usunąć, a przynajmniej zminimalizować zachodzące jeszcze dysproporcje w wycenie świadczeń należących do różnych profili szpitalnych lub rodzajów świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, a tym samym wyeliminować zjawisko wybierania przez świadczeniodawców, w tym należących do PSZ, bardziej "opłacalnych" świadczeń.

Kruszewska przy okazji zwraca uwagę, że "nie można formalnie mówić o przesuwaniu środków pomiędzy rodzajami świadczeń/komórkami organizacyjnymi, ponieważ środki przyznane w postaci ryczałtu nie są podzielone na poszczególne zakresy świadczeń".

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum