Powody "bezradności" leków

Autor: Katarzyna Lisowska • • 01 sierpnia 2011 12:18

Obecnie niemal we wszystkich przypadkach chorób zakaźnych mamy do czynienia ze szczepami lekoopornymi. Są one dziś obecne w każdym szpitalu. - To efekt wieloletniego nadużywania antybiotyków i ich złego stosowania, które może doprowadzić do tego, że za kilka lat nie będziemy mieli czym leczyć chorych - ostrzega prof. Waleria Hryniewicz, konsultant krajowy w dziedzinie mikrobiologii klinicznej, pełniąca funkcję przewodniczącej Narodowego Programu Ochrony Antybiotyków realizowanego w Narodowym Instytucie Leków.

Wyniki przeprowadzonego po raz pierwszy w Polsce w grudniu 2010 r. badania ilościowego "Postawy Polaków wobec antybiotyków", zleconego przez Narodowy Instytut Leków, wskazują, że odsetek osób stosujących w Polsce antybiotyki jest bardzo wysoki.

Ponad 40% dorosłych stosowało antybiotyki w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a 63% - w ciągu ostatnich 24. Polacy najczęściej przyjmują antybiotyki z powodu dolegliwości, które nie powinny być nimi leczone, takich jak: przeziębienia (28% wskazań), bólu gardła (27%), grypy (14%) czy kaszlu (18%).

Wiemy zbyt mało

Dowodzi to faktu, że wiedza Polaków na temat skuteczności antybiotyków w leczeniu przeziębienia i grypy jest wciąż niewystarczająca, ponad połowa uważa, że antybiotyki zabijają wirusy.

Lekarze zaś zalecają antybiotykoterapię bez prawidłowego rozpoznania choroby.

Zdaniem specjalistów, diagnostyka zakażeń w podstawowej opiece zdrowotnej i możliwości ustalenia etiologii zakażeń w oparciu o metody mikrobiologiczne są znacznie ograniczone. Jednak to sami lekarze zbyt rzadko decydują się na zlecenie badań przed przepisaniem leku.

Dzieje się tak nawet w praktyce szpitalnej, i to w przypadkach ciężkich.

Lekarze nie zawsze pobierają materiał na posiew, który ma służyć zidentyfikowaniu drobnoustrojów odpowiedzialnych za zakażenie, lub robią to dopiero po niepowodzeniu leczenia.

Wzrost zużycia antybiotyków jest zaś równoznaczny ze zwiększeniem oporności szczepów bakterii. Drobnoustroje nabywają oporności m.in. przez nieskuteczne leczenie i podawanie małych dawek leku, które nie niszczą ich, a jedynie indukują mechanizmy oporności.

- Dziś Polska jest jednym z liderów w Europie, jeżeli chodzi o antybiotykooporność, i problem ten wciąż narasta - mówi nam prof. Waleria Hryniewicz.

Dodaje: - Obecnie mamy już do czynienia z superbakteriami, które nie reagują na żadne leki. Biorąc pod uwagę rozwój turystyki i wymiany handlowej na świecie, powinniśmy być świadomi, że żaden kraj nie może czuć się bezpieczny.

Wszechobecne

W Polsce antybiotyki są wszędzie, m.in. podawane zdrowym zwierzętom jako promotory wzrostu lub w celu zapobiegania chorobom. Niektóre antybiotyki są stosowane w weterynarii częściej niż w medycynie ludzkiej. Występowanie zakażeń wywołanych opornymi na leki szczepami Salmonella oraz Campylobacter - bakteriami pochodzącymi z żywności - można bezpośrednio powiązać ze stosowaniem antybiotyków u zwierząt hodowlanych.

- Antybiotyki stają się również wszechobecne w produkcji kosmetyków czy środków czystości. Są dodawane nawet do farb i fug, co ma powstrzymać przed rozwojem w nich beztlenowców. Przy ich stosowaniu w tym zakresie nie ma praktycznie żadnej kontroli - zaznacza prof. Waleria Hryniewicz.

Zdaniem profesor, z tego powodu istnieje konieczność poszukiwania nowych antybiotyków, gdyż coraz częściej notuje się zakażenia uogólnione (zakażenia łożyska krwi), trudne do leczenia nawet za pomocą antybiotyków tzw. ostatniej szansy, takich jak karpabenemy.

- Problem w tym, że zmniejszyło się zainteresowanie firm farmaceutycznych poszukiwaniem nowych leków przeciwko drobnoustrojom. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wprowadzono jedynie dwa nowe antybiotyki - podkreśla nasza rozmówczyni.

Potrzebny lepszy nadzór

Jak zatem walczyć z narastaniem lekooporności?

W opinii profesor Hryniewicz, obecnie jedynym skutecznym sposobem zwalczania niebezpiecznych bakterii jest racjonalna terapia antybiotykowa, czyli taka, która znajduje uzasadnienie w medycynie opartej na faktach (EBM) - dostępna w postaci rekomendacji terapeutycznych. Należy też przestrzegać standardów diagnostyki klinicznej i wzmocnić diagnostykę mikrobiologiczną.

- Jest już bardzo dużo szybkich testów diagnostycznych, które w Polsce są zbyt rzadko stosowane. Musimy mieć lepszy nadzór epidemiologiczny i przede wszystkim wiedzieć, co zrobić, kiedy problem się pojawi. Z niepokojem jednak obserwuję wyprowadzanie ze szpitali mikrobiologów. To zmniejsza możliwość szybkiej diagnostyki w tych placówkach, a tu właśnie najczęściej mamy do czynienia z problemem opornych szczepów - zaznacza profesor.

Jak przyznaje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia dr Alfred Samet, konsultant wojewódzki w dziedzinie mikrobiologii klinicznej w woj. pomorskim, kierownik Laboratorium Mikrobiologii Klinicznej w Akademickim Centrum Klinicznym Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego - szybka identyfikacja i izolacja zakażonych ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia liczby zachorowań.

- Część szpitali restrykcyjnie monitoruje podawanie antybiotyków w oparciu o uprzednią szczegółową diagnostykę, ale część nie przestrzega zaleceń i rekomendacji w tym zakresie. Z jednej strony z powodu źle pojętej, pozornej oszczędności w stosowaniu niektórych leków, a z drugiej strony - w wyniku ich nadużywania - dodaje doktor.

Jak zaznacza profesor Waleria Hryniewicz, sam nadzór nad szczepami opornymi w kraju jest bardzo słaby. Dzieje się tak m.in. dlatego, że laboratoria nie są w strukturach szpitala, wobec czego ich wpływ na funkcjonowanie placówki w tym zakresie jest ograniczony. - Szpitale natomiast szukają ciągle oszczędności, co jest kolejną słabością tego systemu - podkreśla konsultant krajowy.

Kulejąca diagnostyka

Nasza rozmówczyni zwraca też uwagę na zbyt małą ilość pobieranych próbek, zwłaszcza inwazyjnych, co się przekłada na niewystarczające dane do identyfikacji pewnych zagrożeń. Brakuje lekarzy - mikrobiologów, mamy również zbyt mało laboratoriów mikrobiologicznych czynnych całą dobę, a szpitale zbyt rzadko zlecają badania mikrobiologiczne, zanim przystąpią do antybiotykoterapii.

Problem ten istnieje nawet w tak - wydawałoby się - rozwiniętych miastach, jak Warszawa, gdzie całodobowo badania można wykonać jedynie w trzech ośrodkach.

Jak przyznała w rozmowie z Rynkiem Zdrowia prof. Zofia Zwolska z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, w kraju bolączką diagnostyki jest też jakość usług w laboratoriach. - Fakty są takie, że np. badania diagnostyczne w przypadku lekoopornej gruźlicy trwają nawet do pół roku. W tym czasie pacjent nie leczony chodzi i zaraża kolejne osoby.

Zgodnie z zaleceniami WHO, podstawowa diagnostyka powinna trwać około dwóch dni, a szczegółowa do trzech tygodni - podkreśla prof. Zofia Zwolska.

W samych szpitalach niewystarczający jest też poziom higieny. Przestrzeganie zaś elementarnych zasad, takich jak: mycie rąk, stosowanie masek chirurgicznych czy jednorazowych fartuchów oraz kompetentny personel, ma - zdaniem mikrobiologów - kluczowe znaczenie w zapobieganiu zakażeniom szpitalnym.

Kolejnym problemem jest brak w zespołach zakażeń szpitalnych osób z odpowiednim przygotowaniem. Jak zauważa dr Alfred Samet, polskie przepisy mówią jedynie, że w pracach zespołu zakażeń szpitalnych powinien brać udział diagnosta medyczny. Nie ma wskazania, że powinien to być mikrobiolog.

W Niemczech, Francji i wielu innych krajach nie ma możliwości, by ów zespół istniał bez takiego specjalisty.

- Chociaż jest u nas obowiązek raportowania o zakażeniach, to nie publikuje się choćby rocznych, zbiorczych alertów o patogenach. Nie znamy więc rangi problemu. Nie ma statystyk dotyczących zgonów spowodowanych zakażeniami szpitalnymi. Z mojej wiedzy wynika, że nie ma także w Polsce ośrodków referencyjnych, które przeprowadziłyby analizę genetyczną szczepów opornych, tak jak ma to miejsce na świecie.

A właśnie działalność takich ośrodków pomaga wyprzedzić pewne zagrożenia i z nimi skutecznie walczyć - dodaje dr Samet.

Zdaniem ekspertów, w kraju ograniczona jest również dostępność w szpitalach leków bakteriobójczych. - Chociaż mamy wiele leków, szpitale często korzystają z wąskiej grupy podstawowych - przeważnie wyznacznikiem jest tu ich cena. Szczególnie widoczne jest to w mniejszych powiatowych lecznicach - zaznacza doktor.

Racjonalna antybiotykoterapia

- Kilka lat temu złożyłam w Ministerstwie Zdrowia propozycję, żeby w szpitalach powołać osoby odpowiedzialne za politykę antybiotykową. Niestety, nic z tego nie wyszło. Ponieważ obecnie sytuacja jest już w tym zakresie dramatyczna, zaapeluję o to ponownie - zapowiada profesor Waleria Hryniewicz.

Jej zdaniem, trzeba też poszerzyć wiedzę studentów medycyny z zakresu antybiotykooporności i związanych z tym zagrożeń. Tak, aby w przyszłości rozważnie stosowali antybiotyki.

Szacuje się, że każdego roku w samej Unii Europejskiej ponad 25 000 osób umiera w wyniku zakażeń bakteryjnych wywołanych przez szczepy oporne na działanie antybiotyków. Problem ten najczęściej dotyka chorych przebywających w szpitalu. W Europejskim Regionie WHO, który uwzględnia 53 kraje, całkowita liczba tego typu zakażeń nie jest znana z powodu niedostępności danych, lecz wiele wskazuje na to, że sytuacja jest znacznie poważniejsza, niż pokazują szacunkowe dane.

Specjaliści ostrzegają: - W wyniku niefrasobliwego stosowania antybiotyków dojdzie do sytuacji alarmowej oraz dalszego szerzenia się zakażeń niepoddających się działaniu antybiotyków. W takiej sytuacji może nam grozić powrót do ery przedantybiotykowej, gdzie nieskomplikowane zakażenia okażą się oporne na leczenie, a rutynowe operacje i zabiegi mogą stanowić zagrożenie dla życia - przyznaje profesor Hryniewicz.
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum