Pozostaje nam gonić świat

Autor: Iwona Bączek • • 28 lutego 2014 15:52

Rozmawia z prof. Jakubem Gołąbem, kierownikiem Zakładu Immunologii Centrum Biostruktury Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownikiem projektu BASTION, dofinansowanego przez Komisję Europejską kwotą ponad 16 mln zł, członkiem Rady Naukowej Narodowego Centrum Nauki.

Rynek Zdrowia: - Jakie źródła finansowania badań związanych z medycyną dostępne są dla polskich naukowców? Prof. Jakub Gołąb:

- Zajmuję się badaniami podstawowymi, nieklinicznymi, zatem moje zainteresowanie koncentruje się w zasadzie na źródłach finansowania, które dotyczą tego zakresu. Jestem także członkiem Rady Naukowej Narodowego Centrum Nauki, ale i tam moja działalność dotyczy finansowania badań stricte podstawowych, nie badań medycznych, które są badaniami stosowanymi (NCN ma ustawowy zakaz ich finansowania).

W wielu krajach środki na ten cel, np. na badania medyczne dotyczące procedur postępowania w różnych chorobach, pochodzą od odpowiedników naszego Ministerstwa Zdrowia lub Narodowego Funduszu Zdrowia. Tymczasem w Polsce ani MZ, ani NFZ nie finansują badań naukowych. Nie wiem dlaczego, ponieważ powinny się tym interesować, podobnie jak interesuje się tymi zagadnieniami np. amerykański Narodowy Instytut Zdrowia, finansujący większość badań medycznych oraz biomedycznych, w tym podstawowych.

Mamy jeszcze Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które może finansować badania naukowe. Odnoszę jednak wrażenie, że skala została tu trochę odwrócona: większość środków NCBiR przeznaczona jest na badania przemysłowe. Na badania podstawowe przekazywane są natomiast bardzo niewielkie pieniądze. Tymczasem polska nauka, mimo świetnych, ale niestety pojedynczych zespołów badawczych, jest słabo rozwinięta. Dlatego, chcąc zmienić tę sytuację, należy zacząć od inwestowania dużych pieniędzy w badania podstawowe i stosowane. Powstanie wówczas więcej dobrych zespołów, które - wyposażone w nowoczesną aparaturę badawczą, najnowsze materiały, mające łatwy kontakt z wiodącymi ośrodkami naukowymi, odpowiednio wynagradzane i wspomagane organizacyjnie - zaczną dokonywać odkryć naukowych mających zastosowania praktyczne. Jest to jednak proces bardzo powolny, wieloletni, którego efektów można się spodziewać nie w perspektywie 1-2 kadencji rządu, ale dopiero po 10-15 latach regularnego i solidnego finansowania.

- Czy środowisko naukowe wystąpiło z konkretnymi propozycjami zmian?

- Coraz częściej przedstawiana jest opinia, że być może należałoby zidentyfikować kilkunastu, może kilkudziesięciu wybitnych badaczy, którzy już zdobyli uznanie w świecie i dać im wystarczające finansowanie, aby nie musieli tracić swojego czasu na zabieganie o środki (granty, środki statutowe, rozwiązywanie problemów organizacyjnych jednostek naukowych). Warto im stworzyć jak najlepsze warunki i wówczas, myślę, że w perspektywie krótszej niż 10-15 lat, doczekamy się efektów w postaci przełomowych odkryć naukowych.

Chciałbym tu podkreślić, że chodzi o niewielką grupę liderów nauki. Pozostali badacze powinni nadal startować w konkursach grantowych, ocenianych w systemie peer-review. Dla większości może się to wydawać niesprawiedliwe, ale takie systemy stworzono w innych krajach i okazało się, że funkcjonują znakomicie.

