Andrzej Bęben | 17-09-2009 14:49

Poważne e-problemy, czyli jest co robić

Zarządzający szpitalami znają korzyści płynące z informatyzacji. Wbrew pozorom, trudniej do nowych rozwiązań jest przekonać personel medyczny.

Nowoczesny szpital to szpital zinformatyzowany. Truizm? Możliwe. Ale również, szczególnie w naszych warunkach, także i aksjomat. Informatyzacja to nie kilka komputerów, na przykład w księgowości i sekretariacie dyrektora placówki. A tak, niestety, bywa postrzegana. Ba, to nawet nie jest stan, w którym komputer stoi w każdym pomieszczeniu szpitala czy przychodni. To jest - co najwyżej - komputeryzacja jednostki.

Ministerstwo informuje

Fragment depeszy Polskiej Agencji Prasowej z marca tego roku:
"1,1 mld zł będzie kosztowała realizacja projektu informatyzacji służby zdrowia - poinformowała minister zdrowia Ewa Kopacz. Przewiduje się wprowadzenie m.in. dokumentacji medycznej w formie elektronicznej, a także tzw. e-recept i e-skierowań. Dzięki informatyzacji na wizytę u lekarza będzie można zapisać się przez internet. Informacje o zrealizowanych i planowanych świadczeniach medycznych mają być dostępne on-line. Projekt ustawy umożliwiającej taką informatyzację przeszedł już konsultacje społeczne. Jeszcze w tym roku powinien trafić do Sejmu.
Na system informacji elektronicznej w służbie zdrowia mają się składać: System Informacji Medycznej (SIM), dziedzinowe systemy teleinformatyczne oraz rejestry medyczne. Według projektu, dokumentacja medyczna będzie prowadzona w formie elektronicznej, utworzony zostanie moduł danych medycznych. Pacjenci zyskają możliwość umawiania się on-line na wizyty w poradniach i monitorowania statusu na liście osób oczekujących w kolejce do lekarza lub na badanie. Poradnie będą drogą elektroniczną przypominać o terminie wizyty (...)".
Jeśli komuś się wydaje, że - kiedy już uda się ten projekt zrealizować (co nie jest takie pewne, zważywszy, jak w przeszłości urzeczywistniano tego rodzaju plany) - to służba zdrowia zostanie zinformatyzowana, powinien raczej poskromić swój optymizm. SIM, RUM (rejestr usług medycznych), sprawozdawczość do płatnika itp. - to jedno, a inwestowanie w system informatycznego zarządzania w części medycznej i administracyjnej szpitala czy przychodni to inna para kaloszy. Ty m bardziej że na to trzeba mieć własne chęci i - najczęściej - własne pieniądze.

W mocy dyrektora

Oczywiście, że jednostki zinformatyzować bezkosztowo nie sposób. Z drugiej strony czynnik finansowy zbyt często stawiany jest jako zasadnicza bariera w informatyzacji placówek medycznych. Środki na sfinansowanie tej inwestycji można pozyskać z rozlicznych funduszy unijnych (fakt, trwa to co najmniej kil-kanaście miesięcy). Zgodnie z prawem może je sprezentować organ założycielski, np. gmina. Można ubiegać się o docelowy kredyt (istnieje teoretycznie taka możliwość).
Wreszcie placówka może zostać zinformatyzowana przez zewnętrznego wykonawcę, a koszty stworzenia infrastruktury technicznej i oprogramowania ponosić tak, jak ponosi je przedsiębiorca biorący środki produkcji w leasing.
Większą przeszkodą na drodze do zinformatyzowania jednostki zdaje się być... człowiek, o czym firmy informatyczne doskonale wiedzą, a czego głośno - a tym bardziej konkretnie - nie potwierdzą. To od dyrektora jednostki, od jego podejścia do zagadnienia, zależy , czy będzie ona zinformatyzowana (w tej czy innej części lub nawet w całości), czy tylko skomputeryzowana.
Zakładając, że dyrektorowi e-tematyka nie jest obca (nie musi być wcale z wykształcenia informatykiem), to wywołanie, w dobrym tego słowa znaczeniu, rewolucji informatycznej w ZOZ-ie może napotkać na kolejny opór ludzkiej materii.
- Pieniądze można pożyczyć, bo informatyzacja jest opłacalną inwestycją. Wybór oprogramowania dedykowanego dla branży jest spory. Problem jest tylko w tym, by zmienić nastawienie personelu medycznego do informatyki. Wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo przekonać lekarza, by zamiast papierowej dokumentacji prowadził elektroniczną. To zajmuje więcej czasu! - tłumaczą menedżerowie swój sceptycyzm.
I prawdę mówią, bo pracownicy muszą się nauczyć posługiwania nowymi narzędziami, by dotychczasowe zadania wykonywać szybciej niż dotychczas. Tymczasem nie każdemu, w pewnym wieku, chce się czegoś takiego uczyć - stwierdza dyrektor jednej z liczących się firm informatycznych pracujących dla systemu ochrony zdrowia.

