Postęp ratuje życie

Autor: Jacek Janik • • 29 września 2014 14:17

Oddziały intensywnej terapii kojarzą się z jednej strony z pacjentami w najcięższych stanach, a z drugiej - z najnowszą techniką medyczną. Są na pierwszej linii medycznego frontu technologicznego. Stosowane w nich urządzenia wykorzystują najnowocześniejsze osiągnięcia techniki i medycyny

Postęp ratuje życie

Dotyczy to m.in. systemów monitorujących, umożliwiających coraz skuteczniejsze prowadzenie diagnostyki i terapii. Pomagają one lekarzom w błyskawicznym podejmowaniu decyzji na wagę życia.

Coraz bardziej precyzyjnie

Oddziały intensywnej terapii w polskich szpitalach, podobnie jak sale operacyjne, zmieniają się niezwykle dynamiczne, m.in. w dużej mierze dzięki środkom finansowym pozyskiwanym z Unii Europejskiej. Szpitale, realizując różne projekty modernizacyjne, rozbudowując się i dostosowując do standardów unijnych, sięgają po najnowocześniejszy sprzęt.

Jak podkreśla dr Józef Bójko, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w woj. opolskim, ordynator oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Szpitala Wojewódzkiego w Opolu, zmieniają się też trendy w rozwoju technologii wykorzystywanej na tych oddziałach. Dzisiaj aparatura - zarówno diagnostyczna, jak i ta monitorująca pacjenta - rozwija się w kierunku coraz mniejszej ich inwazyjności.

- Niedawno jeszcze kierunek rozwoju tych urządzeń i wyposażenia był nastawiony przede wszystkim na inwazyjne techniki. Dzisiaj codziennie rano wchodząc na oddział, zastanawiamy się, co u pacjenta zastosowano inwazyjnego i czy jest to koniecznie. Same urządzenia są też coraz doskonalsze, coraz bardziej zminiaturyzowane, i - co najważniejsze - są coraz mniej inwazyjne - tłumaczy dr Bójko.

Przykładem może być to, co się dzieje m.in. w szeroko rozumianej hemodynamice - dokładnego monitorowania układu krążenia, wydolności mięśnia sercowego, oporów naczyniowych.

- W tym zakresie, od cewników Swana-Ganza weszliśmy w etap coraz mniejszej inwazji z porównywalnymi możliwościami w zakresie oceny tego układu - dodaje specjalista. - Bardzo dobrym przykładem są także techniki usg, które stały się standardem wyposażenia, a przy ich nieinwazyjności pozwalają na wykonanie wielu czynności pod skuteczną kontrolą, co zdecydowanie obniża możliwość popełnienia błędu przez lekarza czy wystąpienia działań niepożądanych.

- Pamiętam, kiedy pierwsze aparaty usg wkroczyły do polskich szpitali, radiolodzy trzymali je pod kluczem, nie było do nich dostępu - wspomina konsultant. - W tej chwili w moim oddziale są dwa aparaty; jeden na bloku operacyjnym pomaga koleżankom i kolegom w zakresie identyfikacji nerwów, splotów nerwowych, różnego typu naczyń - aby konieczne czynności wykonać pod kontrolą wzroku. Drugi, o każdej porze dnia i nocy, dostępny jest dla lekarzy, którzy mogą monitorować pacjentów.

- Kiedyś na przykład odmę opłucnową musieliśmy diagnozować głównie na podstawie badania klinicznego i zdjęcia rtg, co dzisiaj uzyskujemy niemal błyskawicznie, przykładając głowicę usg do pacjenta - zaznacza dr Józef Bójko.

Monitorowanie saturacji

Na coraz mniejszą inwazyjność wyposażenia oddziałów intensywnej terapii, np. w monitorowaniu układu krążenia, zwraca także uwagę prof. Andrzej Piotrowski, konsultant wojewódzki w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii w woj. łódzkim, kierownik Oddziału Intensywnej Terapii i Anestezjologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 im. Marii Konopnickiej UM w Łodzi.