Problemem finansowania nauki w Polsce jest również krótki czas trwania grantów. Większość z nich trwa zaledwie 2-3 lata. W naukach związanych z biomedycyną wystarczy to zaledwie na sprawdzenie podstawowych hipotez. Aby spełnienie oczekiwań instytucji finansujących było możliwe, potrzebne są znacznie większe projekty, trwające minimum pięć lat. W Polsce pieniędzy na badania nie ma zbyt wiele, zatem możliwe, że wiązałoby się to z ograniczoną liczbą zespołów, które miałyby szansę je otrzymać.

Ale już obecnie istnieją białe plamy na mapie Polski - regiony, w których zespoły badawcze w ogóle nie są finansowane z grantów, bo naukowcom nie udaje się ich zdobywać.

- Z czego to wynika?

- Przyczyną jest brak doświadczenia, zarówno w pisaniu grantów, jak i w prowadzeniu badań naukowych. To tworzy paradoksalną sytuację: brakuje finansowania, więc badania naukowe nie są prowadzone, a z tego wynika brak odkryć naukowych i trudność w pozyskaniu środków na badania. Z drugiej strony mamy do czynienia z sytuacją, w której niektóre ośrodki naukowe, szczególnie w dużych miastach, zdobywają coraz więcej grantów, bo właściwie nie mają konkurencji.

Niestety, w większości przypadków są to zazwyczaj bardzo małe projekty. Badacze aplikują o nie bez przerwy, a jeśli już je dostaną, zajmują się małymi wyzwaniami, stawiają drobne kroczki. Przy takim systemie finansowania nie mają możliwości szerszego, perspektywicznego spojrzenia. Co innego, jeśli zespół otrzymuje duży grant na pięć lat, z możliwością przedłużenia do siedmiu lat lub nawet o kolejne pięć - wówczas badacze mogą podjąć się poważnych wyzwań naukowych.

Wśród badań finansowanych przez NCBiR są i takie, w których okres dopływu środków powinien być jeszcze dłuższy. Pamiętajmy, że od momentu odkrycia cząsteczki do przeprowadzenia wszystkich badań i do rejestracji leku upływa 8-10 lat. Ludzie zajmujący się organizacją polskiej nauki spodziewają się natomiast, że trzyletni grant załatwi sprawę i wystarczy na wszystko. A to, niestety, nierealne. Podejście: damy wam pieniądze, ale szybko oczekujemy wielkiego sukcesu, nie jest właściwe, ponieważ badania naukowe z natury rzeczy trwają długo. Bywa i tak, że trzeba zawrócić z obranej drogi i szukać nowej. To naturalne, bo gdybyśmy wiedzieli, co odkryjemy, badania naukowe w ogóle nie byłyby potrzebne.

W sytuacji, gdy wszystko odbywa się metodą prób i błędów, trwa latami i kosztuje dużo pieniędzy, oczekiwanie, że można określić potrzebny czas i oszacować, jaki zysk może płynąć z podejmowanych działań w perspektywie 3, 5 lub 10 lat, jest absurdalne. Dlatego mam wrażenie, że osoby organizujące takie konkursy w Polsce nie wiedzą, jak wyglądają badania naukowe. Badania przemysłowe w firmie być może da się tak zaplanować. W wypadku badań innowacyjnych w obszarze medycyny to niemożliwe. Już z założenia są one przecież ogromnie ryzykowne: pomysł naukowca może wprawdzie zupełnie zrewolucjonizować jakąś dziedzinę, ale równie dobrze może okazać się całkowicie nietrafiony.

- Jakie kryteria oceny projektów wybieranych do finansowania pozwoliłyby ograniczyć ryzyko, o którym pan wspomniał?

- Owszem, pojawia się pytanie, ile badań innowacyjnych możemy finansować. Wydaje się, że o doborze projektów do finansowania powinna decydować miara tego, co dotychczas zostało odkryte przez zespoły aplikujące o środki. Jeśli ktoś przychodzi z pomysłem, ale niczego nie udało mu się do tej pory zrealizować, nie ma też na koncie znaczących publikacji, to być może nie warto dawać mu pieniędzy. Jeśli mamy do czynienia z ludźmi, którzy mają już osiągnięcia, zmniejsza się ryzyko, że projekt nie zostanie zrealizowany.