Czy to się opłaca?

Jakoś nie ma oporu do zamieniania zeszytu na komputer (element zamkniętej sieci) w jednostkach niepublicznej służby zdrowia. Wychodzi na to, że informatyzacja traktowana jest tam jako jedna z dróg do optymalizacji kosztów, wzrostu jakości obsługi pacjenta-klienta; mówiąc krótko: do wzrostu przychodów jednostki działającej w oparciu o Kodeks handlowy.
Tymczasem w przypadku jednostek publicznych (czytaj: niekomercyjnej) służby zdrowia od lat trwają dyskusje o tym, ileż to dobrego płynie z tego, że szpital staje się e-szpitalem! Jeśli ktoś ma wątpliwości co do opłacalności e-inwestycji, to zawsze może skontaktować się z tymi dyrektorami, którzy takich obaw nie mieli. A jak i oni nie zdołaliby wątpiących przekonać? To niechże ci ostatni mają świadomość, że gdy ziści się rządowy projekt informatyzacji służ-by zdrowia, to w pełni korzystać będą z niego tylko e-szpitale, e-przychodnie, e-poradnie...

Kroczkami czy od razu?

Informatyzować etapami czy kompleksowo? Nie trzeba być informatykiem z dyplomem inżyniera i bogatym do-świadczeniem, by wiedzieć, że najdroższa jest kompleksowa informatyzacja, czyli stworzenie sieci dla całej jednostki w jednym procesie inwestycyjnym. To idealne - z pragmatycznego punktu widzenia - rozwiązanie jest, a potwierdzą to specjaliści, na dłuższą metę... najtańszym.
Nie będę wdawał się w rozważania o sieciach WAN, LAN, ich architekturze, serwerach takich czy innych. To temat na inną okazję. Może jednak pokuszę się o porównanie trafiające do wyobraźni każdego decydenta...
Otóż z tworzeniem sieci kompleksowej i częściowej jest tak jak z kupnem twardego dysku. Duży twardy dysk jest droższy od mniejszego, ale cena składowania jednego megabajta danych jest znacznie mniejsza niż na dysku "tańszym".
W praktyce bywa inaczej, choć podobno biednego nie stać na tanie, połowiczne rozwiązania. Rynek dostawców oprogramowania dedykowanego zarządzaniu jednostką ochrony zdrowia dopasował się do rzeczywistości i oferuje (o tym na str. .....) każdemu według jego potrzeb
i na miarę jego możliwości (przede wszystkim finansowych).
Skoro, dla przykładu, szpital nie może używać szpitalnego systemu informacyjnego (Hospital Information System - HIS), to może skorzystać z rozwiązań częściowych. Może używać oprogramowania do obsługi części administracyjnej jednostki (slangowo nazywanej "szarą") lub też części medycznej (zwanej "białą"). Z czasem (raczej prędzej niż później) uzupełni o oprogramowanie do zarządzania częścią dotychczas nieobsługiwaną.
Fakt, że to będzie w sumie wychodziło drożej niż za jednym podejściem, to już inna sprawa. Zasadniczo lepiej zinformatyzować jedną z dwóch części działalności niż żadną...

Zamiast puenty

1 na koniec coś zamiast puenty: kilka lat temu Andrzej Sośnierz, były prezes NFZ, całkiem zgrabnie skategoryzował cztery główne obszary informatyzacji w służbie zdrowia:

  • Obszar nr 1: pacjent - system rejestracji
    i archiwizacji wszelkich składowych rejestru usług medycznych
  • Obszar nr 2: płatnik - system rozliczeń między NFZ a placówkami służby zdrowia
  • Obszar nr 3: medycyna - system bezpośredniego wspierania przez IT procesów medycznych
  • Obszar nr 4: przedsiębiorstwo - system zarządzania placówką (logistyka, księgowość, gospodarka materiałowa itp.). Można powiedzieć, że w obszarze nr 2 co było do zrobienia, to uczyniono. W pozostałych można się nadal wykazać!