- Współczesne trendy rozwoju wyposażenia intensywnej terapii obejmują m.in. nieinwazyjne monitorowanie układu krążenia. Dotyczy to rzutu serca i wody naczyniowej w płucach. Jest kilka monitorów, coraz lepszych, wykorzystujących skomplikowane zjawiska fizyczne. Mamy taki monitor od około roku, który można wykorzystywać bez potrzeby dokonywania kaniulacji. Są też tzw. monitory małoinwazyjne, dzięki którym przy tylko jednym wkłuciu możemy mierzyć rzut serca - mówi profesor Piotrowski.

Jego zdaniem bardzo ważnym kierunkiem w rozwoju wyposażenia oddziałów intensywnej terapii noworodków są także coraz doskonalsze urządzenia umożliwiające monitorowanie mózgu.

- Powstają nieinwazyjne monitory saturacji mózgowej. Dzięki temu w czasie intensywnej terapii oraz znieczulenia można monitorować saturację mózgową niezależnie od saturacji w kończynach. Ponieważ mózg jest najważniejszy, musimy wiedzieć, czy jest dobrze dotleniony. A jego dotlenienie to przecież nie tylko poziom PaO2 i ECO2, ale także wiedza o tym, jaki jest przepływ krwi przez mózg - dodaje profesor.

Zobaczyć to, co niewidoczne

Jednym z zupełnie nowych urządzeń trafiających na oddziały intensywnej terapii jest m.in. Dräger PulmoVista 500, które przy wykorzystaniu nieinwazyjnej techniki - elektrycznej tomografii impedancyjnej - pozwala na wizualizację procesu wentylacji pacjenta.

W Polsce na razie system jest testowany. Obecnie są w kraju trzy takie urządzenia: w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym Nr 1 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach; w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Łodzi oraz w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie.

Dräger PulmoVista 500 umożliwia lekarzom zobaczenie tego, czego wcześniej nie mogli zobaczyć... Dotychczasowa praca lekarzy w trakcie wentylacji mechanicznej pacjenta, przy niewydolności oddechowej, polegała na tym, że próbowali dostosować odpowiedni poziom PEEP i ciśnienia, aby praca oddechowa generowana przez urządzenie była jak najbardziej zbliżona do oddychania zdrowego człowieka.

- Osiągnięcie chociażby zbliżonego do fizjologicznego procesu oddychania nie jest łatwe. Starsze urządzenia nie radziły sobie z tym problemem - każdy wdech i wydech był tej samej wielkości i w takim samym tempie, a przecież zdrowy człowiek nigdy nie oddycha równomiernie, maszynowo - opisuje Ludwik Rey, specjalista ds. Intensywnej Terapii w firmie Dräger.

Dodaje: - Praca oddechowa jest bardzo zróżnicowana. Nowoczesne respiratory potrafią sprostać temu wyzwaniu, a PulmoVista pokazuje od razu efekty wszystkich zmian, jakie dokonuje lekarz w prowadzonej terapii. W czasie rzeczywistym można obserwować, czy te zmiany wpływają na poprawę wentylacji pacjenta. Na ekranie można obserwować regionalną dystrybucję powietrza w płucach, czyli to, czego wcześniej lekarz mógł się jedynie domyślać, lub wymagało wykonania dodatkowych, często inwazyjnych badań diagnostycznych - tłumaczy specjalista.

Skuteczna wentylacja

Dzięki urządzeniu można wykorzystać parametry respiratora tak, aby wentylacja pacjenta była skuteczniejsza i prowadziła do szybszego wyleczenia. Samo urządzenie, zgodnie z najnowszymi trendami, jest zupełnie nieinwazyjne. To 16 elektrod na pasie elastycznym umieszczanym dookoła klatki piersiowej pacjenta. Przy użyciu prądu o bardzo niskim napięciu badany jest poziom impedancji tkanki płucnej pacjenta; w zależności od tego, ile powietrza jest w danej tkance, ta impedancja jest różna. Na tej podstawie urządzenie używając odpowiednich algorytmów, generuje obraz, który po przefiltrowaniu daje obraz płuc na ekranie.

- Od czterech tygodni testujemy PulmoVistę 500 i mogę ocenić, że jest bardzo przydatnym urządzeniem. Jego stosowanie nie wiąże się dla pacjenta z żadnym dodatkowym ryzykiem, jest nieinwazyjne. Ma jednak też swoje ograniczenia. Jeżeli ktoś ma połamaną klatkę piersiową, dużo opatrunków, to, niestety, nie można założyć na nią pasa monitorującego - mówi Rynkowi Zdrowia dr Dariusz Onichimowski, ordynator Oddziału Klinicznego Anestezjologii i Intensywnej Terapii Wojewódzkiego Szpitala w Olsztynie.

Obraz uzyskiwany dzięki aparatowi jest zbliżony do tego z tomografu komputerowego. Jednak jego przewaga nad tomografem polega na tym, że obraz można uzyskać bezpośrednio przy łóżku pacjenta. W czasie prowadzonej terapii nie trzeba pacjenta nigdzie przewozić, nie trzeba też wielkich przygotowań. Wystarczy założyć choremu elastyczny pas i dokonać obserwacji.

- Na podstawie dotychczasowych doświadczeń uważam, że w takie urządzenie powinien być wyposażony każdy OIT o wyższym poziomie referencyjności, w minimum jedno na cztery stanowiska. Sam chciałbym, aby mój oddział został w nie wyposażony na stałe, bo na razie tylko je testujemy - stwierdza dr Onichimowski.

- PulmoVista 500 nie jest oczywiście panaceum na każde zło i nie zastąpi wiedzy lekarskiej. Jest jednak urządzeniem bardzo pomocnym i dużym krokiem w postępie technologicznym w tym zakresie. Coś co do tej pory było niewidoczne, dzisiaj jest dostępne dla oka lekarza. Otrzymuje on informacje, które są bardzo istotne chociażby przy manewrach rekrutacyjnych i późniejszej ocenie ich skuteczności - wskazuje Ludwik Rey.

Elektronika nie zastąpi lekarza

Dzisiaj często urządzenia elektroniczne, tak jak kiedyś stetoskop, stają się nieodłącznym atrybutem lekarza. Jak podkreśla dr Józef Bojko, może nawet się wydawać, że lada moment lekarze nie będą potrzebni... Oczywiście taka ocena jest bardzo złudna.

- Dwa dni temu sprawdzaliśmy hemodynamikę pacjenta i z pomiarów wynikało, że trzeba dołożyć mu leki, które zwiększą opór naczyniowy. Gdyby ktoś do tego podszedł czysto technicznie, to zapewne zaordynowałby lek zwężający naczynia i wtedy poprawiłoby się funkcjonowanie układu krążenia. Trzeba było jednak pamiętać, że pacjent ma niedokrwienie kończyn dolnych. Gdyby zastosować takie leki, na jakie wskazywały parametry, można by wylać dziecko z kąpielą - mówi dr Bójko.

Zdaniem Ludwika Reya, technika na razie nie zastąpi lekarza, który patrzy na pacjenta holistycznie: - Wszelkie urządzenia, jakie proponują ich producenci, są skupione na konkretnym aspekcie - na przykład na oddechu czy układzie krążenia - stwierdza nasz rozmówca. - Nie ma jakiegoś jednego urządzenia, które leczy czy monitoruje wszystko. Zawsze musi być lekarz, który jest sprawnym operatorem urządzeń, a one same mają mu tylko pomóc, usprawnić pracę i ewentualnie rozwiać wątpliwości - wylicza.

- Elektronika, nowoczesne technologie bardzo nam pomagają. Choćby były jednak najdoskonalsze i najbardziej zaawansowane, zawsze potrzebny jest lekarz, jego doświadczenie i intuicja. Czy w przyszłości będzie można wyeliminować przy podejmowaniu decyzji w medycynie czynnik ludzki? Tego nie wiem. Kiedyś myślałem, że komputer nigdy nie zbliży się do wybitnych umysłów, np. mistrzów szachowych… Z pewnością postęp technologiczny w medycynie idzie w dobrym kierunku, ale jeszcze wiele milowych kroków w tym zakresie jest przed nami - podsumowuje dr Józef Bójko.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum