JW | 15-07-2017 11:12

Protest ratowników medycznych

24 maja o godz. 16 rozpoczął się ogólnopolski protest ratowników medycznych. - Godzina jest symboliczna, chcemy 1600 zł brutto podwyżki. Liczymy, że poprą nas pacjenci. Mamy harmonogram do października zawierający uciążliwe niespodzianki dla rządu - przestrzega ROMAN BADACH-ROGOWSKI, przewodniczący Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego (KZZPRM).

Ratownicy medyczni, domagając się podwyżek, zdecydowali, że 24 maja rozpoczną ogólnopolską akcję protestacyjną w formie oflagowania i oplakatowania jednostek systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. - Pacjenci w ogóle tego nie odczują, ale zobaczą. Chodzi o to, żeby najpierw zwrócić na siebie uwagę społeczeństwa - mówi Rynkowi Zdrowia Roman Badach-Rogowski.

25 kwietnia w siedzibie resortu zdrowia odbyło się spotkanie z przedstawicielami 11 związków zrzeszających ratowników i Solidarności. MZ zaproponowało ratownikom podwyżkę wynoszącą 400 zł brutto od 1 lipca br. i kolejne 400 zł od lipca 2018 r. Propozycja MZ spotkała się - według wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza - z "bardzo złym przyjęciem" ze strony ratowników.

- Przedstawiciel największego związku wypowiedział się bardzo krytycznie, powiedział: "wychodzimy" i wszyscy wyszli. Tak się nie prowadzi dialogu - relacjonował zaraz po spotkaniu wiceminister.

Ostateczna propozycja resortu

Ratownicy przed rozmowami z rządem postawili twarde warunki: minimum 1600 zł podwyżki, czyli dokładnie tyle, ile mają otrzymać pielęgniarki. Tymczasem propozycja dotyczyła połowy tej kwoty, więc spotkanie trwało jedynie kwadrans. - Powiedziałem, że taką propozycję rząd może sobie włożyć w... buty - mówi nam z dużą dozą ironii szef KZZPRM.

- Zapytałem, czy to jest ostatnie słowo ministerstwa i otrzymałem odpowiedź, że tak i że innej propozycji na pewno nie będzie - z powodu braku pieniędzy. O czym zatem mieliśmy rozmawiać? O pogodzie? - tłumaczy decyzję zerwania rozmów Badach-Rogowski.

Twierdzi, że tak niska podwyżka to "obraza ratowników medycznych", którzy chcą być traktowani przynajmniej tak samo jak pielęgniarki. Badach-Rogowski określa atmosferę wśród ratowników jako poczucie niedoceniania i pomijania "z każdej strony".

- Nakłady na ratownictwo medyczne w Polsce, bez względu na rząd, nie zmieniły się od roku 2009. Pieniądze są, ale na podwyżki dla służb mundurowych czy pielęgniarek - przypomina i podkreśla, że ratowników jest w Polsce ok. 14 tys., zaś pielęgniarek - 300 tysięcy.

- To grupa ponad dwudziestokrotnie większa. Niech mi nikt nie mówi, że w 38-milionowym kraju nie ma dla nas 4% kwoty, jaką rząd przeznaczył na podwyżki dla pielęgniarek - stwierdza.

Protest ma być coraz bardziej uciążliwy

Fiasko rozmów w resorcie zdrowia spowodowało, że ratownicy zdecydowali się na ogólnopolską akcję protestacyjną. Zaczęli od oflagowania budynków, ale to dopiero początek. - Mamy nadzieję, że oflagowanie i późniejsza akcja ulotkowa doprowadzą do nacisku społecznego na polityków. Liczymy, że poprą nas pacjenci. Mamy harmonogram do października zawierający uciążliwe niespodzianki dla rządu - mówi nam Badach-Rogowski.

Podkreśla, że ratownicy są zdeterminowani w osiągnięciu "celu minimum" i w razie konieczności będą coraz bardziej eskalować protest.

- Nie mogę zdradzić szczegółów, bo gdyby poznał je rząd, mógłby się przygotować. A to ma być niespodzianka - wyjaśnia. Badach-Rogowski precyzuje, że kolejny etap po oflagowaniu budynków, czyli rozdawanie ulotek, potrwa do dwóch tygodni.

- Potem zaczną się niespodzianki, coraz większe formy nacisku - ostrzega i wyjaśnia, że w tym czasie nie znikną flagi z budynków; kontynuowany ma być także kolportaż ulotek.

Zapytany przez nas o to, czy podtrzymuje stanowisko ratowników ws. protestu głodowego, którego nie wykluczył w wypowiedzi dla PAP 10 maja br., potwierdza, że jest rozważana taka opcja, ale jako ostateczność.

- Może do tego dojść i są już osoby, które zadeklarowały gotowość podjęcia głodówki. Mamy jednak nadzieję, że rząd nie doprowadzi ratowników do takiej desperacji. Nie chcemy, by protest odbił się na czyimś zdrowiu czy zagroził życiu - podsumowuje.

Adresatem jest rząd

Szef KZZPRM uspokaja i zaznacza, że choć protest będzie "kroczący", nie ucierpią na nim ani pacjenci, ani pracodawcy.

- Ze względu na to, że pracujemy w dość specyficznym zawodzie, nie możemy wyłączyć symbolicznej frezarki czy tokarki i pójść strajkować w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jeżeli jakiś ratownik wpadłby na taki pomysł, odmawiając wyjazdu i narażając zdrowie czy życie pacjenta, uważam, że powinien oddać dyplom. To jest niedopuszczalne - twierdzi stanowczo nasz rozmówca.