W przypadku Fundacji na rzecz Nauki Polskiej kryterium wyboru jest właśnie doskonałość naukowa: zespół ma się czym pochwalić, przedstawia świetne publikacje cytowane przez innych naukowców, patenty, które sprzedał innym firmom, a to znaczy, że jest wiarygodny. Działa tu, i słusznie, zasada, aby wspierać najlepszych, by stali się jeszcze lepsi.

Za słusznością tej zasady mogą też przemawiać doświadczenia związane z tworzeniem nowych ośrodków naukowych w uboższych regionach Polski. Na ich wyposażenie poszły ogromne pieniądze, jednak w wielu miejscach cenny sprzęt bezczynnie się starzeje i pokrywa kurzem, ponieważ zabrakło kadry - ludzi umiejących wykorzystać ten potencjał. Okazało się, że trzeba było jednak zacząć od skompletowania zespołów, tj. zachęcenia naukowców do podjęcia pracy w nowym miejscu. W większości przedsięwzięcia te były finansowane ze środków unijnych, a sam cel, tj. przekazanie środków do ubogich regionów, był w pełni akceptowany przez UE. Komuś jednak zabrakło wyobraźni i może czas, aby MNiSW zajęło się tym problemem.

Wydaje się, że zapewnienie solidnego finansowania badań naukowych w perspektywie 5-7 lat mogłoby skłonić niektóre zespoły do przeniesienia się do owych "szklanych domów" i uczynić z nich prężne ośrodki naukowe.

- Wracając do kryteriów oceny projektów: skoro podstawą ma być doskonałość naukowa, co z szansą dla młodych i kreatywnych, którzy nie zdążyli się jeszcze wykazać?

- Około 30% swoich środków NCN przeznacza na granty dla młodych badaczy przed 35. rokiem życia. Każdego roku ogłaszane są specjalne granty dla doktorantów oraz dla osób po doktoracie, które mogą w ten sposób budować swoje zespoły naukowe i rozwijać karierę. Również Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego nieustannie wspiera młodych.

W przypadku grantów dla najmłodszych badaczy będziemy - siłą rzeczy - w mniejszym stopniu kłaść nacisk na dorobek naukowy, a w większym na kreatywność. Trzeba będzie zaryzykować pieniądze, ale ponieważ wspomniane granty nie są duże, ryzyko wydaje się do zaakceptowania. Wiem z doświadczenia, że małymi kroczkami można zrobić bardzo wiele. Nawet jeśli pierwszy grant, będzie niewielki, to - jeśli mamy do czynienia z wybitnym młodym talentem - badacz da sobie radę. Starając się skutecznie o kolejne granty, jest w stanie w ciągu dziesięciu lat osiągnąć światowy poziom.

- Przykład pana zespołu pokazuje, że to możliwe.

- Ja i trzech moich kolegów zaczynaliśmy w połowie lat 90. ubiegłego wieku w laboratorium, w którym nie było w zasadzie nic. Korzystaliśmy ze sprzętu przyniesionego z piwnicy, który odkurzyliśmy i uruchomiliśmy. Do naszej dyspozycji było w zakładzie 30 tys. zł rocznie - takie były środki statutowe. Następnie udawało się nam sięgać po tzw. minigranty, tj. pieniądze Ministerstwa Nauki dla młodych naukowców, rozdysponowane pomiędzy uczelnie. Ponadto pisałem listy do banków i firm z prośbą o środki na badania. Na sto wysłanych pism przychodziła jedna odpowiedź pozytywna, co oznaczało, że dostaniemy 5-10 tys. zł.

To był ważny element hartujący: trudności nas nie zrażały, ale motywowały do pracy. Potem zdobyliśmy pierwszy grant z Komitetu Badań Naukowych - 200 tys. zł. Odczuliśmy ten zastrzyk środków jako prawdziwy luksus, który pozwolił nam rozwinąć skrzydła. Po nim przyszły kolejne granty z KBN i resortu nauki, następnie z NCBiR, a ostatnio także z UE (projekt BASTION). Udało nam się także zdobyć grant z duńsko-holendersko-brytyjskiej firmy farmaceutycznej. Dokonaliśmy odkrycia, którym firma bardzo się zainteresowała. Następnie za bezcen odkupiła je od uczelni, ale jednocześnie przekazała zespołowi grant w wysokości 100 tys. euro na badania naukowe. Najwyraźniej miała poczucie, że to właśnie my najwięcej straciliśmy na tej transakcji...

Obecnie mamy ogromne laboratorium wyposażone w nowoczesny sprzęt, w którym pracuje 60 osób i publikujemy w najbardziej prestiżowych czasopismach. To pokazuje, że można. A przecież nigdy wcześniej nie dostaliśmy dużych pieniędzy. Po prostu z roku na rok zdobywaliśmy coraz lepsze finansowanie. To jest proces ewolucyjny. Krok po kroku. Dziś jesteśmy w niektórych dziedzinach zespołem, z którym liczą się na świecie. Jak we wszystkich innych dziedzinach, w których odnosi się sukces, najważniejsze jest to, aby umieć zakasać rękawy i wziąć się do pracy. Gadaniem nikt nigdy niczego nie osiągnął.

- Nie zmienia to jednak faktu, że uzyskanie finansowania badań od firmy lub ze środków unijnych nie jest takie proste.

- Jeśli chodzi o możliwość pozyskiwania środków od polskich firm farmaceutycznych, ta opcja w medycynie raczej nie wchodzi w grę, a szkoda. Żadna z nich nie publikuje artykułów naukowych, rozumiem zatem, że nie prowadzą badań naukowych. Ponadto jest ich mało i nie mają kapitału na finansowanie badań, ponieważ same muszą się rozwijać.

Duże firmy zagraniczne nie finansują badań naukowych w Polsce i nie ma się co dziwić, bo nie mają co finansować. Nie finansują też badań w Czechach, na Węgrzech, w Rumunii, w Bułgarii itd... Jeśli firma ma siedzibę w Niemczech, skorzysta z pracy niemieckich naukowców. Jeżeli będzie potrzebowała badaczy z zagranicy, poszuka ich nie w Polsce, a w USA. Od tych krajów dzieli nas przepaść.

Podobnie jest w przypadku środków z UE. Najbardziej prestiżowe granty European Research Council (dla wybitnych naukowców) trafiły do Polski zaledwie trzy razy w historii. To pokazuje słabość polskiej nauki, a Unia chce finansować najlepszych. Tymczasem nawet garstka polskich naukowców, których można uznać za wybitnych, nie osiąga wystarczająco wysokiego poziomu, aby konkurować z badaczami z USA lub Europy Zachodniej, gdzie nauka rozwija się harmonijnie od stuleci.

Różnice między nami mają uwarunkowania historyczne i nic nie możemy na to poradzić. Pozostaje nam tylko gonić świat. Może za 100- 150 lat (przy mądrej polityce państwa) ta przepaść zostanie zasypana. Oczywiście, byłoby dobrze, gdyby polska nauka zdobywała więcej pieniędzy z zagranicy, ale musimy zdać sobie sprawę, że jeszcze przez wiele lat będą to sytuacje okazjonalne.

Na razie zadbajmy o lepsze wykorzystanie polskich funduszy na naukę, środków unijnych już pozyskanych i zapewnijmy dobre finansowanie kilkudziesięciu najlepszym zespołom. To w nich rozwiną się nowe pokolenia badaczy, które skutecznie będą sięgać po pieniądze z UE i nie tylko.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum